Październik 2016

31 Październik, 2016

Wydarzenie dnia: drugie z rzędu triple-double Westbrooka

Russell Westbrook popisał się drugim z rzędu triple-double w wygranym przez jego Oklahomę 113:96 meczu z LA Lakers. Russ dołączył tym samym do takich sław jak Magic Johnson, Jerry West, czy Oscar Robertson, którzy jako jedyni w historii NBA zdołali w pierwszych trzech meczach sezonu osiągać dwukrotbie triple-double. Należy w tym miejscu przypomnieć, iż rozgrywajacemu OKC zabrakło na inaugurację rozgrywek zaledwie 1 asysty do t-d, co czyniłoby z niego w tym momencie niekwestionowanego lidera początkowej fazy rozgrywek w tej klasyfikacji. Westbrook potrzebował do swojego dzisiejszego wyczynu 34 minut spędzonych na parkiecie, podczas których zaliczył 33 punkty, 12 zbiórek i 16 asyst, a także po 1 bloku i przechwycie. Jego skuteczność z gry była ponad 50-cio procentowa (11/21), a bardzo dobrze radził sobie z rzutami zaa łuku gdzie na 6 prób aż 5 znalazło drogę do kosza LAL. Także na linii rzutów wolnych Russ zachował spokój trafiając wszystkie 6 podejść. Na nic zdało się po 20 punktów zdobyte przez D'Angelo Russella i Juliusa Randle'a, gdyż przy tej formie Westbrooka i wspomagającego go dzielnie Victora Oladipo (20 pkt) Grzmoty pewnie wygrały to spotkanie i z trzema zwycięstwami z rzędu prowadzą w tabeli Northwest Division.

Na plus:
- Kevin Durant - KD rozegrał bardzo udane zawody przeciwko Phoenix Suns (zwłaszcza ich drugą połowę) i poprowadził Golden State do zwycięstwa 106:100. Durant zakończył mecz z 37 punktami na koncie oraz dołożył do nich po 4 zbiórki, asysty i przechwyty.
- Stephen Curry - swoje zrobił też w tym meczu MVP poprzedniego sezonu. Steph rzucił 28 punktów trafiajac 9 z 17 prób z gry, w tym 5/8 za trzy punkty. oraz wszystkie 5 osobistych.
- Kawhi Leonard - cały czas w świetnej formie utrzymuje się skrzydłowy San Antonio Spurs. Tej nocy Ostrogi pokonały w wyjazdowym meczu Miami Heat 106:99, a Kawhi zdobył 27 punktów i dodał do nich 6 asyst, 2 zbiórki oraz po 1 bloku i przechwycie.
- Hassan Whiteside - center ekipy z Miami walczył jak mógł przeciwko San Antonio i zakończył zawody z pokaźnm double-double na poziomie 27-15, a także dodał od siebie 4 bloki i po 1 asyście i przechwycie.
- James Harden - niby 28 punktów na koncie i po 7 zbiórek i asyst nie powinno budzić wątpliwości, czy umieszczać delikwenta w tej rubryce, ale Brodacz nie zagrał dziś jakiegoś fantastycznego meczu. 8/23 z gry to nie jest powód do dumy, ale jednak to właśnie Harden zapewnił Rakietom zwycięstwo w spotkaniu z Dallas Mavericks 93:92 trafiając przy remisie na 0,1 sek przed końcem meczu 1 rzut wolny.
- wpomnieć też należy o Marcinie Gortacie, gdyż jedyny Polak w NBA zagrał tej nocy dobre spotkanie przeciwko Memphis Grizzlies zaliczając double-double. Marcin rzucił 14 punktów nie myląc sie ani razu podczas 10 wizyt na linii rzutów wolnych i dodał też 12 zbiórek na tablicach. Mimo tej dobrej gry nie potrafił wyłączyć z ataku środkowego Miśków Marca Gasola (20 pkt i 10 zbr), który najpierw rzutem za trzy punkty doprowadził do dogrywki, a w niej przesądził o zwycięstwie Grizzlies 112:103.

Na minus:
- Devin Booker - znów gracz na którego over punktowy liczyłem nie popisał się akurat w tym meczu. Słaba skuteczność młodego gracza Phoenix (3/12) zniweczyła dobrą grę Słońc przeciwko Golden State i przesądziła ostatecznie o ich porażce 100:106. Po meczu Booker narzekał na ból palce u stopy, ale skoro nie czuł sie na 100% zdrowy to mógł nie grać, a sprawę w swoje ręce wzięliby Eric Bledsoe i Brandon Knight.


30 Październik, 2016

Wydarzenie dnia: buzzer beater Lillarda i zwycięstwo Portland po dogrywce w Denver

Bardzo dobry mecz rozegrał w Denver Damian Lillard i to dzięki jego rzutom w decydujących akcjach Portland Trail Blazers pokonali po dogrywce miejscowych Nuggets 115:113. Przez większą część drugiej połowy spotkania prowadzili gospodarze i gdy do końca pozostała niecała minuta, a na tablicy widniał wynik 104:96 dla Nuggets wydawało się, że powinni oni dowieźć zwycięstwo do końca. Innego zdania był jednak Damian Lillard, który najpierw celnie rzucił za trzy punkty, Następnie po wybronieniu ataku ekipy z Denver pod koszem szarżował faulowany przez Emanuela Muddiay'a C.J. McCollum, co przyniosło akcję 2+1. Ponownie udana defensywa Blazersów i na 3 sekundy przed końcem 4 kwarty z boku wyprowadzali piłkę goście. Lillard zgubił pilnującego go Mudiay'a, zdobywając brakujące do remisu dwa "oczka". Dogrywka był wyrównana, ale decydujący cios wyprowadził w ostatniej sekundzie ponownie Lillard doprowadzając do rozpaczy kibiców z Kolorado. Bilans Lillarda w tym meczu to 37 punktów (15/27 z gry, w tym 2/7 zza łuku oraz 5/5 z osobistych), 7 asyst, 5 zbiórek, 3 przechwyty i 1 blok. Po stronie Nuggets cała pierwsza piątka uzyskała dwucyfrową liczbę punktó, a świetnie zaprezentował się Nikola Jokic. Serbski środkowy uzyskał 23 punkty, 17 zbiórek, 2 asysty, 4 przechwyty i 1 blok. Jednak Portland mieli w swoich szeregach Damiana Lillarda, co zrobiło końcową różnicę na ich korzyść.

Na plus:
- Avery Bradley - obrońca Celtów z bostonu był pierwszoplanową postacią podczas meczu z Charlotte Hornets. Celtics wygrali 104:98, a Bradley popisał sie w tym spotkaniu double-double rzucając 31 punktów i 11 razy zbierając piłki z tablic. Do tego dołożył 4 asysty i 1 przechwyt. Bradley trafił w tym meczu aż 8 "trójek" z 11 podjętych prób zza łuku.
- Kemba Walker - dobrze radził sobie w szeregach Szerszeni ich rozgrywający, a całe spotkanie zakończył z 29 punktami na swoim koncie trafiając 10/16 z gry, w tym 4/8 za trzy punkty oraz 5/6 z linii rzutów wolnych.
- Doug McDermott - rezerwowy skrzydłowy Chicago Bulls zagrał świetne zawody przeciwko Indianie Pacers i to właśnie on poprowadził Byki do zwycięstwa 118:101 zostając najlepszym strzelcem spotkania. McDermott w ciągu 27 minut spędzonych na parkiecie trafił 9 z 14 rzutów z gry, a wyjątkowo siedział mu dziś rzut za trzy punkty (5/6). Do tego dołożył 4 zbiórki, 3 asysty i po 1 bloku oraz przechwycie.
- Bojan Bogdanovic - Chorwat z Brooklynu mógł zostać bohaterem meczu przeciwko Milwaukee Bucks. 26 punktów i 8 zbiórek oraz celna "trójka" na remis tuż przed zakończeniem meczu mogła zarówno jemu jak i jego drużynie dać szansę na zwycięstwo w dogrywce. Jednak dobitka niecelnego rzutu Jabariego Parkera przez Johna Hensona zniweczyła te plany. Występ Bogdanovica należał jednak zdecydowanie do udanch.

Na minus:
- Jeremy Lin - to właśnie kolega z drużyny Bogdanovica nie popisał się tej nocy w meczu przeciwko w starciu z Bucks. Lin grał ze słabą skutecznością i trafił tylko 4 z 16 rzutów z gry i pomimo 10 asyst zaliczył także 4 straty. Odrobina lepszej postawy rzutowej z jego strony i Nets wywieźliby zwycięstwo z Millwaukee.

 


29 Październik, 2016

Wydarzenie dnia: Russell Westbrook show!

Niesamowity mecz tej nocy rozegrał Russell Westbrook przeciwko Phoenix Suns. Oklahoma głównie jego świetnej grze pokonała po dogrywce Słonca 113:110, a Russ skompletował triple-double nie widziane na parkietach NBA od 1975 roku. Dzisiejszy tripel Westbrooka był o tyle wyjątkowy, że nikt od czasów Kareema Abdula-Jabbara nie uzyskał triple-double z co najmniej 50-cio punktową zdobyczą, a właśnie 51 "oczek" na swoim koncie zapisał tej nocy rozgrywający OKC. Westbrook dołożył do nich 13 zbiórek oraz 10 asyst, a także 2 przechwyty. Bohater meczu praktycznie w pojedynkę ciągnął Thunder w drugiej połowie i dogrywce i to jego niesamowitej grze Grzmoty zawdzięczają zwycięstwo. Do przerwy miał na swoim koncie tylko 11 pkt. a jego gra skupiała się na wyszukiwaniu kolegom z drużyny czystych pozycji, co znowu zaowocowało 8 asystami. Jednak Oklahoma przegrała pierwsze 24 minuty 49:53 i Russ postanowił wziąć sprawy bardziej w swoje ręce. Druga część spotkania wraz z dogrywką to już one man show, które zaowocowało ostatecznym zwycięstwem i wyjątkowo okazałym triple-double. Westbrook spędził podczas tego meczu na parkiecie aż 45 minut, w trakcie których oddał rekordowe w swojwj karierze 44 rzuty z gry (trafił 17) oraz 20-to krotnie meldował się na linii rzutów wolnych trafiając 15 prób. Po stronie Phoenix rekordem punktowym kariery popisał się T.J. Warren zdobywając ich 30, ale w związku z wyczynem Westbrooka nie wystarczyło to do triumfu ekipy z Arizony (dcydujący rzut przestrzelił Devin Booker). Westbrook po meczu stwierdził, że nie czuje sie zmęczony meczem, gdyż trzeba czerpać przyjemność z gry i zawsze pozostać pozytywnie myślącym na parkiecie. Nic dodać nic ująć.

Na plus:
- Anthony Davis - gwiazdor Pelikanów rozpoczął sezon z wysokiego C i wciąż kontynuuje świetną grę. Tej nocy jego zespół poległ z Golden State Warriors 114:122, ale Davis po raz kolejny rządził w ofensywie zdobywając 45 punktów, na które złożyło się 17 celnych z 31 oddanych rzutów z gry (w tym 1/2 zza łuku) oraz 10/14 osobistych. Jak zwykle był również aktywny na tablicach 17 razy zbierając piłki, a także dodał 3 asysty i po 2 bloki oraz przechwyty.
- Kevin Durant - to właśnie KD poprowadził Wojowników do zwycięstwa w Nowym Orleanie, a uzyskał podczas tego spotkania 30 punktów, 17 zbiórek, 6 asyst oraz po 2 bloki i przechwyty.
- DeMar DeRozan - lider Toronto Raptors walczył jak lew w meczu przeciwko Cleveland, ale ekipie z Kanady zabrakło nieco do odniesienia zwycięstwa. Cavs wygrali 94:91, mimo tego DeRozan spisał się naprawdę dobrze zdobywając 32 punkty oraz dokładając do nich 7 zbiórek i po 2 aysty i przechwyty.
- Trevor Ariza - tym razem to skrzydłowy Houston Rockets, a nie James Harden, został najlepszym strzelcem swojej drużyny i poprowadził Rakiety do triumfu w Dallas 106:98. Ariza rzucił 27 punktów trafiając 8 z 12 rzutów z gry, w tym 5/7 za trzy punkty oraz wszystkie 6 podejść z linii rzutów wonych.
- Harrison Barnes - jego 31 punktów nie wystarczyło Dallas Mavericks do zwycięstwa w derbach Teksasu, ale z indywidualnego występu Barnes może być na pewno zadowolony. Trafił 13 z 23 rzutów z gry oraz każdą z 3 prób osobistych.

Na minus:
- D'Angelo Russell - stwierdzam ze smutkiem (proponowałem typ na jego over punktowy), że Russell nie udźwignął tym razem roli lidera Lakersów. LAL przegrali w Utah 89:96, a D'Angelo wyjątkowo nie mógł się wstrzelić tym razem przestrzeliwując aż 11 z 14 oddanych rzutów z gry. Z 5 osobistych pomylił się trzykrotnie, co świadczy chyba o zbytniej nerwowości tego młodego gracza. Niech posłucha wypowiedzi Westbrooka po meczu z Phoenix i podejdzie do gry bardziej na luzie.

 


28 Październik, 2016

Wydarzenie dnia: udane debiuty Howarda i Wade'a w rodzinnych miastach

Tej nocy miały miejsce wyjątkowe mecze dla dwóch zawodników. Obaj już po 30-ce i niejedno widzieli na parkietach NBA, ale na ten dzień czekali na pewno z niecierpliwością i zapewne, mimo iż nie są młokosami, wzruszenie ściskało im gardła. Zarówno Dwight Howard z Atlanty jak i Dwyane Wade z Chicago rozegrali pierwsze w swojej karierze spotkania w barwach drużyn reprezentujących miasta ich urodzenia i co najważniejsze były one udane zarówno dla nich jaki i ich nowych zespołów. Obaj rozpoczęli zawody od zdobycia pierwszych punktów dla swoich drużyn, a Howard zrobił to spektakularnym tip dunkiem. Dwight rządził i dzielił pod obydwoma koszami notując w wygranym przez Jastrzębie 114:99 meczu z Washington Wizards aż 19 zbiórek, z czego 7 zaliczył w ataku, a 12 w obronie. Do tego dołożył 11 punktów, 3 bloki, 2 asysty i 1 przechwyt. Wade natomiast wspólnie z Jimmim Butlerem (24 pkt) poprowadził Byki do zwycięstwa nad Boston Celtics 104:99. D-Wade zakończył to spotkanie z 22 punktami na swoim koncie oraz dodał do nich 6 zbiórek, 5 asyst i 1 blok. To właśnie on był ojcem zwycięstwa Chicago trafiając kluczową "trójkę" 26 sekund przed końcem meczu, a następnie uniemożliwiając oddanie rzutu zza łuku Geraldowi Greenowi. Widać, że pomimo sporego stażu na parkietach NBA obaj zawodnicy nie przybyli do drużyn z rodzinnego miasta po to by odcinać kupony od sławy i najprawdopodobniej będą stanowić o sile swoich zespołów w trakcie rozpoczętego sezonu.

Na plus:
- DeMarcus Cousins - środkowy Królów z Sacramento znów rządził i dzielił w swojej drużynie. DMC uzyskał w przegranym przez Kings 94:102 spotkaniu z San Antonio Spurs imponujące double-double na poziomie 37-16. Tylko co z tego jeśli Sacramento znów nie załapie się w tym roku do playoffs. Dla Cousinsa najwyższa pora pomyśleć o zmianie otoczenia jeśli poza indywidualnmi osiągnięciami myśli w NBA o czymś więcej.
- Kawhi Leonard - skrzydłowy SAS był motorem napędowym swojego zespołu i to jego grze Ostrogi zawdzieczają triumf nad Sacramento. Leonard rzucił punktów 30, dokładając do nich 3 zbiórki i 5 asyst. Kawhi ponownie pokazał moc w defensywie pięciokrotnie przechwytując piłki i kończąc kontrataki efektownymi akcjami. Sądzę, że w tym sezonie mocno powalczy o nagrodę MVP rozgrywek.
- Blake Griffin - skrzydłowy LA Clippers był wraz z Chrisem Paulem najlepszym strzelcem swojej drużyny w wygranym 114:106 meczu z Portland Trail Blazers. Griffin zdobył w tym spotkaniu 27 punktów oraz zebrał 13 piłek z tablic, co pokazuje że kłopoty z zeszłego (kontuzje, pobicie pracownika klubu) sezonu są już chyba poza nim.
- Damian Lillard - pomimo porażki Blazersów i nienajlepszej skuteczności (11/24) słowo uznania należy sie też liderowi ekipy z Oregonu. Lillard zdobył przeciwko LAC 29 punktów i dołożył do nich 10 zbiórek oraz 3 asysty.
- Paul Millsap - skrzydłowy Atlanty bardzo udanie wszedł w nowy sezon będąc najlepszym strzelcem Jastrzębi w wygranym przez nich starciu z Washington Wizards. Millsap uzyskał w tym meczu 28 punktów trafiając 11 z 20 rzutów z gry oraz dołożył do tego 7 zbiórek, 6 asyst i 1 blok.
- Isiah Thomas - rozgrywający Celtów z Bostonu zaliczył udany indywidualny występ w Chicago zdobywając 25 punktów przy wysokiej skutecznośści rzutów z gry (10/15, z czego 3/7 zza łuku). Szkoda tylko, że nie zachował spokoju na lini rzutów wolnych i na 6 prób przestrzelił aż 4, co w kontekście zaciętej końcówki mogło mieć wpływ na wynik meczu.

Na minus:
- John Wall - nie wyszedł pierwszy mecz sezonu rozgrywającemu Czarodziejów. Wiem, że wraca dopiero po kontuzji, ale 3/15 z gry to na pewno nie jest powód do dumy. Póki jeszcze nie czuje rzutu niech lepiej skupi się na kreowaniu gry i dojdzie do formy rzutowej, bo inaczej te jego cegły poprowadzą Wizards do kiepskiego bilansu i sporej straty do reszty drużyn już na samym poczatku sezonu.

 


27 Październik, 2016

Wydarzenie dnia: Eksplozja formy Anthony'ego Davisa

Anthony Davis zaliczył fantastyczny indywidualny występ w starciu jego New Orleans Pelicans z Denver Nuggets. Co prawda NOP przegrali 102:107, ale Davis wzniósł się tego dnia na wyżyny swoich możliwości. W trakcie 41 minut spędzonych na parkiecie AD zdobył aż 50 punktów, na które złożyło się 17 celnch z 34 oddanych rzutów z gry oraz 16 z 17 trafionych osobistych. Gwiazdor Pelikanów dołożył do swojej imponującej zdobyczy punktowej robiącą także spore wrażenie kombinację 16 zbiórek, 5 asyst, 7 przechwytów oraz 4 bloki. Pomimo tak wspaniałego występu swojego lidera to jednak goście z Denver okazali się lepsi w tym spotkaniu. Byli bardziej zbilansowani, a prym w ich szeregach wiedli Jusuf Nurkic (23 pkt) oraz Will Barton (22 pkt). Nuggets byli zdecydowanie lepsi na tablicach wygrywając ten element rywalizacji 58:34 oraz grali bardziej zespołowo osiagając dużo więcej asyst (31:18). Tak czy siak występ Anthony'ego Davisa musi robić duże wrażenie, a sam gracz Pelikanów potwierdził swoją przynależność do grona największych gwiazd NBA, a także zgłosił swoje aspiracje do walki o tytuł króla strzelców tego sezonu.

Na plus:
- DeMar DeRozan - świetny występ zanotował gwiazdor Toronto Raptors w wygranym przez jego drużynę 109:91 meczu z Detroit Pistons. DMDR zdobył 40 punktów trafiając 17 z 27 rzutów z gry oraz wszystkie 6 podejść z linii rzutów wolnych.
- Jonas Valanciunas - center Raptorów dzielnie wspierał DeRozana i w tym samym spotkaniu ustanowił swój rekord strzelecki rzucając 32 punkty. Litwin trafił 10 z 15 rzutów z gry, a także 12/14 osobistych. Do tego dołożył 11 zbiórek komletując double-double.
- bardzo bliski pierwszego triple-double w sezonie był gracz Oklahomy Russell Westbrook. W wygranym przez OKC 103:97 meczu przeciwko Philadelphii 76'ers Russ zdobył 32 punkty i dodał do nich 12 zbiórek i 9 asyst.
- James Harden - już w meczach przedsezonowych można było zauważyć, że Brodacz przechodzi prawdziwą metamorfozę z samolubnie grającego i pazernego na punkty gwiazdora w prawdziwego lidera drużyny. Tej Harden nocy pokazał swoje nowe oblicze wyszukując kolegów z druzyny na czystych pozycjach, nie rezygnując jednak samemu z wykańczania akcji Rakiet oraz bycia tam, gdzie trzeba pod obydwoma koszami. Efekt był bardzo udany - 34 pkt, 17 ast i 7 zbr. Szkopuł jednak w tym, że Rockets polegli w Los Angeles z Lakersami 114:120, a najwieksza w tym zasługa Jordana Clarksona, który zdobył 25 punktów trafiając 8/12 z gry (w tym 2 z 3 rzutów za trzy punkty) oraz wszystkie 7 prób z rzutów wolnych.
- bardzo dobre spotkanie rozegrał też skrzydłowy Milwaukee Bucks Giannis Antetokounmpo. W przegranym przez Jelenie 96:107 starciu z Charlotte Hornets Giannis zdobył 31 "oczek", a także dołożył do nich 9 zbiórek, 5 asyst oraz po 1 bloku i przechwycie. Po stronie Szerszeni prym wiódł Michael Kidd-Gilchrist, który uzyskał double-double na poziomie 23-14.
- świetny występ zaliczył również center Indiany Pacers Myles Turner. W wygranym po dogrywce meczu z Dallas Mavericks Turner popisał się bardzo solidnym double-double zdobywając 30 punktów i dodając do nich 16 zbiórek oraz 4 bloki. Jak zwykle swoje zrobił też lider Indiany Paul George, który zakończył zawody z 25 punktami oraz 8 zbiórkami i 6 asystami na swoim koncie. W ekipie z Dallas 25 punktów rzucił Derron Williams.
- do zwycięstwa nad Brooklyn Nets (122:117) poprowadził swoich Boston Celtics Isiah Thomas. Rozgrywający Celtów rzucił w tym meczu 25 punktów oraz popisał się 9 asystami, 6 zbiórkami i 2 przechwytami.
- Hassan Whiteside - przy wcześniejszych popisach innych graczy jego statystyki nie robią może aż tak piorunującego wrażenia, ale 18 punktów, 14 zbiórek oraz 4 bloki i poprowadzenie Miami Heat do zwycięstwa 108:96 nad Orlando Magic zasługują na pojawienie sie w tym zestawieniu.

Na minus:
- Wesley Matthews - doświadczony gracz Dallas Mavericks na pewno może się czuć odpowiedzialny za porażkę swojego zesopłu po dogrywce z Indianą Pacers. Zaledwie 3 trafione z 16 oddanych rzutów z gry i tylko 2 z 10 zza łuku to bilans Matthewsa w tym spotkaniu. Przy tak wyrównanym meczu to właśnie paru celnych rzutów w jego wykonaniu zabrakło Mavs do zwycięstwa.

 


26 Październik, 2016

Mocne otwarcie Mistrzów NBA, triple-double LeBrona Jamesa, wyraźna porażka GSW i świetny Lillard

Nowy sezon rozpoczęty, a pierwszy mecz odbył się w Cleveland, gdzie Mistrzowie NBA odebrali pierścienie i z przytupem weszli w rozgrywki 2016/17. Cavs rozbili New York Knicks 117:88, a triple- double popisał się LeBron James. LBJ w ciągu 32 minut spędzonych na parkiecie Quicken Loans Arena zaliczył kombinację 19 punktów, 14 asyst oraz 11 zbiórek. Najwięcej punktów dla Obrońców Tytułu zdobył Kyrie Irving (29 pkt), który trafił 12 z 22 rzutów z gry, w tym 4/7 zza łuku. Z dobrej strony pokazał się również Kevin Love zdobywając 23 "oczka". Jeszcze w pierwszej połowie goście trzymali się całkiem nieźle i do przerwy przegrywali zaledwie 45:48. O zwycięstwie gospodarzy zadecydowała druga połowa meczu, wygrana 26 punktami. W barwach NYK najwięcej punktów rzucali ci, na których najbardziej będą liczyć przez cały sezon kibice Knicks. Carmelo Anthony zakończył zawody z 19 punktami na swoim koncie, a Derrick Rose oraz Kristaps Porzingis dodali od siebie odpowiednio 17 i 16 pkt. Żaden z nich jednak nie zdołał osiągnąć 50% skuteczności z gry, a cała ekipa z Nowego Jorku trafiła zaledwie 32 z 87 prób z gry (36,8%). W tej statystyce Cleveland wypadli zdecydowanie lepiej uzyskując skuteczność na poziomie 48% i tarfiając 45 z 94 swoich rzutów z gry. Cavs byli lepsi także na tablicach (51:42) oraz w liczbie asyst 31:17 stąd nie mogą dziwić rozmiary ich zwycięstwa.
Nie udała się natomiast inauguracja sezonu najwiekszym faworytom do Mistrzostwa - Golden State Warriors. Wojownicy ulegli wyraźnie przed własną publicznością San Antonio Spurs 100:129. Ostrogi od początku meczu spisywały się lepiej i już do przerwy prowadziły 64:46. Na początku trzeciej kwarty Warriors zaczęli odrabiać straty, ale SAS szybko przejęli ponownie kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie wygrywając także tę częć spotkania 33:31. Czwarta kwarta była już tylko formalnością, ale i ona padła łupem koszykarzy z San Antonio. Spurs wygrali ten mecz dzięki lepszej defensywie. Okazali się wyraźnie lepsi na tablicach 54:35, a także popełnili mniej strat od rywali (14:16). Świetne zawody rozegrał duet skrzydłowych Kawhi Leonard-LeMarcus Aldridge. Leonard zdobył 35 punktów, a Aldridge dołożył od siebie 26 pkt i 14 zbiórek. W ekipie Wojowników debiutował w nowych barwach w rozgrywkach 2016/17 Kevin Durant, a jego debiut mimo iż zdobył 27 punktów i 10 zbiórek nie może być zaliczony do szczególnie udanych ze względu na wyraźną porażkę drużyny. 26 punktów zdobył MVP poprzednich rozgrywek Stephen Curry. Steph trafił 9 z 18 rzutów z gry, ale tylko 3/10 za trzy punkty. Słabiej spisał się Klay Thompson. Trzeci z gwiazdorów Golden State do przerwy miał na swoim koncie tylko 2 "oczka", a całe spotkanie zakończył z dorobkiem 11 pkt, na które złożyło się 5 z 13 celnych rzutów z gry (w tym tylko 1/6 zza łuku).
Ostatni z dzisiejszych meczów przyniósł zwycięstwo Portland Trail Blazers nad Utah Jazz 113:104. Świetne spotkanie rozegrał Damian Lillard, który rzucił aż 39 punktów. Na jego zdobycz złożyło się 13 celnych z 20 oddanych rzutów z gry (w tym 4/6 za trzy pkt) oraz wszystkie 9 udanych podejść z linii rzutów wolnych. Lillarda dzielnie wspierali C.J. McCollum (25 pkt) oraz Allen Crabbe (18 pkt). Zawodnicy z Portland ani razu nie pomylili się podczas wykonywania rzutów osobistych trafiając wszystkie 22 próby, a z gry osiągnęli 52,0% skuteczności (39/75). Blazersi bardzo dobrze radzili sobie w tym meczu w rzutach zza łuku, skąd trafili 13 na 19 prób. W ekipie Utah najwięcj punktów uzyskali Joe Johnson (29) oraz Rodney Hood (26).

 


25 Październik, 2016

Sezon 2016/17 czas zacząć!

No i wreszcie doczekaliśmy się rozpoczęcia nowego sezonu NBA. Po czterech miesiącach przerwy Najlepsza Liga Świata wraca do gry i znów przysporzy nam sporo nieprzespanych nocy, a także mam nadzieję mnóstwo wrażeń. Poprzedni sezon obfitował w rekordy i niesamowite zwroty akcji, a offseason przyniósł nam też sporo ciekawych rozwiązań i transferów. Większość oczów będzie na pewno skupiona na Golden State Warriors, do których dołączył niesamowity Kevin Durant. Jeśli trener Steve Kerr poukłada odpowiednio swoją drużynę, a KD zaadaptuje się szybko w Oakland to możemy mieć do czynienia z kolejną walką o nowe rekordy, choć tym razem GSW pomni wydarzeń z playoffs 2016 raczej będą chcieli spokojnie przejść przez wyczerpujące rozgrywki i triumfować na sam ich koniec. Broni nie złożą jednak napewno Mistrzowie z Cleveland, a LeBron James i spółka po raz kolejny będą chcieli utrzeć nosa faworyzowanym Wojownikom. NBA ma tę niesamowitą cechę, że jest wyrównaną ligą, w której każdy może wygrać w każdym i na pewno reszta drużyn nie złoży broni już na początku rozgrywek czekając na powtórkę Finałów sezonu 2015/16. W każdym razie jestem przekonany, iż czeka nas emocjonujące 8 miesięcy, a ja postaram się tak jak w zeszłym sezonie przybliżać kibicom rozgrywki Najlepszej Ligi Świata opisując jej wydarzenia na bieżąco. Zapraszam też do działu typy, gdzie każdego dnia staram się wypatrzyć jakiś ciekawy zakład i zachęcam do dzielenia się swoimi przemyśleniami na stronie bądź facebooku każdego fana NBA. Bo hasła NBA is fantastic i I love this game są wiecznie aktualne i nieprzemijalne. Tak więc niech rozpocznie sie sezon 2016/17 i oby był jeszcze lepszy niż poprzedniwink.

 


23 Październik, 2016

Znaczenie i historia nazw zespołów NBA

Już za dwa dni wystartuje nowy sezon NBA i znów zaczniemy śledzić wyniki meczów oraz tabele. Za każdym razem będą się przewijały te same nazwy drużyn, które przez lata oglądania koszykarskich zmagań już automatycznie zadomowiły się w naszej pamięci. Niektórzy obudzeni w nocy potrafią wymienić je jednym tchem, choć pewnie większość z nich zamiast spać w nocy ogląda transmisje z meczów NBAwink, ale czy każdy zastanawiał się nad znaczeniem tych nazw? Niektóre z nich brzmią dziwnie, inne znowu nie pasują teoretycznie do miasta, w którym występuje dana drużyna. Poniżej pokrótce przedstawię w kolejności alfabetycznej znaczenie i historię nazw zespołów NBA.

Atlanta Hawks – Jastrzębie z Atlanty. Pierwotnie nazwa zespołu brzmiała Blackhawks, a i lokalizacja była wówczas inna. Blackhawk (Czarny Jastrząb) był wodzem plemienia Sauków i Lisów, który przeciwstawił się rządowi amerykańskiemu nakazującemu Indianom opuszczenie zamieszkałych przez nich terenów. Po przeprowadzce drużyny do Milwaukee w 1951 roku nazwę skrócono do Hawks i gdy w 1968 roku zespół został sprzedany do Atlanty funkcjonował także pod nazwą Hawks, która pozostała do dziś.

Boston Celtics – Celtowie z Bostonu. Klub założyli irlandzcy emigranci i nazwali go na cześć historycznych ludów zamieszkujących Wyspy Brytyjskie od drugiego tysiąclecia przed naszą erą. W swoim herbie mają tak charakterystyczne dla Irlandii symbole jak czterolistną koniczynkę i Leprykona, który według irlandzkich wierzeń jest złośliwym skrzatem posiadającym garnek pełen złota. Szkopuł w tym, że garnek można odnaleźć tylko po drugiej stronie tęczy.

Brooklyn Nets – Nets to po prostu Siatki. Geneza nazwy pochodzi z czasów gdy siedzibą Nets było New Jersey. Koszykarska drużyna swą nazwę zawdzięczają podobnie brzmiącym nazwom przedstawicieli innych dyscyplin z tego stanu: futbolowym Jets i baseballowym Mets.

Charlotte Hornets – Szerszenie z Charlotte. Zespół powstał pod tą nazwą w 1988 roku i przez 28 lat zdążył zmienić zarówno lokalizację jak i nazwę (przez pewien czas nazywali się Bobcats, czyli Rysie) by ostatecznie w 2014 roku powrócić do korzeni.

Chicago Bulls – Byki z Chicago. Nazwa wzięła się od ogromnej ilości rzeźni znajdujących się w Chicago, które w XIX wieku było centrum przetwórstwa mięsnego w USA.

Cleveland Cavaliers – Kawalierzy z Cleveland. Przyjęło się nazywać koszykarzy z Cleveland Kawalerzystami, ale to jest błąd. W logo jest szpada, a nie odział konny więc poprawna nazwa to kawalerzy będący odziałem zbrojnym króla Karola I Stuarta z czasów Angielskiej Wojny Domowej z XVII wieku.

Dallas Mavericks – Maverick to ktoś niezależny, a w tym przypadku chodzi o dzikie rumaki wolno biegające po preriach.

Denver Nuggets – Nugget oznacza bryłkę złota bądź samorodek, który też jest bryłką złota. W czasach Dzikiego Zachodu w stanie Kolorado, w którym leży Denver swojego szczęścia często próbowali poszukiwacze złota, stąd też nazwa drużyny.

Detroit Pistons – Piston to tłok, będący jednym z elementów składowych samochodu. Detroit słynęło właśnie z produkcji samochodów. Tu swoją siedzibę miały trzy koncerny samochodowe: Ford, General Motors oraz Chrysler, a samo miasto nosiło potoczną nazwę Motor City, która pozostała do dziś mimo zamknięcia fabryk i bankructwa miasta ogłoszonego w 2013 roku.

Golden State Warriors – Wojownicy z ... no właśnie skąd? Golden State to potoczne określenie Kalifornii jako całego stanu. Warriors mają swoją siedzibę w mieście Oakland leżącym na wschodnim brzegu Zatoki San Francisco.

Houston Rockets – Rakiety z Houston. W Houston mieści się Centrum Lotów Kosmicznych nadzorujące ekspedycje kosmiczne NASA (pamiętne "Houston mamy problem" wypowiedziane przez członków lotu Apollo 13), więc nazwa drużyny związana z kosmosem ma jak najbardziej sens.

Indiana Pacers – Pace to tempo nadawane przez kogoś np. podczas biegu. W przypadku Indianapolis chodzi raczej o tempo nadawane przez samochód prowadzący wyścig Indy Car 500 podczas słynnego wyścigu na 500 mil, czyli 200 okrążeń mającego corocznie miejsce właśnie w Indianapolis.

Los Angeles Clippers – Clipper to nożyce do strzyżenia, ale również bardzo szybki żaglowiec z trzema bądź czterema masztami i to raczej tu należy szukać genezy nazwy tego zespołu. Zanim na stałe zagościli w Los Angeles ich siedzibą było San Diego znane z plaż, jachtowych przystani oraz różnego rodzaju statków pływających po okolicznych wodach Pacyfiku. Tak więc nazwę przetłumaczyć trzeba jako Klipery z Los Angeles.

Los Angeles Lakers – Podobna sytuacja jak z sąsiadami zza miedzy. Lakers to Jeziorowcy, ale trudno się doszukać w słonecznej Kalifornii wielkich jezior. Takie jak najbardziej znajdują się w okolicy Minneapolis, które było pierwszą siedzibą klubu zanim przeniósł się do Los Angeles w 1960 roku. Nazwa podążyła jednak za nimi do Miasta Aniołów, trwa do dzisiaj i chyba nikt sobie nie wyobraża jej zmiany.

Memphis Grizzlies – Niedźwiedzie Grizli z Memphies. Po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją przeniesienia nazwy drużyny razem z przeprowadzką do innego miasta. Grizzlies zaczynali swoją przygodę z NBA w kanadyjskim Vancouver, które bardziej się kojarzy z tymi dzikimi zwierzętami niż amerykańskie Memphies. Nazwa jednak została, a gracze z Memphies nazywani są często pieszczotliwie Miśkami.

Miami Heat – Żar z Miami. Nazwa odnosi się do klimatu panującego na Florydzie, gdzie słońce nie zachodzi za chmury prawie nigdy, a temperatura rzadko nie przekracza 30 stopni Celsjusza w cieniu. To w zasadzie tłumaczy wszystko.

Milwaukee Bucks – Przyjęło się określenie Kozły z Milwaukee, ale w tym przypadku określenie Kozioł stosuje się do samca Jelenia (eight-point whitetail buck is a male deer), więc tu należy szukać genezy tej nazwy. Samo miasto położone jest nad jeziorem Michigan na lesistych terenach, które zamieszkują właśnie takie Jelenie jaki figuruje w logo drużyny z Milwaukee.

Minnesota Timberwolves – Wilki z Minnesoty. Timber Wolf to wielki, szary amerykański wilk zamieszkujący lesiste tereny stanu Minnesota graniczącego od północy z Kanadą.

New Orleans Pelicans – Pelikany z Nowego Orleanu. Nowy Orlean jest położony w bagnistej delcie rzeki Missisipi niedaleko wielkiego słonego jeziora Pontchtrain. Takie położenie sprzyja idealnie warunkom lęgowym dla Pelikanów, które są symbolem całej Luizjany.

New York Knicks – Pełna nazwa brzmi Knickerbockers i oznacza specjalny rodzaj spodni noszonych przez holenderskich imigrantów zamieszkujących Nowy York w XVII wieku.

Oklahoma City Thunder – Grzmoty z Oklahomy. Zespół powstał z przeniesienia drużyny Seattle Supersonics do Oklahomy w 2008 roku. Alternatywną nazwą było Bisons (Bizony), ale zdecydowano się jednak na Thunder. Bizon pozostał maskotą klubu, a Grzmoty mają być może zasugerować, że zawodnicy Oklahomy runą na swoich rywali niczym grom z jasnego nieba.

Orlando Magic – Magia z Orlando. Początkowo, przez swoje położenie na Florydzie, mieli nosić nazwę Heat, ale utworzony rok wcześniej zespół z Miami pierwszy przejął tę nazwę. W Orlando zdecydowano się więc na Magic, by otoczyć drużynę czarodziejską aurą magii.

Philadelphia 76'ers – Siedemdziesiątki szóstki z Philadelphii. Nazwa ma odniesienie historyczne, a nawiązuje do Deklaracji Niepodległości ogłoszonej właśnie w Filadelfii 4 lipca 1776 roku.

Phoenix Suns – Słońca z Phoenix. Phoenix to stolica Arizony, jednego z najgorętszych stanów w USA. W miesiącach letnich średnie temperatury dochodzą tam do 35 stopni Celsjusza w cieniu, a słońce nie daje o sobie zapomnieć.

Portland Trail Blazers – Trail Blazer to w wolnym tłumaczeniu pionier i tak można przetłumaczyć nazwę drużyny z Oregonu. Odnosi się ona do nowych osadników odkrywających w XIX wieku Dziki Zachód, częścią którego był właśnie Oregon, stan w którym znajduje się miasto Portland.

Sacramento Kings – Ponownie nazwa drużyny powędrowała za zmianą otoczenia, choć w tym przypadku nieco się zmodyfikowała. Drużyna funkcjonowała pierwotnie jako Rochester Royals, by po przeprowadzce do Sacramento przemianować się z Monarchów na Królów.

San Antonio Spurs – Ostrogi z San Antonio. Położone w Teksasie San Antonio kojarzy się jak najbardziej z Kowbojami popędzającymi swoje konie ostrogami przypiętymi do butów. Nazwa wpasowująca się zarówno w klimat jak i w historię.

Toronto Raptors – Raptory z Toronto. Chyba raczej nazwa na czasie, związana z popularnością filmu Jurassic Park w połowie lat 90 tych, kiedy to powstał ten klub niż faktycznym przebywaniem akurat w tym miejscu tych prehistorycznych gadów.

Utah Jazz – Jazzmani z Utah. Hm, cóż wspólnego ma ten górzysty stan zamieszkały przez Mormonów z jazzem? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Po raz kolejny mamy do czynienia z przeniesieniem nazwy drużyny po dokonaniu zmiany lokalizacji. Pierwotnie zespół funkcjonował w Nowym Orleanie (amerykańskiej i światowej stolicy jazzu), ale w 1979 roku został przeniesiony do Salt Lake City będącego stolicą stanu Utah razem z nazwą i tak już zostało.

Washington Wizards – Czarodzieje z Waszyngtonu. Znów odrobina magii w koszykówce. Poprzednia nazwa drużyny ze stolicy USA brzmiała Bullets, czyli Pociski, ale w 1997 roku ze względu na poprawność polityczną zmieniono ją właśnie na Czarodzieje. Uznano, że wcześniejsza za bardzo kojarzy się z agresją i przemocą.

 


22 Październik, 2016

Pacyfic Division

Golden State Warriors

Wojownicy dwukrotnie przeszli w poprzednim sezonie do historii. Najpierw pobili rekord zwycięstw Chicago Bulls z rozgrywek 1995/96 odnosząc 73 zwycięstwa przy zaledwie 9 porażkach, a następnie modelowo spieprzyli Finały NBA. Stephen Curry został jednogłośnie wybrany MVP i wydawało się, że kwestia Mistrzostwa powinna być wyjaśniona na korzyść GSW. Jednak już w Finale Konferencji Zachodniej Obrońcy Tytułu byli na krawędzi upadku przegrywając 1:3 z Oklahomą. Dzwignęli się jednak z kolan i zameldowali sięostatecznie w Wielkim Finale stając naprzeciw Cleveland Cavaliers. Tam prowadząc 3:1 po raz kolejny zapisali się w historii NBA tym razem jako pierwsza drużyna przegrywając Mistrzostwo pomimo sporego zapasu. Na pewno zostawiło to ślad na Stephenie Curry'm i spółce i w nadchodzących rozgrywkach będą pałali chęcią zemsty. Najważniejszą informacją offseason okazał się transfer do Oakland Kevina Duranta, który razem z duetem Splash Brothers może stworzyć piorunujące ofensywne trio. Takiej konstelacji gwiazd (w apogeum swoich możliwości) w jednym zespole nie było już dawno i jeśli patrzeć przez pryzmat nazwisk i teoretycznych umiejetności to można by przyznać Wojownikom Mistrzowskie Pierścienie jeszcze przed startem sezonu. Na całe szczęście jednak będa musieli udowodnić swoją wyższość na parkiecie i stawić czoła całej grupie pretendentów wraz z obecnymi Mistrzami z Cleveland. Kłopoty bogactwa trenera Steve'a Kerra zmuszą go do rozłożenia ilości rzutów na wszystkie swoje gwiazdy, ale KD na pewno nie będzie gwiazdorzył gdyż przyszedł do tej druzyn w jasnym celu zdobycia upragnionego Mistrzostwa. Ławka jest solidna i podczas długiego sezonu też powinna odegrać właściwą rolę. Wszystkie znaki na niebie i na ziemii wskazują na to, iż Golden State Warriors wręcz muszą sięgnąć w nadchodzącym sezonie po Tytuł. Jesli tak się nie stanie to będzie to naprawdę spora niespodzianka. Ale Najlepsza Liga Świata lubi niespodzianki, więc na pewno będzie ciekawie.
Mój Typ: główni kandydaci do Mistrzostwa raczej się tym razem nie potkną

Los Angeles Clippers
W poprzednim sezonie jak zwykle mieli spore ambicje, które zweryfikował playoff. Jednak tym razem to kontuzje kluczowych graczy (Chris Paul, Blake Griffin) w najważniejszym momencie rozgrywek przyczyniły sie do ich porażki z Portland. Sporo się mówiło o chęci przehandlowania Griffina za Duranta, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i LAC praktycznie w niezmienionym składzie przystepują do nowych rozgrywek znów z dużymi aspiracjami. Czy doświadczenie kolejnego roku pobytu na parkietach NBA wreszcie przełoży się na wynik zadawalający Steve'a Ballmera i Doc'a Riversa? Jeśli kontuzje ominą największe gwiazdy Clippersów to ponownie powinni zapewnić sobie przewagę parkietu choćby w pierwszej rundzie playoffów. A później już zaczną się schody, które ponownie mogą się okazać zbyt strome do przeskoczenia. W każdym razie tę drużyne zawsze fajnie się ogląda, a sam jestem ciekaw co przyniesie eksperyment ze zwiększeniem ilości prób zza łuku Blake'a Griffina. Generał Paul znów będzie rządził i dzielił, a DeAndre Jordan wykańczał w efektownym stylu jego podania oraz dominaował w defensywie pod koszem. Myślę, że LAC stać na Finał Zachodu i tam ich widzę pod koniec maja 2017.
Mój typ: awans do playoffs, powalczą o Finał Zachodu

Los Angeles Lakers
Ubodzy krewni, a może bardziej sąsiedzi Clippersów. W latach 80-tych za takie stwierdzenie ktoś zamknął by mnie w kaftan bezpieczeństwa, ale czasy się zmieniły i tak wygląda obecnie rzeczywistość. Jak LAL odnajdą się w nowej erze bez Kobe Bryanta? Na pewno wewnątrz drużyny rozpocznie się rywalizacja o schedę po wielkiej gwieździe Lakersów i oby tylko nowy trener Luke Walton, dla którego będzie to pierwsza samodzielna praca w roli head coacha, utrzymał w ryzach swój zespół. Po niezbyt udanym debiutanckim sezonie do roli pierwszego zawodnika może pretendować D'Angelo Russell. Spróbuje on odpokutować na parkiecie dobrą grą za swoje grzechy wobec kolegów z drużyny z poprzednich rozgrywek (nagrywanie ich wypowiedzi i upublicznianie w mediach bez ich zgody). Talent ma bezdyskusyjnie i jeśli skupi sie na grze to Jeziorowcy będą mieli z niego pożytek. W pewnym sensie rywalizował z nim będzie Jordan Clarkson, ale jeśli obaj pójdą w tym samym kierunku to może to być jeden z wyróżniających się backcourtów w lidze. Bardzo solidnym graczem stał się Julius Randle i przy braku mocnego centra na nim będzie ciążył obowiązek walki pod koszami. Co pokaże numer 2 draftu Brandon Ingram? Być może pierwszy sezon nie będzie dla niego typowym wejściem smoka, ale po nabraniu większej masy mięśniowej i utrzymaniu dotychczasowej szybkości może szybko odnaleźć się w NBA. Myślę, że o playoffach nie ma jeszcze mowy, jednak postęp w stosunku do poprzedniego sezonu powinien być widoczny.
Mój typ: brak awansu do playoffs

Phoenix Suns
Poprzednie rozgrywki to totalna klapa w wykonaniu Słońc. Drużynę wewnętrznie rozłożył obrażony wytransferowaniem brata bliźniaka Markieff Morris, a reszta zawodników też nie przejawiała ochoty do ciężkiej pracy. Do tego doszły kontuzje pary rozgrywających (Eric Bledsoe, Brandon Knight) i przy braku jakichkolwiek wyników pożegnano sie z trenerem Hornackiem. Na tym całym marazmie najlepiej wyszedł młody Devin Booker, który w drugiej części sezonu wielokrotnie pokazywał swój talent strzelecki i myślę, że w nadchodzących rozgrywkach będzie nadal jednym z najważniejszych graczy w rosterze. Któryś ze wspomnianej dwójki Bledsoe, Knight będzie musiał ustąpić mu miejsca w pierwszej piątce i oby nie doszło na tym polu do kolejnych niesnasków w drużynie. Ciekawe jak poradzi sobie wysoki debiutant Dragan Bender już teraz porównywany do Kristapsa Porzingisa. Cokolwiek się nie wydarzy to awans do playoffów raczej nie grozi ekipie z Arizony, a przy ewentualnym kiepskim początku rozgrywek mogą spróbować potankować przed przyszłorocznym draftem.
Mój typ: brak awansu do playoffs

Sacramento Kings
Królowie to od paru sezonów DeMarcus Cousins i nic poza tym. Drużyna gra wesołą koszykówkę, kompletnie pozbawioną obrony i śrubuje rekordy overów w spotkaniach ze swoim udziałem. Jak zwykle kilka efektownych meczów w sezonie im wyjdzie, ale całokształt jest zwykle mizerny. Tej druzyny po prostu nie da się traktowć poważnie i kto wie czy do takiego wniosku nie dojdzie w końcu Cousins, który oprócz indywidualnych osiągnięć nie będzie w stanie nic zdobyć grając wciąż w Sacramento. Po odejściu Rajona Rondo do roli pierwszego rozgrywającego wróci ponownie Darren Collison, a Rudy Gay i Arron Afflalo będą próbowali straszyć rzutami z dystansu. Na środku dwie wieże Cousins i Cauley-Stein, ale moim zdaniem znów wygraja maksymalnie około 30 spotkań. Ciekawe czy nowo otwarta arena zapełni się widzami. W każdym razie w czasie trwania playoffów na pewno pozostanie pusta.
Mój typ: brak awansu do playoffs


21 Październik, 2016

Southwest Division

Dallas Mavericks
W poprzednim sezonie trochę rzutem na taśmę zdołali awansować do playoffs, gdzie w łatwy sposób polegli z Oklahomą. Dzięki przenosinom Duranta do Golden State Cubanowi i spółce udało się zakontraktować tych, którzy w Oakland nie mogli liczyć na przedłużenie kontraktów na swoich warunkach i tym samym do Dallas dołączyli Harrison Barnes i Andrew Bogut. Obaj na pewno będą wzmocnieniem drużyny, choć mam obawy czy Barnes był wart aż tak dużych pieniędzy (95 mln za 4 lata gry). W każdym razie byli Wojownicy powinni dać sporo od siebie swojej nowej drużynie (Barnes w ataku, a Bogut w obronie). Mavs są dość zaawansowanym wiekowo zespołem, gdzie połowa graczy w składzie przekroczyła 30 rok życia i to może się odbić na nich podczas długiego sezonu regularnego. Kluczem dla Dallas była decyzja o kontynuowaniu kariery przez 38 letniego Dirka Nowitzkiego, który pomimo zaawansowanego wieku będzie wciąż numerem jeden w drużynie, tym bardziej że do Memphis przeniósł się Chandler Parsons. Deron Williams, czy Wesley Matthews to już nieco zgrane karty, ale pewnie jeszcze nie raz zaskoczą rywali w pojedynczych spotkaniach. Czy natomiast uda się Mavs ponownie zakwalifikować do playoffs? Moim zdaniem jeśli będą zdrowi to mają realne szanse, ale jeśli zabraknie w składzie ktoregoś z kluczowych graczy to pojawią się kłopoty. A że sezon jest długi to ta wiekowa drużyna może się posypać przed jego zakończeniem.
Mój typ: brak awansu do playoffs

Houston Rockets
Poprzedni sezon nie był dla nich udany, a awans do playoffs zawdzięczają dopiero ostatniej kolejce rozgrywek. Rakiety grały koszmarnie przez większość czasu i nie widać było radości z tej gry w drużynie. Obrona nie istniała komletnie w ich wykonaniu, a ciągłe irytujące próby rzutów zza łuku (szczególnie Brewer i Ariza) kończyły się w większości niepowodzeniem. Dwight Howard myślami był już w innej druzynie, co ziściło się w pierwszym dniu offseason, podczas którego szcżęśliwy przeniósł się do rodzinnej Atlanty. Największa gwiazda zespołu - James Harden też nie grał tak jak dwa lata temu, ale chyba częściej był myslami przy romansie z Kim Kardashian niż przy koszykówce. Po tym co pokazał podczas meczów przedsezonowych widać, że perypetie miłosne z obłedną celebrytką ma już za sobą i możemy się spodziewać lekkiej zmiany stylu gry Brodacza. Harden coraz częściej zauważa na parkiecie kolegów z druzyny i liczba jego asyst powinna nieraz przekroczyć 10, a suma zdobytych punktów też nie powinna mu drastycznie spaść. Jeśli jeszcze uda mu się ograniczyć ilość strat to może znów liczyć się w wyścigu o MVP rozgrywek. Do ekipy z Houston dołączyli z Nowego Orleanu Ryan Anderson oraz Eric Gordon i obaj nieźle wprowadzili się do zespołu. Tacy weterani jak Trevor Ariza, Corey Brewer, czy Nene nie będą decydować o obliczu drużyny, ale swoim doświadczeniem na pewno pomogą Rakietom(byle tylko nie starali się znów rzucać za 3 z każdej pozycji). Jeśli trener Mike D'Antoni poukłada odpowiednio zespół i zdoła dotrzeć do Jamesa Hardena to być może Rockets będą się ponownie liczyć w grze o coś więcej niż doczłapanie do playoffs.
Mój typ: awans do playoffs

Memphis Grizzlies
Trochę podobna sytuacja w zeszłym sezonie jak w Dallas. Miśki pomimo wyjątkowo słabej końcówki sezonu (spowodowanej jednak kontuzją Marca Gasola) awansowały ostatecznie do playoffów, by polec w pierwszej rundzie bez choćby jednego zwycięstwa z San Antonio Spurs. Grizzlies jako jedna z ostatnich drużyn w lidze hołdowali grze opartej na mozolnym dogrywaniu piłki do wysokich graczy, od której odeszła już dawno większość zespołów. Mając w składzie Gasola, czy choćby Zacha Randolpha może to nie dziwić, ale czy będzie przynosiło efekty w nadchodzącym sezonie? Do Miśków dołączył Chandler Parsons i to może nieco ożywić ich grę. Podczas offseason Memhis było na ustach wszystkich kibiców, a to za sprawą podpisania rekordowego kontraktu ze swoim rozgrywającym. Mike Conley dostał od nich za 5-cio letni kontrakt ponad 150 milionów dolarów, co daje ponad 30 mln rocznie! Czy Conley jest wart aż takich pieniędzy - śmiem wątpić, ale będzie miał czas na udowodnienie swojej wartości, a na pewno wszyscy będą patrzeć na niego przez pryzmat ogromnej kasy, która zagarnął. Ze zdrowym Gasolem i Parsonsem jest na pewno szansa na playoff, ale jesli którys z nich będzie niedomagał to Miśki moga mieć spore kłopoty z osiągnieciem 40 zwycięstw.
Mój typ: zaryzykuję brak awansu do playoffs

New Orleans Pelicans
Poprzedni sezon to istny szpital w drużynie przez prawie całe rozgrywki i kompletna klapa na zakończenie. Przy takiej ilości absencji i nieco słabszej formie Anthony'ego Davisa nie mogło być inaczej. Davis ostatecznie nie widząc szansy na jakiekolwiek plusy w sezonie 2015/16 (poza zdobyciem 59 punktów w jednym spotkaniu przeciwko Detroit) poddał się ostatecznie operacji kontuzjowanego barku i w pełni wyleczony ma przystąpić do rozpoczynających się rozgrywek. Jest on wciąż młodą gwiazdą o ogromnym potencjale i na pewno warto wokół niego budować drużynę. W zespole zostali Jrue Holiday, Tyreke Evans oraz Omer Asik, a w tym składzie dwa lata temu udało im się zakwalifikować do fazy postseason. Do ekipy Pelikanów dołączył z draftu Buddy Hield i po jego występach w summer league oraz preseason games wydaje się, że będzie dużym wzmocnieniem dla drużyny oraz kandydatem do nagrody Rookie of the Year. Jeśli Davis będzie grał na miarę talentu i możliwości to NOP jak najbardziej maja szansę na playoffs.
Moja prognoza: awans do playoff

San Antonio Spurs
Po sezonie regularnym 2015/16 i odniesieniu aż 67 zwycięstw wydawało się, że są na najlepszej drodze do postawienia się GSW w Finałach na Zachodzie. Rzeczywistość okazała się jednak inna i już w drugiej rundzie Oklahoma City Thunder odprawili SAS z kwitkiem. Karierę zakończył po sezonie Tim Duncan i Spurs będa musieli się odnaleźć bez swojej wielkiej gwiazdy związanej z klubem przez prawie 20 lat. Na główną postać druzyny wyrósł już od co najmniej dwóch lat Kawhi Leonard, a pierwszy sezon (zwłaszcza jego druga część) w barwach Ostróg był całkiem udany dla ściągniętego rok temu z Portland LeMarcusa Aldridge'a. Nie da się ukryć, że drużyna się starzeje i niegdysiejsze gwiazdy jak Tony Parker, czy Manu Ginobili są obecnie cieniami samych siebie. Słaby sezon miał też Danny Green i jeśli się w porę nie ocknie to kibice szybko zapomną, że jest (lub raczej był) wszechstronnym graczem zarówno w obronie jak i ataku. Do drużyny dołączył Pau Gasol i pomimo 36 lat na karku należy to uznać za spore wzmocnienie. Tak więc bardzo mocny frontcourt i wątpliwej jakości backcourt, no chyba że wspomniani Parker czy Green się obudzą, a więcej szans będzie dostawał Patty Mills. Wreszcie na koniec nie zapominajmy, że na ławce jest znakomity strateg Greg Popovich, który na pewno ma plan jak przejść przez ten sezon tak by byc odpowiednio wysoko oraz by starczyło sił na decydującą rozgrywkę w postseason.
Mój typ: awans do playoff i wciąż kandydat do Mistrzostwa NBA

 


20 Październik, 2016

Northwest Division

Denver Nuggets
Od kilku sezonów typowy średniak wygrywający trzydzieści parę spotkań w regular season. Jeśli cokolwiek ma się zmienić to nadchodzące rozgrywki będą dla nich idealnym momentem. Po kontuzji odniesionej w marcu wraca do gry Danilo Gallinari, który w sezonie 2015/16 osiągnął swoją najlepszą średnią punktową w karierze (19,5) i to właśnie on jawi się na główną postać ekipy z Kolorado. Ale ciekawie wyglądać będzie też backcourt składający się z młodych zawodników. Rok po roku Bryłki wybierały rzucających obrońców w drafcie i ten sezon powinien wyklarować seryjnego strzelca w ich szeregach. Największe predyspozycje do tego ma Emmanuel Mudiay, dla którego pierwszy sezon w NBA zakończył się średnio 12,8 pkt na mecz, ale też skutecznością wynoszącą zaledwie 36,4% oraz 3,2 strat. Jeśli poprawi te statystyki to może być jego sezon, a jeśli nie to w kolejce czeka pierwszoroczniak Jamal Murray i na pewno będzie chciał udowodnić opinie niezłego strzelca. Na skrzydle jest solidny na zbiórkach i waleczny pod tablicami Kenneth Farried, a na środku czyniący ciągłe postępy Nikola Jokic. Oprócz tego jeden z najlepszych w lidze graczy wchodzących z ławki - Wil Barton. Myślę, że tym razem Nuggets mogą spróbować powalczyć o 40 zwycięstw, a czy to wystarczy do awansu do playoffs? Dlaczego nie.
Mój typ: powalczą o awans do playoffs

Minnesota Timberwolves
Młode Wilki czeka poważny sprawdzian w nadchodzącym sezonie. Dwa razy z rzędu ich przedstawiciele wygrywali nagrodę Rookie of the Year i na pewno zrobili spore wrażenie swoją świetną grą. Ten duet to oczywiście o Andrew Wiggins i Karl Anthony-Towns i to oni będą decydować o postawie Minnesoty w nadchodzących rozgrywkach. Efektowny Wiggins i wyjątkowo wszechstronny Towns to materiał na jeden z najlepszych duetów ligi. Nad wszystkim będzie czuwał Tom Thibodeau, który na pewno spróbuje swoich podopiecznych nauczyć lepszej gry w obronie, jak to miało swego czasu miejsce w Chicago. Jako, że atak w ich wykonaniu jest bardzo efektowny, a akcje coraz lepszego Zacha LaVine wywołują zawrót głowy, to jeśli dojdzie do tego nieco szczelniejsza obrona możemy być świadkami nawet awansu Wilków do playoffs. Grę powinien prowadzić doświadczony Ricky Rubio, a na ławce czekać na swoją szansę będą pierwszo i drugoroczniacy Kris Dune i Tyus Jones. Jeśli Towns będzie robił nadal takie postepy to wkrótce będzie można go zacząć porównywać do Hakeema Olajuwona, a to już byłaby najlepsza wizytówka tego młodego centra. Jeśli natomiast Thibodeau dotrze odpowiednio do swojej nowej drużyny to już w tym, sezonie Wilki mogą być bardzo mocne.
Mój typ: powalczą o awans do playoffs

Oklahoma City Thunder
Z Oklahomą pożegnał się w trakcie offseason jej najlepszy zawodnik i wielka gwiazda ligi Kevin Durant. To na pewno będzie rzutowało na grę drużyny, która może mieć w związku z tym osłabieniem nawet kłopoty z awansem do playoffs. Zeszły sezon mogli zakończyć jako co najmniej Mistrzowie Zachodu, ale nie wytrzymali tej nieprawdopodobnej szansy w swoich głowach i oddali prowadzenie 3:1 ulegając ostatecznie Wojownikom. To na pewno był impuls do odejścia z klubu Duranta, a także Serge'a Ibaki. W tym momencie zespół będzie się kręcił wokół Russella Westbrook'a, który mając wolna rękę na parkiecie może śrubować niesamowite cyferki w indywidualnych statystykach. Czy przełoży się to na jednak zwycięstwa druzyny? Do Grzmotów dołączył Victor Oladipo i na peno może stworzyć ciekawy duet na obwodzie z Westbrookiem. Mocno obsadzona jest pozycja centra, gdzie duet Kanter-Adams nie da sobie w kaszę dmuchać. Reszta składu OKC nie robi większego wrażenia i odnoszę wrażenie, że łatwiej może być Westbrookowi powalczyć o tytuł MVP niż Oklahomie o nawiązanie do wyników z zeszłego sezonu.
Mój typ: awans do playoffs? Może być ciężko, ale mimo wszystko szanse mają powyżej 50%

Portland Trail Blazers
Chyba największe zaskoczenie in plus poprzednich rozgrywek. Przed ich rozpoczęciem odeszło z zespołu aż 4 graczy z pierwszej piątki i niewielu ekspertów dawało im szanse na awans do playoffs. Jedank stało się inaczej, a duet Lillard-McCollum przechodził samych siebie tworząc jeden z najlepszych backcourtów w lidze. Lillard udowodnił swoją przynależność do elity graczy NBA, McCollum natomiast mógł wyjść z cienia innych zawodników i zrobił to w tak dobrym stylu, że odebrał nagrodę dla zawodnika osiągającego największy postęp (Most Improved Player). Mocne są także w Oregonie skrzydła (Al-Farouq Aminu, czy Ed Davis), a do drużyny dołączył z Bostonu wszechstronny Evan Turner. Blazersi lubią trafiać zza łuku i często decydują się na takie rozwiązania. Nad wszystkim trzyma pieczę trener Terry Stotts i ta mieszanka może dać w tym sezonie jeszcze lepszy efekt niż w 2016 roku.
Mój typ: awans do playoffs

Utah Jazz
Niewiele zabrakło Jazzmanom w poprzednim sezonie do awansu do fazy postseason. Pomimo braku kontuzjowanego przez cały sezon Dante Exum'a walczyli do samego końca oddając w ostatniej chwili miejsce w ósemce Houston Rockets. Ze względu na złamany palec swojego lidera Utah rozpoczną rozgrywki bez najlepszego strzelca Gordona Haywarda, który do gry wróci na przełomie listopada i grudnia. Do drużyny dołaczy po przenosinach z Indiany George Hill, a ich gra powinna znów skupić się na defensywie, w której brylował będzie pewnie po raz kolejny center Rudy Gobert. Solidny Derrick Favors, czy Rodney Hood dają podstawy do myślenia o playoffach i sądzę, że tym razem powinni wskoczyć do najlepszej ósemki na Zachodnim Wybrzeżu.
Mój typ: awans do playoffs

 


19 Październik, 2016

Southeast Division

Atlanta Hawks
Poprzedni sezon już nie tak efektowny jak dwa lata temu, ale cały czas mozna ich uznawać za solidną drużynę. W trakcie offseason nastąpiły w zespole dwie kluczowe zmiany - Jastrzębiami pożegnali się gracze pierwszej piątki: Al Horford i Jeff Teague. Horforda zastąpił pochodzący z Atlanty Dwight Howard i być może nowe środowisko przyczyni się do lepszej postawy Dwighta, gdyż jego przygoda z Houston zaczynała zdecydowanie przypominać męczarnie zarówno dla niego jak i reszty drużyny z Teksasu. Mecze preseasons pokazały, że Howard to wciąż zawodnik grający praktycznie co mecz na poziomie double-double i jeśli odnajdzie się w nowym otoczeniu to obie strony będą miały z tego pożytek. Teague został zastąpiony przez swojego dotychczasowego zmiennika Dennisa Schrodera i patrząc na końcówke poprzedniego sezonu powinien uciagnąć grę Atlanty. Resztę tworzą doświadczeni Paule Millsap, Kyle Korver, czy Kent Bazemore. Jeśli Korver będzie skuteczniejszy zza łuku niż w poprzednich rozgrywkach, to nie powinno być źle, bo o bardzo solidnego Millsapa się nie boję. Playoff osiągną, ale czy będą w stanie powalczyć o coś więcej? Jeśli będą czuli głód gry to dlaczego nie!
Mój typ: awans do playoff

Charlotte Hornets
Sezon 2015/16 zapowiadał sie dla nich kiepsko, zwłaszcza gdy tuż przed jego rozpoczęciem stracili z powodu poważnej kontuzji Michaela Kidda-Gilchrista. Zapowiadało sie na wegetację w rozgrywkach , a tymczasem Szerszenie wygrały aż 48 meczów i walczyły zacięcie w siedmiu meczach z Miami Heat w pierwszej rundzie playoffów. Główna w tym zasługa Kemby Walkera, który ze średnią powyżej 20 punktów na mecz był liderem drużyny. Bardzo dobrze, zwłaszcza na początku sezonu, radził sobie osiągając nie raz triple-double Nicholas Batum, a Jeremy Lin odnalazł się szybko w Północnej Karolinie i również był wyróżniającym się zawodnikiem Hornets. Lina już nie ma jednak w składzie (przeniósł sie do Brooklynu), a wiekowego Ala Jeffersona zastąpi również nienajmłodszy Roy Hibbert. Być może na środku pojawi się szansa dla Franka Kaminskiego lub Cody Zellera, ale i tak postawa drużyny będzie zależała znów od Walkera i Batuma, Ciężko stwierdzić jak będzie ze zdrowiem Kidda-Gilchrista, bo w trakcie poprzedniego sezonu zagrał zaledwie pare spotkań. Myślę, że tym razem ekipie z Charlotte może być trudniej w nadchodzący sezonie i właściciel Szerszeni Michael Jordan może mieć nieraz nietęgą minę.
Mój typ: brak awansu do playoff

Miami Heat
To może być ciężki rok dla Miami, Po 13 latach gry w barwach ekipy z Florydy pożegnał się z nią Dwyane Wade, a wciąż z poważną chorobą zmaga się Chris Bosh i wszystko wskazuje na koniec kariery tego znakomitego zawodnika. Bez wspomnianej dwójki Żary mogą mieć spore kłopoty z awansem do playoffs. Kto ma pociągnąć tę drużynę do zwycięstw? W Miami postawiono na Hassana Whiteside'a dając mu maksymalny kontrakt. Czy jest on wart aż takich pieniędzy? Defensor z niego świetny, ale w ataku już nie radzi sobie tak dobrze i ciężko na nim skupiać grę drużyny. Tę grę będzie się starał poprowadzić Goran Dragic, ale jemu też jest daleko do statusu gwiazdy NBA. Młody Justin Winslow miał udany debiut w poprzednim sezonie i być może teraz czas właśnie dla niego. Mimo wszystko po utracie takich graczy jak wspomniani Wade i Bosh awans do playoff byłby dla Miami miłą niespodzianką. Tak więc nie mając nic do stracenia powinni podejść do rozgrywek na luzie i starać się sprawić miłą niespodziankę swoim kibicom. Jest też opcja odpuszczenia sezonu po ewentualnym słabym starcie i skupieniu sie na przebudowie drużyny na nastepne lata.
Mój typ: brak awansu do playoff

Orlando Magic
Poprzednie rozgrywki zakończyły sie dość szybko dla Magic i wątpię czy tym razem będzie inaczej. Z Orlando pożegnali się Tobias Harris (jeszcze w końcówce zeszłego sezonu) oraz Victor Oladipo. Obaj potrafili rzucać średnio po około 17 punktów w meczu, co nie pozostanie na pewno bez wpływu na drużynę. Pojawił się co prawda w składzie Magic Serge Ibaka, ale czy będzie on w stanie poprowadzić swoją nową drużynę do playoff? Pierwsze skrzypce powinien grać Nikola Vucevic, a więcej minut na parkiecie bedzie pewnie spędzał kolejny Europejczyk Mario Hezonja. Na rozegraniu wciąż bardzo himeryczny Elfrid Payton, a ławka też nie powala nazwiskami. Nie jest to skład gwarantujący walkę o pierwszą ósemkę i naprawdę bardzo się zdziwię jeśli zobaczę ich nadal w grze w drugiej połowie kwietnia 2017.
Mój typ: brak awansu do playoff

Washington Wizards
Czarodzieje zepsuli kompletnie poprzednie rozgrywki, więc sezon 2016/17 potraktują pewnie jako odkupienie win. Najważniejszą decyzją było pozbycie sie trenera Randy'ego Wittmana, który kompletnie nie miał pomysłu na tę drużynę. Zastapi go Scott Brooks i ten mający doświadczenie w pracy z gwiazdami trener spróbuje poukładać na nowo swoje klocki. W Waszyngtonie jest potencjał, a pierwszoplanową postacią powinien być John Wall. Rozgrywający Wizards potrafi oprócz kreowania gry i rozdawania asyst być także groźnym strzelcem. Jest też bardzo szybki i ma świetną kontrole piłki. Wydawało by się kompletny zawodnik, ale ma też jeden feler - zbyt zagrzaną głowę i nieraz w końcówkach meczu jakby wyłącza myslenie. Jego kolega z obwodu Bradley Beal też chciałby jak najszybciej zapomnieć o poprzednim sezonie i w końcu w pełni wyleczony rozpocząć nowe rozgrywki. Czy przetrwa je bez nowych urazów to raczej wątpliwe bo Beal to mocno kontuzjogenny zawodnik, ale jeśli złapie formę to na pewno zakręci sie koło średniej 20 punktów na mecz. Jest wreszcie nasz Marcin Gortat, który znów będzie walczył o double-double w każdym spotkaniu i powinien być solidnym punktem swojej drużyny. W rozwoju zatrzymał sie trochę Otto Porter, a ławka Czarodziejów też nie powala na kolana. W każdym razie odpowiednia forma u trójki Wall, Beal, Gortat i tak powinna poprowadzić ekipę z Waszyngtonu do playoffów.
Mój typ: awans do playoff

 


17 Październik, 2016

Wymiana pomiędzy Chicago i Millwaukee

Tuż przed rozpoczęciem nowego sezonu doszło do wymiany zawodników pomiędzy Chicago Bulls i Millwaukee Bucks. Byki oddały do Jeleni Tony'ego Snella, a w zamian do Wietrznego Miasta przeniósł się Michael Carter-Williams. Dla ekipy z Chicago to może być niezły transfer, bo pomijając fakt wyjątkowo nieudanego zeszłego sezonu Williamsa, to jednak za czasów gry w Philladelphii osiągał całkiem niezłe średnie i w 2014 roku został wybrany Rookie of the Year. MCW może być więc realnym wzmocnieniem dla Byków, gdyż jeśli jest w formie potrafi seryjnie trafiać i jest naprawdę groźnym strzelcem, a jaka okaże się rzeczywistość to czas pokaże.

 


16 Październik, 2016

Central Division

Chicago Bulls

Kompletna porażka w zeszłym sezonie jaką był brak awansu do playoffs zaowocował sporymi zmianami w rosterze. Z ekipą Byków pożegnały się jej gwiazdy Derrick Rose i Pau Gasol, a w zamian w Wietrznym Mieście pojawili się Dwyane Wade, Rajon Rondo, czy Robin Lopez. Pochodzący z Chicago Wade powinien być sporym wzmocnieniem i swoim doświadczeniem na pewno pomoże młodszym kolegom. Od samego początku gwiazdor NBA przyznał, że Byki są drużyną Jimmiego Butlera i D-Wade ma zamiar tylko dać jak najwięcej z siebie dla dobra drużyny. Czy po latach bycia pierwszoplanową postacią w Miami naprawdę da radę funkcjonować w taki sposób? Jak najbardziej tak. Już raz dla dobra drużyny usunął się delikatnie w cień LeBrona Jamesa, co zaowocowało Mistrzowskimi Pierścieniami. W Chicago raczej ciężko będzie powtórzyć ten wyczyn, ale Wade powinien dobrze wkomponować się w nowe otoczenie i być dużym wzmocnieniem dla Bulls. Z Rajonem Rondo może być już niekoniecznie tak różowo. Pomimo wygrania po raz kolejny klasyfikacji najlepiej asystujących zawodników w lidze i kilku triple-double na swoim koncie potrafi być chodzącą puszka Pandory potrafiąca swoimi fochami rozłożyć każdy zespół. Ale może u boku Butlera i Wade'a nie będą mu w głowie takie wybryki i skupi się na kreowaniu gry, co gdy jest w formie wychodzi mu bardzo dobrze. Gra Byków raczej będzie się opierała na backcourcie, a frontcourt powinien sie skupić na defensywie gdyż Lopez, czy Taj Gibson w ataku raczej wiele nie wniosą. Drugi sezon trenera Freda Hoiberga na ławce może zaowować większym przekonaniem tego coacha do własnych umiejętności, a sezon 2016/17 i tak nie może być gorszy niż poprzedni.
Mój typ: awans do playoffs

Cleveland Cavaliers

Mistrzowie NBA, jako pierwsi w historii zdołali zwyciężyć w Finałach pomimo stanu 1:3. To na pewno jeszcze bardziej wzmocniło ich morale oraz pewność siebie. Najważniejsze pytanie, czy nie poczują się już nazbyt syci i wykażą taką determinację jak w poprzednich rozgrywkach. Wiele oczywiście będzie zależało od LeBrona Jamesa i jego postawy. LBJ osiągnął to co obiecał swego czasu kibicom z Cleveland, czyli Mistrzostwo NBA dla swoich krajanów. Teoretycznie James jest graczem spełnionym w 100%. Udowodnił niedowiarkom, że jest w stanie poprowadzić do triumfu drużynę w kluczowym momencie i zagrał w Finałach 2016 pod presją kilka świetnych spotkań. Fantastycznie wspierał go Kyrie Irving i kto wie czy to właśnie on nie powinien dostać nagrody MVP Finałów. Obaj na pewno będą chcieli powstrzymać Golden State Warriors będących zdecydowanymi faworytami do końcowego triumfu. To właśnie będzie fakt, który powinien odpowiednio zmotywować Obrońców Tytułu. Do większych roszad w zespole nie doszło, a na pewno zdecydowanie zbyt długo trwała przepychanka J.R. Smitha z włodarzami klubu w sprawie przedłużenia kontraktu. Mam wrażenie, że Cavs nie będą grać na 100% w trakcie wszystkich spotkań regularnego sezonu i być może nawet nie zajmą pierwszego miejsca na Wschodzie, ale gdy przyjdzie do playoffów to na pewno rzuca do boju wszystko co mają najlepsze. A że sporo tego w klubie to można się spodziewać trzeciego z rzędu występu w Finałach NBA.
Mój typ: awans do playoff i walka o Mistrzostwo

Detroit Pistons

Poprzedni sezon to wreszcie awans do playoffs po sześcioletniej przerwie. Tam już w pierwszej rundzie zostali wypunktowani w 4 meczach przez Cleveland, ale ogólnie rozgrywki mogli zapisać po stronie plusów. Podczas offseason przedłużyli kontrakt z Andrew Drummondem, który rządził i dzielił na tablicach przez cały zeszły sezon i został zaliczony w poczet gwiazd NBA. W trakcie rozgrywek do składu dołączył Tobias Harris i dzieki temu na pewno zyskała ofensywa Tłoków. Rozgrywki 2016/17 rozpoczną bez kontuzjowanego Reggie Jacksona i to może być dla nich spory kłopot. Ish Smith na pewno spróbuje udowodnić swoją przydatność do zespołu, ale zastąpić Jacksona będzie ciężko. Ten jednak powinien wrócić już w grudniu i ewentualne straty na początku rozgrywek będzie można szybko nadrobić. Caldwell-Pope, Marcus Morris, czy Stanley Johnson też spróbują udowodnić Stanovi Van Gundy'emu swoje umiejętności, a sprowadzony z San Antonio serbski gigant Bojan Marjanovic przy Drummondzie też może się sporo nauczyć (byle tylko nie naśladował go na linii rzutów wolnch). Konkurencja na Wschodzie pewnie nie odpuści i awans do playoffs dla Tłoków może wcale nie być taki pewny, ale jak się rozpędzą to mogą wypaść w nadchodzących rozgrywkach jeszcze lepiej niż w poprzednich.
Mój typ: powalczą o playoff, choć nie pokuszę sie o stwierdzenie że tam zagrają na pewno

Indiana Pacers

Transformacja z mozolnie układanej gry na run and gun powiodła się i Pacers zdołali zagrać w poprzednim sezonie w playoffs, ulegając ostatecznie Toronto Raptors po 7 meczach. Po koszmarnej kontuzji z 2015 roku nie ma już śladu w grze największej gwiazdy Indiany Paula George'a i na pewno na nim oprze się też gra w nadchodzących rozgrywkach. Podczas offseason udało się im zakontraktować uznanych graczy jak Jeff Teague i Thaddeus Young. Do zespołu dolączył też wiekowy Al Jefferson, ale raczej ciężko będzie mu nadążyć za tempem gry nowych kolegów. Z roku na rok gorzej radzi sobie też Monta Ellis i kto wie czy nie straci miejsca w pierwszej piątce. Na stanowisku trenerskim Franka Vogela zastąpił Nate McMilan i teraz na jego głowie będzie poukładanie tej obiecującej drużyny. Mając w składzie taką gwiazdę jak Paul George można myśleć o największych laurach, ale jeśli zdrowie mu nie dopisze to szanse Pacers na awans do playoffs zdecydowanie spadną. Jeśli jednak PG13 i spółka będą zdrowi to mogą sporo namieszać na wschodnim wybrzeżu.
Mój typ: powalczą o playoff (60-40 że w nim zagrają)

Milwaukee Bucks

Wydawało się, że w poprzednim sezonie pojawią się w postseason, ale jakoś nie mogli zaskoczyć i ostatecznie dość szybko okazało się, że nie zagrają w playoffach. Ich największym wyczynem w rozgrywkach 2015/16 okazało się przerwanie serii zwycięstw Golden State Warriors. Mnie osobiście dziwi tak słaba dyspozycja Jeleni, gdyż uważam że tacy gracze jak Khris Middleton, czy Giannis Antetokounmpo mają ogromne predyspozycje do gry na najwyższym poziomie. Trener Jason Kidd dostanie chyba ostatnią szansę w Milwaukee i w swoim trzecim sezonie powinien już rozpracować tę drużynę. Na pewno poważna kontuzja Middletona, wyłączająca go z gry na pół roku, będzie sporym osłabieniem dla Bucksów, ale nie skreślałbym ich szans na zameldowanie się w playoffach. Czuję, że to będzie sezon Giannisa oraz Jabari Parkera. Obaj dobrze prezentowali się podczas preseason games, a Antetokounpo to moim zdaniem już wkrótce będzie wielka gwiazda NBA. Ten chłopak ma wielkie papiery na grę na najwyższym poziomie i niesamowite waruki fizyczne. Transfer Matthew Dellavedovy na pewno będzie wzmocnieniem, a jego doświadczenie z gry w Finałach uspokoi trochę grę Jeleni. Poniżej oczekiwań spisywali się jak dotąd w Milwaukee Michael Carter-Williams i Greg Monroe, a stać ich na pewno na więcej. Jak zaskoczą to stać ich na walkę o playoff, ale jeśli na początku coś pójdzie nie tak to być może zaczną tankować i spiszą ten sezon na straty myśląc już o nastepnych rozgrywkach.
Mój typ: Ze zdrowym Middletonem napisałbym awans do playoff, ale równie dobrze może być jeszcze gorzej niż w poprzednich rozgrywkach. Mimo wszystko młoda ekipa może ambitnie powalczyć, więc nie skreślam ich szans

 


15 Październik, 2016

Już za 10 dni rozpoczyna się nowy sezon NBA i pora przyjrzeć się wszystkim drużynom przystepującym do rozgrywek oraz przeanalizować po krótce ich szanse. Podział na dywizje i konferencje niezmienny i myślę, że najłatwiej będzie się trzymać takiej właśnie systematyki. Każdego dnia mam zamiar przybliżać kolejne dywizje, a zaczynam tak jak rok temu od Wschodu, a na pierwszy ogień idzie najsłabsza dywizja Najlepszej Ligi Świata - Atlantycka.

Atlantic Division:

Boston Celtics

Poprzednie rozgrywki były dla nich udane i mimo ostatecznej porażki z Atlantą w pierwszej rundzie playoffs gra Celtów mogła naprawdę cieszyć oko. Świetny sezon rozegrał Isiah Thomas, który osiągnął najwyższą średnią punktową w swojej dotychczasowej karierze rzucając 22,2 pkt i debiutując w All-Star Game. Podczas offseason udało im się ściągnąć do drużyny czterokrotnego uczestnika Meczów Gwiazd Ala Horforda, który będąc centrem grającym w pewnym sensie jako streth five powinien pasować do stylu gry preferowanego przez trenera Brada Stevensa. Właśnie ten coach jest ogromnym plusem tej drużyny i umie w znakomity sposób dotrzeć do swoich graczy. Z zespołem pożegnali się będący w poprzednim sezonie podstawowymi zawodnikami Evan Turner i Jared Sullinger, ale duet Thomas-Horford może poprowadzić Celtów do jeszcze lepszego wyniku niż 48 zwycięstw z sezonu 2015/16. Dobry defensor Avery Bradley, wszechstronny skrzydłowy Jae Crowder, czy nieobliczalny Marcus Smart powinni być sporym wzmocnieniem zespołu. Z numerem 3 z draftu dołączył mogący grać zarówno jako rzucający obrońca jak i niski skrzydłowy Jaylen Brown. Jeśli ta ciekawa układanka odpowiednio zaskoczy to może być bardzo obiecujący sezon dla kibiców ekipy z Bostonu.
Mój typ: awans do playoff

Brooklyn Nets

Trzecia najsłabsza drużyna poprzedniego sezonu i niewiele wskazuje by miało się coś zmienić w nadchodzących rozgrywkach. Na pewno gwiazdą numer jeden Netsów jest Brook Lopez i to pewnie wokół niego będzie się układała gra. Do Indiany odszedł bardzo solidny Thaddeus Young i zapewne drużyna odczuje jego brak. W Nowym Jorku pojawił się natomiast ponownie Jeremy Lin (tym razem na Brooklynie), który powinien być dużym wzmocnieniem dla tego zespołu. W takim kontekście raczej nie należy zapisać transferów byłego nr 1 draftu Anthonego Benneta i coraz starszego argentyńskiego gwiazdora Luisa Scoli. Na pewno kibiców Netsów cieszy fakt pozbycia się w zeszłym sezonie wysoko opłacanych i nie wnoszących wiele do drużyny Joe Johnsona oraz Kevina Garnetta, co uszczupliło wydatnie i tak mocno przeładowany już salary cap, ale jeszcze sporo czasu upłynie zanim ich ulubieńcy zameldują się ponownie w playoffs.
Mój typ: poza playoffs

New York Knicks

Poprzedni sezon rozpoczęli całkiem nieźle, by w połowie rozgrywek szybko powrócić do marazmu jaki serwują od 2014 roku. Posadę trenera stracił Derek Fisher, a Phil Jackson zdecydował się po eksperymencie z Kurtem Rambisem na ostateczne powierzenie tej roli wyrzuconemu z Phoenix Jeffowi Hornackowi. Podczas offseason w Nowym Jorku nie próżnowano i postanowiono sprowadzić byłego MVP rozgrywek Derrick Rose'a z Chicago. Razem z nim do Knicks dołączył Joakim Noah, a w przeciwnym kierunku powędrowali Robin Lopez i Jerain Grant. Czy będzie to strzał w dziesiątkę okaże się już wkrótce. Dla Rose'a będzie to na pewno ostatni dzwonek by udowodnić swoją przynależność do elity graczy NBA, co przez ostatnie trzy lata nie wychodziło mu zbyt dobrze. Wiadomą sprawą jest fakt, iż prześladowały go w tym czasie kontuzje, ale nawet gdy był zdrowy to nie przekonywał na parkiecie swoją grą tak jak w pamiętnym 2010 roku. NYK to wciąż drużyna Carmelo Anthony'ego i pytanie czy Rose to zaakceptuje oraz czy współpraca obu gwiazd będzie wyglądała wzorowo? Pamiętając tarcia Derricka z Jimmim Butlerem z czasów wspólnej gry w Chicago może z tym być różnie, a Rose musi na razie uporać się z ciążącym na nim oskarżeniem o gwałt zbiorowy. Na pewno kibice Knicksów będą mogli liczyć na Kristapsa Porzingisa, który swój pierwszy sezon na parkietach NBA mógł zaliczyć do bardzo udanych. Ciekawie się to wszystko zapowiada i dużo będzie zależało od trenera Hornacka oraz postawy strzeleckiej Anthonyego. Może być różnie, ale ja mam dziwne wrażenie że znów skończy się na wielkich nadziejach, a rzeczywistość będzie po raz kolejny brutalna dla Nowojorczyków.
Mój typ: poza playoff

Philadelphia 76ers

Najsłabszy zespół poprzedniego sezonu wreszcie powinien zacząć chcieć wygrywać. Przez parę poprzednich lat wiecznie tankujący (bądź aż tak bardzo słabi) gracze Szóstek dostawali srogie baty od reszty ligi, a ich jedynym celem w zeszłych rozgrywkach było osiągnięcie dwucyfrowej liczby zwycięstw. Cel ten ostatecznie osiągnęli, a co więcej udało im się tym razem wygrać loterię draftową i wybierać z pierwszym numerem. Ich wybór poszedł w stronę Bena Simmonsa, który już teraz jest nazywany następcą LeBrona Jamesa. Wydawało się, iż ten sezon będzie dla Philly przełomowy aż do czasu, kiedy Simmons podczas treningu tuż przed pierwszym meczem przedsezonowych rozgrywek złamał kość w stopie. To na pewno mocno psuje plany Szóstek, ale nie przekreśla szans na lepszy wynik niż w zeszłym sezonie. Po dwóch latach kolejnych operacji i rekonwalescencji do rozgrywek przystąpi wreszcie Joel Embiid, który jeszcze w 2014 roku był wybierany przez 76ers z 3 numerem draftu. Na parkietach NBA w oficjalnym meczu nie zdążył się jeszcze pokazać, ale w spotkaniach przedsezonowych grał już po kilkanaście minut w każdym meczu i radził sobie całkiem dobrze. Problemem Philly są teraz mocno obsadzone pozycje 4-5 (Nerlens Noel, Jahlil Okafor, Embiid) i nieco słabiej prezentująca się reszta. Na przygodę z NBA zdecydował się wreszcie wyróżniający się w Europie Dario Saric i jeśli odnajdzie się szybko w grze na kontynencie amerykańskim to powinien być dużym wzmocnieniem dla swojej nowej drużyny. Pamiętajmy, że w okolicach grudnia do gry może wrócić Simmons i wtedy niejedna ekipa może mieć problemy z Philadelphią. Oczywiście o walce o playoff możemy zapomnieć, ale podwojenie liczby zwycięstw w stosunku do zeszłego sezonu jest jak najbardziej realne.
Mój typ: poza playoffs

Toronto Raptors

Świetny poprzedni sezon w wykonaniu drużyny z Kanady. Finał Wschodu i walka z późniejszymi Mistrzami z Cleveland na pewno zostawiła wiele fantastycznych wspomnień wśród kibiców Raptorów, ale teraz pora na udowodnienie, że to nie był przypadek. Na pewno na wyżyny wzniósł się w trakcie rozgrywek 2015/16 duet DeMar DeRozan-Kyle Lowry, a ich świetna gra zaowocowała powołaniem do reprezentacji USA na Igrzyska Olimpijskie w Rio oraz w efekcie złotym medalem. Raptorom ciężko będzie o lepszy wynik niż w zeszłym sezonie, ale gra w podobnym stylu jest w ich zasięgu. Musi sie na to złożyć dobra forma wspomnianego backcourtu oraz pozostałych kół napędowych - Jonasa Valanciunasa i DeMarre Carroll'a. Valanciunas stracił w lecie swojego zmiennika Bismacka Biyombo, który pokazał podczas playoffs jak wiele znaczył dla tej drużyny, a jego twarda obrona i walka na tablicach wnosiły sporo dobrego. Co do Carrolla to poprzednie rozgrywki traktował trochę przez pryzmat trapiących go kontuzji i jeśli teraz będzie zdrowy oraz złapie formę z jakiej pamiętamy go z Atlanty to powinien być ogromnym wzmocnieniem dla drużyny zarówno w ataku jak i w obronie. Doświadczenie z playoffów i zwycięstwa w meczach nr 7 z Indianą oraz Miami na pewno wzmocniły psychicznie drużynę z Toronto, co może procentować także w nadchodzących rozgrywkach. Raptors powinni być ekipą walczącą o najwyższe laury i jeśli będą ich omijały kontuzje to kolejny Finał na Wschodzie wcale nie powinien być zaskoczeniem.
Mój typ: awans do playoffs

 


11 Październik, 2016

Kolejne mecze z cyklu preseason games za nami i mieliśmy do czynienia z kilkoma świetnymi indywidualnymi wystepami. Już wczoraj błysnął w barwach LA Lakers D'Angelo Russell, który podczas wygranego przez Jeziorowców meczu z Denver Nuggets (124:115) zdobył aż 33 punkty. Russell spędził na parkiecie 31 minut, w trakcie których trafił 13 z 19 rzutów z gry (z czego 4/7 za trzy punkty). Po stronie ekipy z Denver na wyróżnienie zasłużył Jusuf Nurkic, który uzyskał double-double na poziomie 21-16. NBA zawitała też do Chin, gdzie zmierzyły się Houston Rockets i New Orleans Pelicans. Rakiety zwyciężyły 123:117, a pierwsze skrzypce grał w ich barwach James Harden. Brodacz zdobył 26 punktów i dodał do nich aż 15 asyst, co skwapliwie wykorzystali Eric Gordon (24 pkt) i Ryan Anderson (21 pkt). W drużynie Pelikanów dobre zawody rozgrali E'Twaun Moore i Anthony Davis. Pierwszy zdobył 25 "oczek", a drugi 23. Tej nocy natomiast w barwach swojej nowej drużyny popisał się przede wszystkim Dwight Howard. Dzięki jego świetnej postawie Atlanta Hawks pokonali Cleveland Cavaliers 99:93, a Howard rzucił 26 punktów, zebrał z tablic 8 piłek i dołożył do tego 2 bloki. W szeregach Cavs zabrakło tym razem odpoczywających LeBrona Jamesa i Kyrie Irvinga. Dobry indywidualny występ zaliczył też Zach LaVine, który podczas spotkania jego Wilków z Minnesoty z Charlotte Hornets uzyskał 30 punktów, trafiając 13 z 20 prób z gry (w tym 4/6 zza łuku). Pomimo tak dobrego występu to jednak Serszenie eszły z parkietu jako zwycięzcy wygrywając 98:86. W meczu pomiędzy San Antonio Spurs i Detroit Pistons zwyciężyły Ostrogi 86:81, a Kawhi Leonard rzucił w ciągu 25 minut spędzonych na parkiecie 20 punktów. W ekipie Tłoków double-double zaliczył Andre Drummond zdobywając 17 "oczek" i zbierając 13 piłek. Po raz pierwszy od prawie pół roku zagrał w barwach Washington Wizards John Wall. Rozgrywający Czarodziejów po raz ostatni występował na parkiecie w kwietniu, a nastepnie poddał się operacji kolana. W przegranym 88:90 meczu przeciwko New York Knicks wystąpił przez 15 minut, w trakcie których uzyskał 8 punktów i 4 asysty. Marcin Gortat w tym meczu również zagrał 15 minut i także zapisał na swoim koncie 8 punktów trafiając wszystkie 4 próby z gry.

 


09 Październik, 2016

Kolejne dni przedsezonowych meczów

Wciąż trwają w najlepsze spotkania z cyklu preseason games i już wszystkie drużyny zdołały się pokazać w tej serii gier. Tej nocy na wyróżnienie zasłużył na pewno występ Dwyane Wade'a, który poprowadził swoją nową drużynę - Chicago Bulls do zwycięstwa 121:105 nad Indianą Pacers. D-Wade zdobył w tym meczu 22 punkty trafiając m.in. 3 z 4 rzutów zza łuku oraz dołożył 8 asyst. Z dobrej strony pokazał się też Taj Gibson. Skrzydłowy Byków trafił wszystkie 9 prób z gry oraz oba podejścia z linii rzutów wolnych zdobywając tym samym 20 "oczek". Po stronie Indiany 21 punktów uzyskał nowy nabytek Pacersów Jeff Teague, a w spotkaniu zabrakło odpoczywającego Paula George'a.
Na parkiet tej nocy wyszli też Mistrzowie NBA - Cleveland Cavaliers, którzy zmierzyli się z najgorszą drużyną poprzednich rozgrywek - Philadelphią 76ers. Mecz był wyrównany i ostatecznie zakończył się zwycięstwem Cavs 108:105. Po 15 punktów zdobyli dla nich LeBron James i Kyrie Irving, a obaj spędzili na parkiecie po niecałe 20 minut. W ekipie Szóstek 13 minut zagrał Joel Embiid, który po 2 latach doprowadzania do użytku kontuzjowanej stopy wreszcie będzie mógł pokazać swoje umiejętności. Pochodzący z Kamerunu center zdobył w tym spotkaniu 12 punktów.
Dobrą formę u progu sezonu pokazał Najlepszy Debiutant poprzednich rozgrywek Karl-Anthony Towns, który w zwycięskim dla Wilków meczu przeciwko Miami Heat (109:100) uzyskał double-double. KAT rzucił 20 punktów i zebrał 10 piłek z tablic. W zespole z Florydy na wyróżnienie zasłużył Hassan Whiteside, który podobnie jak Towns zaliczył double-double na poziomie 17-12, a także w swoim stylu trzykrotnie blokował rywali.

 


05 Październik, 2016

Udany debiut Duranta w Oakland

Kevin Durant zagrał po raz pierwszy w oficjalnym meczu swojej nowej drużyny przed własną publicznością. Jego Wojownicy pokonali w Oakland LA Clippers 120:75, a debiut w Oracle Arena był dla Duranta całkiem udany. KD w ciągu 24 minut gry zdobył 21 punktów oraz dołożył po 7 zbiórek i asyst. Pierwsze skrzypce w ataku GSW grał Klay Thompson - zdobywca 30 "oczek". Thompson zagrał z wysoką skutecznością z gry trafiając 10 z 14 rzutów, w tym 6/9 zza łuku. Trochę mniej widoczny był w tym spotkaniu Stephen Curry, który na swoim koncie zapisał 14 punktów (4/8 z gry, w tym 3/6 za trzy pkt).
Mecze przedsezonowe w pełni, a z ważniejszych wydarzeń należy wspomnieć udane spotkanie w barwach Rakiet Jamesa Hardena. Ekipa z Houston pokonała New York Knicks 130:103, a Brodacz zdobył 28 punktów, do których dołożył 11 asyst i 6 zbiórek. Dzielnie wspierał go na parkiecie nowy nabytek Rockets Ryan Anderson, który rzucił 26 punktów trafiając m.in. siedmiokrotnie za trzy punkty.
Na parkiecie zaprezentował się również w barwach Washington Wizards Marcin Gortat. Czarodzieje przgrali z Miami Heat 95:106, a Marcin w ciągu 20 minut gry uzyskał 10 punktów i 6 zbiórek. Jego vis a vis Hassan Whiteside zagrał świetne zawody zaliczając double-double na poziomie 20-13 oraz dodając do tego 3 bloki.

 


02 Październik, 2016

Nieudany debiut duetu Curry-Durant w preseason games

Golden State Warriors przegrali swój pierwszy mecz podczas preseason games ulegjąc Toronto Raptors 93:97. Wojownicy zagrali słabe zawody ze skutecznością z gry poniżej 40% trafiając zaledwie 33 z 84 rzutów. Dwie największe gwiazdy GSW - Stephen Curry i Kevin Durant spędziły na parkiecie po niecałe 20 minut nie mogąc wstrzelić się z dystansu. Steph trafił 2 z 6 podejść, z czego 1/5 zza łuku oraz 3/5 z linii rzutów wolnych, uzyskując 8 punktów. KD natomiast zaledwie dwukrotnie (na 9 prób) trafiał z gry i tylko rzuty osobiste wykonywał bezbłednie (4/4) uzyskując ostatecznie 9 "oczek". Stosunkowo najlepiej wypadł trzeci z gwiazdorów Klay Thompson, który rzucił 16 punktów trafiając 5/13 z gry (w tym 4/11 za trzy pkt). W ekipie z Toronto również widać było, iż jest to jeszcze czas przygotowań do sezonu, gdyż ich dwaj najlepsi zawodnicy - DeMar DeRozan i Kyle Lowry również nie grzeszyli skutecznością. DMDR zdobył ostatecznie 11 punktów (3/11 z gry), a KL 6 "oczek" (2/7 z gry). Najlepszym strzelcem Raptorów został DeMar Carroll z 14 pkt na swoim koncie. Obie drużyny grały bardzo nonszalancko popełniając w sumie aż 46 strat (24 Toronnto, 22 GSW).
W drugim spotkaniu New Orleans Pelicans pokonali Dallas Mavericks 116:102, a z bardzo dobrej strony pokazał się tegoroczny debiutant Buddy Hield, który zdobył 19 punktów (8/12 z gry) oraz dodał do tego 6 zbiórek i 3 asysty. 17 "oczek" dołożył od siebie Terrence Jones, a wracający po kontuzji Anthony Davis 13 w ciągu 12 minut spędzonych na parkiecie. W ekipie z Dallas 12 punktów uzyskał były gracz Golden State Warriors Harrison Barnes.

 


01 Październik, 2016

Kontuzja Bena Simmonsa

Numer jeden tegorocznego draftu, gracz Philadelphii 76ers - Ben Simmons doznał złamania piątej kości śródstopia w prawej nodze. Do kontuzji doszło podczas treningu, a początkowo wyglądało to na skręcenie kostki i dopiero szczegółowe badanie rezonansem magnetycznym wykazało złamanie. Jak na razie nie ma wieści z obozu Szóstek, co do przewidywalnego powrotu na parkiet Australijczyka, ale wszystko wskazuje na to iż nie zagra on od początku sezonu regularnego, który startuje 25 października.

 


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem