Marzec 2016

31 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Golden State w Utah po dogrywce

Golden State Warriors zrobili kolejny duży krok do pobicia rekordu zwycięstw w regularnm sezonie chicagowskich Byków. Tej nocy Wojownicy potrzebowali dogrywki by odnieść 68 zwycięstwo w sezonie i ostatecznie pokonali Utah Jazz 103:96. Początek meczu należał do gości, którzy po rozpoczęciu drugiej kwarty prowadzili już 10 punktami. Jazzmani do przerwy zniwelowali jednak tę przewagę do zaledwie dwóch punktów, by na początku trzeciej kwarty wyjść na siedmiopunktowe prowadzenie (49:42). Kilkupunktowe prowadzenie gospodarzy utrzymywało się prawie do końca meczu, a Warriors zdołali doprowadzić do remisu na dwie minuty przed końcem spotkania (85:85). Wówczas jednak Gordon Hayward trafił za trzy punkty i w szeregach Mistrzów NBA zrobiło się na tyle nerwowo, że nawet Stephen Curry pomylił się z linii rzutów wolnych. Gdyby na 24 sekundy przed końcową syreną Shelvin Mack trafił oba rzuty wolne to Wojownicy znaleźliby się w bardzo ciężkim położeniu ale skoro wpadł tylko jeden osobisty to przewaga Utah wynosiła cały czas trzy punkty. Taka przewaga to dla GSW kwestia trafienia tylko jednej "trójki", co w ich przypadku wydaje sie akurat banalnie proste. Tak stało się i tym razem choć Klay Thompson musiał dwukrotnie próbować by piłka ostatecznie wpadła zza linii 7,24. W dogrywce Wojownicy szybko wyjaśnili kto tu jest lepszy i mogli sie cieszyć z 68 zwycięstwa w sezonie tak bardzo przybliżającego ich do rekordu zwycięstw Bulls wynoszącego obecnie 72 mecze. Najlepszym strzelcem spotkania został Stephen Curry, który zdobył 31 punktów oraz dołożył do nich 7 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty.

 

Na plus:
- San Antonio Spurs - Ostrogi odniosły tej nocy 38 zwycięstwo na własnym parkiecie w obecnym sezonie pobijając tym samym rekordowe osiągnięcie Byków z sezonu 1995/96. SAS pokonali New Orleans Pelicans 100:92 i są coraz bliżej przejścia przez sezon regularny bez porażki przed własna publicznością.
- DeMarcus Cousins - środkowy Sacramento Kings poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Wshington Wizards 120:111. Boogie zdobył w tym meczu 29 punktów, do których dołozył 10 zbiórek, 5 przechwytów oraz po 4 asysty i bloki.
- Carmelo Anthony - skrzydłowy New York Knicks rozegrał dobre zawody przeciwko Dallas Mavericks. NYK przegrali co prawda 89:91 ale Melo rzucił w tym meczu 31 punktów trafiając z 50-cio procentową skutecznością z gry (11/22) i nie myląc sie z linii rzutów wolnych (7/7).
- J.J. Barea - to właśnie swojemu rezerwowemu rozgrywającemu Mavericks zawdzięczają zwycięstwo w meczu z NYK. Barea zdobył 26 punktów i dodał do nich 7 asyst i 5 zbiórek.
- Hassan Whiteside - center Miami Heat ponownie pokazał, że jest jednym z najlepszych młodych graczy na swojej pozycji w całej lidze. Żary przegrały wprawdzie po dogrywce w Los Angeles z Lakersami ale Whiteside zaliczył konkretne double-double na poziomie 18-17 oraz udowodnił, że jest królem bloków w tym sezonie aż siedmiokrotnie powstrzymując rywali w ten sposób.

 

Na minus:
- Washington Wizards - Czarodzieje zawalili mecz ostatniej szansy w Sacramento przegrywając 111:120 i pożegnali sie tym samym z szansami na tegoroczny playoff. To spotkanie pokazało po raz kolejny, że ta drużyna nie ma pomysłu na grę, a trener Randy Witman powinien jak najszybciej pożegnać się ze swoim stanowiskiem. Gwiazda drużyny John Wall jest zbyt chaotyczny żeby być liderem przez duże "L", a sporą ilość asyst przeplata mnóstwem strat. Jego rzut z dystansu też pozostawia wiele do życzenia, o czym mówi choćby dzisiejsza skuteczność z gry (4/16). Marcin Gortat w meczu z Królami był mocno pogubiony zwłaszcza w ofensywie (2/9) ale w obronie też nie radził sobie z DeMarcusem Cousinsem. Reszta zespołu raz gra dobrze, a za chwilę pudłuje seryjnie. Podczas offseason władze klubu będą musiały zastanowić się co dalej z tą drużyną ale jedno jest pewne jeśli chcą osiągac sukcesy należy wymienić przede wszystkim sztab szkoleniowy i zatrudnić psychologa dla Johna Walla.


30 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: kolejne zwycięstwo Golden State Warriors

Golden State Warriors pokonali we własnej hali Washington Wizards 102:94 i są cały czas na najlepszej drodze do pobicia rekordu 72 zwycięstw Chicago Bulls. Goście dzielnie walczyli przez większą część meczu tocząc wyrównany pojedynek z najlepszą drużyną ligi. Mający wciąż nadzieję na udział w tegorocznych playoffs Czarodzieje do końca starali sie sprawić niespodziankę ale ostatecznie polegli ośmioma punktami. Wśród Wojowników na wyróżnienie zasłużyli Stephen Curry i Draymond Green. Pierwszy z nich zdobył w tym spotkaniu 26 punktów oraz dołożył do nich po 7 asyst i zbiórek oraz 5 przechwytów. Drugi natomiast był bardzo bliski uzyskania kolejnego triple-double, a zabrakło mu do tego wyczynu zaledwie jednej zbiórki. Green zakończył zawody z 15 punktami, 16 zbiórkami i 9 asystami na swoim koncie. Wśród graczy ze stolicy USA słabiej spisał się lider tej drużyny John Wall, który trafił zaledwie 4 z 14 rzutów z gry i na swoim koncie zapisał tylko 8 punktów. Marcin Gortat zdobył 9 punktów i zebrał 11 piłek z tablic, a większość ze swojej zdobyczy zaliczył w pierwszej części meczu. Tak więc GSW pokonali kolejną przeszkodę na drodze do pobicia rekordu, a Wizards oddalili sie jeszcze bardziej od udziału w tegorocznym postseason.

 

Na plus:
- Nicholas Batum - drugie triple-double w sezonie padło dziś łupem francuskiego skrzydłowego Charlotte Hornets. Szerszenie wygrały w Filadelfii z miejscowymi Sixers 100:85, a Batum uzyskał w trakcie tego meczu 19 punktów oraz po 12 zbiórek i asyst.
- Nikola Mirotic - co prawda to Jimmy Butler zdobył dla Chicago decydujace o zwycięstwie punkty podczas wygranego przez Byki meczu z Indianą Pacers 98:96 ale w przekroju całego spotkania najlepszym graczem na parkiecie był właśnie Nikola Mirotic. Zaliczył on z ławki rezerwowych double-double rzucając 28 punktów i zbierając 10 piłek z tablic.
- James Harden - dzięki świetnej postawie swojego lidera w czwartej kwarcie Houston Rockets zdołali zniwelować kilkunastopunktową przewagę Cleveland Cavaliers i wygrali ostatecznie 106:100. Harden zdobył w tym meczu 27 punktów, do których dodał 8 asyst i 6 zbiórek.
- Kyrie Irving - rozgrywajacy Cleveland pod nieobecność LeBrona Jamesa został najlepszym strzelcem swojej drużyny z 31 punktami na koncie. Nie zdołało to jednak uchronić jego drużyny przed porażką.

 

Na minus:
- Cleveland Cavaliers - na początku trzeciej kwarty Cavs prowadzili z Houston 20-ma punktami i zanosiło sie na kolejną porażkę słabych w tym sezonie Rakiet. Stało sie jednak zupełnie inaczej i to ekipa z Cleveland przestała kompletnie grać pozwalając przeciwnikom odnieść zwycięstwo 106:100. Za takie podejście do drugiej części meczu duży minus, a mi przypomina sie sytuacja z polskiej ligi piłkarskiej kiedy to w przerwie przedstawiciel "potrzebującej" drużyny wchodził z walizką i po przerwie działy sie w meczach cuda. Jeśli podobnie było tej nocy w Cleveland (Rockets walczą o playoff) to tym bardziej należy sie Cavaliers nagana!


29 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: szesnaste w sezonie triple-double Westbrooka

Russell Westbrook ustanowił szesnaste w tym sezonie triple-double podczas wygranego przez jego Oklahomę City Thunder wyjazdowego spotkania z Toronto Raptors 119:100. Dzięki temu wyczynowi wyrównał rekord drugiego na liście posiadaczy największej ilości "tripli" w jednym sezonie Fata Lavera, a zaledwie jednego triple-double brakuje Russowi do wyrównania rekordu lidera tej tabeli Magica Johnsona. Westbrook wyrównał też jeszcze jeden rekord związany z potrójna zdobyczą, mianowicie po raz siódmy w jednym miesiącu popisał się takim wyczynem podobnie jak Michael Jordan w kwietniu 1989 roku. Tej nocy rozgrywajacy Oklahomy uzyskał w ciągu 34 minut spędzonych na parkiecie Air Canada Centre 26 punktów, 12 asyst i 11 zbiórek. Na najlepszej drodze do pobicia rekordu Kobe Bryanta w ilości kolejnych meczów z co najmniej dwudziestopunktową zdobyczą pozostaje Kevin Durant, który podczas meczu w Toronto zdobył 34 pkt. To spotkanie było 59 tego typu meczem Duranta i do wyrównania rekordu Kobe'a brakuje mu tylko 4 spotkań na poziomie minimum 20 punktów. Duet z Oklahomy gra naprawdę fantastycznie, o czym świadczy jeszcze jeden wyczyn i jedno porównanie. Obaj gracze OKC po raz 22 w obecnych rozgrywkach zaliczyli wspólnie co najmniej 20 punktów oraz po 5 zbiórek i asyst, co przed nimi w takiej ilości dokonał tylko mistrzowski duet Byków w latach 90-tych: Michael Jordan i Scottie Pippen. Z taką grą swoich liderów Oklahoma nie miała najmniejszych kłopotów z odniesieniem ósmego z rzędu zwycięstwa nad groźnymi bądź co bądź Raptorami, którzy tym razem zagrali jednak bez polotu (Lowry i DeRozan zdobyli wspólnie 33 punkty). Jeśli liderzy OKC utrzymaja taka formę w playoffs, a reszta drużyny wzniesie się na wyżyny to kto wie czy Thunder nie sprawią miłej niespodzianki swoim kibicom i powalczą o drugi w historii klubu występ w finale NBA. A tam już wszystko będzie możliwe...

 

Na plus:
- Rodney Hood - obrońca Utah Jazz zdobył podczas wygranego przez jego zespół 123:75 meczu z LA Lakers 30 punktów trafiając 11 z 13 rzutów z gry, z czego aż 8/9 za trzy punkty. Wszystkie 30 punktów zdobył on w pierwszej połowie wspomnianego meczu, a jego indywidualny wynik strzelecki byłby zapewne jeszcze bardziej imponujący gdyby nie fakt, iż ze względu na blowout trener Quin Synder dał mu odpocząć nie wypuszczając swojego zawodnika prawie wcale na drugą połowę meczu.
- LaMarcus Aldridge - ponownie pod nieobecność kolegów z frontcourtu San Antonio skrzydłowy Spurs wziął na siebie odpowiedzialność za wynik meczu z Memphis Grizzlies. Zrobił to bardzo dobrze i uzyskując 31 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty i 2 bloki wniósł spory wkład w zwycięstwo SAS 101:87.
- Dwyane Wade - lider Miami Heat poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Broolyn Nets 110:99. D-Wade zdobył w tym spotkaniu 30 punktów trafiając 14 z 19 rzutów z gry. Do swojego wyczynu punktowego dołożył też 9 asyst oraz po 2 zbiórki, bloki i przechwyty.
- Andrew Wiggins - skrzydłowy Minnesoty Timberwolves zbobył 32 punkty podczas wygranego przez jego zespół meczu z Phoenix Suns 121:116. Wiggins wyjątkowo często stawał w trakcie tego spotkania na linii rzutów wolnych trafiając 17 z 21 takich prób.
- Karl-Anthony Towns - kolega Wigginsa z drużyny również rozegrał udane zawody przeciwko Słońcom uzyskując 27 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty.
- backcourt Phoenix - obaj gracze obwodowi Suns: Brandon Knight i Devin Booker o zdobyli soldarnie po 30 punktów podczas wspomnianego powyżej meczu przeciwko Minnesocie.

 

Na minus:
- Los Angeles Lakers - Lakersi zostali upokorzeni w Utah przegrywając z gospodarzami 75:123. 48 punktowy deficyt to wyrównanie najwyższej porażki w historii tego zasłużonego klubu i jednoczesnie najwyższy negatywny deficyt punktowy podczas kariery Kobe Bryanta, który nie zapamięta chyba zbyt dobrze pożegnania z Salt Lake City. Może lepiej by było gdyby ten sezon zakończył się już dla Lakersów...


28 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: dwunaste w sezonie triple-double Greena

Tej nocy w Oakland spotkały się dwie drużyny będące na kompletnie różnych biegunach ligi NBA. Najlepsza ekipa podejmowała najgorszą i o dziwo wcale nie widzieliśmy wyjątkowo jednostronnego przebiegu tego meczu. Golden State Warriors pokonali Philadelphię 76ers 117:105 grając najmocniejszym składem i nie dając nawet w takim meczu odpocząć swoim największym gwiazdom. Pokazuje to jak poważnie traktują chęć pobicia rekordu zwycięstw Chicago Bulls nie zostawiając sobie nawet najmniejszego marginesu na ewentualną wpadkę. Ostatecznie wszyscy najlepsi gracze Wojowników musięli spędzić na parkiecie po ponad 30 minut by złamać dzielnie grających outsajderów z Filadelfii. Dwunaste w obecnym sezonie triple-double zaliczył podczas tego spotkania skrzydłowy gospodarzy Draymond Green. Tym razem na jego wyczyn złożyło się 13 punktów oraz po 11 zbiórek i asyst. Kolejny mecz z co najmniej czterdziestopunktową zdobyczą rozegrał Klay Thompson, którego licznik zatrzymał się dzisiaj właśnie na liczbie 40. Potrzebował on do takiego wyniku 15 celnych z 27 oddanych rzutów z gry (w tym 7/14 za trzy punkty) oraz trzech udanych rzutów wolnych. Stephen Curry był tej nocy nieco w cieniu swojego kolegi z obwodu i uzyskał ostatecznie 20 punktów trafiając m.in. 2 /9 rzuty zza linii 7,24. Wśród gości wyróżnił się Ish Smith, który zaliczył double-double rzucając 20 punktów i 10 razy asystujac kolegom z drużyny przy ich zdobyczach punktowych. Philla pozostawiała po sobie dobre wrażenie, a ci którzy spodziewali się pogromu musieli czuć się srogo zawiedzeni. Mistrzowie NBA natomiast zrobili kolejny krok po rekord Byków, od którego dzieli ich już tylko siedem zwycięstw.

 

Na plus:
- James Harden - lider Rakiet z Houston starał sie jak mógł by jego zespół odniósł zwycięstwo w Indianie ale na nic ostatecznie zdały sie jego próby, gdyż Pacers wygrali 104:101. Pozostanie po tym meczu zatem kolejny udany indywidualny występ Brodacza, na który tym razem złożyły się 34 punkty oraz po 8 zbiórek i asyst.
- Paul George - najlepszy gracz Indiany nie rzucił tym razem aż tyle punktów co Harden ale to jego zespół zszedł z parkietu w glorii zwycięzców przybliżając sie coraz bardziej do gwarantowanego miejsca w playoffs. George uzyskał ostatecznie 25 punktów i 11 zbiórek, notując kolejne w swojej karierze double-double.
- John Wall - rozgrywający Washington Wizards poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Los Angeles nad miejscowymi Lakersami. Wall rzucił w tym spotkaniu 22 punkty oraz dołożył do nich 13 asyst i 5 zbiórek.

 

Na minus:
- Emmanuel Mudiay - kilka dni temu pierwszoroczniak z Denver był bohaterem swojej drużyny po game winnerze prawie z połowy boiska w meczu przeciwko Sixers. O meczu z LA Clippers będzie jednak chciał jak najszybciej zapomnieć, gdyż jego zespół przegrał 90:105, a Mudiay mocno przyczynił sie do tej porażki trafiajac zaledwie 2 z 15 rzutów z gry i kończąc zawody z tylko czterema punktami na koncie. 


27 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: triple-double Jamesa, zwycięstwo Cavs w Nowym Jorku

Cleveland Cavaliers pokonali w Madison Square Garden miejscowych Knicks 107:93, a w roli głównej wystąpił ponownie LeBron James. The King ustanowił w tym meczu swoje trzecie w tym sezonie i drugie w ciągu trzech ostatnich spotkań triple-double. Tym razem złożyło się na jego wyczyn 27 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst, a kropkę nad i postawił LBJ na trzy minuty przed końcem zawodów zbierając po raz dziesiąty piłkę z tablicy. Widać, iż James buduje coraz lepszą formę przed rozpoczęciem playoff by w decydującej fazie sezonu spróbować jeszcze raz udowodnić wszystkim kto rządzi w NBA. Tej nocy dobitnie przekonał się o tym próbujący go powstrzymywać Lou Amundsen, dla którego ten matchup skończył się wręcz "wpakowaniem" do kosza razem z piłką przez LeBrona podczas jednej z akcji. Bardzo dobre zawody rozegrał w barwach Cleveland Kevin Love, który przypomniał się swojemu byłemu trenerowi z czasów gry w Minnesocie, obecnie zasiadającemu na ławce NYK, Kurtowi Rambisowi. Love uzyskał w tym meczu double-double rzucając 28 punktów i zbierając 12 piłek z tablic. Wśród gospodarzy z najlepszej strony pokazał się Carmelo Anthony, który grając przeciwko swojemu przyjacielowi Jamesowi zawsze wyzwala dodatkowe pokłady energii. Tej nocy Melo zapisał na swoim koncie 28 punktów oraz 9 zbiórek, choć jego procent celnych rzutów z gry nie powalał na łopatki (37,5% - 9/24). Sam mecz od początku przebiegał pod dyktando gości, a ich zwycięstwo nie było zagrożone choćby przez chwilę. Cavs oszczędzali dzisiaj Kyrie Irvinga, który dostał dzień odpoczynku od trenera Lue, a najważniejsze zadanie dla ekipy z Cleveland na ostatnie tzry tygodnie zmagań w sezonie regularnym to obrona pierwszego miejsca na Wschodzie i zapewnienie sobie przewagi parkietu aż do ewentualnego Finału NBA.

 

Na plus:
- Kevin Durant - gwiazdor Oklahomy był jak to ma w zwyczaju najlepszym strzelcem meczu przeciwko San Antonio Spurs. OKC wygrali 111:92, a Ostrogi zagrały w tym spotkaniu bez czterech starterów ale nie umniejsza to wyczynu Duranta, który zaliczył double-double zobywając 31 punktów i dodając do nich 10 zbiórek. KD po raz 58 z rzędu uzyskał co najmniej 20 punktów i do poprawienia rekordowego pod tym względem wyczynu Kobe Bryanta brakuje mu tylko 6 spotkań. Bryant swój wyczyn ustanawiał jednak w ciągu dwóch sezonów (od grudnia 2005 do listopada 2006), a Durant jeśli dobrze pójdzie będzie miał szansę zaliczyć snajperski ciąg w jednosezonowym podejściu.
- Russell Westbrook - tej nocy Russ nie uzyskał co prawda kolejnego triple-double ale zaliczył naprawdę udane zawody zdobywając 29 punktów i dokładając do tego 8 asyst i 6 zbiórek. Imponował też efektownymi wejściami pod kosz kończonymi potężnymi wsadami, po których kilka sekund trzęsła sie konstrukcja kosza.
- Paul Millsap - świetny mecz w wykonaniu skrzydłowego Atlanty Hawks w wygranym przez Jastrzębie 112:95 spotkaniu z Detroit Pistons. Millsap w ciągu 25 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 23 punkty, 9 zbiórek, 5 asyst oraz po 4 bloki i przechwyty. Jego wyczyn byłby pewnie jeszcze bardziej spektakularny gdyby nie zderzenie z Aronem Baynesem, po którym uderzony w oko Millsap musiał opuścić parkiet na samym początku czwartej kwarty.
- Isiah Thomas - rozgrywający Boston Celtics przypomniał o sobie publiczności w Phoenix, gdzie spędził część poprzedniego sezonu. Tej nocy Thomas poprowadził Celtów do zwycięstwa nad Suns 102:99 rzucając rywalom 28 punktów.

 

Na minus:
- Chicago Bulls - muszę znów napisać o Bykach bo aż strach było patrzeć na ich grę podczas przegranej 89:111 z nie walczącym o nic oprócz honoru Orlando Magic. Honoru za to brakuje ekipie z Chicago, która najwyraźniej nie chce grać w tegorocznym playoff ale choćby pozory walki powinna zachować. Cała drużyna przeszła wyraźnie obok meczu, a "mistrzem ceremonii" był Derrick Rose. Aż ciężko uwierzyć, że ten zawodnik jeszcze 5 lat temu zdobywał tytuł MVP sezonu 2010/11 będąc nie do powstrzymania dla obrońców rywali. Z tamtego czasu pozostały już tylko wspomnienia, a Rose zatracił swoją szybkość, celność rzutu i zdaje się, że wyłączył nawet myślenie na parkiecie. Rzuty, a w zasadzie cegły z nieprzygotowanych pozycji, niedostrzeganie kolegów z drużyny i strata za stratą to obecnie obraz nędzy i rozpaczy tego zawodnika i nie zanosi się na powrót do jego dawnej formy. Trzeba oddać Derrickowi, że kontuzje zniszczyły mu w pewnym sensie karierę ale w tym sezonie akurat go oszczędzały i mimo to jego gra wygląda naprawdę żenująco. Przeciwko Orlando trafił 4 z 14 rzutów z gry, będąc aż pięciokrotnie blokowanym przez rywali i notując dodatkowo 4 straty. Na koniec żeby nie było, że wszystkiemu winny jest Rose to ławka Byków trafiła 12 z 42 rzutów z gry. Zanosi się na to, iż jeśli jakimś cudem Bulls doczłapią do playoffs to najprawdopodobniej Cleveland będzie miało prawie wolny los w pierwszej rundzie. 


26 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: triple-double Hardena, Houston lepsze od Toronto

Houston Rockets pokonali na własnym parkiecie Toronto Raptors i dzięki temu zwycięstwu wrócili do pierwszej ósemki w tabeli Konferencji Zachodniej. Największy udział w triumfie Rakiet miał ich lider James Harden, który uzbierał w tym spotkaniu swoje trzecie w obecnym sezonie triple-double, a na jego wyczyn złożyły się 32 punkty, 13 asyst i 11 zbiórek. Gospodarze rozpoczęli ten mecz od mocnego uderzenia i po pierwszych sześciu minutach prowadzili 19:8, a otwierającą zawody kwartę zakończyli ośmiopunktowym prowadzeniem (29:21). Druga kwarta należała jednak do Raptors i zanosiło się już w pewnym momencie na odjazd ekipy z Toronto ale Harden celnym rzutem za trzy zniwelował straty Houston do czterech punktów (54:58) i wlał trochę otuchy w serca kibiców w Toyota Center. Trzecia odsłona meczu to wymiana cios za cios zakończona ponownie udanym rzutem Brodacza w ostatniej akcji przed syreną kończącą te część spotkania. W ostatniej kwarcie nastąpił szybki odskok Rakiet na dwanaście punktów dzięki udanym akcjom Hardena i Terry'ego, a sytuację Raptorów zdawało się pogarszać wyrzucenie z boiska za dwa techniczne przewinienia wymyślającego arbitrom od najgorszych DeRozana. W samej końcówce nastąpił jeszcze zryw ekipy z Kanady ale zabrakło im już czasu na doprowadzenie do dogrywki i gospodarze mogli się cieszyć z trzypunktowego zwycięstwa, dzięki któremu ponownie wskoczyli do pierwszej ósemki dającej przepustkę do playoffów.

 

Na plus:
- Julius Randle - pierwsze w karierze triple-double padło łupem młodego skrzydłowego LA Lakers podczas przegranego przez jego zespół 105:116 meczu z Denver Nuggets. Randle uzyskał w trakcie zawodów 13 punktów, 18 zbiórek i 10 asyst, a decydujące o uzyskaniu "tripla" podanie zaliczył na pół minuty przed końcem meczu.
- Splash Brothers - po raz kolejny dał o sobie znać fantastyczny duet obwodowy Golden State Warriors. Mistrzowie NBA pokonali we własnej hali Dallas Mavericks 128:120, a Curry i Thompson rzucili wspólnie ponownie ponad połowę punktów swojej drużyny. Tym razem najlepszym strzelcem okazał się Klay Thompson, który zdobył aż 40 pkt. Stephen Curry dodał od siebie 33 oczka oraz po 8 zbiórek i asyst, a także 4 przechwyty. Obaj jak zwykle zarzucali przciwników celnymi "trójkami", których wpadło w ich wykonaniu do kosza tym razem aż 14 (KT 9, SC 5).
- LaMarcus Aldridge - skrzydłowy San Antonio Spurs poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Memphis Grizzlies 110:104. Pod nieobecność Kawhi Leonarda to właśnie LMA wziął na siebie cały ciężar odpowiedzialności za kolejne zwycięstwo SAS na własnym parkiecie i rzucił w tym meczu 32 punkty oraz dołożył do nich 12 zbiórek i 3 bloki. Dzięki tej wygranej Spurs pozostają niepokonani we własnej hali od 37 spotkań.
- środkowi Sacramento - center Sacramento Kings DeMarcus Cousins był najlepszym zawodnikiem na parkiecie podczas wygranego przez Królów 116:94 meczu z Phoenix Suns. DMC uzyskał double-double rzucając 29 punktów i 11 krotnie zbierajac piłki z tablic. Trzeba też dodać, że dobrze spisał się podczas tego meczu zmiennik Cousinsa Willie Cauley-Stein, który jak dotąd słynął raczej z dobrej defensywy. Tej nocy zdobył jednak aż 26 punktów, co jest nowym rekordem życiowym tego pierwszoroczniaka.
- Hassan Whiteside - środkowy z Miami zaliczył kolejne double-double w swojej karierze podczas zwycięskiego dla Heat spotkania z Orlando Magic 108:97. Tym razem Whiteside zdobył 26 punktów i dodał do nich 12 zbiórek oraz 5 bloków.
- Kemba Walker - rozgrywający Charlotte Hornets rozegrał dobre zawody przeciwko Detroit Pistons ale nie przełożyło sie to jednak na zwycięstwo jego Szerszeni, które poległy 105:112. Walker zdobył w tym meczu 29 punktów trafiając 9 z 18 rzutów z gry (w tym 6/9 zza łuku) oraz wszystkie 5 osobistych.
- Minnesota Timberwolves - dramatyczne spotkanie ogladaliśmy w Waszyngtonie, gdzie miejscowi Wizards przegrali po dwóch dogrywkach z Minnesota Timberwolves 129:132. Do porażki Czarodziejów najbardziej przyczynił się środkowy Wilków Karl-Anthony Towns, który w trakcie meczu uzyskał 27 punktów, 12 zbiórek i 5 asyst. Najważniejsze jednak punkty zdobył w końcówce pierwszej dogrywki dwoma celnymi z rzędu "trójkami" Zach LaVine, który zapisał podczas tego spotkania 25 oczek na swoim koncie. Cieszy waleczna postawa młodych wilczków z Minnesoty, którzy walczą o każde zwycięstwo nie bawiąc się w żadne kalkulację przed zakończeniem sezonu i nie tankują pod lepszą pozycję wyjściową przed losowaniem kolejności wyboru w tegorocznym drafcie.

 

Na minus:
- Washington Wizards - wszystkie wady tej ekipy unaoczniły sie podczas przegranego meczu z Minnesotą. Tego spotkania Wizards myslący wciąż realnie o playoffach nie mieli prawa przegrać, a jednak zrobili to popełniając po drodze mnóstwo błędów. Ta drużyna kompletnie nie broni, a bez defensywy nie da się osiagać sukcesów w NBA. Już w pierwszej połowie stracili aż 62 punkty, a w całym meczu z dogrywkami 132, co o czymś świadczy i powinno dać do myślenia trenerowi Randyemu Wittmanowi. Niestety ten człowiek jakby nie wyciągał żadnych wniosków z kiepskiej gry swojego zespołu w tym sezonie. Decydujace akcje to wariackie wjazdy pod kosz Walla lub innego typu nieprzygotowane rozwiązania. Nie wiem, czy gracze nie rozumieją co trener rozpisuje w trakcie przerw na żądanie, czy on to właśnie tak nakazuje grać. Chetnie zapytam Marcina Gortata jeśli będę miał okazjęwink. A Wizards tym meczem raczej starcili już szanse na playoff, no chyba że Byki z Chicago w swoim chaosie wewnątrz drużyny przewyższą Czarodziejów i sami dadzą im przepustke do gry w postseason.


25 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: Clippers lepsi od Portland, game winner Redick'a

Los Angeles Clippers pokonali we własnej hali Portland Trail Blazers 96:94, a bohaterem meczu został J.J. Redick który popisał sie celnym rzutem na wagę zwycięstwa w ostatniej akcji meczu. Spotkanie to było wyrównane praktycznie od samego początku, a żadna z drużyn nie odskoczyła rywalowi na w trakcie jego trwania na więcej niż dziewięć punktów. Na niecałe trzy minuty przed końcem meczu goście osiągnęli siedmiopunktowe prowadzenie (87:80) i wydawało się, że mają te zawody już pod kontrolą. Wówczas jednak sprawę w swoje ręce wziął Chris Paul w ciągu minuty zdobywając 4 punkty i asystując DeAndre Jordanowi przy potężnym alley oopie. W odpowiedzi obudził się bardzo nieskuteczny wcześniej Damian Lillard, który podczas swoich dwóch akcji zdobył 6 punktów. LAC mieli w swoich szeregach jednak Jamala Crawforda, który odpowiedział w końcówce dwoma "trójkami" i zaczęło się zanosić na dogrywkę, gdyż Blazersi nie wykorzystali swojej ostatniej akcji w regulaminowym czasie gry. Popełnili jednak błąd zostawiając gospodarzom jedną sekundę na rozegranie swojej zagrywki i jak się okazało wystarczyło to Redickowi do zapewnienia Clippersom zwycięstwa bez konieczności grania dogrywki. Na duże brawa w ekipie z Los Angeles oprócz Redick'a zasłużyli Chris Paul i Jamal Crawford, którzy uzyskali po 25 punktów. Wśród pokonanych najwięcej punktów zdobyli Damian Lillard (18) i C.J. McCollum (17). Dla LAC było to 44 zwycięstwo w sezonie umacniające ich na czwartym miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej. Oznacza to przewagę parkietu w pierwszej rundzie playoff i wydaje się, że łatwą konfrontację z osłabionymi Memphis Grizzlies. Gorzej będzie w następnej rundzie, gdyż tam będą już czekać najprawdopodobniej Golden State Warriors. W Portland natomiast wciąż nie mogą być pewni udziału w tegorocznym postseason, gdyż przewaga nad Dallas, Houston i Utah jest kwestią zaledwie jednego zwycięstwa /porażki.

 

Na plus:
- LeBron James - Król James rozegrał bardzo dobre zawody przeciwko Brooklyn Nets i mimo porażki jego Cleveland 95:104 zasłużył na wyróżnienie. LBJ grał z bardzo wysoką skutecznością trafiając 13 z 16 rzutów z gry (1/2 za trzy punkty) oraz 3 z 4 osobistych. Na swoim koncie uzbierał ostatecznie 30 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst.
- Carmelo Anthony - gwiazdor New York Knicks poprowadził swoją drużynę do drugiego w ciągu dwóch dni zwycięstwa nad Chicago Bulls tym razem 106:94. Melo zdobył w tym meczu 26 punktów, do których dołożył 7 zbiórek i 4 asysty.
- Derrick Rose - obrońca Byków starał się pociągnąć swój zespół do zwycięstwa w Nowym Jorku rozgrywając udane spotkanie. Sam uzyskał 30 punktów trafiając 13 z 23 rzutów z gry ale na nic sie to zdało, gdyż jego koledzy z drużyny nie stanęli na wysokości zadania.

 

Na minus:
- Chicago Bulls - coraz bardziej zdaje się oddalać playoff dla Byków w tym sezonie. Przed rozpoczęciem rozgrywek taka informacja brzmiała by jak science fiction ale już w ich trakcie, a zwłaszcza drugiej części sezonu Bulls wyglądają naprawdę kiepsko. Do czasu kontuzji ekipę ciągnął Jimmy Butler ale po powrocie po przerwie nie jest już tym samym graczem co widać w grze i wynikach drużyny z Wietrznego Miasta. Rose i Gasol miewają przebłyski dobrej gry ale to za mało bo reszta drużyny wyglada jak zbieranina z podwórkowego boiska, a trenera Hoiberga chyba przerosła misja prowadzenia zespołu NBA. Jak tak dalej pójdzie to Byki zakończą rozgrywki w sezonie regularnym, a w drużynie potrzebne będzie w lecie trzęsienie ziemii. 


24 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: Wojownicy wciąż bez porażki przed własna publicznością

Golden State Warriors pokonali Los Angeles Clippers 114:98 odnosząc 51 z rzędu zwycięstwo we własnej hali (licząc z poprzednim sezonem). W obecnych rozgrywkach pozostają razem z San Antonio Spurs niepokonani w meczach rozgrywanych "u siebie" i wciąż pozostają otwarci na pobicie rekordu zwycięstw w regularnym sezonie Byków z Chicago (72-10). Tej nocy GSW odprawili LA Clippers, mając kłopoty tylko w pierwszej kwarcie meczu przegranej 23:28. Każdą z kolejnych trzech kwart wygrywali solidarnie różnicą siedmiu punktów i zakończyli zawody szesnastopunktowym zwycięstwem. Znów dał o sobie znać duet Splash Brothers, który wspólnie uzyskał 65 punktów (Curry 33, Thompson 32), czyli ponad połowę zdobyczy całej drużyny. Obaj też zagrali z bardzo podobną skutecznością z gry (SC 12/23, KT 12/21) oddając w sumie 20 rzutów za trzy punkty, z czego 11 znalazło drogę do kosza rywali. W drużynie gości na wyróżnienie zasłużył DeAndre Jordan, który uzyskał mocne double-double zdobywając 19 punktów i 20 razy zbierając piłki z tablic. Wojowników czeka jeszcze w tym sezonie regularnym 11 spotkań i jesli chcą pobić rekord Byków to mogą sobie pozwolić nawet na dwie porażki. Przy tak znakomicie grającej drużynie, mającej wielką wolę pobicia wszystkich możliwych rekordów w historii NBA nie wierzę, że nie uda im się dokonać tej sztuki. Choć jak sobie przypomnę tamten sezon Chicago Bulls (1995/96) to właśnie w jego końcówce Michael Jordan i spółka zanotowali dwie jednopunktowe porażki (z Charlotte i Indianą), które sprawiły iż nie wyśrubowali jeszcze bardziej obecnego rekordu. Ale odnoszę wrażenie, że Warriors mając świadomość ile potrzebują zwycięstw nie wypuszczą z rąk tej szansy, bo drugi raz może się już nie przydarzyć im aż tak imponujący sezon.

 

Na plus:
- Emmanuel Mudiay - pierwszoroczniak z Denver popisał sie game winnerem z połowy boiska wygranym 104:103 meczu z Philadelphią 76ers. Wydawało się przez chwilę, iż prędzej staci on piłkę niż wykona rzut ale udało mu się ją opanować i rzucić w stronę kosza, a ta wpadła ku ogromnej uciesze debiutanta i całej hali w Denver. Mudiay zakończył mecz z dorobkiem 27 punktów, 11 zbiórek, 4 asyst i 1 bloku.
- Kawhi Leonard - świetne zawody przeciwko Miami Heat rozegrał skrzydłowy z San Antonio. Spurs wygrali 112:88 a Kawhi zdobył aż 32 punkty, co jest jego nowym rekordem kariery. Na ten wynik złożyło się 12 celnych z 21 oddanych rzutów z gry (w tym 3/7 za trzy punkty) oraz 5 z 7 osobistych.
- Kristaps Porzingis - rekordowy wynik punktowy uzyskał tej nocy również łotewski pierwszoroczniak z Nowego Jorku. NYK pokonali na wyjeździe Chivago Bulls 115:107, a Porzingis rzucił 29 punktów, do których dołożył 10 zbiórek kompletując double-double.
- Nikola Mirotic - skrzydłowy Byków zdobył w tym meczu aż 35 punktów trafiając 10 z 17 rzutów z gry, w tym aż 9 z 13 podejść zza linii 7,24. Na nic jednak zdała się jego dobra forma strzelecka, gdyż Bulls przegrali ważne spotkanie coraz bardziej komplikując sobie drogę do tegorocznych playoffs.
- Karl-Anthony Towns - pierwszoroczniak z Minnesoty poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Sacramento Kings 113:104. KAT uzyskał w tym spotkaniu 26 punktów, 11 zbiórek, 4 bloki i 2 asysty dając wyraźnie do zrozumienia, iż jest tylko jeden kandydat do nagrody dla Najlepszego Debiutanta Sezonu.
- Andre Drummond - center z Detroit był ojcem zwycięstwa Tłoków nad Orlando Magic 118;102. Drummond zaliczył kolejne w karierze double-double uzyskując 30 punktów i 14 zbiórek.
- Damian Lillard - lider Blazersów poprowadził swój zespół do ważnego w kontekście playoffów zwycięstwa nad Dallas Mavericks 109:103. Lillard zdobył w tym spotkaniu 27 punktów, do których dołożył po 6 zbiórek i asyst.

 

Na minus:
- Houston Rockets - Rakiety przegrały bardzo ważny mecz we własnej hali z bezpośrednimi kandydatami do miejsca dającego przepustkę do playoff - Utah Jazz. Drużyna z Houston wylądowała tym samym poniżej kreski symbolizującej awans do decydującej fazy rozgrywek, co tylko potwierdza jak fatalny sezon serwuje nam ten zespół i jak bardzo stoczyli się w dół w zaledwie jeden rok, gdyż w poprzednich rozgrywkach walczyli z Golden State Warriors w finale Konferencji Zachodniej. Niezależnie od miejsca, które zajmą w sezonie 2015/16 czeka ich sporo zmian po sezonie, bo zdaje się że nie wszyscy w klubie ciągną ten wózek tą samą stronę. 


23 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: trzecie z rzędu triple-double Westbrooka, Oklahoma lepsza od Houston

Oklahoma City Thunder pokonali na własnym parkiecie Houston Rockets 111:107 odnosząc 49-te zwycięstwo w obecnych rozgrywkach i zapewniając sobie pierwsze miejsce w Northwest Division. Podczas tego meczu trzecim z rzędu i piętnastym w sezonie triple-double popisał się Russell Westbrook. Tym samym wyrównał osiągnięcie Michaela Jordana z sezonu 1988/89, a do rekordu Magica Johnsona pozostają mu już tylko dwa tego typu dokonania. Tej nocy Russ najszybciej uporał się z tą kategorią, która z reguły przychodzi mu najpóźniej przy uzyskiwaniu triple-double. Dwucyfrową liczbę zbiórek uzyskał bowiem już na samym początku trzeciej kwarty, a w połowie tej części meczu osiągnął dziesiąta asystę. Na zaliczenie "tripla" rozgrywający OKC kazał poczekać do połowy ostatniej kwarty, a cały mecz zakończył z bilansem 21 punktów, 15 asyst i 13 zbiórek. Sam mecz był od początku do końca wyrównanym widowiskiem z często zmieniającym się prowadzeniem. W ostatniej minucie spotkania gospodarze odskoczyli na różnicę pięciu punktów i wydawało się, że spokojnie dowiozą zwycięstwo. Houston jednak odpowiedziało celnymi "trójkami" Terrego i Hardena, a Rakiety miały szansę doprowadzić do dogrywki, gdyż na 7 sekund przed końcem meczu mieli piłke w posiadaniu przy dwupunktowym deficycie. Wówczas to jednak James Harden wymyślił sobie nieudaną próbę alley oopa do Dwighta Howarda i po chwili stało się jasne, że Thunder nie przegrają już tego meczu. Brodacz nastawiony był tego dnia wyjatkowo na wyszukiwanie kolegom z drużyny dogodnych sytuacji do zdobywania punktów i zdołał uzbierać aż 16 asyst, co jest nowym rekordem jego kariery. Do tego dodał 24 punkty, 7 zbiórek i 4 przechwyty udowadniając, iż mecze w Oklahomie wciąż traktuje w wyjątkowy sposób (w tym zespole rozpoczynał swoja karierę na parkietach NBA). W ekipie gospodarzy najwięcej punktów zdobył Kevin Durant (23) ale tym razem grał ze skutecznością poniżej 50% (8/19 z gry). Zespół z Oklahomy najprawdopodobniej zakończy rozgrywki na trzecim miejscu w Konferencj Zachodniej, natomiast Rakiety będą do samego końca walczyć o udział w tegorocznym playoff.

 

Na plus:
- Brook Lopez - środkowy Brooklyn Nets rozegrał udane zawody w przegranym przez jego zespół 100:105 meczu z Charlotte Hornets. Lopez uzyskał 29 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst trafiając 11 z 19 rzutów z gry oraz wszystkie 7 osobistych.
- Hassan Whiteside - center z Miami uzyskał w swoim zwyczaju double-double w wygranym przez Żary meczu z New Orleans Pelicans 113:99. Whiteside zdobył 24 punkty i dołożył do nich 14 zbiórek oraz 3 bloki grając z prawie stu procentową skutecznością z gry (10/11).
- Tony Allen - obrońca Memphis Grizzlies nie pomylił się ani razu podczas rzutów z gry w spotkaniu jego zespołu z Los Angeles Lakers. Allen trafił wszystkie 12 prób oraz 3 z 5 rzutów wolnych zdobywjąc 27 punktów. Nie pozwoliło to jednak Miśkom na odniesienie zwycięstwa, gdyż Lakersi wygrali ten mecz ostatecznie 107:100.

 

Na minus:
- Metta World Peace - zwany kiedyś Ronem Artestem obecny zawodnik Lakersów znany był podczas swojej kariery z ostrej gry i częstych wykluczeń podczas meczów. Był też jednak świetnym obrońcą i ogólnie przez kilka lat naprawde niezłym zawodnikiem. W obecnym sezonie jest juz tylko cieniem samego siebie i tej nocy postanowił o sobie przypomnieć, a że dobrą grą tego nie jest już w stanie zrobić wywołał w trakcie meczu awanturę z sędziami o brak faulu na jego osobie i został wyproszony z parkietu. Miał więc swoje kilka sekund, podczas których kamery skupiły się na jego osobie ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. 


22 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: Cleveland mistrzami dywizji, triple-double LeBrona Jamesa

Cleveland Cavaliers pokonali Denver Nuggets 124:91 odnosząc 50-te zwycięstwo w obecnym sezonie i zapewniając sobie mistrzostwo Centralnej Dywizji. Podczas tego spotkania 41 w karierze triple-double zaliczył LeBron James uzyskując 33 punkty i po 11 zbiórek i asyst. Przy słabszej niż zwykle postawie Irvinga (4/12, 8 pkt) oraz braku chorego Love'a to właśnie na barkach LBJ-a spoczęła odpowiedzialność za wynik tego meczu i trzeba powiedzieć, iż wywiązał się on z tego zadania pierwszorzędnie. Już po pierwszej kwarcie wygranej przez Cavs 38:23 James miał na swoim koncie 17 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty i można się było spodziewać, iż poflirtuje tej nocy z triple-double. Do przerwy Nuggets zmniejszyli przewagę gospodarzy do 8 punktów (56:48) ale w trzeciej odsłonie meczu gracze z Cleveland ponownie odskoczyli na kilkanaście punktów i do końca meczu kontrolowali już jego przebieg. King James dopiął swego w połowie ostatniej kwarty asystując po raz dziesiąty w tym meczu i chwilę później mógł w pełni usatysfakcjonowany zasiąść na ławce rezerwowych oszczędzając siły na następne mecze. W drużynie gości dobre zawody rozegrał rezerwowy Will Barton, który zdobył 27 punktów grając z wysoką skutecznością rzutów z gry 9/12 (w tym 4/5 za trzy punkty). Dzięki temu zwycięstwu Cleveland odskoczyło od goniacych ich zaciekle Toronto Raptors ale wciąż nie mogą być jeszcze pewni ostatecznego zwycięstwa w Konferencji Wschodniej.

 

Na plus:
- Jeremy Lin - rezerwowy obrońca Charlotte Hornets poprowadził swój zespół do nieoczekiwanego zwycięstwa nad San Antonio Spurs 91:88. Lin bardzo dobrze czuł sie w trakcie meczu i wykorzystując słabszą postawę Kemby Walkera (2/11, 6 pkt) wziął na siebie odpowiedzialność za wynik tego spotkania. Hornets zniwelowali 23 punktowy deficyt do rywali a Lin zdobył w trakcie zawodów 29 punktów trafiając 11 z 18 rzutów z gry, w tym wszystkie 4 próby zza łuku oraz 3 osobiste.
- Isiah Thomas - rozgrywający z Bostonu był najlepszym strzelcem meczu pomiędzy Celtics i Orlando Magic. Celtowie wygrali 107:96, a Thomas rzucił 28 punktów oraz dołożył do nich 7 asyst i 5 zbiórek.
- Andre Drummond - center Detroit Pistons zaliczył double-double na poziomie 14-16 ale przede wszystkim wykonał w ostatniej akcji meczu dobitkę na wage zwycięstwa Tłoków nad Milwaukee Bucks 92:91. Dzięki temu ekipa z Detroit nie straciła kontaktu z Chicago Bulls w walce o ósme miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej i udział w tegorocznym playoff.
- John Wall - rozgrywający Washington Wizards poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Atlancie nad miejscowymi Hawks 117:102. Był to piaty z rzędu triumf Czarodziejów, którzy cały czas nie tracą nadziei na występ w postseason. Tej nocy Wall rzucił 27 punktów, do których dołożył 14 asyst, 3 zbiórki i 2 przechwyty.

 

Na minus:
- Kemba Walker - lider Charlotte Hornets tym razem nie popisał się podczas meczu z San Antonio Spurs trafiając tylko 2 z 11 rzutów z gry i kończąc mecz z dorobkiem 6 punktów. Nie kreował też gry kolegom z drużyny tylko dwukrotnie asystując przy zdobywanych punktach i aż pieciokrotnie nadziewał się na bloki rywali oraz zaliczył 3 straty. Na jego szczęście ten słabiutki występ nie przełożył sie na porażkę Szerszeni gdyż sprawy w swoje ręce wziął wspomniany powyżej Jeremy Lin. 


21 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: zwycięstwo Dallas z Portland, wielki dzień weteranów

Dallas Mavericks pokonali po dogrywce Portland Trail Blazers 132:120, odnosząc bardzo ważne zwycięstwo nad bezpośrednimi konkurentami do miejsca w playoffs. Było to drugie spotkanie obu drużyn w obecnym sezonie i drugie rozstrzygnięte po dogrywce na korzyść ekipy z Teksasu. Mavs są zresztą najczęściej grającym dogrywki zespołem w NBA w tym sezonie, a do tego typu rozstrzygnięć musieli już podchodzić dwunastokrotnie. Dzisiejszą dogrywkę rozegrali perfekcyjnie wygrywając dodatkowe 5 minut 19:7, a najwieksza w tym zasługa obu weteranów z Dallas Dirka Nowitzkiego i Derrona Williamsa. Obaj Panowie zagrali jak za swoich najlepszych lat rzucając podczas całego meczu wspólnie aż 71 punktów i przede wszystkim wytrzymując kondycyjnie po 40 minut spędzonych na parkiecie. Dirk rzucił w tym spotkaniu aż 40 punktów trafiając 16 z 26 rzutów z gry (w tym 3/5 zza łuku) oraz wszystkie 5 podejść z linii rzutów wolnych. Do swojego wyczynu strzeleckiego dołożył 8 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty. D-Will rzucił natomiast 31 punktów i aż szesnastokrotnie asystował kolegom z drużyny przy ich zdobyczach punktowych. Sam zagrał z bardzo wysoką skutecznością z gry (11/18, w tym 4/6 za trzy punkty) i stuprocentową z osobistych (5/5). Goście z Oregonu mogli ten mecz wygrać w regulaminowym czasie gry ale próba rzutu za trzy punkty Lillarda w ostatniej sekundzie okazała się nieudana, a w dogrywce od początku dominowali już gospodarze. Wśród Blazers najwiecej punktów zdobył ich lider Damian Lillard (26) ale jego skuteczność z gry była w tym meczu na słabym poziomie (8/26), a pomysł z rzutem za trzy punkty w ostatniej akcji 4 kwarty nieudany (mógł próbować wchodzić pod kosz i wymuszać faul rywali). To spotkanie może mieć kolosalne znaczenie dla obu drużyn w kontekście awansu do fazy playoff, a jeśli zabraknie w niej Blazersów to na pewno powodem tej absencji będą dwie nieudane dogrywki w meczach z Dallas Mavericks w tym sezonie.

 

Na plus:
- DeMarcus Cousins - środkowy Sacramento Kings popisał się imponującym double-double w wygranym przez jego zespół spotkaniu z New York Knicks 88:80. DMC zdobył 24 punkty i 20 razy zbierał piłki z tablic, a do tego dodał jeszcze 4 asysty, 2 bloki i 1 przechwyt
- Robin Lopez - center Knicksów stoczył zacięty pojedynek z Cousinsem i odpowiedział mu bardzo podobnym double-double. Lopez uzbierał na swoim koncie 23 punkty, 20 zbiórek oraz 2 bloki i 1 przechwyt.
- New Orleans Pelicans - brawa dla Pelikanów za zwycięstwo z LA Clippers. Grając bez Davisa i Andersona poradzili sobie z wyżej notowanym rywalem, a cała pierwsza piątka osiągnęła dwucyfrową zdobycz punktową. Cieszy też fakt, że mimo nieudanego sezonu i straty lidera w końcówce rozgrywek nie próbują przegrywać jak na zawołanie w celu osiągnięcia większych możliwości podczas loterii draftowej tylko robią swoje i chcą wygrywać, co potwierdzili pokonując LAC 109:105.
- backcourt LA Clippers - dobrze spisali się obaj gracze obwodowi Clippersów podczas spotkania z NOP. Obaj zdobyli po 24 punkty, a Chris Paul dołożył do tego 13 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty. J.J. Redick natomiast zagrał z bardzo wysoką skutecznością z gry trafiając 9 z 11 rzutów, w tym 4/5 za trzy punkty.

 

Na minus:
- Milwaukee Bucks - przeciwieństwo Pelikanów, kompletnie przeszli obok meczu z Utah Jazz dając wyraźnie do zrozumienia, że ten sezon już się dla nich zakończył. Jak tak to ma wyglądać przez ostatni miesiąc to hala w Milwaukee będzie świeciła pustkami podczas meczów Jeleni na własnym parkiecie, bo tak grającej drużyny nikt nie będzie chciał oglądać 


20 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: San Antonio lepsze od Golden State

San Antonio Spurs pokonali na własnym parkiecie Golden State Warriors 87:79 i przedłużyli do 44 liczbę kolejnych zwycięstw przed własna publicznością (35 w obecnym sezonie). Starcie Tytanów, jak pisano przed meczem o pojedynku obu najlepszych obecnie w NBA drużyn, rozczarowało jednak swoim poziomem a obie drużyny rzucały ze słabym procentem z gry (SAS 32/78 41%, GSW 31/82 37,8%). Do przerwy Wojownicy uzyskali zaledwie 37 punktów, co było najniższą zdobyczą po dwóch kwartach tego zespołu w obecnym sezonie (kilkukrotnie rzucali więcej w ciągu tylko pierwszej kwarty). Działo sie tak przede wszystkim ze względu na kiepską skuteczność zza łuku Stephena Curry'ego i jego kolegów. W trakcie dwóch pierwszych kwart Mistrzowie NBA trafili zaledwie 1 z 13 rzutów za trzy punkty, a Curry swoją pierwszą i jedyna w tym meczu "trójkę" zaliczył dopiero w 30 minucie meczu. Na ostatnią część spotkania obie drużyny wychodziły przy remisie po 65 i w ciągu jej pierwszych 6 minut zdołały rzucić zaledwie po 6 punktów, a taką kiepska skuteczność można chyba tłumaczyć zbytnią nerwowością w obu szeregach. Pierwsi opanowali sie gospodarze i zdobywając 6 punktów z rzędu osiągnęli niewielką przewagę, której przy uciesze miejscowej publiczności nie oddali już do końca meczu. Najlepszym zawodnikiem tego spotkania został LaMarcus Aldridge, który zdobył 26 punktów i dodał do tego 13 zbiórek. Double-double popisał się także Kawhi Leonard, zdobywca 18 punktów i 14 zbiórek. Wśród pokonanych naprawdę ciężko kogokolwiek wyróżnić, a patrząc na pomeczowe statystyki Stephena Curry'ego można się było złapać za głowę ale tym razem z niedowierzaniem, że mógł on aż tak często chybić podczas tych zawodów. Steph trafił tylko 4 z 18 rzutów z gry, a zza linii 7,24 tylko jedną z dwunastu prób dzięki czemu przedłużył swój rekord celnych z rzędu "trójek" o kolejny mecz. Mieliśmy zatem podczas tego spotkania przedsmak playoffów z dużą ilością walki i mam nadzieję, że obie drużyny podczas nastepnego starcia zaprezentują nam lepszy spektakl bo na pewno stać je na to.

 

Na plus:
- Russell Westbrook - dla gwiazdora Oklahomy triple-double staje się powoli rutyną niczym dla innych zawodników osiągnięcie double-double. Tej nocy podczas zwycięskiego dla Thunder spotkania w Indianie (115:111) Westbrook po raz trzeci z rzędu i 14-sty w sezonie ustanowił triple-double, na które tym razem złożyło się po 14 punktów i asyst oraz 11 zbiórek. Dzięki temu wyczynowi Russ pojawił sie na drugim miejscu wszechczasów w ilości uzbieranych "tripli" wn trakcie jednego sezonu i kto wie czy nie spróbuje pobić rekord Magica Johnsona z sezonu 1988/89 kiedy to słynny gracz Lakersów notował 17 tego typu osiagnięć. Westbrooka stać na to i nie zdziwię się jesli uda mu sie dokonać tej sztuki!
- Kevin Durant - niewiele brakowało drugiemu gwiazdorowi OKC do uzbierania imponujacego triple-double. KD uzyskał podczas meczu w Indianie 33 punkty, 13 zbiórek i 8 asyst, a także dołożył do tego 3 przechwyty i 1 blok.
- Paul George - lider Indiany rozegrał kapitalne zawody i starał sie jak mógł przyćmić wyczyny duetu z Oklahomy. PG13 zdobył w tym spotkaniu aż 45 punktów, na które złożyło się 14 celnych z 29 oddanych rzutów z gry (w tym 4/10 za trzy punkty) oraz 13/15 osobistych. Do swojego dorobku punktowego George dodał jeszcze 7 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty.
- Zach Randolph - skrzydłowy Memphis Grizzlies popisał sie pierwszym w karierze triple-double, dzięki któremu Miśki wygrały z LA Clippers 113:102. Zibo uzyskał podczas tego meczu 28 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst prowadząc przetrzebionych kontuzjami Grizzlies do niespodziewanego triumfu nad wyżej notowanymi przeciwnikami.
- Michael Beasley - rezerwowy gracz Houston Rockets został nieoczekiwanie najlepszym strzelcem meczu pomiędzy jego drużyną i Atlantą Hawks. Jastrzębie wygrały 109:97 ale Beasley zdołał rzucić 30 punktów, z czego aż 12 z 14 zdobytych przez Rakiety w czwartej kwarcie.
- Dwyane Wade - gwiazdor Miami Heat poprowadził swój zespół do łatwego zwycięstwa nad Cleveland Cavaliers 122:101. Grając naprzeciw swojego przyjaciela LeBrona Jamesa Wade wzniósł sie na wyżyny i w ciągu zaledwie trzech kwart i 28 minut spędzonych na parkiecie rzucił 24 punkty przekraczając podczas tego meczu barierę 20 000 punktów zdobytych podczas kariery na parkietach NBA.

 

Na minus:
- Golden State Warriors - cała drużyna Wojowników ląduje w tej niechlubnej rubryce za występ w San Antonio. 79 punktów to jak na ekipę rzucającą średnio ponad 115 pkt w meczu wynik grubo poniżej możliwości. Fatalna dzisiaj skuteczność z gry (37,8%) oraz przede wszystkim tylko 25% celnych rzutów zza łuku pokazuje nam jak bardzo nie wyszedł ten mecz Mistrzom NBA. Spora w tym zasługa dobrej obrony SAS ale jednak celowniki mieli Warriors wyjatkowo scentrowane podczas meczu na szczycie. 


19 Marzec, 2016

 

Nadchodząca noc przyniesie nam wielkie wydarzenie w NBA i mecz który da nam odpowiedź na pytanie czy jest w lidze drużyna, która ma szansę powstrzymać Wojowników podczas nadchodzących playoff. Taką ekipą są teoretycznie San Antonio Spurs, którzy nieco w cieniu Golden State notują podczas tegorocznych rozgrywek znakomity sezon i jak dotąd legitymują się bilansem 58-10 oraz są niepokonani na własnym parkiecie. Pierwszy mecz pomiędzy tymi drużynami rozegrany w Oakland zakończył się wyraźnym zwycięstwem Wojowników (120:90). Jak będzie dzisiaj, czy Splash Brothers znowu zasypią "trójkami" przeciwników? A może frontcourt gospodarzy z fantastycznymi Leonardem i Aldridge'm przejmie kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie w San Antonio? Zapraszam do udziału w ankiecie, która umieszczam w pasku bocznym i typowania dzisiejszego zwycięzcy, a w nocy na relację live na facebooku ze starcia gigantówwink. 


19 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: festiwal "trójek" Splash Brothers w Dallas

 

Golden State Warriors odnieśli 62 zwycięstwo w obecnym sezonie pokonując w wyjazdowym meczu Dallas Mavericks 130:112. Ich główną bronią w tym meczu były ponownie rzuty zza łuku, a wykonawcami wyroku na Mavericks okazali sie być Splash Brothers, czyli duet Stephen Curry-Klay Thompson. Zarówno jedeno jak i drugi postanowili rozprawić sie z przeciwnikami w sposób jaki najbardziej lubią czyli zasypali przeciwników celnymi rzutami zza linii 7,24. Obaj oddali w trakcie meczu aż 27 takich prób, z czego 16 z nich znalazło drogę do kosza. Jak zwykle nie miało znaczenia czy jest to właśnie 10 metr od kosza, czy też wychodzą do kontrataku dwa na jeden. Po prostu wystarczyła sekunda nieuwagi obrońców gospodarzy i dosłownie skrawek wolnego parkietu by kolejny rzut za trzy punkty lądował w celu. Stephen Curry pozwalał sobie nawet na "trójki" rzucane o tablicę nad kryjącycm go, wyższym o 20 centymetrów, Dirkiem Nowitzkim. Tego dnia jednak Klay Thompson miał trochę lepiej ułożony nadgarstek i trafił 10 z 15 rzutów zza łuku, przy 6/12 trafieniach Curry'ego. Obaj Panowie rzucili wspólnie 70 punktów, czyli ponad połowę zdobyczy punktowej swojej drużyny. Ostatecznie Thompson uzbierał 39 punktów trafiając 14 z 22 rzutów z gry. Curry'emu zabrakło natomiast zaledwie jednej zbiórki do osiagnięcia triple-double, a zawody zakończył z 31 punktami oraz 10 asystami i 9 zbiórkami na swoim koncie. Sam mecz był dosyć wyrównany, a Mavs trzymali sie dzielnie aż do końcówki ostatniej kwarty. Wówczas to na 3 minuty przed zakończeniem spotkania nastąpił odskok Wojowników, na który gospodarze nie zdołali już odpowiedzieć. W ich barwach na wyróżnienie zasłużył ponownie Dirk Nowitzki, który pomimo już prawie 38 lat na karku stara się dociągnąć swój zespół do tegorocznych playoffs. Wojownicy natomiast uczynili kolejny krok do pobicia rekordu ilości zwycięstw Chicago Bulls z sezonu 1995/96. Do poprawienia wyniku Byków brakuje ekipie z Oakland już tylko 9 wygranych meczów, co przy 14-stu pozostałych w obecnym sezonie i formie rzutowej Warriors wydaje się prawie przesądzone. No nie dzielmy jeszcze skóry na niedźwiedziu, poczekamy zobaczymy...

 

Na plus:
- Russell Westbrook - trzynaste w sezonie triple-double zaliczył rozgrywający Oklahomy podczas wygranego 111:97 przez przez jego zespół meczu z Philadelphią 76ers. Tym razem na jego wyczyn złożyło sie 20 zdobytych punktów oraz 15 zbiórek i 10 asyst. Russ grał w bardzo efektowny sposób kończąc akcje potężnymi wsadami nad graczami Szóstek lub alley oopami do kolegów z drużyny.
- Victor Oladipo - obrońca Orlando Magic ustanowił swój nowy strzelecki rekord kariery. W przegranym przez Magic 103:109 spotkaniu z Cleveland Cavaliers Oladipo zdobył aż 45 punktów grając z bardzo wysoką skutecznością (16/22 z gry, w tym 6/7 za trzy punkty). Do tego dołożył także 5 zbiórek, po 3 asysty i przechwyty oraz 2 bloki.
- Kyrie Irving - rozgrywający z Cleveland zdobył w trakcie meczu w Orlando 32 punkty trafiając 9 z 17 rzutów z gry (w tym 2/3 zza łuku) oraz wszystkie 6 osobistych.
- Kyle Lowry - rozgrywający Toronto Raptors poprowadził swój zespół do zwycięstwa z Boston Celtics 105:91. Lowry zdobył w tym spotkaniu 32 punkty trafiając 9 z 14 rzutów z gry, na które złożyło się też 5 z 8 celnych "trójek".
- DeMarcus Cousins - kolejne spore double-double w wydaniu środkowego Sacramento Kings, na które złożyło sie 31 punktów i 10 zbiórek. Nie przełożyło się to jednak na triumf Królów, którzy przegrali w Detroit z miejscowymi Pistons 108:115.
- Karl-Anthony Towns - znowu świetny indywidualny występ pierwszoroczniaka z Minnesoty. Towns uzyskał podczas przegranego przez Wilki 111:116 meczu z Houston Rockets double-double na poziomie 32-11 i udowodnił po raz kolejny, żę najbardziej zasługuje w tym sezonie na tytuł Rookie of the Year.
- James Harden - głównie dzięki grze swojego lidera Rakiety zniwelowały świetny wystep Townsa. Harden uzyskał w meczu z Timberwolves 29 punktów, 14 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty.
- backcourt Portland - po raz kolejny gracze obwodowi Blazersów rozegrali świetne zawody rzucając wspólnie 63 punkty w zwycięskim dla nich starciu z New Orleans Pelicans 117:112. 33 oczka uzyskał Damian Lillard, a C.J. McCollum dołożył od siebie 30 punktów.
- Ryan Anderson, Jrue Holiday - duet Pelikanów usunął w tym meczu w cień swojego lidera Anthony Davisa rzucając solidarnie po 30 punktów. Nie wystarczyło to jednak do zwycięstwa, gdyż rywale z Portland mieli w swoim składzie wspomnianą wcześniej dwójkę na obwodzie.
- Lou Williams - rezerwowy gracz Lakersów zdobył 30 punktów w trakcie przegranego przez LAL 90:95 spotkania z Phoenix Suns. Williams trafiał 10 z 17 rzutów z gry (w tym 4/9 za trzy punkty) oraz wszystkie 6 podejść z linii rzutów wolnych.

 

Na minus:
- backcourt LA Lakers - bardzo słaby mecz przeciwko Phoenix Suns w wykonaniu dwójki obrońców Lakersów. Obaj oddali w tym meczu 23 rzuty z gry trafiając zaledwie 4 z nich. Dzięki tak słabej skuteczności przegrali pojedynek punktowy ze swoimi odpowiednikami z Phoenix 17:43, a Jeziorowcy polegli na własnym parkiecie z jedną z niewielu drużyn w ich zasięgu 90:95. 


18 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: drugie z rzędu triple-double Walla

Rozgrywajacy Washington Wizards John Wall popisał się drugim z rzędu, a czwartym w obecnch rozgrywkach triple-double podczas zwycięskiego dla Czarodziejów wyjazdowego spotkania z Philadelphią 76ers 99:94. Tym razem najciężej przyszło Wallowi uzbieranie dwucyfrowej zdobyczy punktowej, gdyż jego skuteczność z gry w tym meczu była na bardzo niskim poziomie (4/17 - 23,5%). Udało mu się to dzięki zaciętej końcówce, podczas której Sixers goniąc rywali uciekali się do fauli, Wall przekroczył barierę dajacą mu triple-double dzięki celnym rzutom osobistym w trakcie ostatnich 15 sekund meczu (8/8). Ostatecznie uzyskał on 16 punktów, do których dołożył 14 asyst, 13 zbiórek i 2 przechwyty. Czarodziejom należy sie jednak nagana za sposób w jaki roztrwonili 24 punktową przewagę z początku trzeciej kwarty. Niewiele brakowało aby Szóstki doprowadziły w tym meczu do dogrywki ale rzut za trzy punkty Isiah Canaana na siedem sekund przed końcem meczu przy trzypunktowym prowadzeniu Wizards okazał się niecelny. W końcówce spotkania kluczową zbiórką w ofensywie po niecelnm rzucie osobistym Thorntona popisał się Marcin Gortat, który podczas całych zawodów uzyskał double-double, na które złożyło się 16 punktów i 13 zbiórek. W zespole gospodarzy dobry mecz rozegrał Nerlens Noel, który flirtował z triple-double złozonym z przechwytów uzyskując 14 punktów, 16 zbiórek i 7 przechwytów. Dzięki temu planowemu zwycięstwu Wizards pozostają więc cały czas obecni w walce o playoff ale muszą być zdecydowanie bardziej skoncentrowani na parkiecie i nie dopuszczać już do tak nerwowych końcówek prowadząc wcześniej ponad dwudziestoma punktami.

 

Na plus:
- backcourt Toronto - duet DeRozan-Lowry znów poprowadził Raptors do zwycięstwa, tym razem po dogrywce z Indianą Pacers 101:94. Obaj gracze obwodowi zdobyli w tym meczu po 28 punktów, z czego aż 12 w przedłużonym czasie gry.
- Doug McDermott - rezerwowy gracz Byków z Chicago wciąż utrzymuje sie w bardzo wysokiej formie i podczas wygranego przez Bulls 118:102 spotkania z Brooklyn Nets był najlepszym strzelcem swojej drużyny. Dough rzucił 25 punktów trafiając z 50-cio procentową skutecznością z gry (8/16, w tym 5/8 za trzy pkt) oraz wszystkie 4 rzuty wolne.

 

Na minus:
- Dwyane Wade - nie popisał się tej nocy lider Miami Heat podczas meczu z Charlotte Hornets. Żary przegrały 106:109, a Wade trafił zaledwie 3 z 13 rzutów z gry. Miał jeszcze w ostatniej sekundzie szansę na odwrócenie losów meczu ale jego rzut za trzy punkty okazał się niecelny, jak większość prób D-Wade'a podczas tego spotkania. 


17 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: triple double Walla, Wizards wciąż z szansami na playoff

Washington Wizards pokonali we własnej hali Chicago Bulls 117:96. Dzięki temu zwycięstu nad bezpośrednimi rywalami do miejsca w playoff wciąż zachowują szansę na grę w postseason. Architektem dzisiejszego sukcesu Czarodziejów był John Wall, który uzyskał trzecie w obecnym sezonie triple-double. Tym razem złożyło się na nie 29 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek. Rozgrywający ekipy z Waszyngtonu w ciągu 39 minut spędzonych na parkiecie trafił 11 z 19 rzutów z gry (w tym 2/3 zza łuku) oraz 5 z 6 rzutów osobistych. Wizards od początku meczu przeważali i zdołali wygrać wszystkie cztery kwarty tego spotkania. Marcin Gortat tym razem zaczął mecz na ławce rezerwowych, gdyż przed rozpoczęciem zawodów doskwierał mu ból pleców i ostatecznie rozegrał tylko 18 minut, w trakcie których zdobył 9 punktów i zaliczył 6 zbiórek. W zespole gości do gry powrócił duet Butler-Rose ale obaj nie mogą zaliczyć tego meczu do udanych. Zdobyli w sumie 33 punkty (JB 17, DR 16) rzucając jednak ze skutecznościa poniżej 40%. Dzięki temu zwycięstwu Czarodzieje wlali w serca swoich kibiców nadzieję na to, iż ten sezon nie będzie całkowicie spisany na straty ale podczas decydującego miesiaca regularnych rozgrywek nie mogą sobie pozwolić na taką zadyszkę jaka spotkała ich w zeszłym tygodniu gdy przegrali pięć spotkań z rzędu.

 

Na plus:
- Stephen Curry - 28 minut wystarczyło Stephowi do zdobycia 34 punktów w wygranym przez Golden State Warriors spotkaniu z New York Knicks 121:85. Curry trafił 12 z 20 rzutów z gry, w skład których weszło 8 celnych "trójek" (z 13 oddanych).
- Kyrie Irving - rozgrywający Cleveland Cavaliers wziął na siebie odpowiedzialność za zespół pod nieobecność LeBrona Jamesa i zrobił to z dobrym skutkiem. Cavs pokonali Dallas Mavericks 99:98, a Irving zdobył 33 punkty trafiając 13 z 28 rzutów z gry (3/9 zza linii 7,24) oraz wszystkie 4 osobiste.
- James Harden - znów ponad 30 punktów Brodacza, które nie przekłada się na zwycięstwo Rakiet. Tym razem Harden rzucił 33 pkt oraz dołożył do nich 8 asyst i 5 zbiórek ale na nic się to zdało, gdyż LA Clippers okazali się lepsi od Houston wygrywając 122:106.
- Kevin Durant - KD poprowadził Oklahomę do zwycięstwa w Bostonie 130:109. Lider OKC spędził na parkiecie niecałe 30 minut, podczas których uzyskał 28 punktów, 9 asyst, 7 zbiórek oraz 2 bloki. Jego statystyki byłyby pewnie jeszcze lepsze ale dzięki wysokiemu prowadzeniu Thunder po trzech kwartach ostatnią część meczu Durant mógł spędzić odpoczywając na ławce rezerwowych.
- Isiah Thomas - podobnie rzecz miała sie z liderem Celtów, który zagrał 29 minut, w trakcie których rzucił 29 punktów trafiając 11 z 19 rzutów z gry (w tym 3/4 za trzy pkt) oraz 4 z 5 podejść na linii rzutów wolnch. Trener Stevens widząc ogromną przewagę gości dał jednak odpocząć Thomasowi widząc, że nic dobrego dla Celtów z tego meczu już nie wyniknie.
- Zach LaVine - wciąż w dobrej formie utrzymuje się najlepszy specjalista od slum dunków. Tej nocy poprowadził Minnesotę do zwycięstwa 114:108 w Memphis rzucając 28 punktów, na które złożylo się 11 celnch z 19 oddanch rzutów z gry, wśród których aż 6 na 10 prób wpadło zza łuku.
- Ryan Anderson, Anthony Davis - duet skrzydłowych New Orleans Pelicans poprowadził swój zespół do zwycięstwa w meczu z Sacramento Kings 123:108. Anderson rzucił 29 punktów, a Davis dołożył od siebie 27 oczek oraz 14 zebranych piłek.

 

Na minus:
- Marcus Smart - skrzydłowy z Bostonu wyjątkowo nie radził sobie podczas meczu jego Celtów z OKC. Smart trafił tylko jeden z dziesięciu rzutów z gry i zakończył zawody z zaledwie dwoma punktami na swoim koncie. 


16 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: San Antonio wciąż niepokonane na własnym parkiecie

Koszykarze San Antonio Spurs pokonali we własnej hali Los Angeles Clippers 108:87 odnosząc 33 zwyciestwo na własnym parkiecie w obecnych rozgrywkach. Ostrogi są jedynym oprócz Golden State Warriors zespołem, który nie zaznał jeszcze smaku porażki "na własnych śmieciach" w tym sezonie. Dzisiejsze spotkanie z LAC było zacięte przez trzy pierwsze kwarty i wydawało się, iż gospodarze mogą mieć kłopoty z odniesieniem kolejnego zwycięstwa. Jednak od początku ostatniej części meczu narzucili oni szybsze tempo, którego nie wytrzymali goście z Kalifornii i ta kwarta zakończyła się zwycięstwem SAS 37:17. W decydujących momentach spotkania za trzy punkty trafiali celnie Green, Mills i Ginobili, a wśród gości ten element gry zawiódł kompletnie w ostatniej kwarcie. Swoje jak zwykle zrobił duet skrzydłowych Leonard-Aldridget, choć tym razem rzucili mniej punktów (20 i 17) opuszczając wcześniej parkiet ze względu na wyjaśnioną zawczasu kwestię zwycięstwa. Wśród gości najwięcej punktów zdobył Chris Paul (22), ale większość z nich w pierwszej połowie meczu. Podczas tego spotkania weteran z San Antonio - Tim Duncan przeskoczył Johna Havlicka na liście graczy z największą ilością punktów w historii NBA. Obecnie Timmi znajduje się na 14 miejscu z liczbą 26,399 punktów ale swojej pozycji raczej już nie poprawi, gdyż bezpośrednio przed nim znajduje się LeBron James i ta różnica będzie rosła na korzyść Króla Jamesa.

 

Na plus:
- Bojan Bogdanovic - aż 44 punkty zdobył w wygranym 131:114 meczu przeciwko Philadelphii 76ers Chorwat w barwach Brooklyn Nets. Ten wynik jest oczywiście jego nowym rekordem kariery, a złożyło sie na niego 17 celnych z 27 oddanych rzutów z gry (w tym 4/9 za trzy punkty) oraz 6 z 7 celnych rzutów wolnych.
- Evan Fournier - francuski skrzydłowy Orlando Magic był najlepszym zawodnikiem wygranego przez jego zespół starcia z Denver Nuggets 116:110. Fournier rzucił w tym meczu 30 punktów trafiając 11 z 19 rzutów z gry (w tym 5/9 zza łuku) i 3 z 4 osobistych.
- Paul George - dzięki dobrej grze swojego lidera Indiana Pacers odniosła ważne zwycięstwo nad Boston Celtics 103:98. PG13 uzyskał w tym meczu 25 punktów, 7 zbiórek oraz po 4 asysty i przechwyty.
- Kyle Lowry - rozgrywajacy Toronto Raptors poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Milwaukee 107:89. W meczu tym nie wystapił DeMar DeRozan, więc Lowry przejął obowiązki lidera ekipy z Kanady i zrobił to z dobrym skutkiem osiągając double-double na poziomie 25 punktów i 11 asyst.

 

Na minus:
- Jamal Crawford - rezerwowy rzucający obrońca Los Angeles Clippers nie mógł się wstrzelić do kosza podczas spotkania z San Antonio Spurs. Crawford trafił tylko raz na 9 prób, a szczególnie ważne okazały się jego pomyłki podczas rzutów za trzy punkty w decydującej czwartej kwarcie meczu. 


15 Marzec, 2016

 

Wydarzenie dnia: dwunaste w sezonie triple-double Westbrooka

Russell Westbrook zaliczył, w wygranym przez jego Oklahomę City Thunder 128:94 spotkaniu z Portland Trail Blazers, dwunaste triple-double w obecnych rozgrywkach. Dzięki temu stał sie liderem tego typu osiągnięć w lidze wyprzedzając Draymonda Greena (11 t-d). Było to jednocześnie 31 w karierze triple-double Russa i najszybciej uzbierane, bo już w 27 minucie meczu. Niewiele brakowało aby doszło do niespotykanego wcześniej w statystykach NBA wyczynu, czyli uzbierania "tripla" już w pierwszej połowie meczu. Aby tak się stało zabrakło Westbrookowi zaledwie jednej zbiórki, którą zdołał dołożyć po minięciu 3 minut trzeciej kwarty. Ostatecznie Russ uzyskał w tym meczu 17 punktów, 16 asyst i 10 zbiórek. Do tego zestawu dołożył 2 przechwyty i niezwykle spektakularny blok na Maurice Harklessie w pierwszej kwarcie spotkania. Wart zauważenia jest fakt, iż przy aż 16 asystach Westbrook nie zaliczył ani jednej straty, co nie zdarza mu sie zbyt częstotongue-out. Brawa dla RW za ten fantastyczny występ, który z pewnościa byłby jeszcze bardziej wyśrubowany gdyby nie fakt wysokiego i pewnego prowadzenia OKC, przez co Westbrook zakończył swój udział w tym spotkaniu pod koniec trzeciej kwarty. Sezon w NBA jest jednak długi i wyczerpujący, a playoffy zbliżają sie wielkimi krokami więc nie ma się co dziwić decyzji trenera Donovana o odpoczynku dla swoich najwiekszych gwiazd po dobrze wykonanym zadaniu we wczesniejszej części meczu.

 

Na plus:
- Rodney Hood - obrońca Utah Jazz poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Cleveland Cavaliers 94:85. Hood rzucił w tym meczu 28 punktów trafiając 9 z 16 rzutów z gry (w tym 4/9 za trzy punkty) oraz wszystkie 6 osobistych.
- Stephen Curry - Steph świętował dzisiaj swoje 28 urodziny i zrobił sobie z tej okazji prezent w postaci 60-go zwycięstwa GSW w sezonie. Wojownicy pokonali New Orleans Pelicans 125:107, a Curry zdobył tym razem 27 punktów, do których dołożył po 5 zbiórek i asyst oraz 2 przechwyty.
- Enes Kanter - rezerwowy środkowy Oklahomy został nieoczekiwanie najlepszym strzelcem wygranego przez Thunder meczu z Portland Trail Blazers (128:94). Stało się tak oczywiście dzięki dobrej formie Kantera ale również blowoutowi, który sprzyjał większej ilości minut spędzonych na parkiecie przez graczy rezerwowych. W każdym razie Kanter znakomicie wykorzystał swój dobry dzień rzucając 26 punktów, na które złożyło się 9 celnych z 15 oddanych rzutów z gry oraz wszystkie 8 udanych podejść z linii rzutów wolnych. Jako ciekawostkę podaję fakt, iż typ na Kantera jako najlepszego strzelca przed meczem wynosił 40:1wink.
- Kenneth Farried - Zwierzak zagrał podczas wizyty Nuggets w Miami ze 100% skutecznością trafiając wszystkie 11 rzutów z gry. Do tego dołożył 2 z 3 celnych osobistych i zakończył mecz z dorobkiem 24 punktów kompletując dzięki 11 zbiórkom double-double. Szkoda tylko, że jego dobry występ nie przełożył się na zwycięstwo ekipy z Denver, która ostatecznie poległa na Florydzie 119:124.
- Doug McDermott - rezerwowy gracz Chicago Bulls niespodziewanie poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Toronto. McDermott zdobył w tym spotkaniu 29 punktów trafiając 9 z 11 rzutów z gry, na które złozyło sie też 4/5 rzutów zza łuku.
- Backcourt Toronto - duet Lowry-DeRozan zdobył w sumie 60 punktów (KL 33, DMDR 27) czyli ponad połowę swojego zespołu. Na nic sie to jednak zdało i ekipa z Toronto musiała przełknąć dziewiątą z rzędu porażkę z Chicago Bulls. Aż strach pomyśleć, że Raptory moga trafić na Byki już w pierwszej rundzie playoff.
- Zach LaVine - udane zawody rozegrał mistrz wsadów przeciwko Phoenix Suns. Wilki ostatecznie poległy 104:107, ale ZLV zdobył 28 punktów trafiając 10 z 15 rzutów z gry (w tym 3/7 zza linii 7,24) oraz 5 z 6 osobistych.

 

Na minus:
- Memphis, Detroit, Portland - ta noc obfitowała w blowouty ale wymienione przeze mnie drużyny wręcz się wygłupiły. Memphis przegrało w Houston ze słabymi w tym sezonie Rakietami aż 81:130 i nie powinni sie tłumaczyć kontuzjami w drużynie, gdyż w podobnym składzie dali rade ograć niedawno Cleveland na wyjeździe. Detroit poległo 81:124 w Waszyngtonie z tragicznie grajacymi ostatnio Czarodziejami, a Blazersi mający najbardziej wymagajacego rywala (Oklahomę) zagrali wyjątkowo słabo rzucając z najsłabszym procentem z gry w obecnym sezonie (zaledwie 34,1%).


14 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: kolejne triple-double Giannisa Antetokounmpo

Skrzydłowy Milwaukee Bucks Giannis Antetokounmpo wciąż utrzymuje się w bardzo wysokiej formie. Od czasu All Star Game gra jak z nut i podczas wygranego przez jego Milwaukee Bucks wyjazdowego meczu z Brooklyn Nets 109:100 popisał się czwartym w ciągu jedenastu ostatnich spotkań triple-double. Przypominam, że w niedawnym meczu przeciwko Minnesocie Timberwolves zabrakło mu do takiego wyczynu zaledwie jednej zbiórki. Podczas dzisiejszch zawodów nie pozostawił już żadnych wątpliwości i na cztery minuty przed końcem spotkania zbierając po raz dziesiąty piłkę z tablic przypieczętował swojego kolejnego "tripla", na którego złożyło się ostatecznie 28 punktów, 14 asyst i 11 zbiórek. Milwaukee zaś w końcówce meczu przechyliło szalę zwycięstwa na swoją korzyść wygrywając ostatnie cztery minuty aż 12:2. Wcześniej spotkanie było bardzo wyrównane, a do ostatecznego triumfu Jeleni przyczyniła się dobra gra i 6 punktów we wspomnianym okresie gry Khrisa Middletona, który w całym meczu zdobył ich 19 dokładając do tego 7 asyst i po 5 zbiórek oraz przechwytów. Najlepszym graczem na parkiecie był jednak wspomniany wcześniej Antetokounmpo, który oprócz wymienionych składników triple-double zaliczył jeszcze 4 przechwyty i 2 bloki, w tym niezwykle spektakularną "czapę" na centrze gospodarzy Brooku Lopezie. Bucks zachowują jeszcze cień nadziei na playoff ale musieliby wygrać praktycznie wszystkie pozostałe mecze, w tym przede wszystkim kluczowe z bezpośrednimi rywalami z własnej konferencji. Przy tak grającym Giannisie nie jest to niemożliwe, a dla kibiców Jeleni zanosi się na ciekawą końcówkę sezonu regularnego.

 

Na plus:
- LeBron James - King James poprowadził swoich Cavaliers do pewnego zwycięstwa w Los Angeles nad miejscowymi Clippers 114:90. Do swoich osiągnięć statystycznych z tego meczu wystarczyły mu zaledwie trzy kwarty, gdyż czwartą ze względu na blowout mógł spokojnie spędzić odpoczywając na ławce rezerwowych. W ciągu 30 minut spędzonych na parkiecie zdołał jednak uzbierać 27 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst i 1 przechwyt oraz popisać się dwoma niezwykle efektownymi wsadami.
- skrzydłowi Utah Jazz - zarówno Derrick Favors jak i Gordon Hayward zaliczyli bardzo udane zawody przeciwko Sacramento Kings. Dzięki ich dobrej postawie Jazzmani wygrali 108:99, a obaj zawodnicy zdobyli wspólnie 55 punktów dla swojej drużyny. Favors rzucił ich 28 oraz dołożył do nich 14 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty i 1 blok. Hayward zdobył natomiast 27 punktów trafiając 9 z 19 rzutów z gry (w tym 4/9 za trzy punkty) oraz wszystkie 5 podejść z linii rzutów wolnych.
- DeMarcus Cousins - środkowy Królów zaliczył double-double w tym spotkaniu rzucając 31 punktów i zbierając 10 piłek z tablic. Do tego 5-cio krotnie asystował przy trafieniach kolegów z drużyny i dwukrotnie blokował rzuty rywali.
- Jose Calderon - rozgrywający New York Knicks nie zaliczył może oszałamiających statystyk (9 pkt, 6 ast, 3 zbr) w meczu z LA Lakers ale to właśnie on został bohaterem tego spotkania. Trafił bowiem game winnera rzutem za trzy punkty dając Knicksom 28 zwycięstwo w obecnym sezonie.

 

Na minus:
- Paul George - nie popisał się lider Indiany Pacers w meczu jego zespołu z Atlantą Hawks. Gracze z Indianapolis przegrali wyraźnie z Jastrzębiami 75:104, a George zanotował na swoim koncie tylko 7 punktów, na które złożyły się 3 z 15 trafionych rzutów z gry (w tym 1/5 zza łuku).


13 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: Spurs lepsi od Thunder

San Antonio Spurs pokonali na własnym parkiecie Oklahomę City Thunder 93:85 pozostajac nadal jedyną drużyną, oprócz Golden State Warriors, której hala pozostaje niezdobyta w obecnych rozgrywkach. Spotkanie dwóch czołowych zespołów ligi było od początku bardzo wyrównane i żadna ekipa nie mogła odskoczyć rywalom na dwucyfrową różnicę punktową. Pierwsza kwartę wygrali gospodarze 25:22, a kolejna część meczu padła łupem OKC, którzy do przerwy prowadzili czterema punktami (48:45). W trzeciej kwarcie znów obie drużyny grały kosz za kosz i na decydujące 12 minut Oklahoma wyszła z dwupunktowym prowadzeniem. Jako, że w ostatnim czasie czwarte kwarty nie są specjalnością Grzmotów można było przypuszczać, iż nastapi u nich lekkie drżenie kolan w tej części meczu i tak też się stało tej nocy w San Antonio. Ostrogi dały sygnał do ataku w ósmej minucie kwarty i w ciągu 120 sekund odskoczyli swoim rywalom rzucając 11 punktów i tracąc tylko 4. Od tego momentu mieliśmy do czynienia z festiwalem niecelnych rzutów graczy z Oklahomy, którzy starali się dogonić ponownie gospodarzy ale kompletnie nie mogli się wstrzelić do kosza, w ostatnich sześciu minutach zaliczając tylko jeden celny rzut z gry na dziesięć oddanych. Taka słaba skuteczność nie mogła przynieść im nic dobrego i całe spotkanie zakończyło się zwycięstwem Spurs 93:85. Trzeba przyznać, że ten mecz rozczarował, a obie drużyny zagrały ze słabą skutecznością (SAS 40%, OKC 38,3%). Ostrogi poprowadził do zwycięstwa duet skrzydłowych: Kawhi Leonard, LaMarcus Aldridge. Leonard uzyskał w tym meczu 26 punktów, 7 zbiórek oraz po 3 asysty i przechwyty. LMA natomiast dołożył od siebie 24 punkty, 9 zbiórek i 3 asysty. Wśród gości jak zwykle najlepiej punktował Kevin Durant (28 pkt), a drugi z gwiazdorów OKC - Russell Westbrook tym razem nie popisał się zbytnio i nie zdołał nawet osiągnąć double-double. San Antonio Spurs odnieśli 41 z rzędu zwycięstwo przed własną publicznością, licząc z poprzednim sezonem (32 w obecnym) i jest to trzecia najdłuższa taka seria w historii. Więcej zwycięstw mają na koncie tylko Golden State Warriors (47) i Chicago Bulls z pamietnego, rekordowego sezonu 1995/96 (44).

 

Na plus:
- DeMar DeRozan - świetny mecz w wykonaniu rzucającego obrońcy Toronto Raptors, którzy pokonali po dogrywce Mimi Heat 112:104. DMDR zdobył 38 punktów trafiając 13 z 26 rzutów z gry i 12 z 15 osobistych. Do swojej zdobyczy punktowej dołożył także 10 zbiórek i 7 asyst, co w takich ilościach nie zdarza mu sie akurat zbyt często.
- Stephen Curry - dzięki jak zwykle świetnej grze Steph'a Wojownicy uniknęli blamażu przed własną publicznością na jaki zapowiadało się pod koniec trzeciej kwarty meczu z Phoenix Suns. Słońca prowadziły wówczas 95:86 ale w czwartej kwarcie Curry wziął na siebie odpowiedzialność za losy meczu i zdobył 15 punktów w tej części spotkania, wyprowadzając swoją drużynę na bezpieczne prowadzenie którego Warriors nie oddali już do końca meczu. Ostatecznie GSW wygrali 123:116, a ich lider rzucił w sumie 35 punktów grając z 50-cio procentową skutecznością (12/24) i trafiając 7 z 16 prób za trzy punkty.
- Brandon Knight - rozgrywający Phoenix rzucił Wojownikom 30 punktów grając z niezłą skutecznością (11/20 z gry) i trafiając siedmiokrotnie zza łuku. Do tego dodał 7 asyst i 6 zbiórek oraz po 1 bloku i przechwycie.
- Dirk Nowitzki - kolejny dobry mecz w wykonaniu weterana z Dallas zakończony niestety porażką jego drużyny. Mavs ulegli na własnym parkiecie Indianie Pacers 105:112 ale Dirk nie zawiódł rzucając 30 punktów i grając z wysoką skutecznością z gry (10/16, w tym 3/5 za trzy pkt).
- Anthony Davis - kolejny gracz, który musiał zejść jako pokonany mimo rozegrania dobrego spotkania. Davis zaliczył double-double rzucając 29 puntów i zbierając 11 piłek z tablic ale jego Pelikany poległy w Milwaukee 92:103.
- Kemba Walker - rozgrywający Charlotte Hornets poprowadził swój zespół do siódmego zwycięstwa z rzędu. Tym razem Szerszenie ograły Rakiety z Houston 125:109, a Walker zdobył 26 punktów grając z wysoką skutecznością rzutów z gry (11/16).

 

Na minus:
- James Harden - lider Houston Rockets kompletnie nie mógł się wstrzelić w spotkaniu w Charlotte i zakończył mecz z zaledwie 12 punktami na koncie, co jak na wicelidera klasyfikacji strzelców jest wynikiem grubo poniżej oczekiwań. Ale jak mogło być inaczej skoro Brodacz trafił tylko 2 z 14 rzutów z gry i ani razu nie przymierzył celnie zza linii 7,24 (na 5 prób).


12 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: rekord "trójek" w meczu Golden State-Portland

Golden State Warriors i Portland Trail Blazers ustanowiły wspólnie nowy rekord NBA pod względem celnych rzutów za trzy punkty. Od dzisiaj wynosi on 37 trafionych rzutów zza łuku. W meczu w Oakland Blazersi rzucili za trzy punkty aż 19 razy na 36 prób (skuteczność 52,8%), a Wojownicy odpowiedzieli 18-ma trafieniami przy 40 podejściach (45,0%). Oczywiście najwięcej tego typu rzutów oddał duet Splash Brothers a tym razem lepiej celował zza linii 7,24 Klay Thompson, który trafił 8 z 11 prób i przekroczył podczas tego meczu liczbę 200 celnych rzutów zza linii 7,24 w sezonie. Curry odpowiedział natomiast 50-cio procentową skutecznością (7/14), a jego liczba celnych "trójek" w sezonie wynosi obecnie już 311. Spory wkład w nowy rekord miał również backcourt Blazersów. Lillard trafił 4 razy za trzy punkty (na 9 prób), a McCollum dodał do tego trzy celne "trójki" przy sześciu podejściach. Sam mecz zakończył się zwycięstwem GSW 128:112, a dominacja Mistrzów NBA od początku spotkania nie podlegała żadnej dyskusji. Już w pierwszych dwóch kwartach urządzili sobie festiwal strzelecki rzucając w obu częściach co najmniej 40 punktów i do przerwy prowadzili 81:61. W trzeciej kwarcie ich przewaga wzrosła w pewnym momencie do 32 punktów i trener Steve Kerr posadził na ławce swoje najwieksze gwiazdy. Gdy w ostatniej części meczu Blazersi zbliżyli się na odległość 14 punktów do gry wrócił Klay Thompson i siedmioma punktami z rzędu ostudził nadzieje ekipy z Portland na nawiązanie jakiejkolwiek walki w tym spotkaniu. Thompson został ostatecznie najlepszym strzelcem meczu z 37 punktami na koncie i skutecznością z gry na poziomie 13/22. Stephen Curry dodał od siebie 34 punkty (wszystkie zdobyte w pierwszych trzech kwartach). W zespole gości zawiódł tym razem znajdujący sie ostatnio w świetnej formie Damian Lillard, który zdobył tylko 17 punktów, grając ze słabą skutecznoiścią rzutów z gry (5/19). Warriors wygrali po raz 56 w tym sezonie i są wciąż na najlepszej drodze do pobicia rekordu zwycięstw Chicago Bulls z sezonu 1995/96 (72-10).


Na plus:

- James Harden - lider Houston Rockets poprowadził swoja drużynę do zwycięstwa w Bostonie 102:98. Brodacz rzucił w tym meczu 32 punkty trafiając 9 z19 rzutów z gry (w tym 1/6 za trzy pkt) oraz 13 z 15 rzutów osobistych.
- Isiah Thomas - rozgrywający Celtów toczył zacięty pojedynek z Hardenem o miano najlepszego strzelca meczu ale ostatecznie jego licznik zatrzymał sie na 30 punktach. Złożyło sie na ten wynik 10/21 rzutów z gry (w tym 5/6 zza łuku) oraz 5 celnych rzutów wolnych (na 6 oddanych).
- Goran Dragic - Słoweniec został najlepszym strzelcem spotkania Miami Heat-Chicago Bulls. Żary wygrały wyraźnie 118:96, a Dragic zdobył w tym meczu 26 punktów, do których dołożył 9 asyst i 3 zbiórki.
- Pau Gasol - środkowemu Byków po raz kolejny w tym sezonie zabrakło jednej asysty do osiągnięcia triple-double. Tej nocy uzyskal 17 punktów, 12 zbiórek i 9 asyst oraz 2 bloki.
- Lance Stephenson - obrońca Memphis Grizzlies poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa po dogrywce nad New Orleans Pelicans 121:114. Stephenson, który niedawno zasilił szeregi Miśków po transferze z LA Clippers rozegrał świetne spotkanie rzucając 33 punkty oraz dokładajac do tego 7 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty.
- Matt Barnes - skrzydłowy Miśków także w ogromnej mierze przyczynił sie do zwycięsta swojej drużyny we wspomnianym meczu. Barnes zaliczył swoje pierwsze w karierze triple-double uzyskując 26 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst.
- Jrue Holiday - dobry indywidualny wystep obrońcy NOP, który zdobył w Memphis 34 punkty oraz zaliczył 10 asyst i 5 zbiórek. Nie uchroniło to jednak Pelikanów przed porażką z osłabionymi Miśkami.
- Minnesota Timberwolves - Wilki ograły w Oklahomie miejscowych Thunder sprawiając tym samym sporą niespodziankę. Na wyróżnienie zasłużyło wielu zawodników ale największe brawa należą się Rickiemu Rubio za celną "trójkę" w ostatniej sekundzie meczu oraz wszechstronność na parkiecie, która pozwoliła mu uzyskać 13 punktów, 12 asyst, 8 zbiórek i 3 przechwyty.
- Kevin Durant - gwiazdor Oklahomy po raz 50-ty z rzędu w obecnych rozgrywkach rzucił co najmniej 20 punktów w meczu. Tej nocy przeciwko Minnesocie uzyskał ich 28 trafiając 11 z 20 rzutów z gry (w tym 2/5 za trzy pkt) oraz wszystkie 4 próby z linii rzutów wolnych.


Na minus:

- Serge Ibaka - niegdyś o Oklahomie mówiło sie wielka trójka Durant-Westbrook-Ibaka ale z tej trójki została już tylko piwerwsza dwójka. Doświadczony silny skrzydłowy OKC wyraźnie przeżywa regres formy w obecnym sezonie, co pokazał w tym meczu. 0 punktów (0/4 z gry), tylko 2 zbiórki, 2 straty i bezmyślne czasem faule, które spowodowały wykluczenie tego zawodnika z gry w ostatnich dwóch minutach meczu to wszystko na co go było stać w tym meczu. Jeśli w playoffach Ibaka się nie ogarnie to może to być jeden z powodów odpadnięcia Oklahomy z walki o mistrzowski tytuł. Durant z Westbrookiem mimo fantastycznych umiejetności nie wygrają sami tytułu, potrzebują do tego wsparcia drużyny lub choćby jej pewnej części, która ma możliwości i umiejętności takie jak Ibaka. Szkoda tylko, że formy brak...

Na koniec jeszcze chcę napisać o sytuacji w pewnym sensie na minus ale mnie ona bardziej rozśmieszyła i być może nawet jest ewenementem w historii NBA. Otóż w końcówce dogrywki w Memphis Ryan Anderson w ciągu 6 sekund zdołał uzyskać aż 6 ofensywnych zbiórek!!! Nie potrafił on sobie poradzić z dobitkami w bezpośrednim sąsiedztwie obreczy i pięciokrotnie przestrzelił zbierając za każdym razem ponownie piłkę. Rozumiałbym tą sytuację jeśli miała by miejsce w końcówce wyjaśnionego już meczu i brakowało by mu takiej ilości zbiórek do osiągnięcia triple-doublewink ale w opisywanym przez mnie przypadku kiedy ważyły się jeszcze losy meczu była to nie tyle komiczna, co wręcz obłędna scena!


11 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: ostatni pojedynek Kobe vs LeBron

Dzisiaj doszło do ostatniego bezpośredniego pojedynku dwóch wielkich gwiazd NBA Kobe Bryanta i LeBrona James'a. Obaj po odejściu z ligi Michaela Jordana tworzyli jej wizerunek, będąc jednymi z największych ikon NBA i bez wątpienia przyszłymi członkami Hall of Fame. Obaj też nakręcali siebie nawzajem do coraz lepszej gry i jeszcze większej perfekcji. Gdy nie grali akurat naprzeciwko siebie to każdy z osobna śledził wyczyny tego drugiego, porównując je do własnych osiągnięć niczym kiedyś Larry Bird i Magic Johnson. Razem mają na koncie 7 tytułów Mistrzów NBA i 5 nagród MVP sezonu zasadniczego. Tej nocy stanęli naprzeciwko siebie po raz ostatni i jasne było, iż każdy nich będzie chciał zostać zapamietany z tego pojedynku jako zwycięzca, gdyż takim właśnie charakterem, ambicją i mentalnością obaj się charakteryzują. Po serdecznym przywitaniu obu gwiazd nastapiła rywalizacja majaca ogromne znaczenie zwłaszcza dla Kobe'a, który mimo bólów ramienia chyba po raz ostatni w karierze włożył w mecz aż takie pokłady energii. Po pierwszej kwarcie wynik punktowy brzmiał 8:6 dla Bryanta, a obaj trafiali z dobrą skutecznością rzutów z gry (KB 4/6, LBJ 2/3 + 2 osobiste). Poczatek drugiej kwarty to jak zwykle w NBA odpoczynek dla starterów, ale po powrocie na parkiet obaj zaczęli ponownie swoje popisy, które skumulowały sie w końcówce tej części meczu gdy w ostatnich dwóch minutach zdobyli po 5 punktów m.in. trafieniami zza łuku. Do przerwy wynik punktowy brzmiał 15:13 dla Bryanta, który drugą połowę meczu zaczął z wysokiego "C" zdobywając w ciągu pół minuty 5 punktów i cały czas utrzymując znakomitą skuteczność rzutów z gry (9/12 w tym 2/2 za trzy pkt). Ta kwarta zakończyła się remisem punktowym obu gwiazd (7:7). Im bliżej było końca meczu tym bardziej siły opuszczały 38-letniego Bryanta, a w drużynie z Cleveland na pierwszy plan wysuwali się Kyrie Irving oraz rozgrywający bardzo dobre zawody Channing Frye. Kobe został jednak ostatecznie wspólnie z Irvingiem najlepszym strzelcem meczu zdobywając 26 punktów, na które złożyło się 11 celnych z 16 oddanych rzutów z gry (w tym 3/4 zza linii 7,24) i 1/2 osobiste. King James zakończył mecz z dorobkiem 24 punktów i 50 procentową skutecznością rzutów z gry (9/18) ale na pewno zostanie zapamiętany z dwóch poteżnych wsadów i takim samym bloku na Juliusu Randle. Cavs ostatecznie wygrali to spotkanie 120:108. Szkoda, że już po raz ostatni oglądalismy pojedynek Bryant-James ale czas niestety nieubłaganie biegnie do przodu i nic na to poradzimy, choć tej nocy Kobe udowodnił że jest wciąż w stanie w pojedynczym meczu zagrać na swoim dawnym, mistrzowskim poziomie.


Na plus:

- Kawhi Leonard - znów świetne zawody w wykonaniu skrzydłowego San Antonio Spurs. Ostrogi pokonały Chicago Bulls 109:101, a Leonard zdobył 29 punktów trafiając z dobra skutecznością z gry (10/15, w tym 4/5 za trzy pkt) oraz nie myląc się z linii rzutów wolnych (5/5). Jako, że jest to gracz bardzo wszechstronny dołożył do dorobku punktowego 7 zbiórek oraz po 2 asysty, bloki i przechwyty.
- DeMar DeRozan - kibice w Toronto w tym sezonie zawsze mogą liczyć na lidera swojej drużyny. Nie inaczej było podczas wygranego przez Raptors 104:96 meczu z Atlantą Hawks. DeRozan rzucił w tym spotkaniu 30 punktów trafiając 11 z 20 rzutów z gry (w tym 1/2 zza linii 7,24) oraz 7 z 9 osobistych.
- Devin Booker - ten sezon Phoenix Suns spisali już na straty ale jeśli traktują go jako poligon doświadczalny przed nastepnymi rozgrywkami to wniosek nasuwa się jeden - pierwszoroczniak Booker to był dobry wybór i warto na niego stawiać. Tej nocy Słońca przegrały w Denver 98:116 ale Booker zdobył 35 punktów trafiając z 50-cio % skutecznością z gry (12/24) oraz dodając 10 celnych prób na 11 oddanych rzutów wolnych.
- Emmanuel Mudiay - we wspomnianym wyżej meczu popisał się też Rookie z Denver. Mudiay, wybrany przed sezonem z numerem 5 przez Nuggets zdobył rekordowe jak dotąd w karierze 30 punktów, na które złożylo się 13 z 20 celnych rzutów z gry w skład których weszły 4 trafione "trójki" (na 7 oddanych).


Na minus:

- skrzydłowi Phoenix Suns - zarówno P.J. Tucker jak i Alex Len nie zaliczą meczu przeciwko Denver Nuggets do udanych. Obaj trafili do spółki tylko 2 z 22 rzutów z gry i zdobyli razem zaledwie 5 punktów. Dziwi zwłaszcza słaba postawa będącego ostatnio w dobrej formie Lena, który co prawda dzielnie walczył na tablicach (13 zbr) ale zaliczył też aż 6 bloków od wysokich graczy Nuggets co kompletnie wybiło mu z głowy chęć do dalszego wpychania sie pod kosz rywali.


10 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: fantastyczne triple-double Westbrooka, zwycięstwo OKC z LAC

Oklahoma City Thunder pokonała na własnym parkiecie Los Angeles Clippers 120:108 rewanżując się za ostatnią porażkę, po tragicznej czwartej kwarcie, w Los Angeles. Nie sam wynik był jednak najważniejszy w tym meczu lecz wyczyn Russella Westbrooka, który zaliczył w tym spotkaniu swoje jedenaste w tym sezonie triple-double wyrównując tym samym osiagnięcie Draymonda Greena. Russ słynie z dość czętych "trypli" ale tym razem było ono na tyle okazałe, że jak się okazało po meczu zdarza się raz na kilkanaście lat. Westbrook uzbierał tej nocy 25 punktów, 20 asyst i 11 zbiórek, a taki wyczyn (20+20+10) w jednym meczu to dopiero trzecie na przestrzeni ostatnich 30 lat tego rodzaju triple-double w NBA (ostatnim zawodnikiem, który tego dokonał był Magic Johnson w 1988 roku)! Rozgrywający Oklahomy ustanowił też swój własny rekord asyst w karierze, który jak dotąd wynosił 18 kluczowych podań. Fantastyczna zatem noc Westbrooka, a jego kolega z magicznego duetu Thunder - Kevin Durant też nie zasypywał gruszek w popiele i dodał od siebie 30 punktów, 12 zbiórek i 7 asyst. Już po raz czwarty z rzędu zagrał na poziomie minimum 30-10 w statystykach dotyczacych punktów i zbiórek, co jest oczywiście najlepszym wynikiem w obecnych rozgrywkach. Z tak dysponowanym duetem oraz dzielnie wspierajacą ich tym razem resztą drużyny OKC nie mogli przegrać i chętnie zrewanżowali się Clippersom za ostatnią porażkę z Los Angeles podczas której Thunder stracili w czwartej kwarcie 20-to punktowe prowadzenie. Tym razem nie pozwolili sobie na chwilę dekoncentracji i zwłaszcza drugą połowe rozstrzygnęli wyraźnie na swoją korzyść odskakując bezpośredniemu rywalowi w tabeli Konferencji Zachodniej i umacniając się na trzecim miejscu gwarantującym uniknięcie zbyt szybkiej konfrontacji w playoff z Golden State Warriors.


Na plus:

- Kemba Walker - znów świetny wystep rozgrywającego Charlotte Hornets, którzy odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu pokonując we własnej hali New Orleans Pelicans 122:113. Walker zdobył w tym meczu 35 punktów, do których dołożył po 7 zbiórek i asyst oraz 2 przechwyty.
- Anthony Davis, Jrue Holiday - duet z Nowego Orleanu grał kapitalne zawody w Charlotte zdobywając w sumie 78 punktów swojej drużyny. Davis rzucił ich 40 , a Holiday 38 i tylko fatalna postawa ich kolegów z zespołu spowodowała porażkę Pelikanów mimo tak dobrego wystepu dwóch liderów tej drużyny, co po raz kolejny udowadnia nam że koszykówka jest sportem drużynowym.
- Kyrie Irving - rozgrywający Cleveland Cavaliers poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Sacramento Kings 120:111. Irving zdobył 30 punktów trafiając z 50-cio procentowa skutecznością z gry (11/22) oraz dokładając do tego 5 celnych z 6 wykonywanych rzutów wolnych.
- DeMarcus Cousins - środkowy Królów po raz kolejny uzbierał double-double rzucając 29 punktów i zbierając 11 piłek z tablic. Za te liczby brawa ale skuteczność (8/22) zdecydowanie do poprawy.
- James Harden - Brodacz poprowadził Houston do zwycięstwa w Filadelfii nad miejscowymi Sixers 118:104. Jego statystyki z tego meczu pokazały 29 punktów, 9 zbiórek i 8 asyst.
- Devin Booker - pierwszoroczniak z Phoenix znów zabłysnął umiejetnościami strzeleckimi zdobywając w meczu z NYK 32 punkty. Na niewiele, poza własna satysfakcją, się to jednak zdało ponieważ Słońca zostały znokautowane 97:128.


Na minus:

- Ryan Anderson - skrzydłowy Pelikanów był najsłabszym ogniwem swojej drużyny w meczu przeciwko Charlotte Hornets i zniweczył świetne spotkanie w wykonaniu swoich kolegów: Davisa i Holidaya. Anderson przestrzelił wszystkie z ośmiu prób rzutów z gry i z trzema trafionymi osobistymi zakończył mecz z dorobkiem zaledwie 3 punktów.


09 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Portland z Wizards, 41 punktów Lillarda

Portland Trail Blazers pokonali we własnej hali po dogrywce Washington Wizards 116:109. Od początku meczu przewagę osiągnęli gospodarze, głównie dzięki świetnej grze Damiana Lillarda, który trafił swoje 5 pierwszych rzutów, w tym dwie "trójki". W połowie drugiej kwarty Blazers odskoczyli rywalom na 10 punktów ale dzięki udanej końcówce tej części meczu w wykonaniu m.in. Marcina Gortata Wizards wyszli na prowadzenie do przerwy 55:54. W trzeciej odsłonie spotkania goście zdołali odskoczyć na 13-to punktowa różnicę ale wówczas do gry wkroczył ponownie Damian Lillard i Portland odzyskali prowadzenie kończąc trzecią kwarte wynikiem 85:81. Ostatnia część meczu była bardzo wyrównana aż do samego końca, a decydujący cios mógł zadać najpierw Gortat (zablokowany przez Hendersona) a następnie John Wall, który przestrzelił rzut za trzy punkty w ostatniej sekundzie. O wszystkim miała zatem rozstrzygnąć dogrywka, którą lepiej rozegrali gospodarze głównie dzięki 9 punktom Damiana Lillarda wygrywając ostatecznie całe spotkanie 116:109. Na wielkie brawa zasłużył Lillard, który zdobył w sumie 41 punktów, ale nie grał samolubnie i dołożył do nich aż 11 asyst oraz 5 zbiórek. Double-double na poziomie +40-10 zdarzyło mu się po raz drugi w karierze. Marcin Gortat zakończył mecz z dorobkiem 19 punktów i 10 zbiórek, a w końcówce dogrywki musiał opuścić parkiet po szóstym przewinieniu. Wizards coraz bardziej komplikują sobie drogę do playoffów i nie zdziwię się jak zabraknie ich w tegorocznym postseason.


Na plus:

- Brook Lopez - środkowy Brooklyn Nets rozegrał bardzo dobry mecz przeciwko Toronto Raptors. Jego drużyna przegrała co prawda 99:104 ale Lopez zdobył w tym meczu 35 punktów grając z wysoka skutecznością z gry (13/17) oraz trafiając wszystkie 9 rzutów wolnych i aż siedmiokrotnie blokując rzuty rywali.
- Carmelo Anthony - Melo, który zaczynał swoją przygodę z NBA w Denver, z reguły lubi się przypomnieć publiczności w stolicy Kolorado. Tak było i tym razem, choć NYK przegrali z Nuggets 94:110. Anthony zdobył w tym spotkaniu 30 punktów oraz dodał do nich 7 zbiórek, 4 asysty i 3 bloki.
- LaMarcus Aldridge - skrzydłowy San Antonio Spurs zdominował wydarzenia na parkiecie w Minnesocie. Ostrogi wygrały mecz z Wilkami 116:91, a LMA zdobył 29 punktów nie myląc się prawie wcale i trafiając 11 z 13 rzutów z gry oraz 7/8 osobistych. Do tego dołożył 7 zbiórek oraz po 4 bloki i asysty.


Na minus:

- Shelvin Mack - rozgrywający Utah Jazz wyjatkowo nie radził sobie w przegranym przez jego drużynę meczu z Atlantą Hawks 84:91. Mack trafił tylko 2 z 13 rzutów z gry i nie prowadził zbyt dobrze gry Jazzmanów uzyskując tylko 4 asysty i robiąc 3 straty. 


08 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: porażka San Antonio Spurs w Indianie

Indiana Pacers pokonała na własnym parkiecie San Antonio Spurs 99:91 przerywając tym samym Ostrogom serię osmiu meczów bez porażki. Gospodarze lepiej rozpoczęli to spotkanie zaskakując SAS bardzo mocną obroną dzięki której przez połowę pierwszej kwarty gracze z Teksasu zdołali zdobyć zaledwie 4 punkty. Tą część gry zdominował Paul George (zdobył pierwsze 7 punktów dla Indiany) rmający w pamięci ostatni pojedynek pomiędzy obiema drużynami, podczas którego trafił zaledwie 1 z 14 rzutów z gry. Pacers zakończyli tę kwartę z prowadzeniem 25:13 i utrzymywali bezpieczną przewagę aż do ostatniej części meczu kiedy to goście stawiając wszystko na jedną karte zblizyli sie na odległość trzech punktów. W tym nerwowym momencie nie zawiedli liderzy Indiany i zarówno Paul George jak i Monta Ellis celnie punktowali w końcówce meczu z gry jak i z linii rzutów wolnych, co pozwoliło dowieźć gospodarzom cenne zwycięstwo do końca spotkania. Najlepszym strzelcem meczu został Monta Ellis z 26 punktami na koncie, a Paul George uzbierał ostatecznie 23 oczka. Wśród gości po 23 punkty zdobyli Kawhi Leonard i La Marcus Aldridge. Dzięki dzisiejszemu zwycięstwu drużyna z Indianapolis umocniła się na siódmym miejscu w Konferencji Wschodniej ale konkurencja do miejsca w playoff też nie śpi więc Pacers cały czas muszą mieć się na baczności.


Na plus:

- Pau Gasol - kolejnym triple-double popisał się center z Chicago w wygranym przez Byki meczu z Millwaukee Bucks 100:90. Gasol uzbierał tym razem na swoim koncie 12 punktów, 17 zbiórek i 13 asyst oraz zaliczył 5 bloków na rywalach udowadniając, iż jest jak wino im starszy tym lepszy. Aż strach pomyśleć co będzie wyczyniał po czterdziestcewink.
- Kemba Walker - cały czas świetnie spisuje się rozgrywający Charlotte Hornets, dzięki czemu jego zespół coraz bardziej realnie patrzy w strone playoffów. Tej nocy Walker poprowadził Szerszenie do zwycięstwa 108:103 nad Minnesotą Timberwolves zdobywając 34 punkty oraz zaliczając 7 zbiórek i 6 asyst.
- Karl-Anthony Towns - dzielnie walczył w tym meczu pierwszoroczniak z Minnesoty uzyskując double-double na poziomie 28-14 i udowadniając, iż wybór Rookie of the Year jest w zasadzie już przesądzony na jego korzyść.
- Memphis Grizzlies - grając bez czterech starterów i oczywiście wyłączonego do końca sezonu Marca Gasola Miśki poradziły sobie z Cleveland Cavaliers wygrywając 106:103 w wyjazdowym spotkaniu. Koszykarze z Memphis grali cały mecz tylko ósemką zawodników, a jednak osiągnęli sukces na gorącym terenie, mimo dobrego meczu ze strony liderów Cavs (LBJ 28 pkt, Irving 27). Najlepiej w szeregach gosci spisał się Tony Allen, który rzucił 26 punktów ale brawa należą się wszystkim Niedźwiedziom.
- DeMarcus Cousins - lider Królow z Sacramento rozegrał bardzo dobre spotkanie przeciwko New Orleans Pelicans. Kings przegrali co prawda 112:115 ale Boogie zaliczył imponujące double-double rzucając 40 punktów i zbierając 16 piłek z tablic. Do tego dołożył po 4 asysty i przechwyty oraz 1 blok.
- Anthony Davis - skrzydłowy Pelikanów był odpowiedzią na Cousinsa w spotkaniu obu drużyn. To głównie dzieki jego dobrej postawie NOP wygrali, a Davis ostatecznie uzyskał 31 punktów, 10 zbiórek, 3 przechwyty i 1 blok.
- DeAndre Jordan - center Los Angeles Clippers popisał się pokaźnym double-double w zwycięskim dla jego drużyny meczu z Dallas Mavericks 109:90. DAJ zdobył 23 punkty i dołożył do nich 20 zbiórek dając sygnał Drummondowi, że nie poddał sie jeszcze w walce o miano najlepszego zawodnika na tablicach w NBA.
- Stephen Curry, Klay Thompson - po wczorajszym słabym występie w meczu przeciwko Lakersom duet Splash Brothers powetował sobie niepowodzenie na graczach Orlando Magic. Wojownicy wygrali 119:113, a obaj gracze zdobyli wspólnie 68 punktów trafiając tym razem z 50% skutecznością zza łuku (12/24). Stephen Curry uzyskał ostatecznie 41 pkt oraz dołożył do nich aż 13 zbiórek, a Klay Thompson dorzucił od siebie 27 oczek. Golden State Warriors tym zwycięstwem pobili rekord NBA w ilości kolejnych zwycięstw na własnym parkiecie (licząc sezon regularny z poprzednich rozgrywek) odnosząc 45-te zwycięstwo z rzędu przed własna publicznością.


Na minus:

- Wesley Matthews - obrońca Dallas Mavericks w ciągu 27 minut spędzonych na parkiecie nie trafił żadnego rzutu z dystansu (0/6) aż pięciokrotnie chybiając zza linii 7,24. Słynący z dobrej obrony Matthews nie powstrzymał też obwodowych graczy Clippers pozwalając rzucić Chrisowi Paulowi i J.J. Reddickowi odpowiednio 27 i 22 punkty. Do tego zaliczył po 3 straty i faule, więc za tak słaby wystep ląduje dziś w tym zestawieniu. 


07 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: sensacja w Los Angeles Mistrzowie NBA pobici przez Lakersów!

Takiego obrotu wydarzeń w Mieście Aniołów chyba nikt się nie spodziewał. Golden State Warriors jechali do LA po kolejne łatwe zwycięstwo prowadzące ich do pobicia rekordu zwycięstw Chicago Bulls z sezonu 1995/96, a wrócili do Oakland niespodziewanie na tarczy. Wojownicy przegrali bardzo wyraźnie 95:112 z drugą od końca drużyną NBA, a w przeciągu całego meczu nie potrafili wygrać choćby jednej kwarty. Wyjątkowo słabo zagrał duet Splash Brothers, który łącznie oddał 40 rzutów z gry z czego tylko 13 znalazło drogę do kosza rywali i wspólnie zdobyli tylko 33 punkty (SC 18,KT 15). Największa broń Warriors czyli rzuty za trzy punkty kompletnie w tym meczu nie funkcjonowała, a wspomniany duet Curry-Thompson trafił zaledwie raz na osiemnaście prób zza linii 7,24. Udało sie to na samym początku meczu Stephenowi Curry'emu i dzięki temu przedłużył on swoja serię kolejnych celnych rzutów za trzy punkty. Nikt wówczas nie mógł przypuszczać, iż będzie to jedyny celny rzut Steph'a w tym spotkaniu i że zakończy sie ono blowoutem na Mistrzach NBA. Do zwycięstwa Lakersów poprowadził duet Clarkson-Russell, który wspólnie zdobył 45 punktów. Dzielnie walczył na tablicach Julius Randle, który uzyskał 14 zbiórek i dzieki 12-tu zdobytym punktom zaliczył double-double. Tę noc na pewno zapamięta Kobe Bryant (12 pkt), dla którego był to chyba ostatni tak spektakularny sukces w swojej bogatej w fantastyczne wydarzenia karierze. A Wojownicy rozegrali najsłabszy mecz w obecnym sezonie i zaliczyli szósta porażkę, której na pewno nie kalkulowali spoglądając na rozkład czekających ich gier. Ten wynik potwierdza tylko fakt, iż NBA jest nieprzewidywalną ligą w której praktycznie każdy może wygrać z każdym. I chwała jej za to, bo to właśnie powoduje, że każdy mecz można ogladać z zapartym tchem i nazywać NBA Najlepszą Ligą Światawink!


Na plus:

- Kevin Durant - gwiazdor Oklahomy podczas wygranego meczu z Milwaukee Bucks 104:96 był po raz drugi z rzędu o krok od uzyskania triple-double. Durant zapisał w statystykach przy swoim nazwisku 31 punktów, 11 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwyty i 1 blok.
- Giannis Antetokounpo - co nie udało się Durantowi to wyszło Giannisowi, który udowodnił swoją fantastyczną formę po All-Star Game i zaliczył trzecie w ostatnich siedmiu meczach triple-double. Na jego wyczyn złożyło się tym razem 26 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. Do tego wszystkiego dołożył jeszcze 4 bloki i 3 przechwyty i szkoda tylko, że tak imponujący wystep nie dał jego drużynie zwycięstwa...
- Russell Westbrook - ...a stało sie tak między innymi dlatego, iż w zespole z Oklahomy też znalazł się gracz, który osiagnął triple-double. Okazał się być nim specjalista od tego typu wyczynów Russell Westbrook, który uzyskał w trakcie meczu z Jeleniami 15 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst.
- James Harden - lider Houston Rockets poprowadził swój zespół do wyjazdowego zwycięstwa 113:107 nad Toronto Raptors. Brodacz zdobył w tym spotkaniu 40 punktów, z czgo aż 18 w decydującej o losach meczu czwartej kwarcie. Do tego dołożył 14 asyst i 5 zbiórek.
- Kenneth Faried - skrzydłowy Denver Nuggets zaliczył imponujące double-double na poziomie 25-20 w wygranym przez jego drużynę po dogrywce meczu z Dallas Mavericks 116:114. "Zwierzak" zaimponował szczególnie na atakowanej tablicy, gdzie zebrał aż 11 piłek.
- Dirk Nowitzki - niemiecki weteran z Dallas zdobył 30 punktów w trakcie przegranego przez Mavs meczu z Nuggets. Na jego dorobek złożyło się 11 z 18 trafień z gry (w tym 5/8 za trzy punkty) oraz wszystkie trzy celne podejścia z linii rzutów wolnych.
- Reggie Jackson - obrońca Detroit Pistons szybko odbił sobie niepowodzenie z zeszłego meczu Tłoków i w dzisiejszej konfrontacji z Portland Trail Blazers był najlepszym graczem na parkiecie. Pistons wygrali 123:103, a Jackson zdobył 30 punktów trafiając 11 z 19 rzutów z gry (1/4 za trzy pkt) i wszystkie siedem osobistych.

Na minus:
- pierwsza piątka Golden State Warriors - z przebiegu dotychczasowego sezonu nie spodziewałem się, że umieszczę w tej rubryce kogokolwiek z fantastycznie grających Wojowników. Jednak mecz przeciwko Lakersom kompletnie im nie wyszedł, a za porażkę należy obwinić starterów GSW. Skuteczność z gry na poziomie 32% (19/59) to na pewno nie powód do dumy, a już 8 % zza łuku (2/25) to wręcz wstyd. No ale skoro taki występ zdarza się raz na rok to może lepiej, że trafił się graczom z Oakland teraz a nie w decydującej o Mistrzostwie NBA fazie playoff. 


06 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Indiany w Waszyngtonie, 38 punktów George'a

Indiana Pacers odniosła bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o playoff pokonując na wyjeździe bezpośredniego rywala do miejsca w postseason Washington Wizards 100:99. Przed meczem oba zespoły dzieliły zaledwie 2 zwycięstwa na korzyść Indiany i było jasne, że to spotkanie będzie pełne walki i żadna z drużyn nie odpuści rywalom. Od początku prowadzenie zmieniało sie praktycznie co chwilę, a świetnie w mecz wszedł lider gości Paul George, który w pierwszej kwarcie rzucił 16 punktów. Wizards grali jednak bardziej zespołowo i w drugiej odsłonie meczu osiągnęli już nawet czternastopunktową przewagę. Do przerwy wynik brzmiał 64:56 na korzyść gospodarzy, ale trzecia kwartę wygrali Pacers zmniejszając straty do zaledwie dwóch punktów. Ostatnia część meczu to znowu walka cios za cios dzięki której mogliśmy być świadkami dramatycznej końcówki. W ostatniej minucie spotkania zarówno John Wall jak i Nene trafiali zaledwie po jednej z dwóch prób na linii rzutów wolnych dając swojej drużynie prowadzenie 99:98. Jak zachować nerwy na wodzy pokazał wszystkim Paul George na trzy sekundy przed końcem zawodów trafiając oba osobiste i wyprowadzając swój zespół na jednopunktowe prowadzenie. Czarodzieje mieli jeszcze czas na oddanie zwycięskiego rzutu ale próba Johna Walla okazała się chybiona i gracze zawodnicy z Indianapolis mogli sie cieszyć z końcowego zwycięstwa. Najlepszym graczem na parkiecie był Paul George który zdobył 38 punktów trafiając 13 z 22 rzutów z gry (w tym 4/7 za trzy pkt) oraz wszystkie osiem prób z linii rzutów wolnych. Wśród gospodarzy wyróżnił się John Wall uzyskując 25 punktów, 12 asyst, 6 zbiórek i 2 przechwyty ale trzeba mu też wytknąć słabą skuteczność (9/24) i aż 7 strat. Marcin Gortat, który zorganizował przy okazji tego meczu po raz kolejny "Noc Polskiego Dziedzictwa", znów popisał się w walce na tablicach zbierając 17 piłek, do których dołożył 8 punktów i 4 bloki. Ta porażka komplikuje coraz bardziej kwestię udziału w tegorocznych playoff dla ekipy ze stolicy USA i być może trzeba się będzie zacząć oswajać z faktem, iż na sezonie regularnym skończy sie przygoda w obecnych rozgrywkach Marcina Gortata i spółki.


Na plus:

- LeBron James - Król James miał chyba w pamięci końcówkę ostatniego meczu z Celtami z Bostonu, podczas której nie popisał się, co przyczyniło się wówczas do porażki. Tej nocy wziął jednak za tamto spotkanie. Cavaliers wygrali 120:103, a LBJ uzyskał 28 punktów, 11 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwyty i 1 blok.
- Derrick Favors - skrzydłowy Utah Jazz miał największy wkład w zwycięstwo swojej drużyny nad New Orleans Pelicans 106:94. Favors rzucił 28 punktów oraz zaliczył 11 zbiórek i aż 6 bloków.
- Anthony Davis - lider Pelikanów uzyskał w tym spotkaniu double-double na poziomie 29-11 i dołozył do tego po 2 bloki i asysty co jednak nie przełożyło się na zwycięstwo NOP, bo skuteczność Davisa z gry była delikatnie mówiąc kiepska (11/31).
- Minnesota Timberwolves - Wilki pokonały na własnym parkiecie Brooklyn Nets 132:118 trafiając z gry ze skutecznością 68,4% co jest nowym rekordem w historii klubu z Minnesoty. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobyły ich młode gwiazdy Karl-Anthony Towns (28) i Andrew Wiggins (26).
- DeMarcus Cousins - z dobrej strony pokazał się w meczu przeciwko San Antonio Spurs center Sacramento Kings. Jego drużyna przegrała co prawda 94:104 ale Boogie zdobył w tym meczu 31 punktów, do których dołozył 9 zbiórek i 3 asysty.
- Pau Gasol - środkowy Byków z Chicago poprowadził swoja ekipę do ważnego zwycięstwa z Houston Rockets 108:100. Gasol uzyskał w tym meczu 28 punktów, 17 zbiórek, 6 asyst oraz po 2 bloki i przechwyty.
- James Harden - po raz kolejny strzeleckimi umiejętnościami popisał się lider Houston Rockets lecz tym razem nie przełożyło się to na zwycięstwo jego zespołu. Brodacz rzucił 36 punktów ale skutecznością nie grzeszył (10/25), a liczba jego strat (9) woła wręcz o pomstę do nieba.


Na minus:

- Reggie Jackson - rozgrywający Detroit Pistons będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o wizycie w Madison Square Garden. Tłoki przegrały 89:104, a Jackson grał z tragiczna skutecznością rzutów z gry (3/17) ani razu nie trafiając na sześć podejść zza łuku i zaliczając 4 straty.


05 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: 50 punktów Lillarda, rekord osobistych DeRozana

Rozgrywający Portland Trail Blazers Damian Lillard rozegrał kapitalne spotkanie przeciwko Toronto Raptors rzucając w jego trakcie aż 50 punktów. Niestety nie dało to końcowego efektu w postaci zwycięstwa, a ekipa z Oregonu przegrała ostatecznie 115:117. Spotkanie było od poczatku bardzo wyrównane, a Lillarda dzielnie wspierał jego kolega z obwodu C.J. McCollum. Po drugiej stronie parkietu stanął równie mocny backcourt, czyli duet z Toronto Lowry-DeRozan. W pierwszej kwarcie zakończonej wynikiem 31:30 dla Raptors ReRozan rzucił aż 17 punktów, na które Lillard odpowiedział 12 oczkami, w tym buzzer beaterem za trzy z połowy boiska. Początek drugiej kwarty to jak sie przyjęło w NBA czas odpoczynku dla gwiazd, z czego skorzystali także obaj snajperzy. Lillard powrócił na parkiet po sześciu minutach i zdążył jeszcze w tej części meczu zdobyć 7 punktów, a do przerwy gospodarze prowadzili 58:52. Trzecia kwarta to znów popis DeRozana, który zdobył w niej 12 punktów na co Lillard odpowiedział 9-ma pkt. Toronto uzyskało trzynastopunktową przewagę i wydawało się, że ma ten mecz pod kontrolą. Inne zdanie na ten temat miał jednak Lillard, który odpoczął chwilę na ławce rezerwowych i ze zdwojoną energią rozpoczął swój show na 7 minut przed końcem meczu. W ciągu tych siedmiu minut zdobył aż 22 punkty dzięki którym Blazersi doszli rywali na różnicę jednego celnego rzutu. Na sekundę przed końcem meczu DeMar DeRozan stanął po raz 24 i 25 tego dnia na linii rzutów wolnych, a trafiając pierwsze ze swoich podejść ustanowił nowy rekord NBA 24-ech kolejnych celnych rzutów wolnych w jednym meczu (do tej pory rekord należał do Dominique Wilkinsa i wynosił 23 celne rzuty z rzędu). Nastepną próbę jednak spudłował dzięki czemu goście mający w tym momencie dwupunktowy deficyt stanęli przed szansą doprowadzenia co najmniej do dogrywki. Lillard był może już zbyt zmęczony i postanowił spróbować rozstrzygnąć ten mecz na korzyść swojej drużyny wykonując rzut za trzy punkty. Ten jedank okazał się niecelny i to gracze z Toronto cieszyli się po końcowej syrenie ze zwycięstwa. W ich szeregach najwięcej punktów zdobył DeMar DeRozan który uzyskując 38 oczek ustanowił swój najlepszy wynik w obecnym sezonie. Dzielnie wspierał go zdobywca 28 punktów Kyle Lowry. Wśród pokonanych Damain Lillard zatrzymał swój licznik ostatecznie na 50-ciu punktach, a C.J. McCollum dołożył do tego 24 oczka. Oba duety udowodniły tym meczem przynależność do ścisłej czołówki najlepszych backcourtów w lidze NBA.


Na plus:

- Kemba Walker - wciąż w znakomitej formie utzrymuje się rozgrywający Charlotte Hornets. Tej nocy wydatnie pomógł swojej drużynie w odniesieniu ważnego zwycięstwa 108:101 nad bezpośrednimi przeciwnikami do miejsc w playoffach Indianą Pacers. Walker zaliczył w tym meczu double-double rzucając 33 punkty i 10-cio krotnie asystując kolegom z drużyny podczas ich trafień.
- Nicolas Batum - skrzydłowy Szerszeni dzielnie wspoierał Walkera w walce z graczami z Indiany i uzbierał na koniec meczu 31 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki.
- Paul George - lider Indiany robił co mógł aby jego zespół wywiózł zwycięstwo z Charlotte jednak nie miał odpowiedniego wsparcia wśród kolegów z drużyny. PG13 uzyskał ostatecznie 35 punktów, po 7 zbiórek i asyst oraz 5 przechwytów.
- Alex Len - środkowy Phoenix Suns potwierdził swoją wysoką formę, o której wspominałem przy okazji typów na jego zbiórki. Len zaliczył aż 31 punktów oraz dołożył do nich 15 zbiórek, a jego Phoenix przerwało serię 17 porażek na wyjeździe wygrywając w Orlando 102:84.
- Isiah Thomas - rozgrywający Boston Celtics poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad New York Knicks 105:104. Thomas zdobył w tym spotkaniu 32 punkty trafiając 9 z 15 rzutów z gry (w tym 2/5 za trzy pkt) oraz 12 z 13 osobistych.
- Carmelo Anthony - lider Knicksów rozegrał dobre zawody w Bostonie zdobywając ostatecznie 30 punktów. Byłby na pewno bohaterem swojej ekipy gdyby trafił rzut za trzy punkty w ostatniej sekundzie meczu, ale tak sie nie stało i to Celtowie mogli się cieszyć ze zwycięstwa.
- Khris Middleton - rzucający obrońca Milwaukee Bucks był jednym z głównych architektów zwycięstwa Jeleni nad Wilkami z Minnesoty 116:101. Khris zagrał z bardzo wysoką skutecznością trafiając 11 z 16 rzutów z gry, a w tym aż 8/9 zza łuku. Do tego dodał obie celne próby z linii rzutów wolnych co ostatecznie dało mu 32 punkty.
- Giannis Antetokounmpo - skrzydłowy Jeleni był dosłownie o krok od trzeciego w ostatnich sześciu meczach triple-double. Na swoim koncie uzbierał 27 punktów, 12 asyst i 9 zbiórek, a także 3 przechwyty i 2 bloki.


Na minus:

- D'Angelo Russell - pierwszoroczniak z LA Lakers po niedawnym prawie 40-sto punktowym występie poczuł się już chyba gwiazdą na miarę Hollywood i nastepca Kobe'a Bryanta ale dzisiejszy mecz przeciwko Atlancie powinien dać mu sporo do myślenia. Russell pudłował podczas niego niemiłosiernie trafiając tylko 3 z 16 rzutów z gry oraz dokładając do tego aż 5 strat piłki. Ten młokos ma niewątpliwy talent ale jeszcze sporo pracy przed nim aby któregoś dnia mieć w LA status gwiazdy i następcy Bryanta. 


04 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: kolejne zwycięstwo Golden State Warriors nad Oklahomą

Mistrzowie NBA pokonali po raz trzeci już w obecnym sezonie Oklahomę City Thunder tym razem 121:106. Przed meczem wszyscy czekali na decyzję w sprawie udziału w nim kontuzjowanego podczas weekendowej konfrontacji obu druzyn Stephena Curry'ego. Gdy pojawiła sie decyzja, że jednak zagra mogliśmy być pewni kolejnego pojedynku punktowego z liderem OKC Kevinem Durantem. Samo spotkanie było od początku bardzo wyrównane, toczone według zasady punkt za punkt, a dwie pierwsze kwarty gospodarze wygrywali różnicą jednego punkta. Trzecią odsłonę meczu Thunder rozpoczęli od siedmiu punktów z rzędu i uzyskali nieznaczną przewagę, która na pięć minut przed końcem tej części gry powiększyli do dziewięciu pkt prowadząc 80:71. Wojownicy jednak szybko się otrząsnęli i czwarta kwartę rozpoczynali z jednopunktoiwym deficytem. Ostanie kwarty nie były ostatnio domeną Oklahomy i potwierdziło isę to również w dzisiejszym meczu. Tę część gry od samego początku kontrolowali gospodarze trzymając swoich rywali na kilkupunktowy dystans, który im bliżej końca tym bardziej wzrastał. W ostatnich trzech minutach "zabawił" się jeszcze z rywalami Stephen Curry trafiając znów dwie niesamowite "trójki" i mecz zakończył się ostatecznie pewnym zwycięstwem Mistrzów NBA. Najlepszym strzelcem meczu został Stephen Curry, który zdobył dla zwycięzców 33 punkty. Wśród pokonanych wyróżnił się Kevin Durant, któremu do osiagnięcia triple-double zabrakło jednej asysty a spotkanie zakończył z dotobkiem 32 punktów, 10 zbiórek, 9 astst, 2 bloków i 1 przechwytu ale też zaliczył aż 9 strat. Oklahoma musi teraz skupic sie na obronie trzeciego miejsca w tabeli Konferencji Zachodniej by uniknąć ewentualnej konfrontacji z Golden State Warriors już w półfinale zachodniej części playoff. A Mistrzowie NBA pokonali kolejną przeszkodę w drodze po rekord zwycięstw w sezonie regularnym i naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić żeby nie udało im się osiągnąć tego celu w obecnch rozgrywkach.


Na plus:

- Kawhi Leonard - kolejne świetne spotkanie w wykonaniu skrzydłowego San Antonio Spurs. Leonard w wygranym przez Ostrogi 94:86 meczu z New Orleans Pelicans uzyskał 30 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty oraz po 2 bloki i przechwyty.
- Dwyane Wade - lider Miami Heat poprowadził swój zespół do zwycięstwa 108:92 nad Phoenix Suns. D-Wade zdobył w tym meczu 27 punktów, do których dodał 7 asyst oraz 4 zbiórki.
- Devin Booker - pierwszoroczniak z Phoenix rozegrał bardzo dobre zawody przeciwko Heat. Booker rzucił Żarom 34 punkty trafiając 11 z 21 rzutów z gry (w tym 3/9 za trzy pkt) oraz wszystkie 9 podejść na linii rzutów wolnych.
- Chandler Parsons - skrzydłowy Dallas Mavericks popisał się bardzo dobrym występem przeciwko Sacramento Kings. Mavs co prawda przegrali 101:104 ale Parsons nie mógł mieć sobie nic do zarzucenia po meczu, w którym uzyskał 28 punktów, 9 zbiórek oraz 5 asyst.


Na minus:

- New Orleans Pelicans - po raz drugi z rzędu (wczesniej z Houston) przegrali końcówkę meczu nie trafiając od stanu 86:82 sześciu kolejnych rzutów i przegrywając ostatecznie z SAS. Jak to oficjalnie stwierdził trener NOP Alvin Gentry "mogą juz zapomnieć o playoff", więc końcówka sezonu może się charakteryzować poszukiwaniem przez Pelikany porażek w celu "wywalczenia" większej szansy na wyższy wybór w drafcie. Anthony Davis i spółka chyba nie tak wyobrażali sobie ten sezon... 


03 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: niesamowita pogoń Clippersów i zwycięstwo z Oklahomą

Los Angeles Clippers pokonali we własnej hali Oklahomę City Thunder 103:98 i zbliżyli sie do swoich dzisiejszych rywali w tabeli Konferencji Zachodniej. Grzmoty świetnie rozpoczęły te zawody i już po pierwszej kwarcie prowadziły 37:24 trafiając 6 z 10 rzutów za trzy punkty i dominując nad rywalami na tablicach. Jak zwykle w szeregach OKC świetnie spisywali się Durant i Westbrook. Do przerwy prowadzenie Oklahomy wzrosło do dwudziestu punktów, a niesamowity duet gości nadal dominował nad rywalami na parkiecie. Trzecia kwarta nie zmieniła przebiegu wydarzeń i wydawało się, że LAC pogodzeni z porażka dadzą pograć rezerwowym zawodnikom, z czego również chcieli skorzystać Thunder mający już zapewne w głowach kolejne starcie z Golden State Warriors, które czeka nas jutro. Jednak ostatnia część meczu przyniosła nam niespodziewane emocje z udziałem pierwszych piątek, a Clippers rozpoczęli pogoń za swoimi rywalami dzięki bardzo dobrze prowadzonej grze przez Chrisa Paula. Na trzy minuty przed końcem spotkania LAC zdołali zmniejszyć różnicę do czterech punktów. Gracze OKC wyraźnie się pogubili w końcówce meczu robiąc stratę za stratą i pozwolili Clippersom objąć prowadzenie, którego gospodarze nie oddali już do końca meczu. Najszczęśliwszym człowiekiem na trybunach Staples Center był właściciel LAC Steve Ballmer, który cieszył się z wygranej swojej drużyn jak dziecko z nowej zabawki. Ale trzeba przyznać, że powód miał do tego szczęścia, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie przypuszczał na początku czwartej kwarty, że gospodarze powalczą jeszcze z Oklahomą, a co dopiero wygrają to spotkanie. Ogromne brawa należą się "generałowi" Paulowi, który fantastycznie dowodził swoją dtużyną i uzyskał ostatecznie w tym meczu 21 punktów, 13 asyst, 4 zbiórki oraz po 1 przechwycie i bloku. Bardzo dobre zawody rozegrał też DeAndre Jordan, który zaliczył pokaźne double-double (20-18), a co najważniejsze zachował spokój na linii rzutów wolnych w końcówce meczu trafiając dwie próby z rzędu co nie zdarza mu sie zbyt często. Wśród gości 30 punktów zdobył Kevin Durant ale jego skuteczność była poniżej 50% (12/27 z gry). Trzeba mu jednak oddać, że rozegrał dobre zawody gdyż oprócz zdobyczy punktowej zaliczył też 11 zbiórek oraz po 5 asyst i bloków. Oklahoma jednak zawiodła kompletnie w końcówce przegrywając wygrany zdawałoby się mecz. Sytuacja podobna jak z GSW w weekend, choć tutaj pogoń Clippersów była chyba jeszcze bardziej spektakularna.


Na plus:

- James Harden - kolejny dobry mecz w wykonaniu lidera Rakiet z Houston, który pozwolił im wygrać z New Orleans Pelicans 100:95. Harden uzyskał 39 punktów, 10 zbiórek, 7 asyst i 4 przechwyty co zrobiło odpowiednią różnicę i dało przeciwwagę tragicznej skuteczności zwłaszcza za trzy punkty jego kolegów z drużyny (3/34 8,8%).
- Kyle Lowry, DeMar DeRozan - backcourt Toronto Raptors po raz kolejny udowodnił, że są w ścisłej czołówce obwodowych graczy w całej lidze. Tej nocy obaj rzucili ponad 50% punktów drużyny (KL 32, DMDR 31), co pozwoliło Raptorom odnieść zwycięstwo nad Utah Jazz 104:94.
- Isiah Thomas - rozgrywający Boston Celtics poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Portland Trail Blazers 116:93. Thomas zdobył w tym meczu 30 punktów usuwając w cień lidera przeciwników Damiana Lillarda (20 pkt).
- Kemba Walker - rozgrywajacy Charlotte Hornets był najlepszym strzelcem meczu z Philadelphią 76ers. Szerszenie wygrały 119:99, a Walker rzucił 30 punktów dokładając do tego 7 zbiórek oraz po 2 asysty i przechwyty.
- Kawhi Leonard - skrzydłowy San Antonio Spurs wydatnie przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny nad Detroit Pistons 97:81. Kawhi uzyskał w tym spotkaniu 27 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty.
- D.J. Augustin - rezerwowy obrońca Denver Nuggets rozegrał kapitalną czwartą kwartę i poprowadził swój zespół do zwycięstwa 117:107 nad Los Angeles Lakers. D.J. zdobył aż 22 ze swoich 26 punktów w ostatniej części meczu, co w głównej mierze przyczyniło sie do zwycięstwa Nuggets w tym spotkaniu.


Na minus:

- Houston Rockets - Rakiety wygrały co prawda mecz z NOP ale w zasadzie można powiedzieć, że wygrał go James Harden. Reszta jego kolegów z drużyny niemiłosiernie pudłowała w tym spotkaniu zwłaszcza za trzy punkty skąd trafili zaledwie 3 próby na 34 podejścia. Ariza, Brewer, Terry i Smith wspólnie przestrzelili wszystkie 19 rzutów zza linii 7,24! Do tego Rakiety zaliczyły aż 21 strat podczas tych zawodów i tylko dzięki słabiutkiej postawie graczy z Nowego Orleanu oraz dobrej grze swojego lidera (też nie ustrzegł się co prawda strat i niecelnych "trójek") wygrali to ważne spotkanie. Jednak za zaledwie 8,8% zza łuku lądują dziś w tej rubryce.


02 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Golden State z Atlantą bez Currego

Golden State Warriors pokonali po dogrywce Atlantę Hawks 109:105, odnosząc 54 zwycięstwo w obecnym sezonie. Wojownicy zagrali w tym meczu bez narzekającego na uraz lewej kostki odniesiony podczas spotkania w Oklahomie Stephena Currego. Brak swojego lidera był widoczny od początku meczu, a GSW nie mieli takiej siły rażenia i swobody gry do jakiej przyzwyczaili nas w meczach ze Stefkiem w składzie. Starał sie go zastapić jak mógł Klay Thompson, ale to spotkanie tylko udowodniło nam jak wiele dla drużyny Mistzrów NBA znaczy Curry. Wojownicy potrzebowali aż dogrywki by ostatecznie osiagnąć swój cel. Najlepszym strzelcem meczu został Klay Thompson - zdobywca 26 punktów. Dzielnie wspierał go Draymond Green, który był jak zwykle bardzo wszechstronny i uzyskał w przekroju całego meczu 15 punktów, 13 zbiórek, 8 asyst, 4 przechwyty i 1 blok. Goście z Atlanty w swoim postawili na zespołową grę i aż sześciu z nich rzuciło ponad 10 punktów w meczu, ale zabrakło wśród nich lidera, który mógłby w decydującym momencie przechylić losy zwycięstwa na korzyść Jastrzębi. Wojowników natomiast już za dwa czeka kolejne starcie z Oklahomą i sztab medyczny klubu z Oakland musi zrobić wszystko by postawić do tego czasu na nogi Stephena Curry'ego, bo dzisiejszy mecz udowodnił jak wiele znaczy on dla swojej drużyny.


Na plus:

- Miami Heat - podczas wygranego 129:111 meczu z Chicago Bulls zawodnicy z Miami ustanowili rekord klubu pod względem skuteczności rzutów z gry trafiając 52 z 77 prób co daje nam skuteczność na poziomie 67,5%.
- Joe Johnson - okazale wypadł debiut w barwach Heat weterana Joe Johnsona, który przeciwko Bykom zdobył 24 punkty trafiając 10 z 13 rzutów z gry. Do tego dołożył 5 zbiórek, 4 asysty i 1 blok udowadniając, iż może być dużym wzmocnieniem w rosterze Heat.
- Damian Lillard - lider Blazersów poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Nowym Jorku 104:85 rzucając 30 punktów, na które złożyło sie 8 z 18 celnych rzutów z gry (w tym 4/9 zza łuku) i wszystkie 10 trafionych podejść z linii rzutów wolnych.
- D'Angelo Russell - w meczu przeciwko Brooklyn Nets eksplodował talent pierwszoroczniaka z LA Lakers. Russell zdobył w wygranym 107:101 meczu aż 39 punktów grając z bardzo wysoka skutecznością rzutów z gry (14/21), ośmiokrotnie trafiając zza linii 7,24.


Na minus:

- Phoenix Suns - rozumiem, że ten sezon Słońca spisały już dawno na straty i nie zależy im na wygrywaniu, a wręcz przeciwnie ale styl w jakim przegrali w Charlotte był wręcz żenujący. Porażka 34-ma punktami kompletnie bez walki nie powinna mieć miejsca i mimo wszystko chociaż młodzi gracze Phoenix powinni mieć więcej ambicji. Chyba, że są aż tak słabi... 


01 Marzec, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Cleveland nad Indianą

Ciekawy i zacięty mecz ogladali kibice w Cleveland, gdzie miejscowi Cavaliers wygrali z Indianą Pacers 100:96. Spotkanie od początku było bardzo wyrównane, a żadna z drużyn w trakcie jego trwania nie odskoczyła rywalowi na więcej niż sześć punktów. Wyraźnie poirytowany ostatnią porażką z Washington Wizards był odpoczywający wówczas LeBron James i swoja frustrację wyładował od początku na graczach Pacers zdobywając w pierwszej kwarcie 12 punktów i powiększając swoją zdobycz punktową do 21 po drugiej odsłonie meczu. Toczący z nim bezpośredni pojedynek Paul George do przerwy pozostawał w cieniu Króla Jamesa, a na swoim koncie miał zaledwie 5 punktów. Wszystko zmieniło się w trzeciej kwarcie, w której to PG13 rzucił 14 punktów, LBJ jednak wciąż nie zwalniał tempa i na ostatnią część meczu wychodził z dorobkiem 31 punktów. Pierwszym strzelcem Indiany był w tym momencie grający świetne zawody Monta Ellis, który po 36-ciu minutach gry miał rzucone 24 punkty. Ostatnia kwarta zaczęła się od prowadzenia Indiany i kto wie jakby sie potoczyły losy tego spotkania gdyby nie świetna gra w ostatniej odsłonie meczu Tristana Thompsona, który zdobył w tej części gry 10 punktów i zaliczył kilka ważnych zbiórek oraz kluczowy blok na próbującym doprowadzić do wyrównania Rodneyu Stuceky'm na 18 sekund przed końcem meczu. Resztę dopełnił nieomylny z linii rzutów wolnych Kyrie Irving i 42 zwycięstwo Cavs w tym sezonie stało się faktem. Ostatecznie najlepszym strzelcem spotkania został LeBron James z 33-ma punktami na koncie. Wśród gości na wyróżnienie zasłużył Monta Ellis - zdobywca 28 punktów, a Paul George zakończył spotkanie z dorobkiem 23 punktów, 8 zbiórek, 6 asyst i 2 przechwytów. Przed Indianą teraz trzy kluczowe mecze z bezpośrednimi kandydatami do walki o playoff (Bucks, Hornets i Wizards) i tu musza szukać przynajmniej dwóch zwycięstw jeśli nie chcą znaleźć sie wkrótce poza pierwszą ósemka w tabeli Konferencji wschodniej.


Na plus:

- John Wall - rozgrywający Washington Wizards poprowadził swój zespół do zwycięstwa z Philadelphią 76ers 116:108. Tym razem skupił sie głównie na punktowaniu zamiast dogrywaniu piłek kolegom, a że potrafi robić obie rzeczy bardzo dobrze to w protokole meczowym przy jego nazwisku pojawiło się 37 punktów i 7 asyst. Do tego dodał jeszcze 4 zbiórki, 3 przechwyty i 1 blok udowadniając jak wszechstronnym jest zawodnikiem.
- Marcin Gortat - nasz jedynak w NBA zaliczył w tym meczu pokaźne double-double zdobywając 18 punktów i 20 razy zbierając piłki z tablic. 20 zbiórek to nowy rekord kariery Gortata, a złożyło się na niego 13 piłek w obronie i aż 7 w ataku. Gratulacje Marcin;)
- Jabari Parker - rekordowe w karierze 36 punktów zdobył skrzydłowy Milwaukee Bucks w wygranym meczu z Houston Rockets 128:121. Na jego wyczyn złożyło sie 16 celnych z 25 oddanych rzutów z gry (w tym 1 zza linii 7,24 i 3 trafione osobiste). W swoich statystykach z tego meczu zapisał również 4 zbiórki, 5 asyst i 2 przechwyty.
- Giannis Antetokounmpo - kolega ze skrzydła Parkera popisał się natomiast podczas tego samego meczu drugim w tym sezonie triple-double. Na wyczyn Giannisa złożyło się 18 punktów, 17 zbiórek i 11 asyst.
- Khris Middleton - trzeci z graczy Bucks, który zasłużył na wyróżnienie w tej rubtyce. Middleton rzucił przeciwko Houston 30 punktów, nie myląc się ani razu podczas 15 podejść na linii rzutów wolnych oraz dodał do nich 5 przechwytów, 4 asysty, 2 zbiórki i 1 blok.
- Dwight Howard - tym razem to środkowy Rakiet był najlepszym strzelcem swojej druzyny. Howard zdobył 30 punktów i dołozył do nich 13 zbiórek kompletując w ten sposób double-double.
- Russell Westbrook - dziewiąte już triple-double w obecnych rozgrywkach zanotował gwiazdor Oklahomy w wygranym 131:116 spotkaniu przeciwko Sacramento Kings. Na wyczyn Russa złozyło się 22 punkty, 15 asyst i 13 zbiórek a potrzebował do swojego osiagnięcia 34 minut spędzonych na parkiecie.
- Kevin Durant - drugi z gwiazdorów OKC również rozegrał bardzo udane zawody w Sacramento. KD uzyskał 27 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty i 1 blok.
- DeMarcus Cousins - środkowy Królów odpowiedział duetowi Oklahomy 35-ma zdobytymi punktami oraz 12 zbiórkami, 4 przechwytami i 3 asystami. Nie miał jednak wystarczającego wsparcia wśród kolegów z drużyny i jego Królowie ostatecznie polegli z OKC.
- Enes Kanter - rezerwowy center Oklahomy zakończył mecz w Sacramento ze 100% skutecznością. Trafił on wszystkie 11 rzutów z gry oraz jeden osobisty, co pozwoliło mu uzbierać 23 punkty na swoim koncie


Na minus:

- Rodney Hood - obrońca Utah Jazz mylił się niemiłossiernie w najważniejszych momentach przegranego ostatecznie przez Jazzmanów 95:100 spotkania w Bostonie. Hood w trakcie calego meczu trafił tylko 4 z 17 rzutów z gry, w tym zza linii 7,24 miał udaną tylko jedna próbę na siedem podejść, z czego w kluczowych ostatnich 6 sekundach pomylił sie aż dwa razy. Z taką dyspozycją swojego strzelca Utah nie mogła wygrać tego ważnego meczu oddalając się od grupy walczącej zaciekle o playoff na Zachodzie.


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem