Styczeń 2016

31 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Cleveland nad San Antonio

Cleveland Cavaliers pokonali we własnej hali San Antonio Spurs 117:103 w prestiżowym meczu pomiędzy drugą i trzecią drużyną obecnych rozgrywek. Od początku spotkania Cavs narzucili swoje warunki gry dość szybko uzyskując kilkupunktowe prowadzenie, a prym w pierwszej kwarcie wiódł znajdujący się ostatnio w świetnej formie Kevin Love. W trakcie drugiej części zawodów prowadzenie gospodarzy zaczęło zaczęło urastać do kilkunastopunktowego i obie drużyny schodziły na przerwę przy prowadzeniu Cavs 66:49. W trzeciej kwarcie nastąpiło przebudzenie trochę niewidocznego do tej pory LeBrona Jamesa, który w ciągu 12 minut zdobył 16 punktów, dzięki którym gracze z Cleveland cały czas utrzymywali bezpieczna przewagę. Podczas przerw branych na żądanie James miał więcej do powiedzenia drużynie niż słuchający jego rozpisek trener Tyronn Lue, co tylko potwierdza kto tak naprawdę rządzi w Cavaliers. W ostatniej kwarcie obudził się Kyrie Irving, który w ciągu sześciu minut rzucił 10 punktów i stało się jasne, że Cavs zejdą dziś z parkietu w glorii zwycięzców. Wielka Trójka z Cleveland po raz drugi z rzędu uzyskała ponad 20 punktów z osobna (James 29, Love i Irving po 21), a wśród pokonanych na wyróżnienie zasłużył zdobywca 24 punktów Kawhi Leonard, który jednak tym razem nie potrafił tak skutecznie jak w poprzednich meczach ograniczać poczynań LeBrona Jamesa. Cleveland tym zwycięstwem podbudowali swoje morale, a Spurs po wyraźnej porażce w poniedziałek z Golden State znów w nienajlepszym stylu oddali prawie bez walki mecz z innym kandydatem do mistrzowskiego tytułu. Nie wróży to dobrze przed playoff...


Na plus:

- James Harden - 40 punktów zdobytych przez Brodacza nie wystarczyło Rakietom do odniesienia zwycięstwa w meczu z Washington Wizards. Houston przegrali 122:123, ale ich lider rozegrał bardzo dobre zawody, a na jego pokaźną zdobycz złożyło się 12 z 20 rzutów z gry (6/9 za trzy pkt) oraz wszystkie 10 udanych prób z lini rzutów wolnych. Do tego wszystkiego Harden dołożył 11 asyst, 7 zbiórek i 4 przechwyty, więc nie dziwne że po ostatniej syrenie kręcił z niedowierzaniem głową, choć miał w rękach piłkę na zwycięstwo swojej drużyny na 5 sekund przed końcem meczu, jednak przestrzelił ten decydujący rzut.
- Monta Ellis - obrońca Indiany Pacers był ojcem zwycięstwa swojego zespołu po dogrywce nad Denver Nuggets 109:105. Ellis uzyskał w tym meczu 32 punkty, 9 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty zdobywając decydujące o zwycięstwie Pacers 5 punktów w końcówce dogrywki.
- Klay Thompson - po raz kolejny zastąpił Stephena Currego na pozycji lidera w ilości zdobytych punktów wśród Warriors i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa nad Philadelphią 76ers 108:105. Nieoczekiwanie zacięty mecz najlepszej z najsłabszą ekipą NBA Thompson zakończył z 32 zdobytymi punktami, na które złożyło się 14 z 26 rzutów z gry, w tym 4/10 zza lini 7,24.
- DeMar DeRozan - obrońca Toronto Raptors wniósł największy wkład w zwycięstwo swojego zespołu nad Detroit Pistons 111:108. DeRozan rzucił w tym spotkaniu 29 punktów trafiając 10 z 21 rzutów z gry oraz 9 z 10 osobistych.
- Brook Lopez - kolejne dobre zawody w wykonaniu środkowego Brooklyn Nets nie przełożyły się jednak na zwycięstwo jego drużyny. Nets polegli w Nowym Orleanie 103:105, ale Lopezowi należą się słowa uznania za double-double na poziomie 33-10.
- Jeff Green - skrzydłowy Memphis Grizzlies poprowadził swój zespól do zwycięstwa 121:117 z Sacramento Kings. Green zdobył w trakcie 27 minut spędzonych na parkiecie 29 punktów, trafiając 11 z 16 rzutów z gry (w tym 3/5 za trzy pkt) oraz wszystkie 4 próby z lini rzutów wolnych.

Na minus:
- DeMarcus Cousins - sporo musiały kosztować lidera Sacramento dwa niesamowite występy na początku tego tygodnia, gdyż bardzo szybko zgasł i w ostatnich meczach kompletnie nie przypomina samego siebie z tamtych meczów. Tej nocy Boogie trafił zaledwie 3 rzuty z gry na 17 prób, z czego trzeci z nich wpadł na początku drugiej kwarty. Przez reszte spotkania Cousins miotał się chaotycznie po parkiecie chybiając raz za razem i tylko z lini rzutów osobistych zdobywał jakiekolwiek punkty. Zanotował też aż 6 strat i pod koniec meczu po starciu z Gasolem, który całym ciężarem ciała oparł się o nogę Cousinsa opuścił parkiet z grymasem bólu na twarzy. Królowie ostatecznie przegrali 117:121, a DMC musi ta porażkę wziąć na swoje barki bo rozegrał tej nocy naprawdę kiepskie zawody.


30 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Oklahoma lepsza od Houston, triple-double Westbrooka

Oklahoma City Thunder pokonała na własnym parkiecie Houston Rockets 116:108. Spotkanie było zapowiadane jako pojedynek strzelecki liderów obu ekip i tak też sie stało. Naprzeciwko duetu Durant-Westbrook stanął bowiem James Harden, który powrócił do miejsca gdzie w 2009 roku rozpoczynał swoją przygodę z NBA. W 2012 roku postanowił jednak poszukać szczęścia w innej drużynie i został liderem zespołu z Houston. Przy okazji wizyt Rakiet w Oklahomie Brodacz zawsze staje do pojedynku strzeleckiego z byłymi kolegami z drużyny, w którym to każdy z tych super strzelców chce udowodnić swoją wyższość nad przeciwnikiem. Tak było i tej nocy w Oklahomie, a gwiazdy NBA zakończyły swoje indywidualne zmagania remisem punktowym (Durant-Harden) oraz występem na poziomie triple-double (Westbrook). Sam mecz lepiej rozpoczęli goście z Teksasu i po pierwszej kwarcie prowadzili siedmioma punktami. Dwie nastepne kwarty przebiegały już pod dyktando gospodarzy, ale mecz był ciągle wyrównany i Rockets cały czas starali się dotrzymywać kroku dobrze usposobionym strzelecko Grzmotom. Dopiero na trzy minuty przed końcem spotkania skapitulowali, gdy Durant z Kanterem zdobyli w ciągu półtorej minuty 9 punktów z rzędu odskakując na bezpieczną odległość 14-stu oczek. Za ten mecz należą się słowa uznania conajmniej kilku graczom. Świetne zawody rozegrał Russell Westbrook, który popisał się 25-tym w karierze triple-double. Tym razem na jego wyczyn złożyło się 26 punktów, 10 zbiórek i 14 asyst. Wszystkie punkty rzucił w ciągu pierwszych trzech kwart, a w ostatniej skoncentrował się na asystach do bardzo dobrze usposobionych strzelecko kolegów z drużyny. Oczywiście prym w kwestiach wiódł snajperskich Kevin Durant, który zdobył w całym meczu 33 punkty, trafiając z wysoką skutecznością 11 z 18 rzutów z gry (2/5 za trzy punkty) oraz wszystkie 9 rzutów wolnych. KD dołożył do tego 12 zbiórek, 3 asysty oraz po 1 bloku i przechwycie. Świetnie spisał się również Enes Kanter, który uzyskał double-double rzucając 22 punkty i 10 razy zbierając piłki z tablic. Wsród pokonanych 33 punkty zdobył James Harden i dodał do nich po 7 zbiórek i asyst. Niewykluczone, iż obie drużyny wpadną na siebie już w pierwszej rundzie playoff (OKC na tą chwilę 3 miejsce, a Houston 7) i wówczas czekałaby nas naprawdę ciekawa walka okraszona znakomitymi indywidualnymi popisami jednych z najlepszych koszykarzy na świecie.


Na plus:

- Big Trio z Cleveland - Każdy z trzech liderów Cleveland Cavaliers miał tej nocy powody do dumy oraz wniósł swój wkład w zwycięstwo 114:106 nad Detroit Pistons. Kevin Love zdobył 29, Kyrie Irving 28, a LeBron James 20 punktów i był to pierwszy taki ich wspólny występ w obecnych rozgrywkach, w którym każdy z nich w jednym meczu zdobył co najmniej 20 pkt. LBJ podczas tego spotkania osiągnął barierę 26 000 punktów w karierze, a dokonał tego jako najmłodszy gracz w historii ligi mając 31 lat i 30 dni.
- Brook Lopez - środkowy Brooklyn Nets uzyskał 28 punktów, 12 zbiórek, 3 asysty oraz po 2 bloki i przechwyty w przegranym przez jego drużynę 79:91 wyjazdowym spotkaniu z Dallas Mavericks.
- Karl-Anthony Towns - świetną formę i wielkie umiejętności potwierdza wciąż pierwszoroczniak z Minnesoty. W spotkaniu przeciwko Utah Jazz popisał się kolejnym double-double zdobywając 32 punkty i zaliczając 12 zbiórek. Zagrał z bardzo wysoką skutecznością trafiając 13 z 17 rzutów z gry oraz wszystkie 5 osobistych. Szkoda tylko, że koledzy z drużyny Townsa nie poszli w jego ślady i Wilki uległy Jazzmanom 90:103.
- Chris Paul - rozgrywający LA Clippers poprowadził swój zespół do derbowego zwycięstwa z Lakersami 105:93. CP3 zdobył w tym meczu 27 punktów, trafiając 11 z 18 rzutów z gry (w tym 3/6 zza lini 7,24) oraz dodał do tego 7 asyst i 2 przechwyty.
- Giannis Antetokounmpo - skrzydłowy Milwaukee Bucks starał się jak mógł by Jelenie odniosły zwycięstwo w meczu przeciwko Miami Heat. Giannis prawie nie schodził z parkietu i spędził na nim aż 46 minut, w trakcie których uzyskał 28 punktów, 6 asyst, 4 zbiórki, 3 przechwyty i 2 bloki. Niestety nie przełożyło sie to na zwycięstwo Bucks, którzy ostatecznie polegli 103:107, przekreślając już praktycznie swoje szanse na udział w tegorocznym playoff.


Na minus:

- Andrew Wiggins - najlepszy pierwszoroczniak zeszłego sezonu nie popisał się tej nocy w Utah i zniweczył swoją grą świetny występ tegorocznego Rookie Karla-Anthonego Townsa. Wiggins trafił zaledwie 2 z 11 rzutów z gry, a na domiar złego nie zaliczył ani jednej zbiórki i asysty. Nic dziwnego więc, że Utah pokonała Minnesotę 103:90, a Wiggins tym występem mocno pogorszył swoje niezłe jak dotąd statysytki z tego sezonu.


29 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: dziesiąte z rzędu zwycięstwo Toronto

Toronto Raptors pokonali we własnej hali New York Knicks 103:93, odnosząc tym samym dziesiąte z rzędu zwycięstwo i umacniając się na drugim miejscu w Konferencji wschodniej. Raptors ustanowili tym zwycięstwem nowy rekord klubu, który jak do tej pory wynosił dziewięć zwycięstw z rzędu, a miał miejsce w sezonie 2001/02. Przed meczem ogłoszono listę zawodników rezerwowych tegorocznego All-Star Game, na której znalazł sie obrońca gospodarzy DeMar DeRozan. Dołączył on tym samym do kolegi z drużyny Kyle'a Lowrego, który głosami kibiców znalazł się w pierwszej piątce Meczu Gwiazd. Wystrzałowy duet Raptors postanowił uczcić tę nominację na swój sposób, czyli dobrą grą. Obaj Panowie jakby się umówili, bo zdobyli po 26 punktów, z tym że wystep Lowrego był nieco bardziej spektakularny, gdyż dołozył on do tego 10 asyst, 6 zbiórek i 3 przechwyty. No ale bycie starterem w Meczu Gwiazd zobowiązuje do gry zdecydowanie ponad przeciętność. Dzisiejszy mecz ułożył się dość szybko pod dyktando gospodarzy, którzy w pierwszej połowie zawodów zbudowali sobie kilkunastopunktową przewagę i kontrolowali ją już do końca nie pozwalając Knicksom zbliżyć się na maksymalnie 7 punktów . Na wyróżnienie oprócz backcourtu zasłużył też center ekipy z Toronto Jonas Valanciunas, głównie za 18 zebranych piłek z tablic, co przy 11 zdobytych punktach dało mu double-double. Wśród gości 20 punktów rzucił Arron Afflalo lecz bez swoich dwóch najlepszych graczy (Anthony i Porzingis) NYK nie mieli odpowiedniej siły przebicia by mysleć realnie o pokonaniu mocnych Raptorów. A Toronto zaczyna już żyć na całego zbliżającym się wielkimi krokami Meczem Gwiazd. Bilety na to wydarzenie zostały wyprzedane i za tydzień to kanadyjskie miasto stanie się przez pare dni stolicą światowej koszykówki.


Na plus:

- Ryan Anderson - skrzydłowy Pelikanów postanowił wziąć na swoje barki, pod nieobecność kontuzjowanych Davisa i Evansa, odpowiedzialność za wynik meczu z Sacramento Kings. Zrobił to nad wyraz dobrze gdyż NOP wygrali 114:105, a Anderson uzyskał w całym spotkaniu 36 punktów, na które zlożyło się 13/25 rzutów z gry (w tym 5/11 zza lini 7,24) i 5/6 celnych osobistych.
- Monta Ellis - obrońca Indiany poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Atlantą Hawks 111:92. Ellis był najlepszym strzelcem meczu zdobywając 25 punktów i dokładając do nich 6 asyst oraz po 5 zbiórek i przechwytów.
- Danilo Gallinari - dzięki dobrej postawie swojego włoskiego skrzydłowgo Denver Nuggets odnieśli dość niespodziewane zwycięstwo w Waszyngtonie pokonując miejscowych Wizards 117:113. Gallinari rzucił w tym meczu 26 punktów trafiając 8 z 15 rzutów z gry, w tym 4/5 za trzy punkty oraz 6/8 z lini rzutów wolnych.
- DeMarcus Cousins - Boogie przyzwyczaił nas ostatnio do pobijania kolejnych rekordów punktowych swojej dotychczasowej kariery. Dzisiejszy mecz w jego wykonaniu nie był może aż tak spektakularny i nie przyniósł zwycięstwa jego Królom, ale większość graczy i tak może tylko pomarzyć o wykręceniu takich cyferek. Zatem prześledźmy statystykę DMC: 26 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst i 5 bloków - to musi robić wrażenie.
- Jimmy Butler - obrońca Byków uświetnił swoją nominację na mecz Gwiazd dobrym występem przeciwko LA Lakers. Byki wygrały 114:91, a Butler uzyskał 26 punktów, 10 asyst, 5 zbiórek oraz 4 przechwytów.

Na minus:
- Paul George - bardzo słabe zawody przeciwko Atlancie rozegrał lider Indiany Pacers. Stwierdzam ten fakt z przykrością ponieważ postawiłem na jego over punktowy przed meczem i srodze sie zawiodłem. Wydawało mi się, iż po dwóch spotkaniach, w których rzucał +30 punktów oraz przed zbliżającym się wielkimi krokami Meczem Gwiazd PG13, będący starterem ekipy ze Wschodu będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Może chęci były, ale wykonanie okazało się słabiutkie i George zdobył zaledwie 11 punktów trafiając tylko dwa z jedenastu rzutów z gry. Trochę za słabo jak na lidera drużyny!


28 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Spurs znokautowali Rockets w derbach Teksasu

San Antonio Spurs pokonali we własnej hali Houston Rockets 130:99 odnosząc tym samym 39 zwycięstwo w obecnym sezonie. Ostrogi odbiły sobie tym meczem niepowodzenie z prestiżowego i wysoko przegranego spotkania z Golden State Warriors. Od początku meczu widać było chęć zmazania plamy jaką SAS dali w poniedziałek w Oakland i już w ciągu pierwszych 4 minut rzucili przeciwnikom zza miedzy 18 punktów, trafiając sześć z siedmiu pierwszych rzutów z gry. Goście jeszcze w pierwszej kwarcie dzielnie stawiali opór wyjątkowo nakręconym graczom z San Antonio, ale ofensywna nawałnica w drugiej kwarcie w wykonaniu Spurs pozostała już bez odpowiedzi ze strony Jamesa Hardena i jego kolegów z zespołu. Do przerwy SAS rzucili aż 69 punktów, tracąc tylko 49 i w zasadzie kwestia zwycięzcy tego meczu stała się jasna. Spurs jednak nie osiedli na laurach tylko cały czas forsowali grę do przodu, na którą słabo broniące Rakiety nie miały żadnej odpowiedzi i już w trzeciej kwarcie gracze z Houston marzyli tylko o tym, by zejść z parkietu i udać się pod prysznic. Trener Popovich w swoim stylu dał pograć w czwartej kwarcie zmiennikom, którzy nadal powiększali przewagę, głównie za sprawą dobrej gry Bobana Marjanovicia. Olbrzym z Serbii uzyskał w trakcie 16 minut gry 13 punktów i 10 zbiórek, zaliczając swoje pierwsze double-double na parkietach NBA. Tym samym wyczynem popisał się LaMarcus Aldridge zdobywając 25 punktów i 10 razy zbierając piłkę z tablic. Spurs ostatecznie wygrali różnicą 31 punktów i na pewno podbudowali nieco nadwątlone morale po wspomnianej na początku klęsce z Mistrzami z Golden State. A goście z Houston pokazali po raz kolejny w tym sezonie jak nie chce im sie kompletnie bronić i o tym meczu jak najszybciej będa chcieli zapomnieć.


Na plus:

- Klay Thompson - tym razem to właśnie Thompson został najlepszym graczem Wojowników i zrobił to w naprawdę świetnym stylu. GSW wygrali z Dallas 127:107, a Klay rzucił aż 45 punktów trafiając 14 z 20 rzutów z gry. Wśród tych rzutów było 7 celnych prób zza lini 7,24 (na 12 oddanych). Thompson trafił także wszystkie z 10-ciu podejść na lini rzutów wolnych i udowodnił, że siła duetu Splash Brothers nie musi spoczywać wyłącznie na barkach Stephena Currego.
- Zach LaVine - rezerwowy obrońca Minnesoty rozegrał świetne zawody przeciwko Oklahomie City Thunder. Jego zespół przegrał co prawda 123:126 ale LaVine zdobył w tym meczu 35 punktów trafiając 14 z 17 rzutów z gry (w tym 5/8 za trzy pkt). Szkoda tylko, że nie trafił kluczowej "trójki" na 24 sekundy przed końcem spotkania, gdyż ta akcja dawała Wilkom remis i możliwość powalczenia w dogrywce. Ale i tak brawa dla Zacha za ten występ!
- Kevin Durant - KD był ponownie najlepszym strzelcem swojej drużyny, a tym razem zdobył 27 punktów do których dołozył 9 zbiórek i 5 asyst.
- Andrew Drummond - bardzo solidne double-double zaliczył środkowy z Detroit w wygranym przez Tłoki 110:97 meczu z Philadelphią 76ers. Drummond rzucił Szóstkom 25 punktów i dołożył do nich 18 zbiórek.

Na minus:
- Kyrie Irving - słabiutki mecz rozgrywającego Cavaliers przeciwko Phoenix Suns. Cavs wygrali co prawda 115:93, ale nie dzięki grze Irvinga, który trafił zaledwie 4 z 11 rzutów z gry i spudłował wszystkie trzy próby zza lini 7,24. Asystami też się zbytnio nie popisał (tylko 3) i zdenerwowany swoimi poczynaniami przesiedział całą czwartą kwartę na ławce rezerwowych.


27 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Oklahomy w Nowym Jorku, 44 punkty Duranta

Dogrywka była potrzebna do wyłonienia zwycięzcy w pojedynku New York Knicks-Oklahoma City Thunder. Ostatecznie zwyciężyli gracze Grzmotów, a swój triumf zawdzięczają głównie świetnej postawie swoich liderów z Kevinem Durantem na czele. Spotkanie miało od samego początku bardzo wyrównany przebieg i w jego trakcie prowadzenie zmieniało się aż 20 razy, natomiast 22 razy notowaliśmy remis. Gdy więc na początku czwartej kwarty gospodarze objęli jedenastopunktowe prowadzenie wydawało się, że już go nie oddadzą do końca meczu. Jednak na sześć minut przed końcem meczu nastąpiło przebudzenie mocy Kevina Duranta, który sam postanowił wziąć w ręce losy swojej drużyny. Od tego momentu KD zdobył 13 punktów wliczając w to decydujący o doprowadzeniu do dogrywki rzut na 16 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry. Podczas przedłużonych pięciu minut lider OKC dorzucił jeszcze 7 punktów zachowując między innymi stoicki spokój stając czterokrotnie w ciągu ostatnich 30 sekund meczu na lini rzutów wolnych i nie myląc się ani razu. Durant ostatecznie zdobył 44 punkty pobijając swój najlepszy wynik w sezonie o jedno oczko. Na jego wyczyn złożyło sie 12/26 rzutów z gry (4/7 za trzy punkty) i 16/18 rzutów wolnych. W jego statystykach pojawiło sie także 14 zbiórek oraz 5 asyst. Dzielnie wspierał go drugi z liderów Oklahomy Russell Westbrook, który zakończył spotkanie w Nowym Jorku z dorobkiem 30 punktów, 10 asyst i 8 zbiórek. Słowa uznania należą się też Serge'owi Ibace, który skompletował double-double rzucając 12 punktów i zbierając 17 piłek z tablic. W drużynie gospodarzy zabrakło dziś narzekającego na bóle lewego kolana Carmelo Anthonego, a punkty rozkładały się równo wśród kilku zawodników całej drużyny. W decydujących momentach odpowiedzialność za wynik meczu starał sie brać na siebie Arron Afflalo, ale nie wychodziło mu to tak jakby sobie tego życzyli kibice NYK, a jego skuteczność 6/21 z gry mówi sama za siebie. Po wczorajszym nokaucie ze strony Golden State Warriors na San Antonio Spurs oczy kibiców skierowały się w stronę graczy z Oklahomy, której niesamowite możliwości gry w ataku mogą być receptą na fantastycznie grających Mistrzów NBA. Jeśli tylko Thunder dołożą do ofensywy dobra grę w obronie to możemy być świadkami naprawdę ciekawego pojedynku. Pierwszy z nich już wkrótce (6 lutego) w Oakland wyjaśni nam czy jakikolwiek zespół jest w stanie znaleźć receptę na Wojowników. Wierzę, że OKC są w stanie tego dokonać, gdyż mając w składzie takie żądła jak Durant i Westbrook mogą pójść na wymianę ciosów nawet ze Stephenem Currym i spółką i moim zdaniem wcale nie stoja na straconej pozycji.


Na plus:

- Paul George - lider Indiany Pacers rozegrał bardzo udane zawody przeciwko Los Angeles Clippers. PG13 uzyskał 31 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty oraz po 1 bloku i przechwycie. Niestety nie wystarczyło to do zwycięstwa Pacers, którzy ostatecznie ulegli na własnym parkiecie 89:91.
- Dwyane Wade, Chris Bosh - duet liderów Miami Heat poprowadził swój zespół do zwycięstwa 102:98 nad Brooklyn Nets, a obaj Panowie rzucili solidarnie po 27 punktów.
- Kyle Lowry - tym razem to rozgrywający Toronto okazał się najlepszym graczem meczu pomiędzy Raptorami i Washington Wizards. Raptors wygrali 102:89, a Lowry zdobył 29 punktów trafiając 8 z 14 rzutów z gry (w tym 5/9 zza lini 7,24) oraz wszystkie 8 prób z lini rzutów wolnych.


Na minus:

- DeMarcus Cousins - nie zawsze świeci słońce nawet na zachodnim wybrzeżu USA o czym przekonał się lider Sacramento Kings w przegranym przez jego drużynę 97:112 meczu przeciwko Portland Trail Blazers. Cousins trafił tylko 4 z 21 oddanych rzutów z gry i zaledwie 9 z 17 osobistych, co jak na jego możliwości jest bardzo przeciętnym wynikiem. Dwa wcześniejsze mecze DMC to średnia ponad 50 pkt na jedno spotkanie, ale aż takiej formy nie da się utrzymać zbyt długo. Szkoda tylko, że tąpnięcie u Boogiego było aż tak mocne, ale wierzę że to tylko jednorazowe potknięcie i szybko ponownie wróci do gry do jakiej nas przyzwyczaił, czyli na poziomie +30. 


26 Styczeń 2016


Wydarzenie dnia: Wyraźne zwycięstwo Warriors nad Spurs

Golden State Wariors vs San Antonio Spurs - na ten mecz musielismy czekać aż trzy miesiące. Z czterech zaplanowanych na sezon regularny potyczek między tymi zespołami pierwsza wypadła dopiero po rozegraniu już ponad połowy spotkań w regularnych rozgrywkach przez obie drużyny. W tym czasie obie ekipy zdominowały obecny sezon do spółki notując bilans 78-10, więc mogliśmy się spodziewać ciekawego i zaciętego spotkania z walką przypominającą fazę playoff. Czy tak się stało? Raczej nie, ale po kolei. Goście z San Antonio rozpoczęli batalię w Oracle Center jakby sparaliżowani faktem określenia ich mianem jedynej drużyny będącej w stanie stawić czoła obecnym Mistrzom NBA i od początku meczu popełniali mnóstwo błędów. W samej tylko pierwszej kwarcie zaliczyli 10 strat i wyraźnie mieli kłopoty z nadążaniem za szybkimi akcjami Wojowników. W barwach GSW prym od początku wiódł Stephen Curry, trafiając w swoim stylu trzypunktowe rzuty. Gospodarze też jednak popełniali sporo błędów i strat głównie próbując szybkich kontrataków po nieudanych próbach graczy z San Antonio. W barwach Spurs wyraźnie nie mógł sie odnaleźć od poczatku spotkania LaMarcus Aldridge, który pudłował niemiłosiernie proste rzuty z półdystansu, a najjaśniejszą postacią w SAS był zastępujący Tima Duncana David West, który do przerwy zdobył 12 punktów. U Wojowników zgodnie z oczekiwaniami najlepiej spisywał się Stephen Curry (19 pkt), dzięki któremu w głównej mierze Golden State prowadzili do przerwy 62:47. Jednak prawdziwe show w wykonaniu Stefka miało sie dopiero rozpocząć. W trzeciej kwarcie rzucił w ciągu 1.20 sekund 10 punktów z rzędu dla swojej drużyny, która objęła 20-sto punktowe prowadzenie 76:56. To oznaczało praktycznie koniec emocji w tym spotkaniu, które pokazało jak mocne jest obecnie Golden State Warriors! San Antonio Spurs wyglądali na ich tle jak dzieci zagubione we mgle i aż żal było patrzeć w jak bardzo ustępują Wojownikom w tym meczu. Po trzeciej kwarcie przewaga Warriors osiągnęła 29 punktów i było jasne, że ostatnia część tego starcia będzie pojedynkiem graczy rezerwowych. Ostatecznie Golden State zwyciężyli 120:90. Stephen Curry w ciągu 28 minut spędzonych na parkiecie zdobył 37 punktów, trafiając 12 z 20 rzutów z gry (w tym 6/9 zza lini 7,24) oraz wszystkie siedem rzutów osobistych. Spurs będą mieli jeszcze przynajmniej trzykrotnie w tym sezonie szansę do rewanżu, ale po dzisiejszym meczu aż ciężko sobie wyobrazić czym mogliby zaskoczyć Wojowników w nastepnych spotkaniach. Miejmy tylko nadzieję, że kolejne mecze będą chociaż bardziej zacięte i nie tak jednostronne jak to dzisiejsze.


Na plus:

- DeMarcus Cousins - dwa dni temu w meczu przeciwko Indianie Pacers gwiazdor Królów z Sacramento pobił swój rekord strzelecki uzyskując 48 punktów. Po meczu musiał chyba czuć niedosyt nieprzekroczenia granicy 50-ciu punktów i postanowił sobie powetować to w dzisiejszym starciu z Charlotte Hornets. Boogie zrobił to z nawiązką uzyskując ostatecznie 56 punktów, na które złożyło się 21 celnych rzutów z gry (w tym 1 za trzy pkt) i 13 osobistych. Szkoda tylko, że taki występ nie dał Królom zwycięstwa, gdyż Hornets ostatecznie triumfowali po dogrywce 129:128.
- James Harden - w bardzo dobrej formie utrzymuje sie od kilku spotkań lider Houston Rockets. Tej nocy uzyskał 35 punktów, 11 zbiórek i osiem asyst w zwycięskim 112:111 meczu przeciwko New Orleans Pelicans. Harden trafił 11 z 20 rzutów z gry (5/3 za trzy pkt) oraz wszystkie 10 prób z lini rzutów wolnych.
- Trevor Ariza - skrzydłowy Rockets dzielnie wspierał Hardena na parkiecie w Nowym Orleanie i zdobył ostatecznie 31 punktów, aż ośmiokrotnie trafiając zza lini 7,24 (na 11 prób).
- Jrue Holiday - niewiele brakowało by to właśnie obrońca Pelikanów został bohaterem meczu, w którym zapisał na swoim koncie 32 punkty, 9 asyst, 6 zbiórek oraz 3 przechwyty. W ostatnim rzucie meczu przestrzelił jednak "trójkę" i NOP musieli przełknąć gorycz porażki.
- Karl-Anthony Towns - pierwszoroczniak z Minnesoty pokazał się z bardzo dobrej strony w przegranym przez jego drużynę meczu w Cleveland 107:114. Towns uzyskał double-double rzucając 26 punktów i dokładając do tego 11 zbiórek. KAT czyni postępy dosłownie z meczu na mecz i pewnie zmierza w kierunku nagrody dla najlepszego debiutanta sezonu.
- Dwyane Wade - obrońca Miami Heat poprowadził swój zespół do wyjazdowego zwycięstwa z Chicago Bulls 89:84. D-Wade rzucił w tym meczu 28 punktów, do których dołożył 7 zbiórek i 5 asyst.
- Jeff Green - rezerwowy skrzydłowy Memphis Grizzlies okazał sie być ojcem zwycięstwa Miśków w starciu z Orlando Magic. Green na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry doprowadził do dogrywki, którą Memphis wykorzystało do zapewnienia sobie zwycięstwa 108:102. Green zaś z 30-ma punktami na koncie ustanowił swój strzelecki rekord sezonu.
- Reggie Jackson - obrońca Detroit Pistons zdobył 29 punktów w zwycięskim dla Tłoków wyjazdowym spotkaniu w Utah 95:92.


Na minus:

- Victor Oladipo - wyjatkowo nieudane zawody rozegrał obrońca Orlando Magic podczas meczu przeciwko Memphis Grizzlies. Oladipo spędził na parkiecie ponad 37 minut, w czasie których trafił tyko jeden rzut na dziesięć oddanych i zdobył w całym spotkaniu zaledwie 5 punktów.


24/25 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Houston z Dallas, triple-double Hardena

Houston Rockets pokonali we własnej hali Dallas Mavericks 115:104, a lider Rakiet James Harden zaliczył w tym meczu triple-double. Derby Teksasu były dziwnym spotkaniem, podczas którego sytuacja na parkiecie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Mecz lepiej zaczęli gospodarze, którzy już po trzech minutach gry objeli prowadzenie 12:4, a pierwszą kwarte zakończyli z siedmiopunktową przewagą. Druga odsłona spotkania przyniosła kompletny zwrot akcji i do przerwy to goście z Dallas wygrywali ośmioma punktami. Kiepsko do tego momentu radził sobie na parkiecie James Harden, ale gdy na początku trzeciej części gry rzucił celną "trójkę" dał sygnał do pogoni dla swoich kolegów z drużyny, która okazała sie na tyle skuteczna iż tą kwartę Rakiety wygrały 34:27 zbliżając sie do przeciwników na odległość jednego punktu. Rockets poczuli krew rywali i postanowili ich szybko dobić trafiając na początku czwartej odsłony w ciągu 50 sekund trzykrotnie zza lini 7,24. Oszołomieni gracze z Dallas nawet sie nie spostrzegli jak po kolejnych celnych rzutach gospodarzy ich przewaga wzrosła do siedemnastu punktów i było już w zasadzie po zawodach. Teraz publuczność w Toyota Center kibicowała już tylko miejscowemu idolowi Jamesowi Hardenowi w osiagnięciu triple-double. Brodaczowi brakowało jednej asysty, ale koledzy z drużyny zaczęli seryjnie pudłować rzuty za trzy punkty po jego podaniach. Gdy wydawało się, że tym razem ta sztuka się nie powiedzie Harden zdecydował sie na prostsze rozwiązanie i zagrał alley oopa z Clintem Capellą notując na swoim koncie upragnioną dziesiąta asystę i drugie w ciagu ostatnich trzech meczów triple-double. Jego statystyki po meczu pokazały 23 punkty, 15 zbiórek, 10 asyst i 2 bloki. Najlepszym strzelcem Rockets został jednak Trevor Ariza, który zanotował na swoim koncie 29 punktów trafiając 11 z 15 rzutów z gry, w tym 6/9 za trzy punkty. Wśród gości na wyróżnienie zasłużył zdobywca 31 oczek - Chandler Parsons, który zagrał z wysoką skutecznością wykorzystując 10 z 15 rzutów z gry i trafiając 5 z 6 rzutów zza lini 7,24. To było bardzo ważne zwycięstwo dla zespołu z Houston, gdyż od dzisiejszych przeciwników dzieli ich zaledwie jedno zwycięstwo i walka między tymi drużynami o wyższą pozycję przed playoffem będzie pewnie trwała do końca sezonu regularnego. Chyba, że Rakiety w końcu odpalą ze zdwojona siłą i zaatakują jeszcze pozycję w pierwszej czwórce by mieć w decydującej fazie sezonu przewagę własnego parkietu. Wcale nie jest to takie mission imposible...


Na plus:

- Brook Lopez - środkowy Brooklyn Nets zaliczył double-double w niespodziewanym zwycięstwie jego drużyny nad Oklahomą City Thunder 116:106. Na wyczyn Lopeza złożyło się 31 punktów i 10 zbiórek, a warto również wspomnieć o 3 blokach, które zaaplikował graczom rywali.
- Kevin Durant - Durantula zaliczył udany występ indywidualny, choć ten nie przerodził się w zwycięstwo jego zespołu. Mimo to 32 punkty, 10 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty i 1 blok na pewno upowazniają do wizyty w tej rubryce. Kamyczek do ogródka za 5 strat i skuteczność 2/10 za trzy punkty.
- Russell Westbrook - podobnie syttuacja ma się z jego kolegą z parkietu. Russ uzyskał w przegranym spotkaniu z Nets 27 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst i 1 przechwyt. Jednak porażka z Nets na pewno zabolała tego ambitnego zawodnika.
- ławka Toronto Raptors - 51 punktów zdobyli w sumie gracze rezerwowi Toronto Raptors i mieli bardzo duzy udział w zwycięstwie swojej drużyny nad Los Angeles Clippers 112:94. To właśnie za sprawą takich graczy jak Corey Joseph, Bismack Biyombo, Terrence Ross czy Patrick Patterson Raptory zaliczyły w drugiej kwarcie run 17:1 i odskoczyły rywalom na odległość pozwalającą kontrolować do końca przebieg meczu.


Na minus:

- Ish Smith - rozgrywający Philadelphii 76ers zagrał bardzo słabe zawody przeciwko Boston Celtics. Jego zespół poległ 92:112, a Smith miotał sie po parkiecie nie potrafiąc ani kreować odpowiednio gry (tylko 4 asysty i aż 3 straty) ani też punktować (3/12 z gry i tylko 7 pkt oraz 2 zaliczone czapy) na swoim nominalnym poziomie.


24 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: porażka Cleveland z Chicago na własnym parkiecie

Nie udał się debiut trenerski Tyronnowi Lue, który zastąpił w roli head coacha zwolnionego w piątek z tego stanowiska Davida Blatta. Cleveland Cavaliers przegrali bowiem na własnym parkiecie w kiepskim stylu z Chicago Bulls 83:96, a Lue zdawał się nie panować nad swoim zespołem, który grał bardzo chaotycznie. Cavs dobrze rozpoczęli to spotkanie i po pięciu minutach pierwszej kwarty prowadzili 14:8, a każdy z zawodników pierwszej piątki miał już zdobyte punkty na swoim koncie. Od tego momentu jednak coś się zacięło w tej drużynie i już do końca tej części meczu nie zdobyli ani jednego punktu zaczynając drugą kwartę z siedmiopunktowym deficytem. W drugiej części meczu, którą gospodarze wygrali dwoma punktami trwała wymiana ciosów, ale trzecia kwarta ponownie przyniosła zastój w grze Cleveland i 17-sto punktowe prowadzenie Byków na początku czwartej odsłony. Bardzo kiepsko do tego czasu grał LeBron James, który chybiał co chwila zarówno z gry jak i z osobistych, które cała drużyna wykonywała fatalnie, na przestrzeni meczu trafiając zaledwie 9 z 22 prób. To wszystko nie mogło się dobrze skończyć i mimo niezłej ostatniej kwarty w wykonaniu LBJ-a (16 punktów tylko w tej części gry) Cavs zeszli z parkietu pokonani rzucając zaledwie 83 punkty w całym spotkaniu i grając ze skutecznością 37,2 procent (35/94 z gry). Wśród gości na wyróżnienie zasłużył Pau Gasol, który zaliczył double-double na poziomie 25-10. LeBronowi zabrakło tylko jednej asysty do uzyskania triple-double (26 pkt, 13 zbr, 9 ast), ale na pewno nie zaliczy tego meczu do udanych, gdyż trafił zaledwie 11 razy na 27 prób z gry, chybiając wszystkie 5 rzutów za trzy punkty. Cavs muszą przemyśleć szybko swoje błędy i postarać się wrócić do swojej najlepszej gry, gdyż ostatnie starcia z mocnymi ekipami na własnym parkiecie (GSW, Chicago) kompletnie im nie wyszły i nie napawa to optymizmem przed drugą i zdecydowanie ważniejszą częścią sezonu.


Na plus:

- DeMarcus Cousins - wciąż znakomitą formę strzelecką utrzymuje lider Sacramento Kings, który licząc od początku roku po raz ósmy na przestrzeni jedenastu meczów przekroczył granicę 30-stu punktów w wygranym 108:97 meczu przeciwko Indianie Pacers. Boogie zdobył tym razem aż 48 punktów, dokładając do tego wyczynu 13 zbiórek. 48 oczek to nowy rekord kariery Cousinsa (dotychczasowy wynosił 41 pkt), a złozyło sie na niego 17/29 rzutów z gry (1/2 za trzy pkt) i 13/20 rzutów wolnych.
- Rajon Rondo - drugie z rzędu triple-double, a szóste w obecnym sezonie zaliczył w meczu przeciwko Indianie rozgrywający z Sacramento. Na ten wyczyn złożyło się tym razem 11 punktów oraz po 10 zbiórek i asyst, a swoje dwa ostatnie i zarazem decydujące o uzbieraniu triple-double punkty RR zdobył wykorzystując oba rzuty wolne na 18 sekund przed końcem spotkania.
- Paul George - skrzydłowy Indiany odpowiedział Cousinsowi 34-ma punktami tarfiając 9 z 20 rzutów z gry, ale na fantastyczną formę DeMarcusa nie było dzisiaj mocnych i George musiał zejść z parkietu jako przegrany mimo udanego indywidualnego występu.
- Damian Lillard - świetne zawody przeciwko Los Angeles Lakers rozegrał obrońca Portland Trail Blazers. Blazersi wygrali 121:103, a Lillard zdobył aż 36 punktów trafiając w niespełna 30 minut 14 z 19 rzutów z gry, w tym 5/8 zza lini 7,24.
- Tyson Chandler - środkowy Phoenix Suns wyrównał rekord w historii swojego zespołu w ilości zbiórek podczas wygranego przez Słońca 98:95 meczu z Atlantą Hawks. Chandler aż 27 razy zbierał piłki z tablic po niecelnych rzutach, z czego aż 13 w ofensywie. Do tego wyczynu dołożył 13 punktów, 5 asyst i 2 bloki rozgrywając tym samym swoje najlepsze spotkanie w tym sezonie.
- Danilo Gallinari - skrzydłowy Denver Nuggets poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Detroit Pistons 104:101. Gallinari zdobył 30 punktów trafiając najważniejszy rzut w meczu na 24 sekundy przed jego zakończeniem. Goście z Detroit próbowali odpowiedzieć decydującym ciosem, ale Reggie Jackson przestrzelił i zwycięstwo Denver stało sie faktem.


Na minus:

- Jeff Teague - cały czas kiepska forma u rozgrywającego Atlanty Hawks. Jastrzębie przegrały tej nocy ze słabiutkimi ostatnio Słońcami z Phoenix 95:98, a Teague ponownie nie popisał się trafiając zaledwie 4 z 13 rzutów z gry (w tym 1/6 za trzy pkt) i uzyskując 9 punktów w meczu. Zaliczył też zaledwie 3 asysty, co jak na osobę kreująca grę nie jest powalajacym wyczynem i do tego zaliczył aż 5 strat i tyle samo fauli nie potrafiąc czysto powstrzymać młodych obrońców Suns Archiego Goodwina i Devina Bookera. 


23 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Warriors nad Pacers, triple-double Currego i powrót Kerra na ławkę trenerską

Golden State Warriors odnieśli czterdzieste zwycięstwo w sezonie, pokonując Indianę Pacers 122:110, a ich lider Stephen Curry zaliczył w tym spotkaniu triple-double. Te dwa wydarzenia uświetniły powrót na ławkę trenerską Steve'a Kerra, który po poprzednim sezonie poddał się operacji pleców i do dzisiaj był zastępowany w roli head coacha przez swojego asystenta Luke'a Waltona. Kerr chyba nie mógł sobie wymarzyć lepszego prezentu od swoich graczy na debiut w obecnych rozgrywkach. Mecz od początku przebiegał pod dyktando Wojowników, którzy po pierwszej kwarcie wyszli na 14-sto punktowe prowadzenie i przez resztę meczu kontrolowali jego przebieg nie pozwalając gościom zbytnio zniwelować swojej przewagi. Fantastyczne zawody rozegrał po raz kolejny Stephen Curry, który na trzy minuty przed zakończeniem spotkania skompletował swoje drugie w sezonie, a siódme w karierze triple-double, a złożyło się na nie tym razem 39 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek. Steph trafił 11 z 19 rzutów z gry, z czego większość zza lini 7,24 (8/15) oraz wszystkie 9 rzutów wolnych. Na zakończenie pierwszej połowy meczu Curry popisał się celnym rzutem z własnej połowy boiska i odnoszę wrażenie, że gdyby wprowadzić dodatkowo punktowaną linię umieszczona w okolicach 10 metra to Stefek także trafiałby stamtąd z wysoką skutecznością. Wśród pokonanych na wyróżniene zasłużył pierwszoroczniak Myles Turner, który zdobył 31 punktów trafiając 12 z 17 rzutów z gry i 7 z 9 osobistych, ustanawiając tym samym nowy rekord punktowy swojej kariery. Golden State Warriors czeka w poniedziałek hitowy mecz z San Antonio Spurs, który pokaże nam prawdziwą wartość obu ekip i odpowie na pytanie czy ktoś jest w stanie zatrzymać Wojowników w tym sezonie.


Na plus:

- Kemba Walker - znów świetny wystep zanotował rozgrywający Charlotte Hornets podczas wygranego przez Szerszenie po dogrywce meczu z Orlando Magic 120:116. Walker zdobył w tym meczu 40 punktów, do których dołożył 7 zbiórek, 9 asyst i 4 przechwyty potwerdzając swoją znakomita formę w tym tygodniu.
- Victor Oladipo - obrońca Orlando Magic próbował dotrzymać kroku Walkerowi, ale jego licznik zatrzymał się na 29 punktach, co i tak jest najlepszym wynikiem Victora w obecnym sezonie.
- backcourt Bulls - z dobrej strony pokazali się podstawowi obrońcy Chicago Bulls w przegranym przez Byki 101:110 spotkaniu w Bostonie. Jimmy Butler uzyskał 28 punktów, 14 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty, a Derick Rose dodał od siebie 27 punktów 7 zbiórek oraz 3 asysty. Obaj trafiali też ze 100% skutecznością rzuty osobiste, a ekipie z Chicago zabrakło do zwycięstwa choćby przyzwoitej gry reszty drużyny (z wyjątkiem Pau Gasola).
- DeMar DeRozan - cały czas w znakomitej formie utrzymuje się obrońca Toronto Raptors. Tej nocy dzięki jego świetnej grze Raptory pokonały Mami Heat 101:81, a DMDR zdobył 33 punkty oraz dołożył do nich 6 zbiórek i 4 asysty.
- James Harden - Brodacz poprowadził Rakiety do zwycięstwa z Milwaukee Bucks 102:98 uzyskując w tym spotkaniu 30 punktów, 5 zbiórek, 8 asyst i 2 przechwyty.


Na minus:

- Orlando Magic - piąta porażka z rzędu i dziewiąta w ostatnich dziesięcu meczach to na pewno nie jest powód do dumy dla ekipy z Florydy. Tej nocy Orlando wypuściło z rąk 18-sto punktowe prowadzenie na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry i poległo ostatecznie po dogrywce 116:120. Jeszcze w zeszłym miesiącu wydawało się, iż Magic powalczą skutecznie o playoff, ale po tej katastrofalnej serii wymarzony cel bardzo sie od nich oddalił.

 


22 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Cavs lepsi od Clippers

Cleveland Cavaliers pokonali na własnym parkiecie Los Angeles Clippers 115:102 i umocnili sie na prowadzeniu w tabeli Konferencji wschodniej. Po srogich batach, jakie Cavs otrzymali w poprzednim meczu przed własną publicznością od Golden State Warriors, tym razem przyszedł czas na rehabilitację z innym mocnym przeciwnikiem z zachodniego wybrzeża. Mecz lepiej zaczęli goście i po pierwszej kwarcie wyszli na trzypunktowe prowadzenie, głównie za sprawą dobrej gry Chrisa Paula. Druga odłona spotkania to jednak popis zespołowej gry ekipy z Cleveland i prowadzenie do przerwy 59:50. W trzeciej kwarcie Cavaliers cały czas mądrze budowali swoją przewagę i gdy wyszli na 18-to punktowe prowadzenie dzięki celnym "trójkom" J.R. Smitha stało sie jasne, że tego meczu już nie przegrają. Ostatecznie wygrali 115:102, a kluczem do sukcesu była zbilansowana gra w ataku opierająca się na całej pierwszej piątce, z której każdy z zawodników uzyskał dwucyfrową zdobycz punktową, a LeBron James i Kevin Love uzbierali double-double. LBJ uzyskał ostatecznie 22 punkty, 12 asyst i 5 zbiórek, a Love do 18 zdobytych punktów dołożył 16 zbiórek. Bardzo dobre zawody rozegrał J.R. Smith, który rzucił 22 punkty trafiając z wysoką skutecznością 8/12, w tym 6/7 za trzy punkty. Coraz lepiej wyglada też gra Kyrie Irvinga i nie ma wątpliwości, że ten znakomity rozgrywający szybko dojdzie do formy po przebytej kontuzji i po przerwie na All Stars Game powinien już w pełni dać pokaz swoich fantastycznych możliwości. W ekipie z Kalifornii na wyróżnienie zasłużył Chris Paul, który zdobył w całym meczu 30 punktów oraz miał 9 asyst oraz po 3 zbiórki i przechwyty. LAC czekają już z niecierpliwością na Blake'a Griffina który w najbliższych dniach powinien dołączyć do drużyny po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej urazem mięśnia czworogłowego.


Na plus:

- Anthony Davis - gwiazdor Pelikanów poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Detroit Pistons 115:99. Podczas 36 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 32 punkty, 7 zbiórek oraz po 2 asysty i bloki.
- Rajon Rondo - piątym w sezonie triple-double popisał się rozgrywający Sacramento Kings w wygranym przez jego zespół 91:88 starciu z Atlantą Hawks. Rondo uzyskał 11 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst, a decydujące o swoim wyczynie dwa punkty zdobył na 13 sekund przed końcem meczu.
- Marc Gasol - środkowy Memphis Grizzlies był najlepszym zawodnikiem na parkiecie w wygranym przez jego druzynę starciu z Denver Nuggets 102:101. Gasol rzucił w meczu 27 punktów trafiając 9 z 14 rzutów z gry oraz 9/10 rzutów osobistych.


Na minus:

- Jeff Teague - po raz kolejny nie popisał sie pierwszy rozgrywający Atlanty Hawks, trafiając tylko 2 razy na 8 prób i kończąc mecz przeciwko Sacramento z zaledwie 4-ma punktami na koncie. Do tego należy dodać tylko 4 asysty i aż 3 straty, co spowodowało iż zdenerwowany poczynaniami swojego podopiecznego trener Mike Budenholzer nie wypuścił go nawet na chwilę w decydującej czwartej kwarcie spotkania.

 


21 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: potężne triple-double Hardena, mimo tego porażka Rockets z Pistons

James Harden popisał się pierwszym w tym sezonie i siódmym w karierze triple-double, co jednak nie uchroniło jego Houston od porażki 114:123 z Detroit Pistons. Wyczyn Hardena był o tyle spektakularny, iż na jego triple-double złożyło się 33 punkty, 17 zbiórek oraz 14 asyst więc śmiało można powiedzieć, że był na parkiecie dosłownie wszędzie. Szkoda jednak, iż nie uświetnił tego fantastycznego występu zwycięstwem swojej drużyny. Już pierwsza minuta spotkania znamionowała kłopoty Rakiet w tym meczu. Ich środkowy Dwight Howard skręcił bowiem kostkę w przypadkowym kontakcie ze swoim rozgrywającym Ty Lawsonem i nie powrócił już do gry do samego końca zmagań. Ułatwił tym samym walkę na tablicach centrowi Tłoków Andrew Drummondowi, który zaliczył 11 zbiórek, w tym 5 w ofensywie. Drummond aż 36 razy stawał na lini rzutów wolnych, trafiając tylko 13 razy i udowadniając, że jest najgorzej egzekwującym graczem w lidze ten element koszykarskiego rzemiosła. Pistons zagrali jednak bardzo zespołowo i każdy z graczy pierwszej piątki uzyskał co najmniej 17 punktów, co dało efekt w postaci końcowego sukcesu.


Na plus:

- DeMar DeRozan - obrońca Toronto Raptors rzucił 34 punkty w wygranym 115:109 spotkaniu z Boston Celtics. DeRozan trafił 13 z 25 rzutów z gry oraz 8/9 z lini rzutów wolnych.
- Carmelo Anthony - skrzydłowy Knicks był najlepszym graczem w spotkaniu jego drużyny z Utah Jazz. NYK wygrali po dogrywce 118:111, a Melo uzyskał 30 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst.
- DeMarcus Cousins - kolejne double-double na wysokim poziomie zaliczył Boogie w wygranym przez Kings 112:93 meczu z LA Lakers. DMC zdobył 36 punktów i zebrał 16 piłek z tablic, a do tego dodał 3 asysty i po jednym bloku oraz przechwycie.
- Stephen Curry - Stefek poprowadził Golden State Warriors do pewnego zwycięstwa w Chicago 125:94. W trakcie 33 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 25 punktów, 11 asyst, 7 zbiórek oraz 2 przechwyty.
- Derrick Rose - obrońca Byków zdobył 29 punktów w meczu przeciwko Wojownikom. Trafił 12 z 22 rzutów z gry oraz wszystkie 5 osobistych.
- Russell Westbrook - Russ w zwycięskim 109:95 dla jego Thunder meczu z Charlotte Hornets uzyskał 16 punktów, 15 asyst, 8 zbiórek i 5 przechwytów. Takie cyferki wykręcił w ciągu 27 minut spędzonych na parkiecie i na pewno jego występ skończyłby się kolejnym w jego karierze triple-double gdyby nie fakt wysokiego prowadzenia OKC, dzieki któremu Westbrook nie pojawił sie wogóle w czwartej kwarcie tego meczu.
- Chandler Parsons - skrzydłowy Dallas poprowadził swój zespół do zwycięstwa po dogrywce z Minnesotą Timberwolves 106:94. Parsons zdobył w tym meczu 30 punktów, z czego 7 w przedłużonym czasie gry.


Na minus:

- Pau Gasol - kompletnie nie mógł się odnaleźć środkowy Byków w przegranym starciu z Golden State Warriors. Gasol zakończył mecz z zaledwie jednym zdobytym punktem, nie trafiając żadnego z ośmiu rzutów z gry i zaliczając dodatkowo dwie straty. Jedyne plus to osiem zebranych piłek, ale to zdecydowanie za mało jak na gracza o tak dużych umiejętnościach.

 


20 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: piąte z rzędu zwycięstwo Oklahomy

Oklahoma City Thunder pokonali w Denver z miejscowych Nuggets 110:104, odnosząc tym samym piąte zwycięstwo z rzędu. Do końcowego triumfu poprowadził ich niezawodny duet Kevin Durant-Russell Westbrook. Obaj zaliczyli w tym spotkaniu double-double, z tym że Durant skompletował je razem ze zbiórkami, natomiast Westbrook do punktów dodał asysty. KD ostatecznie zakończył mecz z 30-ma punktami i 12 zbiórkami na swoim koncie. Dodał też do nich 4 asysty i po 2 bloki oraz przechwyty. Russ natomiast uzyskał 27 punktów, 12 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty. Za występ w tym spotkaniu należy też pochwalić w barwach Grzmotów Enesa Kantera, który zdobył 25 punktów, trafiając 10 z 14 rzutów z gry. Wśród pokonanych najwięcej punktów - 27 uzbierał Danilo Gallinari. OKC mając w swoich szeregach tak fantastycznych graczy jak Durant i Westbrook na pewno musi być rozpatrywana jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do walki o mistrzostwo NBA. Jeśli podczas playoffów dorzucą do swojej niesamowitej ofensywy również nieustępliwą grę obronną to każda ekipa w lidze może mieć z nimi problemy, a żądni swoich pierwszych mistrzowskich pierścieni Durant, Westbrook i spółka moga być w tym czasie nieobliczalni. Byle tylko głowy im wytrzymały...


Na plus:

- Anthony Davis - lider Pelikanów poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Minnesotą Timberwolves 114:99. Davis zdobył w tym spotkaniu 35 punktów trafiając z ponad pięćdziesięcio procentową skutecznością z gry (13/22).
- Devin Booker - pierwszoroczniak z Phoenix rzucił rekordowe w swojej karierze 32 punkty w przegranym przez Słońca 94:97 meczu z Indianą Pacers. Suns doznali 14 w ostatnich 15 spotkaniach porażki i ten sezon mają już spisany na straty, więc tym bardziej powinni ogrywać właśnie takich graczy jak Booker z myślą o przyszłorocznych rozgrywkach.


Na minus:

- backcourt Miami - obaj wyjściowi obrońcy Heat zawiedli na całej lini w przegranym 79:91 spotkaniu z Milwaukee Bucks. Zarówno Wade jak i zastępujący kontuzjowanego Draica Tyler Johnson nie potrafili wejść dobrze w mecz i do jego końca nie udało im się niczego dobrego zwojować na parkiecie własnej hali. Wspólnie zdobyli zaledwie 5 punktów trafiając tylko 1 z 12 oddanych rzutów z gry.

 


18/19 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: 52 punkty Kemby Walkera

Rozgrywający Charlotte Hornets Kemba Walker ustanowił swój rekord kariery w zwycięskim dla jego drużyny meczu z Utah Jazz 124:119. 52 rzucone przez niego punkty są także nowym rekordem w dziejach ekipy z Charlotte. Dotychczasowy najlepszy indywidualny występ w dziejach Hornets zanotował Glenn Rice w 1997 roku rzucając 48 punktów przeciwko Boston Celtics. Tego wieczoru Szerszenie potrzebowały dwóch dogrywek by ostatecznie pokonać ekipę z Salt Lake City, a Kemba Walker mógł dzięki takiemu obrotowi spraw dołączyć do szacownego grona zawodników, którzy zdobyli ponad 50 punktów na parkietach NBA. Już początek meczu znamionował, iż mogą to być wyjatkowe zawody w wykonaniu rozgrywającego Hornets. Tylko w pierwszej kwarcie Walker rzucił 18 punktów, w ciągu dwóch minut trafiając trzykrotnie za trzy punkty. Do przerwy miał na swoim koncie 23 punkty, a Charlotte prowadzili 52:43. Koszykarze Utah rozpoczęli swoją pogoń w czwartej odsłonie meczu i na niecałe trzy minuty przed końcem spotkania objeli prowadzenie 90:88. Wówczas ponownie przypomniał o sobie bohater dnia rzucając 5 z ostatnich 8 punktów dla swojej drużyny. Celna "trójka" Burke'a doprowadziła do pierwszsej dogrywki, która nie przyniosła rozstrzygnięcia. Druga okazała się być już ostateczną, a o sukcesie Szerszeni zadecydowały celne rzut Walkera z lini osobistych. Na 58 możliwych minut Kemba Walker spedził na parkiecie prawie 47 i w tym czasie uzyskał 52 punkty, 9 zbiórek, 8 asyst i 2 przechwyty. Wykonał w ciągu całego meczu 34 rzuty z gry, z których 14 okazało sie celnych. Sześciokrotnie (na 11 prób) trafił za trzy punkty, a z lini rzutów wolnych pomylił sie zaledwie raz na 15 prób. Wśród gości prym wiódł Gordon Hayward, który na swoim koncie zapisał 36 punktów, 9 asyst, 5 zbiórek, 2 przechwyty i jeden blok. Nie wystarczyło to jednak na świetnie dysponowanego Walkera i jego kolegów z drużyny, ale Jazzmani tym występem mocno poprawili swoją średnią zdobywanych punktów na jedno spotkanie, która do tego meczu wynosiła 96,5 pkt i była jedną z nizszych w lidze.


Na plus:

- J.J. Redick - obrońca LA Clippers był ojcem zwycięstwa swojego zespołu nad Houston Rockets 140:132. Redick zdobył w tym meczu aż 40 punktów trafiając 11 z 19 rzutów z gry, w tym aż 9 razy za trzy punkty.
- Dwight Howard - środkowy Rakiet zaliczył potężne double-double uzyskując 36 punktów i 26 zbiórek w przegranym ostatecznie po dogrywce meczu z Clippersami.
- Stephen Curry - najlepszy obecnie koszykarz w lidze dał sie mocno we znaki drużynie Cleveland Cavaliers, która została wręcz rozbita przez jego Golden State Warriors przed własna publicznością 132:98. Curry zdobył w tym meczu 35 punktów trafiając 12 z 18 rzutów z gry, z czego aż siedmiokrotnie zza lini 7,24.
- Pau Gasol - bardzo dobry mecz przeciwko Detroit Pistons rozegrał środkowy Byków z Chicago. Bulls wygrali 111:101, a Gasol uzyskał 31 punktów, 12 zbiórek oraz po 3 asysty i bloki. Na uwagę zasługuje dobra skuteczność Gasola, który trafiał świetnie z dystansu (13/18) udowadniając, że ma chyba najlepiej ułożoną rękę spośród wszystkich centrów w lidze NBA.
- DeMar DeRozan, Kyle Lowry - backcourt Toronto Raptors popisał się zdobyciem ponad połowy punktów swojej drużyny, która wygrała z Brooklyn Nets 112:100. Obaj obwodowi gracze Raptorów rzucili co najmniej 30 punktów (DeRozan 30, Lowry 31) i zasłużyli na pochwały, ale bardziej spektakularny był występ Lowry'ego. Trafił on bowiem 10 z 13 prób z gry, w tym aż 7/9 rzutów za trzy punkty, dokładając do tego 8 asyst i 3 przechwyty.
- Brook Lopez - środkowy z Brooklynu był najlepszym zawodnikiem Nets w przegranym starciu z Toronto. Zaliczył w tym spotkaniu double-double na poziomie 29-10 oraz dołożył do tego wyczynu 3 asysty, 2 bloki i 1 przechwyt.
- Dirk Nowitzki - po wczorajszym nieudanym występie przeciwko San Antonio, dzisiaj w pełni sie zrehabilitował prowadząc swoje Dallas do zwycięstwa nad Bostonem po dogrywce 118:113. Dirk zdobył w meczu 30 punktów, do których dołożył 11 zbiórek i 2 przechwyty. Jego skuteczność nie była może porażająca (8/21 z gry), ale jak zwykle zachował zimną krew na lini rzutów wolnych trafiając 12 z 13 prób, w tym dwa decydujące o zwycięstwie Mavs pod koniec dogrywki.


Na minus:

- John Wall - nie udał sie rozgrywającemu Washington Wizards występ przeciwko Portland Trail Blazers. Czarodzieje przegrali ten mecz 98:108, a Wall trafił zaledwie 4 rzuty w całym meczu na 17 oddanych prób. Co prawda 10-cio krotnie asystował kolegom przy ich punktach, ale to jego słaba skuteczność rzutowa była przyczyną porażki Wizards. Na jego usprawiedliwienie trzeba stwierdzić, iż ostatnio był bardzo mocno eksploatowany w związku z kontuzjami kolegów z drużyny i być może to był właśnie powód tak słabego wystepu tego świetnego zawodnika.

 


18 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Thunder lepsi od Heat, triple-double Westbrooka

Oklahoma City Thunder zwyciężyła przed własną publicznością Miami Heat 99:74. Bohaterem meczu okazał się Russell Westbrook, który po raz drugi z rzędu i piąty w obecnych rozgrywkach ustanowił triple-double. Na jego wyczyn złożyło sie tym razem 13 punktów, 10 zbiórek i 15 asyst. Samo spotkanie było wyrównane zaledwie do przerwy, na którą gracze OKC schodzili z prowadzeniem 44:42. W trzeciej kwarcie gospodarze zaliczyli dość szybko run 15:2 i stało się jasne, że tego meczu nie przegrają. Bardzo dobrze grający do tej pory, obchodzący tego dnia swoje 34-te urodziny, Dwyane Wade (24 pkt) opadł z sił i Oklahoma wygrała ostatecznie w łatwy sposób 25-ma punktami. W ekipie Grzmotów oprócz Westbrooka na wyróżnienie zasłużył Kevin Durant, który uzbierał double-double na poziomie 24-10.


Na plus:

- James Harden - lider Houston Rockets poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Los Angeles nad miejscowymi Lakers 112:95. Harden rzucił 31 punktów trafiając 10 z 17 rzutów z gry (w tym 4/7 zza lini 7,24) oraz 7 z 10-ciu rzutów wolnych.


Na minus:

- Dirk Nowitzki - słabiutki tym razem występ weterana z Dallas przyczynił sie do porażki jego Mavericks 83:112 w spotkaniu z San Antonio Spurs. Niemiecki skrzydłowy ewidentnie nie miał swojego dnia i rzucał z gry ze skutecznością zaledwie 20% (2/10) zdobywając tylko 4 punkty w meczu. Żadna z trzech prób rzutów za trzy punkty nie znalazła drogi do kosza, co zdarza sie Dirkowi bardzo rzadko tak jak ogólnie takie słabe wystepy.

 


17 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: wyraźna porażka Golden State w Detroit

Golden State Warriors doznali czwartej porażki w obecnym sezonie ulegając na wyjeździe Detroit Pistons 95:113. Już początek meczu znamionował, iż Tłoki nie mają zamiaru połozyć się przed Wojownikami i gospodarze wyszli na prowadzenie 9:2. Pierwszą kwartę wygrali jednak goście 30:27, ale koncert gry Pistons rozpoczął się w drugiej odsłonie meczu. Rezerwowi gracze Detroit rozpoczęli tę kwartę od mocnego uderzenia zaliczając run 15:3, a powrót pierwszych piątek utrzymał ten stan rzeczy i na przerwę gospodarze schodzili z prowadzeniem 65:49. W trakcie przerwy pod kopułą hali Palace of Auburn Hills zawisła koszulka uhonorowanego jej zastrzeżeniem mistrza NBA z 2004 roku w barwach Pistons - Rasheeda Wallace'a. W trzeciej kwarcie GSW odrobili pięć punktów, ale gracze z Detroit byli tego dnia bardzo dobrze dysponowani i nie dali się dojść Wojownikom w ostatniej części meczu powiększając przewagę i ostatecznie zwyciężając przewagą 18 punktów. Bardzo dobre zawody rozegrał środkowy Tłoków Andrew Drummond, który zdobył 14 punktów oraz zaliczył 21 zbiórek i 3 bloki. Przez cały mecz iskrzyło pomiędzy nim i Draymondem Greenem, co poskutkowało ostatecznie technicznym upomnieniem dla skrzydłowego Warriors oraz potężnym blokiem otrzymanym od zdenerwowanego Drummonda. Wśród gości świetnie spisał się Stephen Curry, ale tym razem może z wyjątkiem Klaya Thompsona był w swoich staraniach odosobniony. Curry zaliczył ostatecznie 38 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty ale musiał się pogodzić z czwartą porażką swojej drużyny w tym sezonie. Wojonicy złapali chyba lekką zadyszkę i już zostali w tyle w wirtualnym wyścigu z ekipa Byków z sezonu 95/96, którzy na tym etapie swojego rekordowego sezonu mieli bilans 38-3.


Na plus:

- John Wall - kolejny znakomity mecz w wykonaniu rozgrywającego Washington Wizards. Wall uzyskał w przegranym 117:119 meczu z Boston Celtics 36 punktów, 13 asyst, 7 zbiórek i aż 7 przechwytów. Szkoda, że tak dobrego występu indywidualnego nie przełożył na zwycięstwo zespołu, choć kto wie co by było gdyby trafił prosty layup w ostatniej sekundzie meczu i doprowadził tym samym do dogrywki.
- Isiah Thomas - rozgrywający Celtów poprowadził swoją drużynę do triumfu w Waszyngtonie. W ciągu 33 minut spędzonych na parkiecie zdobył 32 punkty trafiając głownie za trzy punkty (5/7) oraz z lini rzutów wolnch (15/16).
- Marc Gasol - środkowy Mempis Grizzlies rozegrał bardzo dobry mecz przeciwko New York Knicks i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo 103:95. Młodszy z braci Gasol rzucił 37 punktów, do których dołożył 8 zbiórek oraz po 3 asysty i bloki.
- Rudy Gobert - center Utah Jazz zaliczył mocne double-double w wygranym przez jego zespół 109:82 spotkaniu z LA Lakers. Gobert uzyskał po 18 punktów i zbiórek, a do tego dołożył coś ze swojej największej specjalności czyli 5 bloków.


Na minus:

- Damian Lillard - nie popisał się tej nocy lider Portland Trail Blazers w meczu przeciwko słabiutkiej Philadelphii 76ers. Jego zespół przegrał dość wyraźnie z najsłabszą drużyną ligi 89:114, a Lillard zagrał z bardzo słabą skutecznością trafiając zaledwie 4 z 18 rzutów z gry (w tym 1/6 za trzy punkty). Nie popisał się też podczas kreowania gry zaliczając tylko 2 asysty, czyli tyle samo ile strat w trakcie całego meczu.

 


16 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięska pogoń Miami i triple-double Whiteside'a

Miami Heat pokonało w wyjazdowym spotkaniu Denver Nuggets 98:95 odrabiając 18-to punktowy deficyt z początku trzeciej kwarty. Wydarzeniem tego meczu było trzecie w karierze, a drugie w obecnym sezonie triple-double środkowego ekipy z Florydy Hassana Whiteside'a. Jak zwykle skompletował on swój wyczyn poprzez dodanie conajmniej dziesięciu bloków do zdobytych punktów i uzyskanych zbiórek. Dzisiejszej nocy jego statystyki pokazały nastepujący zestaw: 19 pkt, 17 zbr i 11 blk. Wart podkreślenia jest fakt, iż Heat osiągnęli ten sukces grając bez swojego podstawowego backcourtu. Z powodu kontuzji spotkanie w Denver opuścili zarówno Dwyane Wade jak i Goran Dragic. Na szczęście dla kibiców Miami na wysokości zadania stanęli obaj wysocy gracze ich drużyny, gdyż obok fantastycznego Whiteside'a bardzo udane zawody rozegrał również zdobywca 24 punktów - Chris Bosch, który trafiał w decydujących momentach meczu. Naprawdę wielkie słowa uznania należą się frontcourtowi Miami za ten występ, a młody Whiteside będzie miał po sezonie bardzo mocne argumenty w ręku do znacznego podniesienia swojej gaży przez zarządzających klubem z Miami. Będąc świadkami takich wystepów chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, iż podwyżka i to niemała mu się po prostu należy, bo jego obecne dochody to zaledwie niecały milion dolarów za sezon. W 2016 roku stanie się zastrzeżonym wolnym agentem i Heat będą mieli pierwszeństwo przy przedłużaniu kontraktu, tylko muszą się liczyć z wygórowanymi żądaniami swojego centra. A ewentualna kolejka chętnych po takiego zawodnika ustawi się na pewno spora!


Na plus:

- Russell Westbrook - obrońca Oklahomy po raz 23-ci w karierze i 4-ty w obecnym sezonie uzbierał triple-double w zwycięskim dla Thunder pojedynku z Minnesotą Timberwolves 113:93. Na ten wyczyn złożyło się tym razem 12 zdobytych punktów, 11 zbiórek i 10 asyst. Wart podkreślenia jest fakt, iż Russ dokonał tego wyczynu w ciągu 27 minut spędzonych na parkiecie i całą czwartą kwartę przesiedział już na ławce rezerwowych ze względu na dużą przewagę OKC nad rywalami.
- John Wall - rozgrywający Washington Wizards poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Indianie nad miejscowymi Pacers 118:104. Wall uzyskał w tym meczu 28 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst. Na wyróżnienie zasłużyła też ławka rezerwowych Czarodziejów, której zawodnicy zdobyli wspólnie aż 67 punktów, podczas gdy ich odpowiednicy z Indiany tylko 36.
- Damian Lillard - lider Blazersów był ojcem sukcesu ekipy Portland w zwycieskim 116:104 meczu z Brooklyn Nets. Lillard rzucił 33 punkty trafiając 13 z 24 rzutów z gry (w tym 5/10 za trzy pkt). Nie zapominał też o kolegach z zespołu 10 razy umożliwiając im bezpośrednie zdobycie punktów i kompletując tym samym double-double.
- Ryan Anderson, Anthony Davis - duet z Nowego Orleanu zadecydował o zwycięstwie Pelikanów 109:107 w spotkaniu z Charlotte Hornets. Anderson rozegrał świetny mecz rzucając 32 punkty, na które złożyło się 12 celnych rzutów z gry (na 19 prób), w tym 6/8 za trzy punkty. W decydującym momencie tego spotkania zapunktował jednak Anthony Davis, który na 2 sekundy przed końcem udanym alley oopem przesądził o zwycięstwie NOP.
- Giannis Antetokounmpo - skrzydłowy Milwaukee Bucks zaliczył pokaźne double -double podczas zwycięskiego dla jego Jeleni starcia z Atlantą Hawks. Bucks wygrali po dogrywce 108:101, a Giannis zdobył 28 punktów i dodał do nich 16 zbiórek.


Na minus:

- James Harden - liderowi Rakiet z Houston kompletnie nie wyszedł prestiżowy mecz przeciwko Cleveland Cavaliers. Drugi strzelec w klasyfikaji punktujacych całej ligi zdobył zledwie 11 punktów trafiając tylko 2 z 10 rzutów z gry oraz pudłując wszystkie pięć prób zza lini 7,24. Gdy do tego dodamy aż 8 strat w jego wykonaniu to nie dziwi fakt zdobycia tylko 77 punktów przez Rockets i łatwa porażkę z Cavs, które na swoim koncie zapisało o 14 punktów więcej.

 


15 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: rekordowy występ Butlera

Jimmy Butler osiągnął rekordową w karierze zdobycz punktową w wygranym po dogrywce przez jego Chicago Bulls meczu z Philadelphia 76ers 115:111. Obrońca Byków zdobył w tym spotkaniu aż 53 punkty czym wyrównał najlepsze dotychczasowe osiagnięcie tego sezonu ustanowione na początku listopada przez Stephena Currego. W ciągu 49-ciu minut spędzonych na parkiecie Butler oddał 30 rzutów trafiając z równo 50-cio procentową skutecznością (także przy próbach rzutów za trzy punkty 2/4). Do tego dodał 21 z 25-ciu celnych trafień z lini rzutów wolnych, co ostatecznie dało mu 53 zdobyte punkty w meczu. Samo spotkanie miało dość dziwny przebieg, gdyż najsłabsza drużyna ligi szybko odskoczyła wyraźnie Bykom prowadząc w połowie drugiej kwarty już 24-ma punktami (50:26). Phila słynie jednak z tracenia każdej możliwej przewagi i tak też się stało tym razem. Dzięki znakomitej grze Butlera Chicago szybko zniwelowało przewagę gospodarzy, którzy na czwartą kwartę wychodzili z zaledwie dwupunktowym prowadzeniem. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Byki objęły prowadzenie 104:101 i wydawało się, iż zakończą ten mecz w ciągu 48 minut jednak celny rzut za trzy punkty Isha Smitha doprowadził do dogrywki. W trakcie dodatkowych pięciu minut sprawy w swoje ręce wziął rezerwowy E'Twaun Moore, który w ciągu jednej minuty zdobył 7 punktów i pozbawił graczy z Filadelfii złudzeń odnośnie zwycięstwa w tym spotkaniu. Jimmy Butler dołożył w dogrywce jeszcze 2 punkty do swojego rekordowego wyczynu i zakończył mecz z imponującym wynikiem indywidualnym uzyskując oprócz zdobytych 53 punktów 10 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty. Czapki z głów przed Jimmim, który w nowym roku imponuje fantastyczną formą i kto wie czy w od czasów Michaela Jordana nie zobaczymy ponownie w barwach Byków indywidualnego występu na poziomie + 60.


Na plus:

- DeMarcus Cousins - potężne double-double zaliczył Boogie w wygranym przez jego Sacramento wyjazdowym spotkaniu z Utah Jazz 103:101. Cousins zdobył 36 punktów i zebrał z tablic 17 piłek, a do tego dołozył po 1 asyście, bloku i przechwycie.
- Kawhi Leonard - skrzydłowy San Antonio Spurs uzyskał double-double w zwycięskim dla jego zespołu prestiżowym spotkaniu z Cleveland Cavaliers 99:95. Leonard uzyskał w tym spotkaniu 20 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst, 2 bloki i 1 przechwyt. Nie dał też jak zwykle rozwinąć skrzydeł LeBronowi Jamesowi koncentrując się przez cały mecz na jak największym ograniczeniu ofensywnych zapędów Króla Jamesa, który ostatecznie zdobył 22 punkty (czyli poniżej jego średniej z sezonu).
- Mario Chalmers - rozgrywający Memphis Grizzlies był architektem zwycięstwa Miśków nad Detroit Pistons 103:101. Chalmers zapisał na swoim koncie w tym spotkaniu 25 punktów, 3 zbiórki, 8 asyst i 4 przechwyty. W ciągu ostatniej 1,5 minuty gry zdobył 7 punktów, w tym decydującego o zwycięstwie game winnera w ostatniej sekundzie meczu.


Na minus:

- Danny Green - ponownie obrońca San Antonio w tym zestawieniu, ale nie mogłem przejść obojętnie obok jego wystepu przeciwko Cleveland. Jeden celny rzut na siedem prób to w zasadzie jego standard w tym sezonie, ale ten świetny niegdyś zawodnik dosłownie snuł sie po parkiecie nie wnosząc kompletnie nic w poczynania ofensywne swojej drużyny. W ciągu 22 minut zaliczył dwie zbiórki i stratę, nie robiąc nawet jednej asysty. SAS radzą sobie naprawdę dobrze w tym sezonie i wydają sie być najpoważniejszym kandydatem do detronizacji Golden State Warriors, ale oby tych planów nie zaburzył gracz z numerem 14 na koszulce, bo tegoroczne rozgrywki są dla niego jak na razie jednym wielkim rozczarowaniem.

 


14 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: porażka Golden State w Denver

Golden State Warriors doznali trzeciej w tym sezonie porażki przegrywając wyjazdowy mecz z Denver Nuggets 110:112. Obie drużyny uraczyły nas bardzo ciekawym widowiskiem, które trzymało w napięciu do ostatniej sekundy. Gospodarze od początku meczu grali z Mistrzami NBA jak równy z równym i po dwóch kwartach prowadzili jednym punktem. Trzecia odsłona tego spotkania przyniosła powiększenie przewagi Nuggets do 10-ciu punktów głównie za sprawą świetnej skuteczności na lini rzutów wolnych Danilo Gallinariego. Jeszcze na sześć minut przed końcem zawodów Denver prowadziło jedenastoma punktami i wówczas zdnerwowany obrotem spraw ciężar gry wziął na siebie Stephen Curry. Zaczął raz za razem punktować z różnych pozycji zbierając na swoim koncie w ciągu 6 minut aż 20 punktów. Gospodarze jednak wytrzymali ciśnienie i odpowiadali na tyle skutecznie by wciąż utrzymayać lekką przewagę. Gdy na minutę przed końcem meczu prowadzili siedmioma punktami wydawało się, iż GSW już nie dadzą rady, a jednak Curry i Thompson celnymi rzutami zza lini 7,24 wlali nadzieje w serca kibiców Wojowników. Gdy Gallinari na trzy sekundy przed końcem przestrzelił jeden z rzutów wolnych dla Wariors otworzyła się szansa na zwycięstwo. Wszyscy spodziewali się decydującego ciosu ze strony Stephena Currego, ale piłka podawana z boku trafiła jednak do Klaya Thompsona, którego rzut za trzy punkty okazał się niecelny i sensacyjne zwycięstwo gospodarzy stało się faktem. Wojownicy oszczędzali w tym spotkaniu odpoczywającego Draymonda Greena i chyba nie spodziewali się tak zaciętego i w efekcie przegranego spotkania. Na wyróżnienie w drużynie Bryłek zasłużyli wszyscy zawodnicy, ale największe wrażenie zrobił Danilo Gallinari, który rzucił w tym meczu 28 punktów aż 19 razy lądując na lini rzutów wolnych, trafiająć 17 takich rzutów. Wśród pokonanych najwięcej punktów zdobył Stephen Curry - 38. Ta niespodziewana porażka wyrównuje wirtualny wynik pościgu Wojowników za rekordem Byków z sezonu 1995/96, którzy na tym etapie mieli taki sam bilans 36-3.


Na plus:

- Kevin Durant - lider Oklahomy poprowadził swój zespół do zwycięstwa z Dallas Mavericks 108:89. KD uzyskał w tym spotkaniu 29 punktów, 10 zbiórek i 4 asysty,
- James Harden - Brodacz zaliczył w wygranym 107:104 meczu z Minnesotą double-double rzucając 27 punktów i 11 razy asystując kolegom z drużyny przy ich zdobywanych punktach. Jednak jego skuteczność nie powalała na kolana, gdyż trafił zaledwie 8 z 22 rzutów z gry, a swój dorobek zawdzięcza wizytom na lini rzutów osobistych skąd trafił 9 z 11 prób.
- Andrew Wiggins - dobre zawody rozegrał młody gracz Minnesoty zdobywając 28 punktów w przegranym meczu z Houston. Wiggins trafił 9 z 16 rzutów z gry (w tym 2/3 za trzy pkt) oraz 8/9 rzutów wolnych.
- DeMarcus Cousins - double-double w wykonaniu środkowego Sacramento Kings w przegranym przez jego drużynę meczu z New Orleans Pelicans 97:109. Boogie oddał aż 30 rzutów z gry, z których 13 dotarło do celu. Aż 8 razy próbował szczęścia zza lini 7,24 trzykrotnie trafiając. Do swojego dorobku punktowego dołożył też 12 piłek zebranych z tablic.
- Amir Johnson - 18 zbiórek, w tym aż 8 na atakowanej tablicy zaliczył skrzydłowy Boston Celtics w wygranym przez jego zespół spotkaniu z Indiana Pacers 103:94. Do zbiórek Johnson dodał 14 punktów, 6 asyst i 2 przechwyty rozgrywając najlepszy swój mecz w obecnym sezonie.


Na minus:

- Russell Westbrook - 0 punktów - tyle na liczniku Westbrooka pojawiło się w końcowym protokole sedziowskim po spotkaniu wygranym przez Oklahomę z Dallas Mavericks. Russ nie mogąc się wstrzelić pierwszymi rzutami (0/3 z gry i 0/4 z osobistych) skoncentrował się na początku meczu na asystach i zbiórkach, których uzyskał odpowiednio 8 i 7 w ciągu 14 minut spędzonych na parkiecie. Trafiać miał zacząć później, ale nie dane mu było kontynuować spotkania, gdyż wyraźnie podrażniony swoja słabą skutecznością wyładował nerwy na kryjącym go J.J. Barei, a następnie na gwiżdżących mu przewinienie techniczne sędziach co spowodowało wyrzucenie go z parkietu. Zupełnie niepotrzebne zachowanie Westbrooka w momencie 25-cio punktowego prowadzenia jego drużyny mocno przesunie go w dół tabeli najskuteczniejszych strzelców, a przed następnym meczem powinien chyba łyknąć łyżeczkę nerwosanu.

 


13 Styczeń, 2016

Gortat w szpitalu

Marcin Gortat trafił do szpitala z podejrzeniem zakażenia gronkowcem. Koszykarz Washington Wizards rozciął kolano podczas meczu w Orlando, który był wyjątkowo pechowy dla polskiego środkowego, gdyż w tym samym spotkaniu center Magic Nikola Vucevic rozciął mu ucho podczas walki o pozycję. To jednak kolano okazało się większym problemem, ponieważ na drugi dzień mocno spuchło, a Marcin miał wysoką gorączkę w związku z czym trafił do szpitala. Tam stwierdzono mozliwość zakażenia rany gronkowcem i zalecono dodatkowe badania. Tej nocy Wizards zmierzą się na własnym parkiecie z Milwaukee Bucks, ale bez Gortata w składzie, ktróry do czasu wyjaśnienia przyczyny dolegliwości pozostanie w szpitalu. Życzymy zatem Marcinowi szybkiego powrotu na parkiet i więcej szczęścia w następnych meczach swojej drużyny.

 


13 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: dogrywka w Dallas, Cleveland górą

Cleveland Cavaliers pokonali po dogrywce Dallas Mavericks 110:107. Widzowie zgromadzeni w teksańskiej American Airlines Center byli świadkami bardzo ciekawego i emocjonującego spotkania. Gospodarze lepiej weszli w ten mecz i szybko objęli prowadzenie 23:7. Wówczas Cavs odpowiedzieli kilkoma "trójkami" i zniwelowali prowadzenie teksańczyków do trzech punktów na koniec pierwszej kwarty. Spotkanie to już do końca miało zacięty przebieg, a żadna z drużyn nie pozwalała odskoczyć przeciwnikom na więcej niż parę punktów. W końcówce regulaminowego czasu obie ekipy szły łeb w łeb i dzięki efektownej akcji LeBrona Jamesa zakończonej wsadem piłki z góry nad Devinem Harrisem doszło do dogrywki, którą lepiej rozegrali goście z Cleveland. W ich barwach na wyróżnienie zasłużył na pewno LBJ, który w ciągu prawie 42 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 27 punktów, 10 zbiórek, 7 asyst i 2 przechwyty. W drużynie z Dallas najlepiej spisał się Chandler Parsons, który zdobył 25 punktów trafiając 10 z 14 rzutów z gry (w tym 3/6 za trzy punkty). Tym meczem Cleveland rozpoczęło objazd Teksasu, gdzie czekają ich w najbliższych dniach prestiżowe pojedynki ze Spurs i Rockets, a następnie powrót do domu na rewanż z Mistrzami NBA - Golden State Warriors. Będzie się więc działo w najbliższych dniach...


Na plus:

- Tony Parker - francuski rozgrywający San Antonio Spurs poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Detroit nad miejscowymi Pistons 109:99. Parker tym razem bardziej skupił się na punktowaniu niz kreowaniu gry i zdobył w tym meczu aż 31 punktów trafiając z dobrą skutecznością (13/19).
- New York Knicks - Nowojorczycy pokonali na własnym parkiecie Boston Celtics 120:114 i potwierdzili tym samym swoją dobra formę w nowym roku oraz fakt, iż nie na żarty włączają się do walki o playoff. Mimo skręcenia kostki tuż przed przerwą przez ich lidera Carmelo Anthony zdołał zdobyć 17 punktów, grając z wysoką skutecznością (7/10). Nie załamało to jednak Knicksów i zdołali wygrać dzięki bardzo dobrej grze całej drużyny, gdyż aż sześciu zawodnikom udało się w tym meczu uzyskać dwucyfrową zdobycz punktową.
- Isiah Thomas - rozgrywający Celtów rzucił 34 punkty i dołożył 8 asyst w przegranym meczu z NYK. Trafił 11 z 23 rzutów z gry oraz 11 na 12 rzutów wolnych.
- Giannis Antetokounmpo - skrzydłowy Milwaukee Bucks był ojcem zwycięstwa swojego zespołu nad Chicago Bulls 106:101. Giannis uzyskał w tym spotkaniu 29 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst oraz po 1 przechwycie i bloku.
- Jimmy Butler - wśród graczy Byków na wyróżnienie zasłużył właśnie Butler - zdobywca 30 punktów, do których dołozył 8 zbiórek i 6 asyst.
- Kevin Durant - tym razem to właśnie KD był najlepiej punktującym graczem Oklahomy podczas zwycięskiego meczu z Minnesotą Timberwolves. OKC wygrali 101:96 a Durant zdobył 30 punktów trafiając 11 z 25 rzutów z gry (2/9 za trzy pkt) oraz wszystkie 6 prób z lini rzutów wolnych.


Na minus:

- Kawhi Leonard - nigdy bym nie przypuszczał, że jeden z najwszechstronniejszych graczy ligi wyląduje w tym zestawieniu, ale tym razem kompletnie nie wyszedł mu mecz przeciwko Pistons. Zaledwie 1 celny rzut na 7 oddanych w tym 0/2 za trzy punkty, w której to klasyfikacji prowadzi w procencie celnych rzutów. Do tego więcej strat niz przechwytów (3:1) sprawiło, iż Kawhi zagościł w tej rubryce. Wierzę, że po raz pierwszy i ostatni w tym sezonie, a okazję do rehabilitacji ten fantastyczny zawodnik będzie miał już za dwa dni w starciu z LeBronem Jamesem i jego Cavaliers.

 


12 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: porażka Byków na własnym parkiecie

Chicago Bulls poniesli dość niespodziewaną porażkę 100:114 przed własną publicznością w meczu z Washington Wizards. Czarodzieje zagrali w tym spotkaniu bez narzekającego na bóle lewego kolana Marcina Gortata, co w związku z absencja od dłuższego czasu Bradleya Beala zdawało sie jeszcze bardziej zmniejszać ich szansę na zwycięstwo. Goście jednak od początku meczu przejęli inicjatywę, a Byki nie potrafiły odpowiedzieć na zespolową grę graczy z Waszyngtonu. Aż siedmiu zawodników Wizards osiągnęło w tym meczu dwucyfrową liczbę punktów, co okazało się kluczem do zwycięstwa. Byki nie miały pomysłu na zmianę sytuacji na parkiecie, a kolejne indywidualne akcje kończyły sie stratami (aż 15 w meczu). W drużynie Czarodziejów double-double (17 punktów, 10 asyst) osiągnął John Wall, który dołożył do tego równiez 5 zbiórek, 3 przechwyty i 1 blok. Wśród gospodarzy najwięcj punktów rzucił tym razem Derrick Rose - 23, ale w innych statystykach się nie popisał notując zaledwie jedną asystę, ani jednej zbiórki ale za to aż cztery straty. Byki czeka teraz maraton wyjazdowy, gdyż z następnych piętnastu meczów aż dwanaście rozegrają poza domem, co może nie być sprzyjającą okolicznością do utrzymania miejsca w pierwszej trójce konferencji wschodniej.


Na plus:

- Stephen Curry - lider Wojowników poprowadził swój zespół do zwycięstwa z Miami Heat 111:103. Curry zdobył w tym spotkaniu 31 punktów trafiając jednak z nienajlepszą skutecznością 40% (11/27 z gry, 4/11 za trzy punkty). Ten mecz był 109-tym z rzędu, w którym Steph trafił celnie za trzy punkty.
- LaMarcus Aldridge - skrzydłowy San Antonio Spurs uzyskał double-double w wygranym przez jego zespół106:79 spotkaniu z Brooklyn Nets. W ciągu 28 minut gry Aldridge zdobył 25 punktów i 10 razy zebrał piłkę po niecelnych rzutach rywali.


Na minus:

- Danny Green - ani jednego punktu nie zdobył obrońca z San Antonio w wygranym przez jego drużynę meczu z Brooklyn Nets. Green spędził na parkiecie 20 minut i w tym czasie oddał 4 niecelne rzuty. W innych statystykach też się nie wykazał uzyskując zaledwie 1 asystę i 3 zbiórki, a bilans strat i przechwytów mu sie zrównoważył (po jednym w obu przypadkach). Green rozgrywa ogólnie bardzo słaby sezon i jest najsłabszym ogniwem swojego zespołu. Najgorsze jest to, iż ta tendencja wydaje się pogłębiać, a to nie wrózy dobrze przed druga częścią sezonu.

 


11 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Portland lepsze od Oklahomy

Portland Trail Blazers wygrali niespodziewanie na własnym parkiecie z Oklahomą City Thunder 115:110. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził ich backcourt Lillard-McCollum, który wspólnie uzyskał 53 punkty swojej drużyny. Pierwsze skrzypce grał będący ostatnio w bardzo wysokiej formie Damian Lillard. Rozgrywający Blazersów rzucił w tym spotkaniu 31 punktów, a dodatkowo uzyskał 7 zbiórek, 9 asyst i 2 przechwyty. Lillard aż osmiokrotnie trafiał za trzy punkty (na 14 prób), a aż pięciokrotnie dokonał tego w ostatnich 3 minutach meczu, które zadecydowały o zwycięstwie Blazersów. Jego kolega z obwodu dołożył 22 punkty, 7 zbiórek oraz 6 asyst i niespodziewane zwycięstwo ekipy z Oregonu stało się faktem. W barwach Oklahomy jak zwykle wyróżnił się duet Durant-Westbrook. KD rzucił28 punktów, ale tym razem trafiał ze skutecznością poniżej 50% (10/23 rzuty z gry). Westbrookowi natomiast zabrakło tylko jednej zbiórki do uzyskania triple-double, a jego dorobek z tego meczu to 25 punktów, 15 asyst, 9 zbiórek i 3 przechwyty. Być może udałoby mu się osiągnąć ten wyczyn gdyby nie musiał opuścić przedwcześnie parkietu za nadmiar fauli.


Na plus:

- LeBron James - Król James tak jak i cała jego drużyna zostali zmuszeni do niespodziewanego wysiłku przez Philadelphię 76ers. Cavs wygrali ostatecznie 95:85, a James uzyskał w tym meczu 37 punktów, 7 zbiórek, 9 asyst i 2 przechwyty.
- Chris Paul - rozgrywający Clippersów był najlepszym zawodnikiem swojego zespołu w wygranym przez LAC po dogrywce spotkaniu z New Orleans Pelicans 114:111. CP3 uzyskał 25 punktów, 5 zbiórek, 11 asyst oraz 3 przechwyty.
- Jrue Holiday - obrońca NOP rozegrał bardzo udane zawody i to dzięki jego zimnej krwi Pelikany doprowadziły do dogrywki w meczu z LA Clippers. Holiday wykorzystał na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry trzy rzuty wolne doprowadzając do remisu. Ostatecznie Pelikany przegrały, ale Holiday zaliczył double-double zdobywając 29 punktów i 11 razy zbierając piłki z tablic.
- Dirk Nowitzki - niemiecki skrzydłowy Mavs poprowadził swój zespół do wyjazdowego zwycięstwa nad Minnesotą Timberwolves 93:87. Nowitzki zdobył w tym meczu 29 punktów trafiając 12 z 22 rzutów z gry (w tym 4/7 za trzy punkty).
- Isiah Thomas - rozgrywający Boston Celtics zdobył aż 35 punktów w przegranym 98:101 meczu swojej drużyny w Memphis. Thomas trafił 11 z 19 rzutów z gry (zza lini 7,24 rzucał z 50-cio procentową skutecznością 4/8) oraz wszystkie 9 prób z lini rzutów wolnych.
- Carmelo Anthony - niewiele brakło by skrzydłowy NYK uzyskał triple-double w wygranym 100:88 meczu przeciwko Milwaukee Bucks. Melo uzyskał 24 punkty, 10 zbiórek oraz 8 asyst.
- Greg Monroe - środkowy Milwaukee zaliczył w tym meczu double-double zdobywając 28 punktów i dorzucając do nich 10 zbiórek. Na nic sie to jednak zdało, gdyż Bucks zaliczyli kolejną porażkę i ich marzenia o playoffie zaczynają być już powoli mrzonką.
- Danilo Gallinari - włoski skrzydłowy Denver Nuggets poprowadził swoją drużyne do zwycięstwa 95:92 nad Charlotte Hornets. Gallinari zdobył w tym spotkaniu 27 punktów trafiając 7 z 18 rzutów z gry oraz jak zwykle często wizytując linię rzutów wolnych (11/13).


Na minus:

- Michael Carter-Williams - bardzo słabe zawody obrońcy Millwaukee Bucks w przegranym meczu z NYK. MCW trafił zaledwie 1 z 8 rzutów z gry oraz 2 z 4 osobistych i uzyskał raptem 4 punkty w meczu. Gdy rok temu przechodził z Philadelphii 76ers do Milwaukee wydawało się, iż Jelenie pozyskuja dobrego strzelca potrafiącego też umiejętnie rozegrać piłkę. Nic z tych rzeczy jednak nie ma jak dotąd miejsca. Carter-Williams zawodzi po całości tak jak i jego obecna drużyna, która najprawdopodobniej mając lepszy skład niż w zeszłym roku nie zagra ponownie w fazie playoff.

 


10 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: kolejne zwycięstwo Warriors, dobry mecz Currego

Golden State Warriors pokonali w wyjazdowym meczu Sacramento Kings 128:116, odnosząc 35-te zwycięstwo w obecnym sezonie. O ich końcowym triumfie zadecydowała trzecia kwarta, na koniec której Wojownicy odskoczyli rywalom na 12 punktów i już do końca meczu kontrolowali jego przebieg. W ich barwach na wyróżnienie zasłużył na pewno Stephen Curry, który po ostatnich kłopotach z nogą miał parę słabszych (jak na jego możliwości) wystepów. Tej nocy dał znowu popis swoich niebanalnych umiejętności uzyskując 38 punktów, 11 asyst oraz 6 zbiórek. Ponownie straszył swoją najgroźniejszą bronią, czyli rzutami za trzy punkty, których aż osiem znalazło drogę do kosza rywali. Dobre zawody rozegrał również Draymond Green, który tym razem nie zaliczył co prawda kolejnego triple-double, ale zdobył 25 punktów trafiając 8 z 12 rzutów z gry (w tym 5/6 za trzy punkty). Słabszy dzień miał Klay Thompson, którego licznik zatrzymał się dziś na zaledwie 15 punktach, a jego skuteczność zza lini 7,24 wyniosła zaledwie 1/7. W ekipie gospodarzy jak zwykle rządził i dzielił DeMarcus Cousins - zdobywca 33 punktów i 10 zbiórek. Za grę w ataku można pochwalić również Gay'a czy Collisona, ale jak zwykle u Królów szwankowała defensywa, a bez niej nie da się wygrać z mistrzami NBA.


Na plus:

- Al Horford - świetny mecz w wykonaniu środkowego Atlanty Hawks przeciwko Chicago Bulls. Jastrzębie wygrały 120:105, a Horford uzyskał w tym spotkaniu 33 punkty, 10 zbiórek, 6 asyst i 4 bloki dominując całkowicie nad centrem Byków Pau Gasolem.
- John Wall - rozgrywający Washington Wizards poprowadził swój zespół do ważnego wyjazdowego zwycięstwa nad Orlando Magic 105:99. Wall zaliczył w tym meczu double-double rzucając 24 punkty i 10 razy asystując kolegom przy ich trafieniach. Do tego dołożył też 5 zbiórek i 4 przechwyty.
- Gordon Hayward - skrzydłowy z Utah był architektem zwycięstwa swoich Jazz nad Miami Heat 98:83. Hayward zdobył w tym meczu 34 punkty trafiając 14 z 22 rzutów z gry.


Na minus:

- Dwyane Wade - bardzo słabe zawody rozegrał Wade w Utah. W trakcie całego meczu trafił zaledwie 3 z 17 rzutów z gry i zakończył mecz z ośmioma punktami na koncie. Doswiadczony gracz nie mógł się odnależć na parkiecie i w trakcie spotkania zaliczył dodatkowo cztery straty, nie dając też swojej drużynie zbyt wiele korzyści w dodatnich statystykach (5 zbiórek, 4 asysty).

 


09 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Wojowników, kolejne triple-double Greena

Golden State Warriors odnieśli wyjazdowe zwycięstwo w Portland pokonując miejscowych Trail Blazers 128:108. Obie drużyny zapomniały o defensywie w tym meczu dzięki czemu mogliśmy oglądać wesołą koszykówkę obfitującą w wymianę ciosów i mnóstwo oddanych rzutów za trzy punkty (wspólnie 65 takich prób). Był to typowy przykład gry up-tempo, gdzie jedna akcja nie trwa z reguły dłużej niż 8 sekund po czym następuje natychmiastowy rzut i tak właśnie wyglądało to spotkanie. Ósmym już triple-double w tym sezonie popisał się Draymond Green uzyskując 11 punktów, 13 zbiórek i 10 asyst. Splash Brothers rzucili do spółki 62 punkty (Curry 26, Thompson 32), trafiając w sumie 11 razy za trzy punkty. W ekipie gospodarzy najlepiej punktował Damian Lillard, który zdobywając 40 punktów ustanowił swój rekord tego sezonu w tej klasyfikacji. Pamiętał również o kolegach z zespołu 10 razy asystując im przy zdobywanych punktach i osiągając tym samym double-double. Wojownicy wykazali się jednak o wiele wyższą kulturą gry oraz lepszą skutecznością i to oni ostatecznie wygrali po raz 34-ty w obecnym sezonie.


Na plus:

- Lou Williams - w przegranym meczu przeciwko Oklahomie to nie Kobe Bryant skupił na sobie oczy wszystkich fanów Lakersów. Dzisiejszej nocy show skradł mu Lou Williams, który zdobył w tym spotkaniu rekordowe w swojej karierze 44 punkty trafiając 12 z 25 rzutów z gry (w tym 5/14 za 3 pkt) oraz wszystkie 15 prób z lini rzutów wolnych.
- Russell Westbrook - tym razem to Russ był najlepszym spośród liderów Oklahomy w wygranym przez jego zespół wyjazdowym meczu z Los Angeles Lakers 117:113. Uzyskał on w tym spotkaniu 36 punktów, 12 zbiórek i 7 asyst.
- DeMar DeRozan - obrońca Toronto Raptors wciąż potwierdza swoją bardzo wysoką dyspozycję w obecnym sezonie. Dzisiejszej nocy zdobył 35 punktów w zwycięzkim dla jego drużyny meczu przeciwko Washington Wizards 97:88.
- Danilo Gallinari - włoski skrzydłowy Denver Nuggets rzucił 29 punktów, nie myląc się ani razu z lini rzutów wolnych podczas 11 prób. Nie wystarczyło to jednak do zwycięstwa jego drużyny, która ostatecznie przegrała wyjadowe spotkanie z Memphis Grizzlies 84:91.
- Andrew Wiggins - Kanadyjczyk z Minnesoty zdobył aż 35 punktów podczas przegranej dla jego zespołu 99:125 konfrontacji z Cleveland Cavaliers. Wiggins trafił 12 z 19 rzutów z gry (w tym 2/6 za trzy pkt) oraz dołożył osiem celnych rzutów osobistych (na 12 prób).
- J.R. Smith - bardzo dobrą skutecznością popisał się obrońca Cleveland we wspomnianym meczu przeciwko Minnesocie. Smith oddał w całym spotkaniu 12 rzutów z gry spośród których aż 10 dotarło do celu. Pięć z nich było zza lini 7,24 (na sześć prób), a ten udany wystep zakończył z 27-ma punktami na swoim koncie.


Na minus:

- Chandler Parsons - kiepski występ skrzydłowego Dallas Mavericks w przegranym 95:96 meczu z Milwaukee Bucks zakończył się zdobyciem przez niego tylko trzech punktów. Parsons trafił zaledwie jeden z ośmiu oddanych rzutów z gry, a każda z pięciu prób zza lini 7,24 kończyła się fiaskiem.

 


08 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: seria zwycięstw Byków wciąż trwa

Chicago Bulls odnieśli szóste z rzędu zwycięstwo pokonując na własnym parkiecie Boston Celtics 101:92. O ich zwycięstwie zadecydował początek trzeciej kwarty wygrany przez drużynę z Wietrznego Miasta 13:2. Wówczas to Bulls objęli dwunastopunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. Za każdym razem gdy zespół z Bostonu zbliżał się na kilka punktów różnicy, gospodarze natychmiast trafiali i ponownie odskakiwali na bezpieczną dla siebie odległość. Tak już do końca wyglądało to spotkanie, zakończone ostatecznie dziewięciopunktowym deficytem na niekorzyść Celtów. Tym razem nie punktował szaleńczo Jimmy Butler, ale rozegrał dobre zawody uzyskując 19 oczek, 10 asyst i 5 zbiórek. Dobry mecz zagrał również Pau Gasol, który w swoim stylu zaliczył pokaźne double-double i do 17-tu zdobytych punktów dołożył 18 zbiórek. W drużynie gości aż siedmiu graczy zdobyło dwucyfrową liczbę punktów, ale tym razem było to za mało na będące w bardzo wysokiej formie Byki.


Na plus:

- James Harden - lider Rakiet z Houston poprowadził swój zespół do zwycięstwa 103:94 w meczu z Utah Jazz. Brodacz rzucił 33 punkty, do których dołożył 8 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty, ale też raził nieskutecznością zza lini 7,24 nie trafiając ani jednej z siedmiu takich prób.

- Kobe Bryant - w swoim pożegnalnym meczu w Sacramento Kobe zdobył 28 punktów trafiając 10 na 18 rzutów z gry. Na parkiecie spędził 30 minut lecz w czasie gdy Lakersi niwelowali ponad dwudziestopunktową przewagę siedział już na ławce rezerwowych, gdyż wówczas Jeziorowców prowadził do boju...

- D'Angelo Russel - pierwszoroczniak z Los Angeles rozegrał najlepszy jak dotąd mecz w lidze NBA przeciwko Sacramento Kings. Lakersi przegrali co prawda 115:118, ale głównie za sprawa Russella rozpoczęli pogoń za Królami pod koniec trzeciej kwarty. Młody obrońca ekipy z LA zdobył w ciągu 12 minut 16 punktów wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie na dwie i pół minuty przed końcem meczu. Kto wie czy LAL nie wygraliby tego spotkania, gdyby Russell nie zwichnął kostki właśnie podczas tego rzutu. Ale tym meczem pokazał, że drzemią w nim duże możliwości.

- DeMarcus Cousins - Boogie był ojcem zwyciestwa Królów nad Jeziorowcami. Uzyskał 29 punktów, 10 zbiórek i 7 asyst, a przede wszystkim zachował nerwy na wodzy kiedy trafił dwukrotnie z lini rzutów wolnych w decydującym momencie meczu.


Na minus:

- Roy Hibbert - wieżowiec z Los Angeles nie powalczył z Cousinsem w wspomnianym wczesniej meczu. Kompletnie nie mógł się odnaleźć na parkiecie łapiąc faul za faulem i już na początku trzeciej kwarty miał ich na koncie pięć. Będąc przez cały czas niemiłosiernie ogrywanym przez centra Sacramento spędził ostatecznie resztę meczu na ławce rezerwowych nie zdobywając ani jednego punktu i zaliczając zaledwie dwie zbiórki. Trochę mało jak na faceta mierzącego 220 centymetrów wzrostu.

 


07 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Cavs lepsi od Wizards, James i Irving po +30

Cleveland Cavaliers pokonali w wyjazdowym meczu Washington Wizards 121:115, a do zwycięstwa poprowadził ich duet LeBron James-Kyrie Irving. Dwie wielkie gwiazdy nie tylko Cleveland lecz całej NBA rozegrały bardzo udane zawody i w największym stopniu przyczyniły sie do zwyciestwa Cavs. LBJ uzyskał w tym spotkaniu double-double rzucając 34 punkty i dodając do tego 10 zbiórek. Król James trafił 12 z 22 rzutów z gry, z czego 4/9 było zza lini 7,24. Irving natomiast zdobył 32 punkty, grając ze skutecznością 63% (14/22 z gry) i imponując niesamowitą kontrolą nad piłką. W drużynie z Waszyngtonu z dobrej strony pokazali się John Wall i Garrett Temple. Wall uzbierał double-double rzucając 20 punktów i dodając do tego 12 asyst. Temple natomiast zdobył 21 punktów trafiając 7 z 10 rzutów z gry (w tym 3/5 za tzry punkty). Jednak różnica jaką zrobili dwaj liderzy ekipy z Cleveland wpłynęła znacząco na losy meczu i zadecydowała o zwycięstwie wyżej notowanch Cavaliers. Cieszy szybki powrót do wysokiej dyspozycji Kyrie Irvinga, który zaledwie dwa tygodnie temu powrócił do gry po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana, a już wydaje się wracać do swojej najwyższej formy. Z tym duetem będącym w optymalnej formie Cleveland stać na pewno na walkę o najwyższe laury w tym sezonie.


Na plus:

- Dallas Mavericks - bez czterech podstawowych i jednocześnie kluczowych graczy (Nowitzki, Williams, Matthews, Pachulia) rezerwy Dallas poradziły sobie w Nowym Orleanie wygrywając z miejscowymi Pelikanami 100:91. Trener Carlisle dał odpocząć nienajmłodszym już starterom, którzy dzień wcześniej brali udział w zwycięskim, po dwóch dogrywkach, meczu z Sacramento. Rezerwy okazały się na tyle skuteczne, że ograły dzisiaj NOP i pokazały jak duże możliwości drzemią w ekipie z Teksasu.
- Anthony Davis - skrzydłowy Pelikanów dwoił się i troił, ale nie dał rady poprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa ze wspomnianymi rezerwami Mavs. Davis uzyskał ostatecznie 26 punktów, 12 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty oraz 3 bloki.
- Tim Duncan - przesunięcie ze środka na ulubione skrzydło poskutkowało bardzo dobrym meczem przeciwko Utah Jazz w wykonaniu prawie 40-to latka z San Antonio. Ostrogi wygrały to spotkanie 123:98, a Timmi uzyskał w jego trakcie 18 punktów, 8 zbiórek oraz 6 asyst.
- Kevin Durant - lider Oklahomy nieoczekiwanie pojawił się na parkiecie w wygranym przez jego zespół meczu z Memphis Grizzlies 112:94. Durant miał ostatnio kłopoty z palcem u nogi i wydawało się, że będzie pauzował parę dni, ale jednak szybko wrócił do gry i zrobił to w bardzo dobrym stylu. KD rzucił w tym meczu 26 punktów i dołożył do nich rekordowe dla niego 17 zbiórek.


Na minus:

- Marc Gasol - środkowy Memphis Grizzlies rozegrał bardzo słabe zawody przeciwko Oklahomie. Miśki przegrały 94:112, a Gasol trafił zaledwie 2 z 11 rzutów z gry. Na domiar złego zebrał zaledwie 4 piłki z tablic, co w porównaniu z wyczynem Kevina Duranta (17 zbiórek) grającym na pozycjach 2-3 powinno dać hiszpańskiemu centrowi sporo do myślenia.

 


06 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: dwie dogrywki w Dallas, game winner Williamsa

Dallas Mavericks pokonali na własnym parkiecie po bardzo zaciętym i emocjonujacym spotkaniu Sacramento Kings 117:116. Gospodarze potrzebowali aż dwóch dogrywek by odnieść końcowy sukces, a zapewnił im go Derron Williams rozpaczliwym rzutem za trzy punkty w ostatniej sekundzie dogrywki. Ale po kolei, w ciągu regulaminowego czasu gry gospodarze przez pierwsze trzy kwarty prowadzili, ale najwyższ róznica między drużynami wynosiła 9 punktów na koniec trzeciej części meczu. W ostatniej kwarcie Kings szybko nadrobili deficyt i zaczęła się nerwowa końcówka, w której to najpierw na dwie sekundy przed końcem meczu Derron Williams trafił layup dający dwupunktowe prowadzenie Mavs, a nastepnie DeMarcus Cousins przeprowadził akcję, po której doprowadził do dogrywki. W niej goście wyszli na czteropunktowe prowadzenie, ale Dallas dzięki rzutowi Dirka Nowitzkiego doprowadziło do kolejnej dogrywki. Podczas jej trwania Królowie wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie, gdy do końca meczu było zaledwie nieo ponad minutę gry. Wówczas zaczął się show duetu Williams-Nowitzki, którzy dwoma rzutami za 3 punkty i dwupunktową akcją D-Willa poprowadzili Mavericks do ostatecznego zwycięstwa w tym znakomitym spotkaniu. Bohaterem ekipy z Teksasu został wspomniany Derron Williams, który rzucił w całym meczu 25 punktów, ale jakże kluczowe były to punkt dla przebiegu całego spotkania. W drużynie gości prym wiedli DeMarcus Cousins i Rudy Gay. DMC uzyskał 35 punktów, 17 zbiórek, 4 asysty i aż 6 przechwytów (nie mogę niewspomnieć o 10 stratach, które zaliczył). Gay natomiast zdobył 31 punktów trafiając 13 z 20 rzutów z gry (w tym 3/3 za trzy punkty). W meczu nie wystąpił Rajon Rondo, który na pewno niemile wspomina półroczny pobyt w zeszłym sezonie w drużynie z Dallas. Oficjalnym powodem były bóle pleców, ale być może trener Karl miał inne powody by nie wpuścić na parkiet, pałającego chęcią zemsty na nielubianym trenerze Ricku Carlisle, swojego pierwszego rozgrywającego. Rondo ma dosyć skomlikowaną osobowość i być może taki akt zemsty obróciłby się przeciwko niem i jego zespołowi. A może po prostu bolały go plecy, a ja wysnówam teorię spiskowąwink. Cóż to już pozostanie tylko tajemnicą szatni Królów z Sacramento.


Na plus:

- Jimmy Butler - fantastyczną formę zbudował obrońca Byków. Po historycznym występie w drugiej połowie meczu z Toronto Raptors tej nocy poszedł za ciosem i poprowadził Bulls do zwycięstwa z Milwaukee Bucks 117:106. Butler zaliczył w tym meczu double-double rzucając 32 punkty i 10 razy asystując kolegom przy ich zdobyczach punktowych.
- Pau Gasol - równie dobre spotkanie rozegrał środkowy Byków, który także uzyskał double-double na poziomie 26-11. Dodatkowo zaliczył po 3 bloki i asysty, a jego skuteczność rzutów z gry była bardzo wysoka, gdyż trafił 10 z 14 prób (w tym 2/2/ zza lini 7,24) oraz wszystkie 4 rzuty wolne.
- Klay Thompson - kolejny + 30 występ obrońcy Golden State Warriors w zwycięskim dla jego drużyny 109:88 spotkaniu z Los Angeles Lakers. Thompson zdobył ostatecznie 36 punktów trafiając 12 z 22 rzutów z gry. Wśród tych rzutów znalazło się 6 celnych "trójek" rzucanych z 50-cio procentową skutecznością. Klay nie pomylił się też ani razu podczas sześciu prób z lini rzutów wolnych.


Na minus:

- Atlanta Hawks - Jastrzębie po raz drugi z rzędu dały się ograć nowojorskim Knicks. Tym razem we własnej hali ulegli 101:107 i po raz kolejny nie potrafili powstrzymać Aarona Afflalo, który tym razem zdobył 23 punkty (dwa dni temu rzucił Atlancie aż 38 pkt). Niby cała pierwsza piątka Hawks uzyskała dwucyfrową liczbę punktów, ale też nikt nie wyrósł na lidera, który pociągnąłby zespół do zwycięstwa. Jastrzębie grają w zasadzie poprawnie, ale jakoś kompletnie bez werwy i nie przekonują mnie zupełnie w tym sezonie i nie wróżę im powodzenia w playoffach (jeśli oczywiście uda im się do nich zakwalifikować).

 


05 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: niespodzianka w Oklahomie

Sacramento Kings odnieśli niespodziewane wyjazdowe zwycięstwo 116:104 nad Oklahoma City Thunder. W ekipie gospodarzy nie wystapił Kevin Durant, który zwichnął duży palec u prawej nogi i być może opuści kilka najbliższych spotkań swojej drużyny. W takich przypadkach grę Thunder zawsze bierze na swoje barki Russell Westbrook, ale tym razem Russ zupełnie nie miał swojego dnia. Trafił zaledwie 6 z 23 rzutów z gry (w tym 2/9 za trzy pkt), zdobywając tylko 17 punktów. Miał co prawda 15 asyst i 8 zbiórek, ale ewidentnie zabrakło paru celnych rzutów w jego wykonaniu, co skwapliwie wykorzystali goście z Sacramento. W ich barwach szalał DeMarcus Cousins, który do 33 zdobytych punktów dołożył rekordowe w tym sezonie 19 zbiórek. Bardzo bliski kolejnego triple-double był Rajon Rondo, któryemu zaledwie jednej zbiórki zabrakło do osiągnięcia tego wyczynu. Rozgrywający Kings uzyskał w tym spotkaniu 13 punktów, 19 asyst, 9 zbiórek oraz 5 przechwytów. W drużynie z Oklahomy na wyróżnienie zasłużył Serge Ibaka, który zaliczył 15 punktów, 7 zbiórek i aż 5 bloków, co jednak okazało sie niewystarczające na śwetnie dysponowanych w tym meczu Królów z Sacramento. A OKC po raz kolejny pokazuje jak ciężko im się gra bez Kevina Duranta w składzie, o czym najdobitniej przekonali się w zeszłym roku nie potrafiąc bez swojej największej gwiazdy przebić się do playoff. Mimo posiadania tak znakomitych graczy jak Westbrook i Ibaka to jednak KD jest opoką tego zespołu i chyba wszyscy kibice Oklahomy zaczynają już wznosić błagalne modły o szybki powrót do zdrowia Durantuli.


Na plus:

- Draymond Green - już po raz siódmy w tym sezonie skrzydłowy Goldn State Warriors uzyskał triple-double! Tym razrem dokonał tego wyczynu w wygranym przez Wojowników 111:101 meczu z Charlotte Hornets, a na jego wyczyn złożyło się 13 punktów, 15 zbiórek oraz 10 asyst. Oglądając wyczyny Greena wydaje się, że triple-double to taka prosta rzecz do uzyskania, ale tak nie jest w rzeczywistości dlatego też ogromne brawa dla Greena za jego wyczyny w tym sezonie i oby tak dalej!
- Klay Thompson, Stephen Curry - dobrze usposobiony strzelecko był w tym meczu duet Splash Brothers - Klay Thompson i Stephen Curry, który zdobył solidarnie po 30 punktów. Cieszy zwłaszcza powrót do zdrowia i formy Stephena Currego i oby omijały go kontuzje juz do końca rozgrywek.
- Kyrie Irving - rozgrywajacy Cleveland Cavaliers szybko wraca do optymalnej formy po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Nieco ponad tydzień temu rozegrał pierwszy mecz w tym sezonie, a dzisiejszej nocy zaliczył bardzo dobre zawody w wygranym przez Cavs meczu z Toronto Raptors 122:100. Irving zdobył 25 punktów, do których dodał 6 zbiórek i 8 asyst. Aż miło znów oglądać w akcji tego najlepiej chyba panującego nad piłką zawodnika w lidze i oby zdrowie dopisało mu do końca rozgrywek.
- Chris Bosh - silny skrzydłowy Miami Heat poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 103:100 w meczu z Indianą Pacers. Bosh zaliczył w tym spotkaniu double-double rzucając 31 punktów i zbierając 11 piłek z tablic.
- Paul George - lider Indiany znów zaliczył bardzo udany występ, choć tym razem jego zespół zszedł z parkietu pokonany. Goerge uzyskał w meczu przeciwko Miami 32 punkty, 7 zbiórek oraz po 2 asysty i przechwyty.
- James Harden - Brodacz poprowadził Rakiety do zwycięstwa 93:91 w Utah nad miejscowymi Jazz. Harden zdobył w tym meczu 30 punktów, do których dołozył 5 zbiórek i 7 asyst. Żeby nie było tak różowo zaliczył jednak aż 8 strat i ten element gry ma ciągle do poprawy.
- Ish Smith - rozgrywający Pholadelphii 76 ers był wyrózniającą się postacią w wygranym przez jego zespół meczu z Minnesotą 109:99. Smith zdobył 21 punktów i 11 razy umożliwiał kolegom z drużyny bezpośrednie zdobycie punktów swoimi asystami. Od pojawienia się w ekipie Szóstek Smitha (24 grudnia) ci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęli wygrywać i zaliczyli w tym czasie aż 3 zwycięstwa, co w porównaniu z zaledwie jednym odniesionym przez poprzednie dwa miesiące robi różnicę. Smith odmienił Phillę, która przestała być już posmiewiskiem ligi i pewym dostarczycielem porażek.


Na minus:

- Evan Fournier - Francuz w barwach Orlando rozegrał fatalny mecz przeciwko Detroit Pistons , co przełożyło sie na porażkę Magic 89:115. Fournier nie trafił ani jednego z sześciu rzutów z gry, nie będac przydatnym w żadnym praktycznie elemencie gry (poza dwoma przechwytami).

 


03/04 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Byków w Toronto, Butler +40

Chicago Bulls pokonało w wyjazdowym spotkaniu Toronto Raptors 113:111. Obie drużyny zafundowały kibicom świetne widowisko, którego głównym bohaterem został obrońca Byków - Jimmy Butler. Początek meczu nie znamionował jednak aż tak fantastycznego występu Butlera, gdyż w pierwszej połowie meczu zalał się krwią po przypadkowym uderzeniu przez DeMarre Carrolla i po powrocie na parkiet nie mógł odnaleźć właściwego rytmu kończąc tę część gry z zaledwie 2 punktami na koncie, a jego Bulls przegrywali 48:60. Już początek trzeciej kwarty zapoczątkował wielkie show Jimmiego, który zaczął punktować raz za razem uzyskując w tej części meczu 21 punktów i zmniejszając prowadzenie Raptors do sześciu punktów. Ostatnia kwarta była powtórką z rozrywki w wykonaniu Butlera, który w ciągu 8 minut rzucił 19 punktów, w tym decydujące o zwycięstwie Chicago 4 oczka w ciągu ostatnich 30 sekund meczu. 40 punktów zdobyte w ciągu 24 minut przez jednego zwodnika to nowy rekord Byków. Dotychczasowy wynosił 39 punktów i należał do kogóżby innego jak nie Michaela Jordana. Czapki z głów przed Jimmim zwłaszcza za drugą połowę tego spotkania, w trakcie którego ostatecznie uzyskał 42 punkty, 4 zbiórki, 5 asyst oraz po jednym przechwycie i bloku. Jego skuteczność rzutów z gry wyniosła w tym meczu aż 65% (15/23, w tym 2/3 za trzy pkt), a z lini rzutów osobistych pomylił się tylko raz na 11 prób. Brawa za występ w tym meczu należą się również Pau Gasolowi, który zaliczył double-double na poziomie 19-13, a do tego dołożył jeszcze 6 asyst i 4 bloki. Wśród gospodarzy aż trzech graczy rzuciło powyżej dwudziestu punktów - DeRozan 24,a Lowry i Scola po 22, jednak wszystkich przyćmił dziś Jimmi Butler podczas najlepszego występu w całej swojej karierze!


Na plus:

- Aaron Afflalo - obrońca Knicks rozegrał świetne zawody w wygranym przez NYK meczu z Atlantą Hawks 111:97. Afflalo rzucił Jastrzębiom 38 punktów trafiając ze znakomita - 82 procentową skutecznością z gry (14/17, w tym 7/8 zza lini 7,24).
- Lou Williams - bardzo dobry mecz obrońcy Lakers przeciwko Phoenix Suns. Williams uzyskał w tym spoykaniu 30 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty oraz 2 przechwyty, a LAL zwyciężyli 97:77.
- Danilo Gallinari - skrzydłowy Denver Nuggetas rzucił 29 punktów w przegranym przez jego drużynę meczu z Portland Trail Blazers 106:112.


Na minus:

- Washington Wizards - bardzo słaba skuteczność rzutów z gry zadecydowała o porażce Czarodziejów ze stolicy w spotkaniu z Miami Heat 75:97. Wizards zdołali trafić tylko co trzeci rzut w tym meczu (31/91) i z tak kiepskim procentem nie mieli czego szukać przeciwko doświadczonym rywalom. Nam na pocieszenie zostaje fakt, iż Marcinowi Gortatowi udało się zaliczyć kolejne w karierze double-double (12-13).

 


03 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Golden State po dogrywce, kolejne triple-double Greena

Mistrzowie NBA potrzebowali aż dogrywki aby uporać się z Denver Nuggets 111:108. Stephen Curry powrócił do gry po dwóch meczach przerwy, ale szybko odnowiła mu się kontuzja i musiał opuścić parkiet po 14 minutach gry. W związku z tym znów w głównych rolach wystąpili Draymond Green i Klay Thompson. Wojownicy w piorunujący sposób rozpoczęli to spotkanie od prowadzenia 21:2, a pierwszą kwartę zakończyli z wynikiem 37:13. Nikt wówczas nie mógł przypuszczać, że w tym meczu będą jeszcze takie emocje, a zwycięstwo gospodarzy stanie pod znakiem zapytania. Goście z Kolorado zaczęli systematycznie odrabiać straty głównie dzięki dobrej grze Gallinariego, Nelsona oraz Bartona i na ostatnioą kwartę schodzili już tylko z 13-sto punktowym deficytem. Cały czas mozolnie zbliżali się do Warriors, a w ostatniej minucie Will Barton zdobywając 4 punkty doprowadził do dogrywki. W dodatkowym czasie gry górę wzięło doświadczenie mistrzów, którzy ostatecznie wygrali to ciekawe spotkanie 111:108. W ekipie gospodarzy znakomite zawody rozegrał Draymond Green, który uzyskał szóste już w tym sezonie triple-double. Tym razem zrobił to w bardzo przekonujący sposób zdobywając 29 punktów i dodając do tego 17 zbiórek i 14 asyst, a nie należy tez zapominać o 4 przechwytach w jego wykonaniu. Green zagrał bardzo skutecznie trafiając 10 z 16-tu oddanych rzutów z gry (w tym 5/9 za trzy pkt). Był to zdecydowanie jeden z najlepszych wystepów w karierze skrzydłowego GSW. 26 punktów dorzucił Klay Thompson, ale jego skuteczność nie powalała (11/27 z gry, w tym 2/9 za trzy pkt). W ekipie gości najlepsi na parkiecie byli Danilo Gallinari (24 pkt) oraz Will Barton (21 pkt). Pod koniec meczu Nuggets stracili Kennetha Farrieda, który podczas walki o pozycję do zbiórki został przypadkowo uderzony w szyję i nie wrócił już do gry. Miejmy nadzieję, że ta kontuzja nie okaże sie poważna i "Zwierzak" wróci do gry już w nastepnym meczu swojej drużyny.


Na plus:

- Brook Lopez - środkowy Brooklyn Nets poprowadził swoją drużynę do nieoczekiwanego zwycięstwa w Bostonie nad miejscowymi Celtics 100:97. Lopez uzuskał double-double rzucając 30 punktów i zbierając 13 piłek z tablic. W najważniejszym momencie czwartej kwarty gdy Celtowie doszli rywali Lopez wziął odpowiedzialność za wynik meczu na swoje barki i zdobył 7 punktów w ciągu 3 minut powodując kolejny odskok Netsów, na który gospodarze nie znaleźli już recepty.
- DeMarcus Cousins - Boogie zdobył 32 punkty w zwycięskim dla jego Kings meczu z Phoenix Suns 142:119. Wynik był dość szybko rozstrzygnięty, więc trener Karl dał odpocząć swojej największej gwieździe i Cousins rozegrał zaledwie 27 minut w tym spotkaniu. Kto wie ile na liczniku pojawiłoby się oczek na jego koncie gdyby grał cały mecz?!
- Kevin Durant - dzięki dobrej grze swojego gwiazdora Oklahoma wygrała w Charlotte 109:90, a KD uzyskał w tym meczu double-double na poziomie 29-11.
- Paul George - lider Indiany poprowadził swój zespół do zwycięstwa z Detroit Pistons 94:82. PG13 uzyskał w tym spotkaniu 32 punkty, 14 zbiórek oraz 3 asysty. Swój show Goerge rozpoczął na 5 minut przed końcem meczu rzucając do jego zakończenia wszystkie 21 punktów zdobytych w tym czasie przez swój zespół! Po zakończeniu meczu Marcus Morris nie mogąc znieść upokorzenia przez George'a wdał się z nim w przepychankę, która zakończyła się ogólnym zamieszaniem na środku parkietu z udziałem obu drużyn.
- LeBron James - Król James był liderem Cavs w wygranym przez jego drużynę meczu z Orlando Magic 104:97. LBJ zdobył 29 punktów i dołożył do nich 5 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty.
- Anthony Davis - gwiazdor Pelikanów był architektem niespodziewanego zwycięstwa Pelikanów w wyjazdowym meczu z Dallas Mavericks 105:98. Davis uzbierał pokaźne double-double rzucając 31 punktów i zbierając 14 piłek z tablic.
- Rodney Hood - obrońca Utah Jazz był najlepszym graczem na parkiecie podczas wygranego przez Jazz meczu z Memphis Grizzlies 92:87. Hood zdobył w tym spotkaniu 32 punkty, co jest nowym rekordem jego kariery.


Na minus:

- Tim Duncan - wielce zasłużony dla całej ligi NBA środkowy Spurs po raz pierwszy w swojej karierze nie rzucił ani jednego punktu w meczu swojej drużyny. Stało się to podczas wygranego przez SAS 121:103 spotkania z Houston Rockets, a Timmi nie trafił żadnego z 3 oddanych rzutów. Od razu jednak zaznaczam, że bardziej traktuje to zdarzenie jako ciekawostkę niż słaby występ tego znakomitego zawodnika. Cóż po prostu lata robią swoje, a czasu się nie oszuka.

 


02 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: wysokie zwycięstwo Miami z Dallas

Miami Heat pokonali na własnym parkiecie Dallas Mavericks 106:82. Gospodarze tego meczu od początku narzucili swoje warunki i w pierwszej kwarcie pozwolili rzucić Mavs zaledwie 10 punktów, sami rzucając ich ponad dwa razy tyle (22). Przez całe spotkanie powiększali delikatnie swoją przewagę, a prym na parkiecie wiódł Hassan Whiteside, który dominował nie tylko w obronie, ale tym razem również w ataku. Młody center ekipy z Miami rzucił aż 25 punktów, trafiając 12 z 16 rzutów z gry. A tym razem większość z nich była naprawdę rzutami z dystansu, a nie tylko wsadami piłki do kosza. Whiteside rządził także pod tablicami zbierając 19 piłek i udowadniając w ten sposób jak pożytecznym zawodnikiem jest dla swojego zespołu. Pamiętajmy, że jest on też najlepiej blokującym graczem ligi, choć tej nocy zaliczył tylko 1 blok. Ciekawostką jest fakt, iż Dwyane Wade zaczął ten mecz na ławce rezerwowych po raz pierwszy od prawie dwóch lat i ogólnie licząc po raz dziesiąty w całej karierze. Być może zbyt hucznie celebrował powitanie Nowego Roku, bo na parkiecie spędził niecałe 19 minut, rzucając w sumie 10 punktów. Wśród gości na wyróżnienie zasłużył Zaza Pachulia, który uzbierał w tym meczu double-double na poziomie 14-13, ale reszta jego kolegów z drużyny zawiodła w tym spotkaniu dzięki czemu Miami odniosło przekonujące i zasłużone zwycięstwo.

Na plus:
- John Wall - kolejne dobre zawody w wykonaniu rozgrywającego Wizards w wygranym przez jego zespół starciu z Orlando Magic 103:91. Wall rzucił 24 punkty i jak to ma ostatnio w zwyczaju uzbierał dwucyfrową liczbę asyts, kończąc mecz z trzynastoma kluczowymi podaniami na swoim koncie.
- Otto Porter - mocno wspierał swojego kolegę z drużyny niski skrzydłowy Czarodziejów, który uzyskał w meczu przeciwko Orlando 20 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty i 4 przechwyty.


Na minus:

- Aaron Afflalo - obrońca New York Knicks był zdecydowanie najsłabszym ogniwam w swoim zespole podczas przegranego meczu z Chicago Bulls 81:108. Afflalo zdobył zaledwie 4 punkty trafiając tylko 2 z 9 rzutów z gry (w tym 0/3 zza lini 7,24). Nie czepiałbym się aż tak bardzo tej słabej skuteczności, gdyby nadrabiał w inny sposób swój pobyt na parkiecie. Ale tam było jeszcze gorzej, gdyż w pozostałych dodatnich statystykach zaliczył zaledwie jedną zbiórkę, a resztę cyferek stanowiły po 2 faule, straty i zaliczone czapy.

 


01 Styczeń, 2016


Wydarzenie dnia: Zwycięstwo Golden State w Houston, triple-double Greena

Golden State Warriors pokonali w wyjazdowym meczu Houston Rockets 114:110. W barwach mistrzów NBA zabrakło drugi raz z rzędu kontuzjowanego Stephena Currego, ale tym razem Wojownicy poradzili sobie bez swojego najlepszego gracza, a godnie zastapili go ci, którzy najbardziej zawiedli dzień wcześniej w Dallas - Klay Thompson i Draymond Green. Thompson zdobył aż 38 punktów, na które złożyło się 16 celnych rzutów z gry (na 27 oddanych), a sześć z nich zostało zdobyte zza lini 7,24. Piąte już triple-double w obecnych rozgrywkach uzbierał Draymond Green, a tym razem złożyło się na ten wyczyn 10 punktów, 11 zbiórek i 16 asyst (rekord kariery). Green swój dziesiąty punkt zdobył na 26 sekund przed końcem spotkania trafiając jeden z dwóch rzutów osobistych. W ekipie gospodarzy na wyróżnienie zasłużył James Harden, który zapisał się w statystykach 30-ma zdobytymi punktami oraz pięcioma zbiórkami i asystami. Dobre zawody rozegrał też Dwight Howard, który uzyskał po raz kolejny double-double (21-13) oraz trzykrotnie blokował rzuty rywali. Wojownicy udowodnili tym meczem, że nie są zależni wyłącznie od Stephena Currego, choć jego szybki powrót do drużyny na pewno uspokoiłby kibiców GSW.


Na plus:

- Khris Middleton - po raz drugi z rzędu świetny mecz w wykonaniu obrońcy Milwaukee Bucks, którzy pokonali w wyjazdowym spotkaniu Indianę Pacers 120:116. Middleton rzucił w tym meczu 33 punkty wykorzystując 12 z 18 rzutów z gry (w tym 4/6 za trzy punkty).
- Paul George - skrzydłowy Indiany zdobył 31 punktów w przegranym meczu z Milwaukee Bucks. Aż 17 z nich uzyskał w czwartej kwarcie, w której Pacers rzucili 39 punktów. Szkoda tylko, że tak późno zaczęli swój pościg za rywalami...
- Russell Westbrook - rozgrywający Oklkahomy poprowadził swój zespół do zwyciestwa nad Phoenix Suns 110:106. Russ uzbierał w tym meczu double-double uzyskujac 36 punktów i 12 asyst. Do tego aż pięciokrotnie przechwytywał piłkę, umacniając się w ten sposób na czele ligi w tej klasyfikacji.
- TJ Warren - świetny mecz w wykonaniu skrzydłowego Phoenix nie przełożył się co prawda na zwycięstwo jego drużyny, ale na pewno był najlepszym indywidualnym występem Warrena w obecnych rozgrywkach. Uzyskał on 29 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty i 4 przechwyty wydatnie poprawiając swoje średnie z tego sezonu.
- Andre Drummond - środkowy Detriot Pistons miał znaczący wpływ na zwycięstwo Tłoków z Minnesotą Timbervolves 115:90. Drummond w swoim stylu uzbierał double-double na wysokim pozionie rzucając 23 punkty i dokładając do tego 18 zbiórek.
- C.J. McCollum - po raz kolejny wykorzystał nieobecność kontuzjowanego Damiana Lillarda i był liderem swojego zespołu w przegranym jednak meczu z Utah Jazz 96:109. McCollum uzyskał 32 punkty, 7 zbiórek i 6 asyst.


Na minus:

- Chris Paul - wyraźnie nie wyszedł rozgrywającemu Clippers ostatni mecz w 2015 roku. CP3 miał bardzo słabą skuteczność rzutów z gry i trafił zaledwie 3 na 18 oddanych zobywając tylko 9 punktów, czyli grubo poniżej jego średniej z całego sezonu (17,7). Dobrze, że chociaż liczba asyst Paula była na jego normalnym poziomie (12) i LAC wygrali ostatecznie z Pelikanami z Nowego Orleanu 95:89.


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem