Listopad 2015

30 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: Philadelphia 76ers wyrównali niechlubny rekord
Koszykarze Philadelphii wciąż nie zaznali jeszcze smaku zwycięstwa w obecnych rozgrywkach. Dzisiejszej nocy przegrali po raz osiemnasty z rzędu, ulegając w Memphis miejscowym Grizzlies 84:92. O ich porażce znów zadecydowała ostatnia kwarta przegrana przez "szóstki" 17:28. Powtórzył się tym samym scenariusz z kilku poprzednich meczów z udziałem graczy z Filadelfii, kiedy to na decydującą kwartę wychodzą z kilkupunktowym prowadzeniem i nie potrafią go utrzymać. To tylko pokazuje jak niedoświadczony i słaby psychicznie jest ten zespół. A każdy następny mecz będzie jeszcze bardziej oddziałowywał na ich psychikę, gdyż dzisiejszym spotkaniem wyrównali "osiągnięcie" New Jersey Nets z sezonu 2009/10, którzy wówczas też przegrali 18 razy z rzędu licząc od początku rozgrywek. Jesli dodać 10 porażek z końcówki zeszłego sezonu regularnego Philla mają w sumie 28 meczów bez zwycięstwa, co nie zdarzyło się dotąd w żadnej z czterech lig w amerykańskich zawodowych rozgrywkach sportowych. Okazję na przerwanie tej niechlubnej passy będą mieli idealną, gdyż za dwa dni podejmą na własnym parkiecie druga najgorszą ekipę obecnych rozgrywek Los Angeles Lakers. Jak nie wtedy to już chyba nigdy!


Na plus:

- Paul George - świetne zawody rozegrał przeciwko Lakers Paul George, potwierdzając swoją znakomitą formę od początku sezonu. Indiana zwyciężyła 107:103, a jej lider zdobył 39 punktów, będąc nie do zatrzymania dla graczy z LA. Myślę, że tym meczem dał do zrozumienia władzom NBA, iż bezapelacyjnie należy mu się tytuł gracza miesiąca listopada w konferencji wschodniej, a może i w całej lidze (głównym rywalem oczywiście Stephen Curry).
- Blake Griffin - BG poprowadził swoich Clippers do zwycięstwa z Minnesotą Timberwolves 107:99. Uzyskał on w tym meczu 26 punktów, po 8 zbiórek i asyst oraz 2 bloki. Za każdym razem gdy goście dochodzili LAC Griffin brał sprawę w swoje ręce udanie punktując w najważniejszych momentach meczu.
- DeMar DeRozan - obrońca Toronto Raptors zdobył w przegranym przez jego drużynę 102:107 spotkaniu 29 punktów, do których dołożył 3 zbiórki, 7 asyst oraz 1 blok. Był to najlepszy wynik punktowy DeRozana w obecnym sezonie i czwarty mecz z rzędu z conajmniej 20 punktową zdobyczą na koncie.
- ławka Phoenix Suns - rezerwowi Phoenix zdobyli we trójkę (Warren, Teletovic, Leuer) aż 51 punktów przyczyniając się w dużej mierze do zwycięstwa swojej drużyny w Toronto. TJ Warren zaliczył double-double (15-10), Mirza Teletovic trafił aż 6 z 7 rzutów za 3 punkty, zdobywając 20 punktów, a Jon Leuer dodał 16 punktów popisując się efektownymi wsadami.
- Arron Afflalo - dobre zawody w wykonaniu obrońcy NYK, który w przegranym po dogrywce 111:116 meczu z Houston Rockets uzyskał 31 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty. Szkoda tylko, że nie przełożyło sie na zwycięstwo jego drużyny.


Na minus:

- New York Knicks - Nowojorczycy polegli po dogrywce z Houston Rockets 111:116 i może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt że Knicks dali sobie wydrzeć zwycięstwo w ostatniej kwarcie, mimo prowadzenia na osiem minut przed końcem meczu jeszcze 14 punktami. Od tego momentu zaczęli robić głupie straty nie potrafiąc nawet dobrze wznowić akcji po straconym koszu. Harden i spółka wykorzystali to niczym rekin czujący krew w wodzie i najpierw doprowadzili do dogrywki, a następnie dobili rywali wygrywając całe spotkanie.


29 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: triple-double Greena, Warriors znów zwycięzcy

Osiemnaste z rzędu zwycięstwo odnieśli koszykarze Golden State Warriors, pokonując we własnej hali Sacramento Kings 120:101. Bohaterem dnia został tym razem Draymond Green. Ustanowił on drugie z rzędu triple-double na które złożyło się 13 zdobytych punktów, 11 zebranych piłek i 12 kluczowych podań. Przypominam, iż we wczorajszym meczu przeciwko Phoenix Green również popisał się triple-double. W drużynie Wojowników jest to drugi taki przypadek od czasów Wilta Chamberlaina, który w 1964 roku (wówczas jeszcze San Francisco Warriors) uzyskał w dwóch meczach dzień po dniu podwójne zdobycze w trzech różnych kategoriach. Stephen Curry zdobył tym razem tylko 19 punktów, choć aż 17 z nich w pierwszej kwarcie. Steph rozegrał dzisiejszej nocy niecałe 30 minut i widząc, że koledzy mają mecz pod kontrolą postanowił nie forsować się zbytnio oddając zaledwie siedem rzutów podczas całego spotkania, z czego 4 trafiły do kosza (3/6 za 3). Dodatkowo ośmiokrotnie stawał na lini rzutów wolnych, nie myląc się ani razu. Jeśli by dodać Warriors 4 wygrane z rzędu mecze z końcówki poprzedniego sezonu regularnego to ich seria zwycięstw z rzędu wydłuża się do 22, co jest wyrównaniem trzeciej tak długiej ilości zwycięstw w historii NBA (Houston Rockets z sezonu 2007/08). Przed nimi jeszcze "tylko" do pobicia 27 zwycięstw Cleveland (2012/13) i 33 Lakers (71/72).


Na plus:

- LeBron James - LBJ poprowadził do zwycięstwa Cleveland w starciu z Brooklyn Nets. Jego drużyna wygrała 90:88, a decydujący lay up wykonał właśnie Król James na sekundę przed końcem meczu. Ostatecznie uzyskał on 26 punktów, 9 zbiórek oraz 5 asyst.
- Anthony Davis - lider Pelikanów uzyskał 36 punktów, 11 zbiórek, 3 bloki oraz 2 przechwyty w meczu przeciwko Utah Jazz. Nie wystarczyło to niestety do zwycięstwa, gdyż jego koledzy z drużyny mieli wyjątkowo rozregulowane celowniki tego dnia i ostatecznie NOP polegli 87:101.
- Corey Joseph - jego rzut za 3 punkty w ostatniej akcji dał zwycięstwo Toronto Raptors w wyjazdowym meczu z Washington Wizards 84:82. Był to klasyczny game winner, który kompletnie uciszył kibiców w Waszyngtonie i spowodował 4 z rzędu porazkę ich drużyny. Rezerwowy gracz Raptorów zakończył mecz z 12 punktami i 6 asystami na koncie.
- backcourt Blazers - duet Lillard-McCollum rozmontował obronę Lakers (co nie jest trudnym zadaniem w tym sezonie) i poprowadził Portland do zwycięstwa 108:96. Obaj obrońcy Blazers zagrali na podobnym poziomie i zdobyli w sumie 57 punktów. Lillard zaliczył ich 29, a McCollum 28 trafiając w sumie 21/39 rzutów z gry.


Na minus:

- John Wall - rozgrywający Wizards był główną przyczyną porażki jego zespołu w starciu z Toronto Raptors. Wall uparł się w tym meczu, że przełamie swoją niemoc strzelecką i próbował raz za razem trafić do kosza. Niestety większość z tych prób była niecelna i spowodowało to tragiczny % rzutów z gry. Wall oddał 25 rzutów, z których tylko 6 dotarło do celu, co daje 24% skuteczności. Do tego wszystkiego w samej końcówce meczu pomylił się dwukrotnie przy wykonywaniu rzutów wolnych, a następnie zostawił kompletnie niekrytego Corey Josepha, który rzutem za 3 punkty dał swojej drużynie zwycięstwo. Wall stał jeszcze przez chwilę nieruchomo i oglądając radość gości miał prawie łzy w oczach. Ale tu nie ma się co załamywać tylko brać się do ciężkiej pracy na treningach i budowania formy. Sezon jest długi, a talent Walla ogromny, tylko chyba brakuje mu chęci albo motywacji do pracy.


28 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Golden State nadal nie do zatrzymania

Siedemnaste kolejne zwycięstwo odnieśli koszykarze Golden State Warriors, pokonując w wyjazdowym meczu Phoenix Suns 135:116. Wojownicy od początku meczu dali przeciwnikom do zrozumienia, że mają zamiar wyśrubować jeszcze bardziej swój dopiero co ustanowiony rekord otwarcia sezonu i narzucili od pierwszych minut bardzo ostre tempo, wychodząc na szybkie prowadzenie 8:0. Pierwszą kwarte zakończyli z 17 punktową zaliczką i do końca spotkania kontrolowali jego przebieg. Zwycięską bronią były jak zwykle rzuty za 3 punkty, których Wojownicy trafili aż 22 na 38 prób (58% skuteczności). W tym elemencie gry brylował oczywiście Stephen Curry. Lider ekipy z Oakland dziewięciokrotnie celnie rzucał zza lini 7,24 (na 16 prób), a w całym meczu zdobył 41 punktów, do których dołożył 6 zbiórek, 8 asyst i 2 przechwyty. Drugim bohaterem meczu był Draymond Green, który uzyskał triple-double dodając do 14 zdobytych punktów po 10 zbiórek i asyst. GSW jawi nam się jako drużyna niemal perfekcyjna, która postanowiła przejść do historii ligi pod wieloma względami. Jeden rekord już ustanowili, a teraz na tapecie chyba kolejny - 33 zwycięstwa z rzędu Lakersów z sezonu 1971/72. A na koniec wyczyn Byków z sezonu 1995/96 zakończonego bilansem 72-10. Patrząc na grę Wojowników nie można wykluczyć absolutnie niczego!


Na plus:

- James Harden - dzięki jego grze Houston Rockets uniknęli blamażu na własnym parkiecie z nie potrafiącą wygrać jeszcze w obecnych rozgrywkach ekipą z Filadelfii. Brodacz zdobył w wygranym 116:114 meczu aż 50 punktów. Był tez całkiem blisko osiągnięcia triple-double, zaliczając 9 zbiórek i 8 asyts. Liczba 50 pojawiła się jeszcze dwukrotnie w jego statystykach z tego meczu. Z taką właśnie skutecznością trafiał bowiem zarówno z gry (14/28) jak i za 3 punkty (6/12).
- Kevin Durant - KD poprowadził Oklahomę do zwycięstwa z Detroit Pistons, uzyskując w wygranym 103:87 meczu 34 punkty, 13 zbiórek, 5 asyst oraz 3 bloki. Pierwsza połowa spotkania należała do gości z Detroit, ale po przerwie Durant dał koncert gry będąc nie do zatrzymania dla obrońców rywali. Trafiał zarówno lay upy spod kosza jak i rzuty za 3 punkty, a gdy rywale faulowali go przy rzutach dopełniał formalności z lini rzutów wolnych (10/10).
- Paul George - skrzydłowy Pacers cały czas utrzymuje się w znakomitej formie. Dzisiejszej nocy był ojcem zwycięstwa Indiany nad Chicago Bulls 104:92. George nie przejmował się mocną obrona ze strony Byków i zdobył 33 punkty w tym ważnym dla układu tabeli konferencji wschodniej meczu. Dzięki czwartemu z rzędu zwycięstwu Indiana wyprzedziła Chicago i wskoczyła na drugie miejsce na wschodzie. Paul George natomiast tym meczem udowodnił, iż był najlepszym graczem w tym miesiącu w swojej konferencji, a może i w całej lidze.


Na minus:

- Rudy Gay - zaledwie trzy dni temu skrzydłowy Kings rozegrał świetne zawody przeciwko Bucks rzucając w tamtym meczu 36 punktów. Niestety nie poszedł za ciosem i dziś ląduje w tej niechlubnej rubryce. Powodem tego jest tragiczna skuteczność w przegranym przez jego zespół 91:101 meczu z Minnesotą. Gay trafił zaledwie 1 z 13 rzutów z gry, kończąc mecz z dorobkiem 2 punktów. Aż takie wahania formy nie powinny się przydarzać tak doświadczonemu graczowi.

 


27 Listopad, 2015

Przerwa w rozgrywkach ze względu na Święto Dziękczynienia.


26 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: duet Durant-Westbrook znów punktuje

Duet marzeń, którego zazdrości Oklahomie prawie każda ekipa w NBA, znów wystapił razem na parkiecie po kilkumeczowej pauzie Duranta i poprowadził OKC do zwycięstwa 110:99 nad Brooklyn Nets. Obaj Panowie rozegrali bardzo dobre zawody zdobywając wspólnie 57 punktów. KD fruwał nad głowami rywali robiąc efektowne drive'y pod kosz, ale raził też celnie zza lini 7,24 trfiając pięciokrotnie (na 8 prób) za 3 punkty. Ostatecznie uzbierał 30 punktów, do których dołożył 6 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki. Westbrook tym razem skupił się bardziej na kreowaniu gry i uzyskał 13 asyst. Dorzucił do tego 27 punktów oraz po 5 zbiórek i przechwytów. Ten duet dopóki będzie zdrowy i w odpowiedniej formie dopóty Oklahoma zawsze będzie wymieniana w gronie faworytów do mistrzowskiego tytułu. I słusznie, bo obaj potrafią w zasadzie wszystko, a gdy grają na ponad 50% skuteczności jak dziś to mało kto będzie potrafił ich zatrzymać.


Na plus:

- James Harden - udany mecz ze strony Brodacza, ale kolejna porażka Houston (93:102 z Memphis). On sam jednak zrobił dziś wszystko aby było inaczej i należą mu się brawa za ten występ. Harden zdobył 40 punktów trafiając tym razem ponad połowę z oddanych rzutów (12/19), z czego 5/9 za 3 punkty i wszystkie 11 osobistych. Do tego dołożył po 5 zbiórek i asyst, 3 przechwyty oraz 1 blok. Jakby jeszcze kolegom z drużyny chciało się choć trochę dostosować do jego poziomu gry...
- Blake Griffin - świetne zawody w wykonaniu gwiazdy LA Clippers. Griffin rzucił 40 punktów, do których dodał 12 zbiórek, 3 asysty i 2 bloki. Uzyskał znakomitą skuteczność rzutów z gry (18/23), a jego imponujące wsady jak zwykle rozgrzewały publiczność w Staples Center. Szkoda tylko, że koledzy z drużyny (z wyjątkiem Chrisa Paula) nie dostosowali się do świetnej dyspozycji Blake'a co ostatecznie poskutkowało porażką LAC z Utah Jazz 91:102.
- Gordon Hayward - to właśnie on dziękie zwycięstwu swojej drużyny został bohaterem meczu Jazz-Clippers. Skrzydłowy Jazz zdobył 33 punkty trafiając z gry z 50% skutecznością (11/22, w tym 5/7 za 3 pkt). Uzyskał także 7 zbiórek, 3 asysty oraz 2 przechwyty i przede wszystkim w najważniejszych momentach meczu brał na swoje barki odpowiedzialność za wynik, a robił to wyjątkowo skutecznie!
- Rudy Gay - skrzydłowy Sacramento Kings wykorzystał nieobecność w meczu z Milwaukee Bucks lidera swojej ekipy DeMarcusa Cousinsa (bóle pleców) i poprowadził Królów do zwycięstwa 129:118. Gay rzucił w tym meczu 36 punktów trafiając 13/21 rzutów z gry.
- Isiah Thomas - rozgrywający Celtów zdobył 30 punktów w wygranym przez Boston 84:80 spotkaniu z Philadelfią 76 ers. Goście z Filadelfii dzielnie walczyli do końca o pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale Thomas pokrzyżował im plany zdobywając w końcówce ważne punkty i zbierając piłkę po niecelnym rzucie rywali na 2 sekundy przed końcem meczu. Dla przypomnienia Thomas mierzy niecałe 180 cm wzrostu, ale szybkościa i sprytem nadrabia braki fizyczne i jest w stanie odnaleźć się w świecie wielkoludów NBA.
- Andre Drummond - środkowy Tłoków z Detroit poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa z Miami Heat 104:81. Drummond uzyskał bardzo solidne double-double (18 pkt, 20 zbr), do którego przyzwyczaił nas na początku sezonu oraz aż pięciokrotnie blokował rywali, wygrywając tym samym bezpośredni pojedynek z liderem tej klasyfikacji Hassanem Whitesidem (3 bloki w meczu).
- Anthony Davis - lider Pelikanów był ojcem zwycięstwa NOP nad Phoenix Suns 120:114. Davis zdobył 26 punktów, do których dołożył 17 zbiórek oraz po 2 bloki i przechwyty. AD zagrał bardzo skutecznie trafiając 11 z 14 rzutów z gry. Pelikany odniosły 3 z rzędu zwycięstwo i po tragicznym początku rozgrywek rozpoczynają marsz w góre tabeli.
- Kyle Lowry - rozgrywający z Toronto był najlepszym graczem w wygranym meczu przeciwko Cleveland 103:99. Lowry uzyskał 27 punktów, 3 zbiórki, 6 asyst, 4 przechwyty oraz 1 blok.
- Kawhi Leonard - znów bardzo udane zawody w wykonaniu skrzydłowego SAS, który był główną postacią wygranego przez Spurs meczu z Dallas (88:83). Leonard zdobył 26 punktów, do których dołożył 8 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty.


Na minus:

- Washington Wizards - Czarodzieje gdzieś chyba zgubili swoją czarodziejska różdżkę, bo grają ostatnio po prostu słabo. Dzisiaj przeszli samych siebie w czwartej kwarcie przegranego 87:101 meczu z Charlotte Hornets. Przez 9 minut nie potrafili zdobyć choćby jednego punktu, pozwalając Szerszeniom uzyskać ich aż 25. W ciągu tego czasu z 9 punktowego prowadzenia Wizards zrobił się 16 punktowy deficyt i kolejna porażka stała się faktem. Słabo grają praktycznie wszyscy zawodnicy pierwszej piątki i najwyższa pora coś z tym zrobić, bo na tak grającą drużynę Kevin Durant nawet nie popatrzy po zakończeniu sezonu i marzenia Wizards o sprowadzeniu tej wielkiej gwiazdy prysną jak bańka mydlana.


25 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: historyczny wynik Golden State Warriors

Historia pisze sie na naszych oczach. Mistrzowie NBA - Golden State Warriors ustanowili nowy rekord najlepszego rozpoczęcia sezonu osiągając dzisiejszej nocy 16 kolejne zwycięstwo zanotowane od początku rozgrywek. Decydujący mecz przeciwko Los Angeles Lakers okazał się dla nich spacerkiem, a świętowanie mogli w zasadzie rozpocząć juz po pierwszej kwarcie wygranej 19 punktami. Ostatecznie GSW wygrało 111:77, a w ich barwach wyróżnił się jak zwykle Stephen Curry - zdobywca 24 punktów, do których dołożył 4 zbiórki, 9 asyst i 2 przechwyty. Rekord stał się więc faktem i teraz kolejne pytanie jak bardzo Wojownicy go wyśrubują? Następny mecz to wyprawa do Phoenix, gdzie miejscowi Suns postawią zdecydowanie cięższe warunki od Lakersów i kto wie czy właśnie na liczbie 16 nie zatrzyma się ten rekord. Ale to za 2 dni, a na razie dajmy mistrzom NBA poświętować i nacieszyć się faktem przejścia do historii!


Na plus:

- Paul George - kolejny fantastyczny mecz w wykonaniu gwiazdy Indiany Pacers. PG13 poprowadził swój zespół do pewnego zwycięstwa w Waszyngtonie 123:106, a sam zanotował w tym spotkaniu 40 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty. George trafiał praktycznie z każdej pozycji i był nie do upilnowania dla obrońców gospodarzy. Zagrał na niesamowitej - 74% skuteczności rzutów z gry, trafiając 14 z 19 oddanych rzutów, a każdy kolejny wyglądał na trudniejszy od poprzedniego (kilka rzutów z odchylenia z "wiszącym" na nim obrońcy). Na 8 prób zza lini 7,24 trafił aż 7 i do tego dodał 5/6 celnych osobistych. Czapki z głów przed skrzydłowym Indiany, który praktycznie cały zeszły sezon spędził na rehabilitacji po złamanej nodze, a w obecnych rozgrywkach jest w imponującej formie i powinien być głównym kandydatem do nagrody dla zawodnika miesiąca.
- C.J Miles - kolega z drużyny Paula George'a rozegrał również kapitalne zawody przeciwko Wizards. Trafiał z ponad 60% skutecznością z gry (10/16), z czego aż 8 na 9 prób za 3 punkty było celnych. Nie pomylił się też ani razu z lini rzutów wolnych, co dało mu ostatecznie 32 punkty na liczniku. Duet skrzydłowych Indiany wygląda na prawdę imponująco!


Na minus:

- Kobe Bryant - kolejny tragiczny występ (4 pkt 1/14 z gry) i patrząc na grę Kobiego chciałoby się powiedzieć "kończ Waść wstydu oszczędź". Niestety nie każdy sportowiec potrafi zakończyć karierę w odpowiednim momencie i Bryant jest tego najlepszym przykładem. Będąc niekwestionowaną legendą Lakersów, którą można porównać chyba tylko do Magica Johnsona, KB rozmienia się co najmniej od dwóch sezonów na drobne będąc cieniem samego siebie sprzed lat. Czasu oczywiście nie da się oszukać, choć inna legenda LAL - Kareem Abdul Jabbar zdobywała w wieku Kobiego tytuł MVP Finałów. Bryant wciąż chciałby mieć największy wpływ na grę swojej drużyny i w każdym meczu seryjnie pudłuje rzut za rzutem, chcąc udowodnić sobie, kolegom z drużyny, kibicom i Bóg wie jeszcze komu, że wciąż potrafi. Otóż prawda jest bolesna i nic z tego nie będzie, a dopóki Bryant będzie aktywnym zawodnikiem, dopóty Lakersi będą przegrywać praktycznie wszystko co się da. Szkoda, że Kobe nie zakończył kariery w zeszłym sezonie po przeskoczeniu w klasyfikacji ilości zdobytych punktów na parkietach NBA Michaela Jordana, na czym mu tak bardzo zależało. To był idealny moment na pożegnanie się z kibicami w dobrym stylu, a teraz pozostaje nam wszystkim wciąż kiwanie głową z politowaniem patrząc na grę Bryanta i jego statystyki.


24 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: ofensywa górą w wymianie ciosów w Charlotte

Bardzo dobrym widowiskiem uraczyli nas zawodnicy obu drużyn w meczu, który miał miejsce tej nocy w Charlotte. Miejscowi Hornets pokonali po dogrywce Sacramento Kings 127:122, odnosząc 8 zwycięstwo w obecnych rozgrywkach. Do końcowego triumfu poprowadził ich przede wszystkim Kemba Walker, który zdobył 39 punktów i umiejętnie prowadził gre swojej drużyny. Miał też bardzo wysoką skuteczność rzutów z gry (16/23, z czego 4/6 za 3 pkt) i praktycznie nie opuszczał parkietu spędzając na nim łącznie 47 minut, co oznacza że w trakcie trwania meczu (łącznie z dogrywką) odpoczywał zaledwie 1 minutę. Walker miał mocne wsparcie ze strony Nicholasa Batuma, który zdołał uzyskać 18 punktów, 10 zbiórek i 8 asyst i był bardzo bliski uzbierania triple-double. Równie bliski osiągnięcia tego wyczynu był w drużynie gości Rajon Rondo. Rozgrywający Kings rzucił 14 punktów, asystował aż 20 razy i zebrał 8 piłek z tablic. Jego dwaj koledzy z drużyny osiągnęli double-double na wysokim poziomie zwłaszcza jeśli chodzi o zdobyte punkty. DeMarcus Cousins rzucił ich 30, dodając do tego 11 zbiórek, a Rudy Gay 28 pkt przy 10 zbiórkach. Obaj zagrali na takim samym procencie rzutów z gry - 13/21. Zdobycze Cousinsa byłyby na pewno jeszcze bardziej imponujące gdyby nie fakt, iż wpędził się dość szybko w kłopoty z faulami i na parkiecie przebywał tylko 31 minut. Aż dziw bierze, że grając na takim poziomie Królowie przegrali ten mecz, ale po prostu gospodarze zagrali równie dobre zawody i byli odrobinę lepsi. Sam mecz był szybki oraz trzymający w napięciu i oglądało się go naprawdę dobrze. Warto zwrócić uwagę, iż oba zespoły zagrały na 50% skuteczności rzutów z gry co zdarza się bardzo rzadko nawet w najlepszej lidze świata.


Na plus:

- LeBron James - LBJ nie zdobył może takiej ilości punktów do jakiej przyzwyczaił nas przez lata, ale tym razem skupił się na wyszukiwaniu kolegom z drużyny czystych pozycji rzutowych. Efektem tego jest 13 asyst na jego koncie i wkroczenie do zaszczytnego grona zawodników będących w pierwszej 25-ce obu klasyfikacji: punktowej i asyst (w historii NBA). James dołączył do Oscara Robertsona (wybitnego specjalisty od triple-double), którego niedługo powinien przeskoczyć na liście całkowitej ilości zdobytych punktów. Jeśli zdrowie pozwoli to przed "Królem" jeszcze wiele rekordów do pobicia!
- Kevin Love - skrzydłowy Cleveland idealnie wykorzystał skupienie się LeBrona na asystach w dzisiejszym spotkaniu i zdobył 34 punkty w wygranym 117:103 meczu przez Cavs z Orlando Magic. Do swojej zdobyczy punktowej Love dołozył 8 zbiórek, 4 asysty i 1 blok.
- Kristaps Porzingis - cały czas wyróżniam młodego Łotysza, ale zasługuje na to swoją grą. W przegranym meczu z San Antonio Spurs (78:95) uzyskał 20 punktów, 14 zbiórek i 2 razy blokował rywali. Radził sobie bardzo dobrze na tablicach mając za rywali nie byle kogo bo Hassana Whiteside'a i Chrisa Bosha. Jesli Porzingis będzie sie tak dobrze prezentował przez cały sezon to nagroda Rookie of the Year stoi przed nim otworem.
- Milwaukee Bucks - wreszcie wygrana Bucks odniesiona po dobrej grze przeciwko Detroit Pistons (109:88). Na pochwałę zasługuje cała pierwsza piątka, której każdy zawodnik zdobył dwucyfrową zdobycz punktową (w sumie 7 graczy Milwaukee miało ponad 10 zdobytych punktów). Wreszcie zagrali zespołowo, a nie jak zlepek indywidualności i efekt pojawił się od razu. Teraz trzeba iść za ciosem i walczyć ostro o playoff.
- Kawhi Leonard - poprowadził Spurs do zwycięstwa 98:84 z Phoenix Suns, uzyskując 24 punkty, 13 zbiórek, 4 asysty, 4 przechwyty i 1 blok. Kawhi udowadnia na każdym kroku, iż jest jednym z najbardziej wszechstronnych i pożytecznych dla drużyny zawodników w NBA.
- Andrew Wiggins - poprowadził swoją Minnesotę do zwycięstwa z Philadelphią 100:95 zdobywając 32 punkty i dokładając do nich 6 zbiórek, 3 asysty, 2 bloki 2 1 przechwyt.


Na minus:

- Philadelphia 76ers - cały czas bez zwycięstwa pozostają gracze "szóstek" i ich niechlubny rekord powiększył się do bilansu 0-15. Co prawda tym razem podjęli walkę z Minnesota przegrywając ostatecznie 95:100, ale zwycięstwa wciąż brak na ich koncie.


23 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Warriors wyrównali rekord najlepszego startu w NBA

Golden State Warriors wygrali po raz 15 z rzędu od początku sezonu wyrównując najlepszy start w historii rozgrywek należący do Houston Rockets (93/94) i Washington Capitols (48/49). Dzisiejszej nocy Wojownicy pokonali w Denver miejscowych Nuggets 118:105 prowadząc 11 punktami już po pierwszej kwarcie i kontrolując przebieg spotkania aż do jego zakończenia. Najwięcej punktów w szeregach zwycięzców zdobył tym razem Clay Thompson - 21. Stephen Curry zanotował 19 oczek, ale grał w tym meczu stosunkowo niedługo, spędzając na parkiecie 27 minut. Już we wtorek czasu amerykańskiego GSW będą mieli okazję zapisać się w historii i stać się samodzielnym liderem wśród drużyn notujących najlepsze otwarcie sezonu. Okazja wydaje się wręcz idealna, gdyż Wojownicy będą podejmować na własnym parkiecie słabiutkich w obecnych rozgrywkach Los Angeles Lakers i nikt sobie chyba nie wyobraża, że mogą nie pobić tego rekordu. Choć NBA to miejsce, gdzie zdarzają się cuda (where amazing happens). W każdym razie okazja wydaje się niepowtarzalna!


Na plus:

- Anthony Davis - gwiazdor Pelikanów poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 122:116 nad Phoenix Suns. Davis uzyskał w tym meczu 32 punkty, 19 zbiórek, 1 asystę, 2 przechwyty oraz 4 bloki. NOP zdają się powolutku wracać na odpowiednie tory, ale jeśli chcą marzyć o występie w playoff muszą popisać się serią zwycięstw by poprawić swoją kiepską pozycję w tabeli konferencji zachodniej. Jesli Davis i będący w świetnej formie Ryan Anderson (dziś 29 pkt) odpowiednio pociągną swój zespół, do którego będą powoli wracać kontuzjowani obecnie gracze (Evans, Cole, Pondexter, Perkins) to nie będzie to wcale takie mission imposible...
- Russell Westbrook - Russ był głównym ogniwem zwycięstwa OKC nad Dallas 117:114. Zaliczył on w tym meczu 31 punktów, 5 zbiórek, 11 asyst, 5 przechwytów i 1 blok. Nie bał się wziąć odpowiedzialności za losy swojej drużyny i w nerwowej końcówce zdobył ostatnie 6 punktów dla Thunder oraz zebrał decydującą piłkę na sekundę przed końcem meczu po niecelnym rzucie Wesleya Matthewsa, uniemożliwiając rywalom ewentualne ponowienie akcji.
- Damian Lillard - lider Blazers w wygranym 107:93 spotkaniu z LA Lakers rzucił 30 punktów, do których dołożył 6 zbiórek, 13 asyst, 2 przechwyty oraz 1 blok. 13 asyst jest jego nowym rekordem kariery i pokazuje, że oprócz umiejętności snajperskich Lillard potrafi również wspaniale obsługiwac kolegów z drużyny decydującymi podaniami. Żeby oni jeszcze zawsze grali na tak dobrym procencie jak dzisiaj (50% celnych rzutów z gry) to DL byłby także w czołówce najlepszych asystentów ligi.


Na minus:

- Los Angeles Lakers - przed rozpoczęciem sezonu wydawało się, że będą w stanie uzyskać około 30 zwycięstw. Do zespołu dołączył tegoroczny numer 2 draftu D'Angelo Russell, sięgnięto po jednego z najlepszych rezerwowych ligi Lou Williamsa oraz solidnych Brandona Bass'a i Roya Hibberta. Wreszcie doszedł do siebie po złamaniu nogi w pierwszym meczu zeszłego sezonu Julius Randdle i wydawało się, że to może być dobry rok dla Lakersów. Kontuzję wyleczył tez największy gwiazdor drużyny Kobe Bryant, który zapowiadał że jesczcze nie powiedział ostatniego słowa na parkietach NBA. Rzeczywistość okazała się jednak okrutna. Drużyna gra beznadziejnie, a zawodzi praktycznie każdy. Dzisiejszej nocy wróciły najgorsze demony w postaci samolubnego Bryanta forsującego kolejne nieudane rzuty (6/22 z gry w tym 0/5 za 3 pkt). Drużyna gra praktycznie bez obrony, a w ataku radzi sobie równie kiepsko. Pora chyba na drastyczne zmiany, bo złoto-purpurowe barwy szesnastokrotnych mistrzów NBA zobowiązują do czegoś zdecydowanie bardziej ambitnego niż bycie drugi rok z rzędu pośmiewiskiem całej ligi.


22 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: niesamowita końcówka Miami, Philadelphia wciąż bez zwycięstwa

Miami Heat wygrali swój mecz z Philadelphia 76ers 96:91 i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż byli murowanymi kandydatami do zwycięstwa, gdyby nie przebieg meczu. Przez większą część spotkania gracze z Filadelfii prowadzili i wydawało się, że odniosą w końcu swoje pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie. Być może ta myśl sparaliżowała ich tak bardzo w 4 kwarcie, że nagle stanęli nie mogąc przeprowadzić jakiejkolwiek udanej akcji przez dobrych kilka minut. W tym czasie gracze z Miami punktowali niczym wytrawny bokser notując w ostatnich 7 minutach meczu run 20-4. Wśród gospodarzy wyróżnił się Dwyane Wade, który zaliczył 27 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty i 1 blok. W tym meczu przekroczył też granicę 19 000 punktów rzuconych w karierze.


Na plus:

- DeMarcus Cousins - niech liczby przemówią same za siebie: 29 punktów, 12 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i 3 bloki to zestaw, którym uraczył nas tej nocy środkowy Królów w wygranym przez nich 97:91 wyjazdowym meczu z Orlando Magic. Forma Cousinsa w ostatnich meczach jest naprawdę imponująca i oby tylko trzymał nerwy na wodzy to kibice w Sacramento będą mieli jeszcze w tym sezonie wiele powodów do radości.
- Kristaps Porzingis - łotewski skrzydłowy Knicksów zaliczył bardzo udane spotkanie i poprowadził swoja drużynę do zwycięstwa w Houston 107:102. W ciągu 35 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 24 punkty, 14 zbiórek, 2 asysty i aż 7 bloków. Ten utalentowany pierwszoroczniak czyni postęp dosłownie z meczu na mecz i nie nadarmo mówi się o nim już teraz jako o następcy Dirka Nowitzkiego.


Na minus:

- Milwaukee Bucks - przed sezonem wydawało się, iż w Milwaukee powstaje młoda i ciekawa drużyna mogąca zawojować NBA, a tymczasem Bucks od początku rozgrywek wyglądają jak zagubione dzieci we mgle i to na dodatek bardzo gęstej. Drużyna kompletnie nie broni, a w ofensywie każdy próbuje szarpać indywidualnymi akcjami bez jakiegokolwiek ładu i składu. Jeśli trener Kidd nie wyciągnie szybko wniosków i nie wstrząśnie swoim zespołem to marzenia o podboju ligi będzie można wsadzić między bajki, a on sam szybko podzieli los zwolnionego parę dni temu z Houston trenera McHale'a. Pobudka tam w Milwaukee, stać was na o wiele więcej!


21 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Wojownicy lepsi od Byków

Czternaste kolejne zwycięstwo Golden State Warriors stało się faktem. Pokonali oni, po zaciętym i wyrównanym spotkaniu, Chicago Bulls . O ich zwycięstwie zadecydowała umejętnie rozegrana końcówka 4 kwarty, w której GSW karali swoich przeciwników celnymi rzutami za 3 punkty jednocześnie uszczelniając swoją obronę i nie dając Bykom możliwości zdobywania łatwych punktów. Wśród zwycięzców wyróżnił się jak zwykle Stephen Curry, który zdobył 27 punktów, natomiast u pokonanych prym wiódł Jimmy Butler zdobywca 28 pkt. Warriors grają naprawdę kosmiczną koszykówkę i są na najlepszej drodze do pobicia rekordu najlepszego startu wynoszącego 15-0 i ustanowionego przez Washington Capitols w sezonie 48/49, a następnie wyrównanego przez Houston Rockets w sezonie 93/94. Jeszcze dwa takie mecze jak dzisiejszy i Wojownicy będą samodzielnm liderem tej klasyfikacji. A poźniej zostaje im walka o dwa kolejne rekordy: zwycięstw z rzędu (33 Lakersi) oraz najlepszy bilans w historii (72-10 Chicago). Będzie to niesamowicie trudne wyzwanie, ale z taką grą jaką obecnie prezentują GSW nie jest to niemożliwe!


Na plus:

- Marc Gasol - środkowy Memphis uzyskał pierwsze w karierze triple-double w wygranym 96:84 meczu z Houston Rockets. Na swoim koncie zapisał 16 punktów, 11 zbiórek i tyle samo asyst. Gasol i jego drużyna kiepsko zaczęli sezon, ale z meczu na mecz ich gra wygląda coraz lepiej i Miśki zaczynają wracać na odpowiednie tory prowadzące do stacji o nazwie playoff.
- Brandon Knight - znów świetny mecz w wykonaniu obrońcy Suns, który był głównym aktorem w zwycięskim dla jego drużyny występie w Denver. Słońca wygrały 114:107, a Knight uzyskał 38 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst oraz 2 przechwyty. Na jego punktowy dorobek złożyło się 11 celnych rzutów z gry (na 20 oddanych), w tym 6 razy za 3 punkty (na 11 prób) oraz 10 trafień z lini rzutów wolnych.
- Al Jefferson - center Szerszeni uzyskał 26 punktów, 10 zbiórek, 2 asysty i 5 bloków w wygranym 113:88 meczu z Philadelphia 76ers, dając prawdziwą lekcję podkoszowych zachowań swojemu młodemu odpowiednikowi w zespole gości - Jahlilowi Okaforowi
- Ryan Anderson - skrzydłowy Pelikanów, wchodząc z ławki, zdobył w wygranym 104:90 meczu przeciwko faworyzowanym San Antonio Spurs 30 punktów sześciokrotnie trafiając za 3 punkty. Anderson gra ostatnio na bardzo wysokim poziomie osiągając jak dotąd w sezonie wysoką średnią punktową - 18,5 na mecz.
- Russell Westbrook - 34 punkty, po 7 zbiórek i asyst oraz 4 przechwyty to zdecydowanie wynik godny wspomnienia w tej rubryce. Choć należy dodać, że Westbrook oddał aż 29 rzutów z gry, z których tylko 11 wpadło do kosza. Za 3 punkty wyglądało to słabiutko (2/10) i przede wszystkim nie wpadł mu najważniejszy rzut dający ewentualną dogrywkę (poprawiał jeszcze Waiters - również niecelnie). Tak więc taka połowiczna obecność tu dzisiaj Russa.
- Damian Lillard - obrońca Portland był architektem zwycięstwa Blazers nad LA Clippers 102:91. Uzyskał w tym spotkaniu 27 pkt, 4 zbr i 7 ast. Co prawda jego skuteczność nie powalała (10/25 z gry), ale liczy się końcowy efekt.


Na minus:

- Los Angeles Clippers - coś się ewidentnie zacięło w grze tej drużyny. Z ostatnich 5 meczów wygrali tylko jeden (z Detroit przegrywając w pewnym momencie już 17 punktami) i są coraz niżej w tabeli konferencji zachodniej. Potencjał w zespole jest ogromny i dobrze sie ogląda tą efektownie grającą ekipę, ale gdy spotkanie rozgrywane jest na styku lub LAC tracą prowadzenie coś się w ich grze zacina i schodzą z parkietu pokonani. Problem chyba tkwi w ich głowach, a trener Doc Rivers nie potrafi sobie z tym poradzić. Dla przypomnienia w zeszłym sezonie prowadząc w playoff 3-1 z Rockets Clippersi przegrali 3 mecze z rzędu i odpadli z dalszych rozgrywek. Trzeba wstrząsnąć tą drużyną, bo nie wypada aby pałętali się w okolicach 8 miejsca, ostatniego dającego awans do playoff.

 


20 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Golden State Warriors wciąż niepokonani!

Mistrzowie NBA odnieśli 13 z rzędu zwycięstwo, pokonując w wyjazdowym meczu Los Angeles Clippers 124:117. O ich końcowym zwycięstwie zadecydowała pogoń Wojowników w 2 połowie, którą wygrali 70:49. Fantastyczny mecz rozegrał po raz kolejny Stephen Curry, który zdobył 40 punktów do których dołożył 11 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Trafiał na poziomie 50% z gry (11/22), w tym 6/14 za 3 punkty. Był też nieomylny na lini rzutów wolnych. Dzielnie wspierali swoją gwiazdę Thompson (25 pkt), Barnes (21 pkt) oraz Green (19 pkt). Wśród pokonanych bardzo dobre zawody zaliczył Chris Paul, który specjalnie na ten mecz wrócił po kilkumeczowej przerwie spowodowanej urazem pachwiny. Rozgrywający Clippersów uzyskał 35 punktów, 4 zbiórki, 8 asyst oraz 3 przechwyty. Dzielnie wspierał go Blake Griffin, zdobywca 27 punktów, ale to wszystko nie wystarczyło na świetnie dysponowanych Wojowników. Należy coraz poważniej zacząć się zastanawiać, czy GSW nie będą w stanie pobić rekordu Byków z Chicago z sezonu 1995/96, którzy uzyskali wówczas bilans 72-10. Jeśli gracze z Oakland będą nadal grali na takim poziomie to ten niesamowity wynik będzie w ich zasięgu.


Na plus:

- Chris Bosh - bardzo udany mecz przeciwko Sacramento Kings w wykonaniu silnego skrzydłowego Miami Heat. Miał on wielki udział w zwycięstwie swojej drużyny 116:109, uzyskując 23 punkty, 11 zbiórek oraz 4 asysty. Dysponujący świetnym rzutem z dystansu Bosh trafił dziś 8/12 razy z gry, nie myląc się ani razu zza lini 7,24 (2/2) ani podczas wykonywania rzutów wolnych (5/5).
- Rajon Rondo - rozgrywający Sacramento, pod nieobecność zawieszonego na jeden mecz Cousinsa (za umyślne uderzenie w głowę podczas meczu Ala Horforda z Atlanty), miał za zadanie poprowadzić Kings do zwycięstwa i niewiele brakowało aby udało mu się wykonać to bardzo trudne zadanie. Rondo świetnie prowadził grę Królów, a że koledzy z drużyny mieli dobrze nastawione celowniki to RR zaliczył aż 18 asyst pobijając tym samym najlepszy dotychczasowy wynik obecnego sezonu (16). Do asyst dorzucił 14 punktów i 9 zbiórek i bardzo szkoda, że nie udało mu się zebrać jednej piłki więcej, gdyż skompletowałby w ten sposób piąte triple-double w sezonie. W każdym razie formę zbudował raewlacyjną na początku rozgrywek i oby tak dalej.
- Kevin Love - solidnym double-double popisał się skrzydłowy Cleveland w wygranym 115:100 spotkaniu z Milwaukee Bucks. Love rzucił 22 punkty oraz 15 razy zbierał piłki z tablic (10 w defensywie i 5 w ataku).
- Giannis Antetokounmpo - Giannis był wyróżniającą się postacią w swojej drużynie zdobywając 33 punkty i grając na wysokim procencie rzutów z gry (12/15). Szkoda tylko, że koledzy z drużyny nie dostroili się do jego poziomu i Bucks polegli w Cleveland 100:115.


Na minus:

- DeMarcus Cousins - dziś minus nie za występ w meczu lecz za jego brak i to przez głupie zachowanie zawodnika. DMC został bowiem zawieszony za umyślne uderzenie łokciem w głowę przeciwnika (Ala Horforda) podczas meczu z Atlantą Hawks. To nieodpowiedzialne zachowanie poskutkowało brakiem Cousinsa w meczu z Miami, co na pewno nie pomogło jego drużynie w przegranej walce z Heat 109:116. Boogie w ostatnich 5 spotkaniach notował bowiem średnią ponad 30 punktów na mecz i z nim w składzie Sacramento mogło spokojnie powalczyć o zwycięstwo na Florydzie, a jego pojedynki z centrem gospodarzy i przede wszystkim mistrzem bloków - Hassanem Whiteside'm byłyby ozdoba widowiska. No cóż ale na głupotę nie ma czasem mocnych...

 


19 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: kolejne triple-double Rajona Rondo

Rajon Rondo po raz czwarty w obecnych rozgrywkach popisał się uzyskaniem triple-double. Tym razem na ten wyczyn złożyło się 12 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. Rondo jednak nie mógł być w pełni usatysfakcjonowany po meczu, gdyż jego Sacramento uległ Atlancie 97:103, a rozgrywający Kings zaliczył aż 7 strat. RR nie oddawał zbyt wielu rzutów podczas tego spotkania (6/9), tym razem skupiając się prawie wyłącznie na wyszukiwaniu kolegom z drużyny dogodnych sytuacji rzutowych. Dziś jednak ani Cousins (7/20), ani Gay (5/13) nie grzeszyli zbytnio skutecznością więc Królowie musieli zejść z parkietu pokonani.


Na plus:

- Russell Westbrook - 43 punkty, 9 zbiórek, 8 asyst oraz po 1 bloku i przechwycie, to bilans Westbrooka w wygranym meczu 110:103 przeciwko New Orleans Pelicans. Russ wykorzystuje nieobecność kontuzjowanego Kevina Duranta i bierze na siebie ciężar gry oraz odpowiedzialność za wyniki OKC. A że charakteru i serca do gry może mu pozazdrościć praktycznie każdy zawodnik w lidze to efekt jest często taki jak choćby dzisiaj.
- James Harden - niewiele zabrakło liderowi Houston do osiągnięcia triple-double w wygranym po dogrywce meczu z Portland (108:103). Brodacz uzyskał 45 punktów, 8 zbiórek, 11 asyst oraz 5 przechwytów. Był głównym architektem zwycięstwa Rakiet w tym meczu, choć tym razem nie on zdecydował się na celny trzy punktowy rzut doprowadzający do dogrywki w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry. Dokonał tego Corey Brewer, a Harden zaliczył asystę przy tym rzucie. W dogrywce JH zdominował już wydarzenia na parkiecie zdobywająć wszystkie 9 punktów i przerywając serię 4 z rzędu porażek Houston.
- Paul Millsap - 23 punkty, 16 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty i 2 bloki uzbierał skrzydłowy Atlanty w wygranym przez jego zespół meczu z Sacramento 103:97. Millsap walczył niesamowicie zwłaszcza na tablicach sześciokrotnie zbierając piłkę w ataku, a zakończenie jednej akcji potężnym tip dunkiem może się znaleźć wśród najefektowniejszych akcji tygodnia.
- Paul George - skrzydłowy Indiany poprowadził swój zespół do wyraźnego zwycięstwa 112:85 nad Philadelphią 76ers. George zdobył w tym meczu 34 punkty, dodając 8 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty i 1 blok. To mogła być z jego strony odpowiedź na pominięcie go przy wyborze najlepszego zawodnika tygodnia konferencji wschodniej (wyróżnienie otrzymał Nicholas Batum).


Na minus:

- Boston Celtics - Celtowie roztrwonili 18 punktowe prowadzenie z drugiej kwarty i ulegli ostatecznie we własnej hali Dallas Mavericks 102:106. Nie takie cuda się zdarzały w NBA, ale tak dobrze poukładana przez trenera Stevensa drużyna jaką są obecnie Celtowie nie powinna sobie pozwolić na takie przestoje w grze.

 


18 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: triple-double Hassana Whiteside'a

Niesamowitym wyczynem popisał się środkowy Miami Heat, który uzyskał triple-double dokładając do punktów i zbiórek dwucyfrową zdobycz także w blokach! Jest to dopiero siódmy taki przypadek w historii NBA, a drugi w wykonaniu Whiteside'a, który taką samą kombinacją dwucyfrowych zdobyczy popisał się w zeszłym sezonie podczas meczu przeciwko Chicago Bulls. Dzisiejszej nocy center gospodarzy zaliczył 22 punkty, 14 zbiórek i 10 bloków, co jednak nie uchroniło jego drużyny przed porażką z Minnesotą Timberwolves 91:103. Wielka szkoda, że Whiteside nie ma inklinacji do asystowania kolegom przy zdobywaniu punktów bo moglibyśmy wówczas być świadkami pierwszego od ponad 20 lat quadruple-double na parkietach NBA. Ale cieszmy się z tego co mamy.


Na plus:

- Danilo Gallinari - włoski skrzydłowy Denver Nuggets poprowadził swoją drużynę do wyjazdowego zwycięstwa nad New Orleans Pelicans 115:98. Uzyskał on w meczu 32 punkty oraz po 8 zbiórek i asyst trafiając z bardzo dobrą skutecznością - 12/19 z gry (w tym 5/8 za 3).

- Kristaps Porzingis - pierwszoroczniak z Łotwy rozegrał bardzo dobre zawody i poprowadził swoich Knicks do zwycięstwa 102:94 w meczu z Charlotte Hornets. Porzingis rzucił rywalom 29 punktów, do których dołożył 11 zbiórek. Jego adaptacja w NBA wygląda lepiej niż można się było tego spodziewać po chudym jak patyk wysokim skrzydłowym. Coraz więcej kibiców w Nowym Jorku przekonuje się, iż wybór Porzingisa z 4 numerem tegorocznego draftu nie był wcale taką porażką jak wieszczono to na początku i być może NYK będą mieli z niego naprawdę duży pożytek.

- Detroit Pistons - Tłoki przerwały w końcu serie 4 porażek z rzędu i po zaciętym meczu pokonały na własnym parkiecie Cleveland Cavaliers 104:99. O wszystkim zadecydowała ostatnia kwarta wygrana 29:18, w której to prym wiódł duet Drummond-Jackson, a obaj gracze Pistons uzyskali w całym spotkaniu double-double. Drummond zaliczył 25 pkt i 18 zbr, a Jackson 23 pkt oraz 12 ast.

- Stephen Curry - Steph poprowadził Wojowników do 12 z rzędu wygranej. GSW pokonali Toronto Raptors 115:110, a Curry rzucił 37 punktów i dołożył 9 asyst. Grał na ponad 50% skuteczności z gry trafiając 13 z 23 rzutów, w tym 5 na 10 za 3 punkty.

- LeBron James - The King znów zrobił swoje rzucając 30 punktów, ale jego Cavs nie udało się wywieźć zwycięstwa z Detroid, a sam LBJ miał w końcówce meczu niepotrzebną stratę, która poskutkowała ważnymi punktami dla gospodarzy.


Na minus:

- New Orleans Pelicans - dziesiątą porażkę przy tylko jednym zwycięstwie zanotowały Pelikany dzisiejszej nocy. Drużyna gra po prostu beznadziejnie, a wszelkie próby usprawiedliwiania tego stanu rzeczy kontuzjami miją się z celem. W meczu przeciwko Denver parkiet szybko opuścił Anthony Davis (kontuzja lewego ramienia), co na pewno pokrzyżowało szyki jednak gra reszty zespołu wyglądała naprawdę słabiutko. Eric Gordon i Jrue Holiday mylili się co chwila przypominając na parkiecie dzieci zagubione we mgle. Sezon w NBA jest długi i wiele podczas niego się może wydarzyć, ale jak Pelikany nie ogarną się z dnia na dzień (a nic tego nie zwiastuje) to o playoffach moga szybko zapomnieć.

 


17 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: triple-double Brandona Knighta

Rozgrywający Phoenix Suns Brandon Knight uzyskał po raz pierwszy w karierze triple-double w wygranym 120:101 meczu z Los Angeles Lakers. Na jego dorobek złożyło się 30 punktów, 10 zbiórek i 15 asyst, do których dołożył jeszcze 4 przechwyty. Knight miał prawie 50 % skuteczność rzutów z gry (11/23), a na parkiecie rządził i dzielił jak chciał, będąc nie do zatrzymania dla obrony Lakersów. Backcourt Suns (Knight, Bledsoe) rzucił rywalom wspólnie 51 punktów udowadniając, że są jednym z najlepszych duetów na tej pozycji w całej lidze.


Na plus:

- Russell Westbrook - wreszcie dobry mecz w wykonaniu króla strzelców poprzednich rozgrywek. Westbrook uzyskał w przegranym 114:122 przez OKC meczu z Memphis 40 punktów, 4 zbiórki, 14 asyst oraz 3 przechwyty. Russ osiągnął wreszcie dobrą skuteczność rzutów z gry trafiając 13 na 19 rzutów (z czego 5 na 8 za 3 punkty). Jak zwykle niestety nie potrafił ograniczyć ilości strat, których zrobił aż 8 w dzisiejszym spotkaniu.

- Mario Chalmers - świetnie wprowadził się do nowej drużyny niechciany w Miami Mario Chalmers. W wygranym meczu z Oklahomą zdobył 29 punktów trafiając z ponad 50% skutecznością i udowodnił, że może być sporym wzmocnieniem ekipy z Memphis.

- Boston Celtics - Celtowie odnieśli nad wyraz łatwe zwycięstwo w Houston ogrywając miejscowe Rakiety 111:95 i odnosząc tym samym 3 wygraną z rzędu. Celtics pokazali gospodarzom na czym polega gra zespołowa i zwłaszcza w drugiej połowie zdominowali wydarzenia na parkiecie, doprowadzając swoją byłą gwiazdę, a obecnie coacha Rockets - Kevina McHale'a do istnej rozpaczy.


Na minus:

- Philadelphia 76ers - 11 z rzędu porażka 76ers stała się faktem po przegranej 86:92 z Dallas Mavericks. Nie jest to jakaś niespodzianka oczywiście, bo Philly w żadnym meczu ligi NBA nie są stawiani w roli faworytów, ale Mavs byli w pewnym momencie meczu w zasięgu gospodarzy, którzy nie potrafili postawić kropki nad i. Zwyciężyło doświadczenie gości, a 76ers nie będą wygrywać dopóki nie zrobią czegoś z ilością strat, która w dzisiejszym spotkaniu wyniosła aż 27 na cały zespół. Z taką ilością zgubionych piłek nie da się wygrać meczu!


16 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: zwycięstwo Lakers, Kobe blisko triple-double

Los Angeles Lakers przerwali serię czterech porażek z rzędu wygrywając przed własną publicznością z Detroit Pistons 97:85. Było to dopiero drugie zwycięstwo ekipy z Kalifornii odniesione w 10 meczu tego sezonu. Jeziorowcy wreszcie zagrali druzynowo, szukając na parkiecie zasłon oraz kreując grę pod uwalniającego sie na wolną pozycję zawodnika, a nie jak do tej pory szarpiąc wszystko indywidualnymi akcjami. Nawet krytykowany ze względu na egoistyczne podejście do gry Kobe Bryant dostosował się dzisiejszej nocy do dobrej postawy kolegów i z 17 punktami, 8 zbiórkami i 9 asystami był jednym z głównych architektów zwycięstwa nad Pistons. Co do gości to zdecydowanie nie będą miło wspominać wyprawy do Miasta Aniołów, gdzie zanotowali dwie porażki z miejscowymi drużynami (LAC i LAL).


Na plus:

- DeMarcus Cousins - od czasu afery z publicznym ubliżaniem trenerowi Karlowi, Cousins posypał głowę popiołem i zaczął grać na najwyższym poziomie. Dziś w nocy w wygaranym 107:101 meczu z Toronto poprowadził Królów do trzeciego z rzędu zwycięstwa uzyskując: 36 punktów, 10 zbiórek, 3 asysty oraz 3 bloki. Boogie zdaje się świetnie odnajdywać na parkiecie z Rajonem Rondo (dziś 14 asyst) i jeśli obaj utrzymają taką formę to mogą stać się jednym z najbardziej zabójczych duetów ligi.

- Nicolas Batum - francuski skrzydłowy od początku sezonu gra na wysokim poziomie, a po przenosinach do Charlotte dostał więcej mozliwości gry w ataku, co skutkuje bardzo dobrymi statystykami Nicka. Tej nocy w meczu przeciwko swojej byłej druzynie z Portland rzucił 33 punkty, do których dołożył 5 zbiórek oraz 6 asyst, a Hornets pokonali Blazers 106:94. Batum udowadnia, że nie jest tylko specjalistą od obrony, ale równie dobrze radzi sobie w ataku co pokazuje w obecnym sezonie uzyskując najwyższą w karierze średnią zdobytych punktów (17,7) właśnie w barwach Szerszeni.

- Carmelo Anthony - lider NYK poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Madison Sqare Garden w meczu przeciwko NOP 95:87. Melo uzyskał 29 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty oraz po jednym bloku i przechwycie. W decydujących momentach meczu wziął na siebie odpowiedzialność za wynik i w nerwowej końcówce trafiał rzuty wolne nie pozwalając gościom na złapanie kontaktu.

- Anthony Davis - bardzo dobre zawody w wykonaniu lidera Pelikanów. Davis zdobył 36 punktów, do których dołożył 11 zbiórek oraz 4 bloki. Na nic się to jednak zdało, gdyz koledzy z druzyny nie dostosowali sie gra do swojego najlepszego garcza i AD musiał przełknąć 9 porażkę w obecnych rozgrywkach.


Na minus:

- Oklahoma City Thunder - OKC przegrali wysoko na własnym parkiecie z Bostonem 85:100 trafiając zaledwie 28 z 77 rzutów z gry. Pod nieobecność kontuzjowanego Kevina Duranta odpowiedzialność za wynik miał wziąć na siebie Russell Westbrook, ale to zadanie wyraźnie tym razem go przerosło. Russ zagrał na bardzo słabej skuteczności (25%) i nie wspomagał też zbytnio kolegów dobrymi asystami notując ich zaledwie 5 w całym meczu. Celtics zagrali zespołowo i odprawili gospodarzy z kwitkiem sprawiając swoim zwycięstwem dużą niespodziankę.


15 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: kolejne zwycięstwo Warriors

Mistrzowie NBA odnieśli 11 zwycięstwo z rzędu pokonując na własnym parkiecie Brooklyn Nets 107:99. Jednak tym razem nie przyszło im to tak łatwo jak w poprzednich 10 przypadkach, gdyż do końcowego triumfu potrzebowali dogrywki. Nets byli bardzo bliscy sprawienia sensacji, ale najpierw na parę sekund przed końcem regulaminowego czasu gry Andre Iguodala doprowadził do remisu rzutem za 3 punkty, a następnie w ostatniej akcji mając piłkę meczową Brook Lopez nie trafł łatwego lay-upu. W dogrywce załamani Nets poddali się w zasadzie bez walki, ale brawa dla nich za dobry mecz i wyróżnienie dla Jarretta Jack'a - zdobywcy 28 punktów dla pokonanych. Wśród gospodarzy prym wiódł jak zwykle Stephen Curry, który tym razem uzyskał 34 punkty, 3 zbiórki, 6 asyst i 2 przechwyty.


Na plus:

- Jamal Crawford - jeden z dwóch głównych architektów zwycięstwa 101:96 Los Angeles Clippers nad Detroit Pistons. Tym razem, z powodu absencji J.J. Reddicka, Crawford zaczął mecz w pierwszej piątce i pokazał jakie wciąż drzemią w nim możliwości (mimo 35 lat na karku). Wziął na siebie odpowiedzialność za wynik meczu w momencie prawie 20 punktowego deficytu swojej drużyny, a zrobił to na tyle skutecznie, że po meczu Clippersi mogli cieszyć się ze zwycięstwa. Crawford uzyskał 37 punktów, 6 zbiórek oraz 8 asyst.

- Blake Griffin - dzielnie wspierał Jamala Crawforda w walce z Tłokami z Detroit, wykręcając naprawdę godne podziwu cyferki w wygranym ostatecznie meczu. Na jego liczniku w statystykach można było zobaczyć 34 pkt, 8 zbr, 9 ast, 2 prz i 1 blok.

- Eric Bledsoe - bardzo dobry mecz w wykonaniu obrońcy Phoenix, który miał ogromny wpływ na zwycięstwo swojej drużyny w spotkaniu z Denver 105:81. Bledsoe zdobył 30 punktów, do których dołożył 7 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty.

- LeBron James - Król James co prawda nie zszedł tym razem z parkietu w glorii zwycięzcy, ale rozegrał naprawdę dobre zawody w przegranym przez Cleveland meczu w Milwaukee 105:108. To dzięki jego grze Cavs udało się wogóle doprowadzić do dogrywki, a na swoim koncie zanotował oststecznie 37 pkt, 12 zbr, 5 ast, 1 prz i 3 bloki.


Na minus:

- Houston Rockets - bardzo rozczarowują Rakiety swoich fanów od początku sezonu. Bilans 4-6 nie jest tym czego spodziewali się po nich kibice, a najgorszy jest styl gry całej drużyny nie potrafiącej podjąć walki z przeciwnikami. Nie widać w ich grze zacięcia i można odnieść wrażenie, że przechodzą obok meczów uznając je w pewnym momencie za już przegrane. Nawet derby Teksasu z Dallas nie spowodowały zmiany nastawienia w Houston, które w łatwy sposób poległo na własnym parkiecie 98:110. Oby się szybko obudzili, bo potencjał mają na grę o najwyższe laury, a nie tylko na walkę o załapanie się do playoff. Na zachodzie nie wolno sobie pozwolić na zbyt długi marazm, bo jak to się może skończyć dowiedziała się najlepiej Oklahoma w zeszłym sezonie...


14 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: 25 w karierze triple-double Rajona Rondo

Rajon Rondo po raz 3 w ostatnich 4 meczach i 25 w karierze osiągnął triple-double, na które złożyło sie tym razem 23 punkty, 14 asyst i 10 zbiórek. Rozgrywający Królów z Sacramento przyczynił się w ten sposób do zwycięstwa swojej drużyny w starciu z Brooklyn Nets 111:109. RR do końca meczu trzymał w niepewności kibiców zgromadzonych w Sleep Train Arena, gdyż dziesiątą zbiórkę uzyskał na kilka sekund przed końcem meczu, wzbudzając tym samym wielką owację na trybunach. Gra Rondo w obecnym sezonie wygląda o niebo lepiej od tego, co prezentował w zeszłych rozgrywkach podczas pobytu w Dallas. W Sacramento odnalazł chyba swoje miejsce na ziemii, a współpraca z DeMarcusem Cousinsem (o którym wspominam poniżej) zaczyna przynosić efekty i wygląda naprawdę ciekawie. Jeśli Kings poukładają wreszcie sprawy związane z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa jakim jest niewątpliwie koszykarska drużyna w NBA to duet Rondo-Cousins może zaprowadzić ich naprawdę wysoko. Potencjał i papiery na grę mają przecież na najwyższym poziomie.


Na plus:

- Russell Westbrook - Pod nieobecność kontuzjowanego Kevina Duranta odpowiedzialność za losy drużyny spoczęła na barkach Russela Westbrooka. Ze swojego zadania wywiązał się on bardzo dobrze osiągając drugie z rzędu, a 21 w karierze triple-double w wygranym 102:85 meczu Oklahomy z Philadelphią. Na jego dorobek złożyło się 21 punktów, 17 zbiórek (rekord kariery) oraz 11 asyst.

- DeMarcus Cousins - gwiazdor Królów z Sacramento rozegrał świetne zawody przeciwko Brooklyn Nets zapewniając swojej drużynie (do spółki z Rajonem Rondo) zwycięstwo 111:109. Mecz zakończył z 40 punktami oraz 13 zbiórkami na koncie, a jego wynik mógł być jeszcze lepszy gdyby nie fakt, iż ze względu na 6 fauli musiał przedwcześnie opuścić parkiet. Ostatnimi czasy w Sacramento nie działo się zbyt dobrze, a popularny Boogie wylał swoją frustrację na trenerze Karlu obrażając go przy reszcie drużyny. Za swoje zachowanie szybko przeprosił publicznie, ale niesmak pozostał i DMC chyba w najlepszy sposób postanowił zrekompensować zasłużonemu coachowi swoje zachowanie poprzez dobry występ na parkiecie.

- Paul George - po raz kolejny lider Indiany poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Tym razem Pacers odprawili z kwitkiem Minnesotę Timberwolves 107:103, a George uzyskał w meczu 29 punktów, 9 zbiórek i 4 asysty.

- LeBron James - LBJ miał główny udział w zwycięstwie Cleveland w Nowym Jorku 90:84. Król James zdobył 31 punktów, do których dołożył 3 zbiórki, 6 asyst i 2 przechwyty.

- Marc Gasol - wreszcie udany mecz w wykonaniu najlepszego centra poprzednich rozgrywek. Młodszy z braci Gasol poprowadził Grizzlies do wygranej z Portland 101:100. W tym zaciętym spotkaniu uzyskał 31 punktów, 4 zbiórki oraz 5 asyst.


Na minus:

- Emmanuel Muddiay - pierwszoroczniak z Denver "popisał" się w meczu przeciwko Houston Rockets aż 9 stratami oraz zaledwie 1 celnym rzutem z gry na 10 prób. Jako rookie ma prawo do przeplatania dobrych meczów słabszymi, ale dzisiejszej nocy trochę jednak przesadził. Z 5 stratami na mecz przewodzi niechlubnej statystyce ilości strat w meczu i musi zdecydowanie poprawić ten element koszykarskiego rzemiosła. Na jego szczęście koledzy z drużyny stanęli na wysokości zadania ogrywając Rakiety 107:98.

 


13 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: dziesiąta z rzędu wygrana Warriors, 46 punktów Currego

Golden State Warriors wygrali swój dziesiąty mecz w obecnych rozgrywkach, pokonując w wyjazdowym spotkaniu Minnesotę Timberwolves 129:116. Goście od początku meczu uzyskali kilkupunktową przewagę, którą kontrolowali następnie przez całe spotkanie, nie oddając ani razu prowadzenia. Jak zwykle architektem zwycięstwa GSW był niesamowity Stephen Curry (46 pkt), którego dzielnie wspierał w tym meczu Draymond Green (23 pkt, 12 zbr). Wśród pokonanych jak zwykle prym wiedli Andrew Wiggins (19 pkt) oraz Karl-Anthony Towns (17pkt, 11 zbr), ale należy pochwalić również zawodników rezerwowych, którzy rzucili wspólnie 61 punktów grając bez kompleksów przeciwko mistrzom NBA. A jeśli chodzi o Currego to można w zasadzie tylko uśmiechnąć się oglądając wyczyny tego fantastycznego zawodnika i wspólczuć rywalom próbującym włączyć go z gry. A szczegóły poniżej...


Na plus:

- Stephen Curry - znów genialny występ lidra Wojowników, który zakończył zawody uzyskując 46 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty. Curry z meczu na mecz przechodzi sam siebie i zaczynam się zastanawiać jaki jest kres możliwości tego zawodnika. Jest on w stanie oddać rzut z praktycznie każdej pozycji na boisku, a łatwość z jaką się uwalnia od kryjących go rywali jest wręcz porażająca. On dryblując z piłką jest szybszy niż kryjący go rywale mający pełną swobodę ruchów, a rzut oddaje zanim ktokolwiek zdąży nawet mrugnąć okiem. Dodajmy jeszcze, że trafia z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Dzisiejszej nocy miał 15/25 celnych rzutów z gry, w tym 8/13 za 3 punkty i nie pomylił się ani razu w swoich 8 próbach z linii rzutów osobistych. Ten facet jest po prostu fenomenalny!

- Derrick Favors - nominalny skrzydłowy był zmuszony zagrać w tym meczu, pod nieobecność nominalnego centra Jazz Rudyego Goberta, na pozycji środkowego i wywiązał się z tego zadania wręcz rewlacyjnie. Zakończył zawody z dorobkiem 25 punktów, 12 zbiórek i aż 7 bloków mając za bezpośrednich rywali tak dobrych zawodników jak Whiteside, czy Bosh. Szkoda tylko, że tak dobry występ nie przełożył sie na zwycięstwo Jazz, którzy ostatecznie przegrali w Miami 91:92.

- Brandon Knight - obrońca Suns poprowadził swój zespół do zwycięstwa w meczu z Los Angeles Clippers 118:104. Knight miał dzis wyjątkowo dobrze nastawiony celownik i uzbierał na swoim koncie 37 punkty trafiając 14/22 rzutów z gry, z czego 6/10 za 3 punkty.


Na minus:

- LA Clippers - druga z rzędu porażka ekipy z Kalifornii, która uległa w Phoenix 104:118. LAC grali co prawda bez kontuzjowanych Chrisa Paula i J.J. Reddicka, ale drużyna mająca taki potencjał kadrowy nie powinna grać aż tak słabo nawet przy dwóch absencjach zawodników z pierwszej piątki. Clippersi od lat mają mistrzowskie aspiracje jadnak takie sytuacje pokazują, że ten efektownie grający zespół fajnie się ogląda w wielu meczach lecz nie są cały czas gotowi, głównie w sferze mentalnej, do walki o mistrzowskie pierścienie.


12 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Nowitzki usatysfakcjonował Cubana

Pierwszą w tym sezonie wizytę LA Clippers w Dallas można określić mianem meczu z podtekstem, a sprawa dotyczy niedoszłego transferu DeAndre Jordana do zespołu z Teksasu. Przypomnijmy pokrótce wydarzena z początku offseason, kiedy to środkowy LAC poinformował o swoich przenosinach do Dallas. Ustalono nawet szczegóły kontraktu (80 milionów dolarów za 4 lata gry) i właściciel Mavericks zacierał ręce z zadowolenia zapełniając lukę po wytransferowanym wcześniej do Phoenix Tysonie Chandlerze. Jakież wielkie musiało być jego rozczarowanie gdy parę dni później DAJ spakował nagle manatki i bez słowa wyjaśnienia wrócił do Kalifornii podpisując podobny kontrakt jaki miał zapewniony w Dallas. Cuban pozostał z niczym i do końca offseason nie zdołał już zbudować drużyny, mogącej powalczyć w tym roku o najwyższe cele. W duchu na pewno poprzysiągł sportową zemstę na Clippersach i ich centrze, a okazja do tego nadarzyła się właśnie tej nocy. Jordan został niemiłosiernie wybuczany przez kibiców podczas prezentacji i przy każdym kontakcie z piłką, a całe spotkanie może uznać za nieudane (9 pkt,11 zbr). Ku ogromnej radości Cubana jego drużyna wygrała 118:108, a gwiazdą numer jeden był na parkiecie Dirk Nowitzki - zdobywca 31 punktów i 11 zbiórek. Niemiecki skrzydłowy miał rewelacyjną skuteczność rzutów z gry (11/14, 5/6 za 3 i 4/5 osobiste) i swoją grą zasłużył na pewno na dodatkowy bonus od uradowanego właściciela, który z pewnością chętnie sięgnie do kieszeni. Na tę noc czekał w końcu parę miesięcy.


Na plus:

- Carmelo Anthony - skrzydłowy Knicks rozegrał dobre zawody uzyskując 29 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty w przegranym 93:95 meczu z Hornets. NYK nie mieli szczęścia w tym meczu, gdyż decydujące punkty stracili 0,6 sek przed końcem, a w ostatniej akcji Porzingis trafił za 3 punkty lecz sędziowie uznali, iż miało to miejsce minimalnie po końcowej syrenie. Dobry występ Melo jednak wart odnotowania.
- Paul George - skrzydłowy Indiany jest ostatnio stałym gościem tej rubryki, ale świadczy to o świetnej formie jaką utrzymuje od kilku dni. Nieinaczej było tej nocy, gdy w świetnym stylu poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa w Bostonie 102:91. Licznik George'a zatrzymał się dziś na 26 punktach, 10 zbiórkach i 3 asystach.
- Stephen Curry - po dwóch trochę słabszych (jak na swoje możliwości oczywiście) meczach znów przypomniał o sobie MVP zeszłego sezonu. W wygranym spotkaniu wyjazdowym w Memphis 100:84 Curry uzyskał 29 punktów, do których dołożył po 5 zbiórek, asyst oraz przechwytów. W połowie 3 kwarty popisał się niesamowita akcją przechwytując piłkę pod własnym koszem efektownie przedryblował ją przez połowę mijając dwóch rywali a następnie oddał celny rzut za 3 punkty z ekwilibrystycznej pozycji w najmniej spodziewanym dla rywali momencie. Cały Stephlaughing
- DeMarcus Cousins - gwiazdor Sacramento poprowadził (do spółki z Rajonem Rondo) swoją drużynę do zwycięstwa w meczu z Detroit Pistons 101:92. Boogie zdobył w tym meczu 33 punkty, do których dołożył 9 zbiórek i wygrał prestiżową rywalizację z będącym od początku sezonu w świetnej formie centrem gości Andre Drummondem (14 pkt, 17 zbr).
- Rajon Rondo - rozgrywający Kings już po raz drugi w obecnych rozgrywkach popisał się triple-double notując na swoim koncie 14 punktów, 11 zbiórek i 15 asyst. Przyczynił się więc wydatnie do zwycięstwa swojej drużyny, a jego zadaniem numer 1 powinno być utrzymanie formy prztnajmniej do 2 meczów z rzędu, gdyż jak do tej pory te świetne występy przeplata z bardzo nieudanymi.


Na minus:

- Houston Rockets - porażka we własnej hali z najsłabszą jak dotąd obok 76ers drużyną ligi - Brooklyn Nets chwały nie przynosi. Rakiety uległy ostatecznie 98:106, a decydująca dla przebiegu meczu była 4 kwarta przegrana przez Houston 15:27. Wśród gospodarzy można pochwalić za grę jedynie Dwighta Howarda, który zaliczył double-double oraz 5 bloków. Szkoda tylko, że reszta kolegów z jego drużyny w zasadzie przeszła obok meczu. Dla Nets była to pierwsza wygrana w obecnym sezonie.

 


11 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: kontuzja Kevina Duranta

Nie udał się powrót do swojego rodzinnego Waszyngtonu Kevinowi Durantowi. Pod koniec drugiej kwarty podczas jednej z szarż podkoszowych poczuł ból w lewej nodze i w drugiej połowie meczu nie pojawił się już na parkiecie Verizon Center. W ciągu niecałych 17 minut zdołał rzucić 14 punktów oraz zaliczyć 10 zbiórek i 4 asysty, a jego Oklahoma pokonała wyraźnie gospodarzy 125:101. Miejmy nadzieję, że uraz nie okaże się poważny i szybko zobaczymy znów w akcji MVP sezonu 2013/14. Przypomnijmy, iż w zeszłym sezonie KD zdołał rozegrać zaledwie 27 meczów z powodu złamania kości śródstopia i konieczności poddania się operacji oraz późniejszej rehabilitacji. Oby tym razem wszystko skończyło sie dobrze i dane nam było znów rozkoszować się grą tego niesamowitego zawodnika przez jak najdłuższą część sezonu.


Na plus:

- Russell Westbrook - to była tylko kwestia czasu, gdy Russ wykręci pierwsze w tym sezonie triple-double i stało się to dzisiejszej nocy w Waszyngtonie. Król strzelców zeszłego sezonu uzbierał na swoim koncie 22 punkty oraz po 11 zbiórek i asyst. Potrzebował na to zaledwie 27 minut, gdyż przy wysokim prowadzeniu jego drużyny praktycznie całą czwarta kwartę spędził na ławce rezerwowych.

- LeBron James - The King również był bliski osiągnięcia triple-double. Podczas wygranego 118:114 spotkania z Utah Jazz zdobył 31 punktów, do których dołożył 7 zbiórek, 8 asyst i 2 przechwyty. Ale co się odwlecze to nie uciecze i LBJ pewnie nie da nam długo czekać swojego pierwszego tripla w obecnych rozgrywkach.

- Chris Bosh - skrzydłowy Miami rozegrał kapitalne spotkanie przeciwko LA Lakers i poprowadził swoją drużyne do zwycięstwa 101:88. Ustanowił w tym meczu swój rekord strzelecki tego sezonu zdobywając 30 punktów. Walczył również dzielnie na tablicach zbierając 11 razy piłkę i kompletując w ten sposób solidne double-double. Najbardziej cieszy fakt, iż nie widać już żadnych skutków choroby płuc (zakrzepica), przez którą zdołał rozegrać w zeszłym sezonie zaledwie 44 mecze.


Na minus:

- John Wall - znów kiepski mecz rozgrywającego Wizards, który pod nieobecność kontuzjowanego Bradleya Beala miał wziąc na swoje barki odpowiedzialność za wynik meczu z Oklahomą. Zadanie go chyba jednak przerosło, skoro zaliczył tylko 9 punktów i 5 asyst dając się kompletnie zdominować Russellowi Westbrookowi, a jego drużyna doznała wysokiej porażki na własnym parkiecie 101:125.


10 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Młode Wilki lepsze od Jastrzębi

Minnesota Timberwolves zakończyła serię siedmiu zwycięstw z rzędu Atlanty Hawks, wygrywając wyjazdowy mecz 117:107. Największy udział w końcowym triumfie Wilków miał duet młodzieżowców: Andrew Wiggins oraz Karl-Anthony Towns. Wiggins już dwa dni temu w Chicago poprowadził swoją drużynę do niespodziewanego zwycięstwa nad Bykami, a dzisiejszej nocy w podobny sposób obszedł się z faworyzowaną ekipą Jastrzębi. Kanadyjczyk wyrównał swój rekord kariery rzucając 33 punkty, do których dołożył 5 zbiórek, 4 asysty i po jednym bloku i przechwycie. Znów fruwał nad głowami rywali pokazując jak efektownym jest graczem. Bardzo wydatnie wspierał go wybrany z pierwszym numerem w tegorocznym drafcie Karl-Anthony Towns, który zaliczył double-double na poziomie 17-12 i do tego aż 3 razy blokował rywali pod koszem. KAT potwierdza, że nie przez przypadek został wybrany z jedynką, a eksperci dobrze ocenili jego nieprawdopodobną wręcz wszechstronność. Wilki będą miał wielki pożytek z obu młodzianów i jeśli tylko oszczędzą ich kontuzje to kto wie czy już w obecnym sezonie nie będą się z powodzeniem bili o playoff. W każdym razie Minnesota jawi się nam jako bardzo przyszłościowa drużyna i nie wolno im tego zepsuć!


Na plus:

- Paul George - ponownie poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 97:84 nad Orlando Magic. Tym razem na jego liczniku pojawiło się 27 punktów, 4 zbiórki i 7 asyst. Skrzydłowy Indiany raził rywali rzutami z dystansu praktycznie z każdej pozycji, udowadniając iż jest jednym z zawodników o najlepiej ułożonym rzucie w całej lidze.
- Damian Lillard - znów udowodnił, że po odejściu z Portland LaMarcusa Aldridge'a jest niekwestionowanym liderem swojej drużyny rzucając przeciwko Denver 30 punktów oraz dokładając 3 zbiórki i 7 asyst. Szkoda tylko, że tak dobry występ w jego wykonaniu nie przełożył się na zwycięstwo Blazers, którzy ostatecznie ulegli Nuggets 104:108.
- Pau Gasol - nie był to może jakiś wybitny mecz środkowego Byków, ale 6 bloków na które nadziali się jego rywale z Philadelphii zasługuje na wyróżnienie. Gasol w wygranym 111:88 spotkaniu uzyskał również 16 punktów i 9 zbiórek.


Na minus:

- Sacramento Kings - Królowie rozczarowują od początku sezonu. Nikt się po nich cudów nie spodziewał, ale mimo wszystko grają na pewno poniżej możliwości a bilans 1-7 mówi sam za siebie. Ta drużyna naprawdę ma potencjał: jednego z najlepszych centrów ligi (Cousinsa), niezłego strzelca (Gay'a) i myślącego na boisku rozgrywającego (Rondo), a wszystkim dowodzi doświadczony trener (Karl). Dlaczego więc sprawiają wrażenie jakby im się po prostu nie chciało? W dzisiejszym meczu z San Antonio jeszcze do końca trzeciej kwarty jakoś to wszystko wyglądało, by w ciągu chwili szybko się posypało i ostatecznie Kings wyraźnie przegrali 88:106. Jeśli ten sezon ma tak wyglądać to sądzę, że po jego zakończeniu DMC poszuka sobie innej drużyny mającej większe, choćby playoffowe aspiracje.


09 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: potężne double-double Andre Drummonda

Środkowy Detroit Pistons był dzisiejszej nocy bardzo bliski osiągnięcia niebotycznego wręcz double-double na poziomie 30-30. W wygranym przez jego drużynę meczu w Portland 120:103 rzucił 29 punktów, do których dołożył 27 zbiórek. Zdominował kompletnie okolice pomalowanego, o czym przekonał się dobitnie Mason Plumlee, który trzykrotnie otrzymał potężne bloki od Drummonda. Center Tłoków radził sobie fantastycznie również w ataku, wykonując nawet zwody przypominające Dream Shake Hakeema Olajuwona z najlepszych lat jego kariery, kończone monster dunkami. Naprawdę czapki z głów przed Drummondem, który świetnie przepracował okres przygotowawczy i imponuje formą u progu sezonu, co odzwierciedlają jego średnie punktów i zbiórek przekraczające w tym momencie cyfrę 20. Jeśli nasz bohater utrzyma ta dyspozycję przez większą część rozgrywek to Pistons będą groźni dla każdej ekipy w najlepszej lidze świata.


Na plus:

- Paul George - świetny występ skrzydłowego Indiany, który w przegranym przez jego drużynę 97:101 meczu przeciwko Cleveland Cavaliers uzyskał 32 pkt, 11 zbr i 6 asyst, grając na ponad 50% skuteczności (11/21 z gry). George zawsze wyjątkowo motywuje się do spotkań przeciwko swojemu dobremu kumplowi LeBronowi Jamesowi i tak było też i tym razem. Myślę, że kwestią czasu jest uzyskanie przez PG tripple-double, bo formę po ciężkiej kontuzji odzyskał już w 100 procentach.
- Le Bron James - LBJ zdaje się traktować boiskowe konfrontacje ze swoim przyjacielem w podobny sposób, bo mimo lekkiej kontuzji mięśnia czworogłowego zdecydował się wystąpić w spotkaniu przeciwko Indianie i zrobił to w świetnym stylu zdobywając 29 pkt, do których dorzucił 6 zbr i 4 ast.

- Kevin Love - on również był jednym z architektów zwycięstwa Cleveland nad Indianą kończąc mecz z 22 punktami i 19 zbiórkami na swoim koncie. Zdobył tez decydujące punkty w meczu pieczętujące zwycięstwo swojej drużyny.

- Hassan Whiteside - center Miami poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa nad Toronto 96:76 zdobywając 20 punktów oraz 11 razy zbierając piłkę z tablicy. Do tego dołożył 6 bloków przypominając, że w poprzednim sezonie osiągnął już raz triple-double złożone z tych trzech elementów koszykarskiego rzemiosła.

- Kevin Durant - KD poprowadził Thunder do zwycięstwa w meczu z Phoenix 124:103 uzyskując 32 punkty, 11 zbiórek, 4 asysty oraz 3 przechwyty. Na parkiecie nie przeszkadzały mu nawet sytuacje, w których musiał oddawać celne rzuty bez jednego buta, który w tym meczu wyjątkowo nie chciał się trzymać jego nogi (aż do zmiany obuwia na bardziej pasujące).

- Eric Bledsoe - jego Słońca co prawda przegrały w Oklahomie, ale Bledsoe zaliczył bardzo udane spotkanie zdobywając 28 punktów i 11 asyst. Grał też na bardzo dobrym procencie rzutów z gry (10/15 z czego 2/2 za 3).

- Reggie Jackson - świetne zawody przeciwko Portland w wykonaniu rzucającego obrońcy Tłoków z Detroit. Jackson zdobył 40 punktów w meczu, z czego aż 26 w czwartej kwarcie pieczętując zwycięstwo swojej drużyny 120:103. Reggie trafił 15 z 26 rzutów z gry, z czego ani razu nie pomylił się zza linii 7,24 (3/3). Do swoich statystyk dorzucił też po 5 zbiórek i asyst.


Na minus:

- Kyle Lowry - słabszy mecz w wykonaniu rozgrywającego Raptors przełożył się na porażkę jego drużyny w Miami 76:96. Lowry trafił zaledwie 4 z 16 rzutów z gry (w tym 2/8 za 3), nie popisując się również przy kreowaniu pozycji rzutowych dla kolegów z drużyny. Miał też mniej niż zwykle przechwytów (tylko jeden) i o wizycie na Florydzie pewnie będzie chciał szybko zapomnieć.


08 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: pojedynek strzelecki Harden vs Griffin

Dzisiejszej nocy doszło do ciekawego pojedynku, awizowanego jako rewanż za zeszłoroczny półfinał konferencji zachodniej pomiędzy LA Clippers i Houston Rockets. W ekipie gospodarzy zabrakło kontuzjowanego Chrisa Paula (uraz pachwiny), a oczy kibiców skierowały się na konfontację najlepszych snajperów obu drużyn Jamesa Hardena (HOU) i Blake'a Griffina (LAC). Już do przerwy obaj Panowie punktowali całkiem nieźle, jak na liderów swoich ekip przystało, zdobywając odpowiednio 25 i 20 oczek. W drugiej części meczu obaj kontynuowali wzajemną wymianę ciosów, z której zwycięsko wyszedł ostatecznie Brodacz, uzyskując 46 punktów. Licznik Griffina zatrzymał się na 35 zdobytych punktach. Sam mecz zakończył się triumfem gości z Houston 109:105.


Na plus:

- Rajon Rondo - rozgrywający Sacramento uzyskał triple-double w przegranym 94:103 meczu z GSW. Na jego wynik złożyło się 14 punktów, 12 zbiórek oraz 15 asyst. Należy też wspomnieć o 4 przechwytach, a to już wynik zbliżający go delikatnie do nie widzianego od 1994 roku na parkietach NBA quadruple-double. Rondo zdaje się odżywać w Sacramento po nieudanej przygodzie w zeszłym sezonie z Dallas Mavericks. Żeby jeszcze tylko popracował nad precyzją rzutu, ale za wczorajszy występ należą mu się duże brawa.

- Dwight Howard - środkowy Rakiet rozegrał bardzo dobre zawody przeciwko LAC i wydatnie przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny. Osiągnął double-double na poziomie 20-20 i przede wszystkim zachował nerwy na wodzy, stając na linii rzutów osobistych, które są jego piętą Achillesową. Dzisiejszej nocy z 5 prób trafił 4, dając rywalom do zrozumienia, że nie opłaca się go tego wieczoru specjalnie wysyłać na linię rzutów za 1 punkt.

- Andrew Wiggins - najlepszy debiutant zeszłego sezonu poprowadził swoją drużynę do wyjazdowego zwycięstwa po dogrywce z Chicago Bulls 103:94. Przesunięty w obecnym sezonie z pozycji niskiego skrzydłowego na rzucającego obrońcę Wiggins trafił 11 z 27 rzutów z gry (w tym 4 na 5 za 3 pkt oraz 5/10 z linii rzutów wolnych) i ostatecznie zdobył 31 punktów, grając jak to ma w zwyczaju w bardzo efektownym stylu.

- Kent Bazemore - skrzydłowy Atlanty ustanowił w wygranym meczu przeciwko Washington Wizards osobisty rekord strzelecki, zdobywając 25 punktów, do których dołożył 4 zbiórki, 3 asysty i 2 przechwyty. Grał przy tym na wysokim procencie rzutów z gry (10/15 z czego 4/7 za 3 pkt) i wydatnie przyczynił się do zwycięstwa swojej dużyny 114:99. Bazemore wykorzystuje jak na razie bardzo udanie szansę gry w pierwszej piątce, jaką otrzymał po odejściu z Atlanty DeMarre Carrolla i jeśli nadal będzie grał na takim poziomie to szybko tego miejsca nie odda.

- Kemba Walker - bardzo udany mecz rozgrywającego Szerszeni, który praktycznie samotnie podjął walkę z doświadczoną ekipą San Antonio. Jego 27 punktów na nic jednak się zdało, gdyż ostatecznie Hornets polegli 94:114. Mimo porażki Walker zaprezentował się naprawdę dobrze, grając na wysokim procencie rzutów z gry (11/15). Do tego dołożył 4 asysty oraz 2 przechwyty. Szkoda tylko, że koledzy z drużyny nie wspomogli go bardziej na parkiecie...


Na minus:

- Chicago Bulls - w przegranym meczu z Minnesotą Timberwolves Byki zagrały naprawdę słabo, trafiając w przekroju całego spotkania z zaledwie 35% skutecznością. W połowie 4 kwarty jeszcze prowadzili 6 punktami i wówczas nastąpiła niewytłumaczalna zapaść całej drużyny. Przez następne 6 minut zdobyli tylko 6 punktów i dali doprowadzić gościom z Minnesoty do dogrywki, w której nie zdobyli ani jednego punktu! Drużynie z takimi aspiracjami i możliwościami nie wypada po prostu mieć takich przestojów w grze.

 


07 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Golden State Warriors jedyną niepokonaną drużyną w lidze

Od dzisiaj jedyną drużyną, która nie zaznała smaku porażki w obecnym sezonie są mistrzowie Golden State Warriors. Ekipa z Oakland odniosła szóste zwycięstwo z rzędu, wygrywając we własnej hali z Denver Nuggets 119:104, co przy jednoczesnej porażce Toronto Raptors w Orlando, sprawiło iż tylko Wojownicy w tabeli po stronie porażek widzą cyfrę 0. GSW kontrolowali mecz od samego początku, wychodząc na ponad 20 punktowe prowadzenie do przerwy. W drugiej części gry trener Steve Kerr dał pograć swoim zmiennikom w myśl obowiązującej zasady, by przy tak morderczym sezonie oszczędzać swoje gwiazdy w wygranych już meczach i dać się dotrzeć ławkowiczom. Jak zwykle swoje zrobił genialny Stephen Curry, ale o tym napiszę poniżej.


Na plus:

- Paul George - skrzydłowy Pacers wreszcie wraca na odpowiednie tory po zeszłorocznej okropnej kontuzji (otwarte złamanie nogi), której doznał podczas przygotowań reprezentacj USA przed Mistrzostwami Świata. Cały zeszły sezon przechodził rehabilitację i udało mu się wrócić na ostatnie 6 meczów, które miały pomóc walczącej o playoff Indianie. George nie czuł jeszcze tak piłki jak powinien, a jego zespół nie zdołał ostatecznie przebić się do playoffów. Podczas offseason postanowiono zmienić styl gry na szybką koszykówkę, a Paula George'a przesunąć na pozycję silnego skrzydłowego, gdzie swoją szybkością i ogólną sprawnością miał przewyższać rywali. Ten eksperyment zaczyna przynosić efekt i dzisiejszej nocy George zdobył 36 punktów, do których dołożył 12 zbiórek, 3 asysty i 1 blok, prowadząc swoją drużynę do wyjazdowego zwycięstwa 90:87 z Miami Heat.
- LeBron James - LBJ poprowadził Cleveland do zwycięstwa nad Philadelphią 108:102, zapisując się w statystykach 31 punktami, 4 zbiórkami, 13 asystami i 2 przechwytami. Może ktoś powiedzieć, że to dla niego norma, ale uważam iż taki występ jest wart odnotowania nawet jeśli w grę wchodzi sam Król James.
- Stephen Curry - podobna sytuacja jak z LBJ. Steph wywindował swoją grę na taki poziom, że ponad trzydziestopunktowe zdobycze w każdym meczu stały się dla niego i kibiców praktycznie normą. Za chwilę dojdzie do paranoi i występ poniżej 30 punktowej granicy będzie traktowany jako nieudany. Curry w każdym razie nic sobie z tego nie robi i dziś w nocy był całkiem blisko triple-double uzyskując 34 pkt, 7 zbr, 10 ast oraz 3 prz. trafiając aż 8 razy za 3 na 16 prób. Brawa dla tego Pana!
- Kyle Korver - rzucający obrońca Atlanty wydatnie pomógł swojej drużynie odnieść wyjazdowe zwycięstwo nad New Orleans Pelicans 121:115. Korver zdobył 22 punkty, do których dołożył 7 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. Warte podkreślenia jest to, iż nie pomylił się ani razu, oddając 8 celnych rzutów z gry (w tym 4 razy za 3 pkt) i 2 z linii rzutów wolnych.
- Anthony Davis - lider Pelikanów starał się jak mógł, by jego drużyna odniosła pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Mecz zakończył z dorobkiem 43 punktów, 10 zbiórek, 3 asyst, 4 przechwytów i 3 bloków, co pokazuje jak wszechstronnym stał się zawodnikiem. Niestety wysiłki Davisa nie wystarczyły do zwycięstwa i po raz kolejny udowodniły, że koszykówka jest grą zespołową i bez odpowiedniego wsparcia reszty drużyny jednemu zawodnikowi ciężko jest wygrać mecz.
- James Harden - wreszcie Broda zagrał na swoim poziomie, prowdząc Rakiety do zwycięstwa z Sacramento 116:110. Harden zdobył 43 punkty trafiając 13 z 23 rzutów z gry (w tym 4 z 10 za 3), dokładając do tego 6 zbiórek, 13 asyst i 2 przechwyty. Gdyby jeszcze ograniczył liczbę strat (7 w tym meczu) to byłoby naprawdę super.


Na minus:

- John Wall - kiepski mecz w wykonaniu rozgrywającego Wizards, który zdobył co prawda 13 punktów, ale grał na słabej skuteczności, trafiając 6 z 17 rzutów z gry, w tym chybiając wszystkie 3 rzuty za 3 punkty. Nie prowadził gry w taki sposób do jakiego nas przyzwyczaił, co spowodowało wyraźną porażkę ekipy z Waszyngtonu (98:118) w spotkaniu z Bostonem.


06 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: wygrana Chicago z Oklahomą

Dzisiejszej nocy doszło do arcyciekawego pojedynku pomiędzy Chicago Bulls i Oklahoma City Thunders, zakończonego zwycięstwem Byków 104:98. Spotkanie było od początku bardzo wyrównane z lekką inicjatywą ze strony Bulls, którzy w drugiej kwarcie zanotowali run 12-2 i odskoczyli gościom na parę punktów. Gracze Thunder przez resztę meczu gonili swoich przeciwników, ale gdy tylko doprowadzali do remisu, Byki natychmiast ponownie odskakiwały na parę punktów, głównie dzięki dobrej grze swojego back-courtu (Rose-Butler). Kevin Durant dwoił się i troił do spółki z Russelem Westbrookiem, ale końcówka należała jednak do gospodarzy, którzy zachowali zimną krew i dowieźli zwycięstwo do końca meczu. Goście natomiast musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci trzeciej z rzędu porażki.


Na plus:

- Derrick Rose - wreszcie dobry występ Rose'a, który ostatnio nie rozpieszczał nas dobrą formą. W kontekście ostatnich dwóch sezonów więcej się mówiło o kontuzjach tego zawodnika i zaczęto spekulować, iż nie ma szans na powrót do formy z 2011 roku, kiedy to zdobywał tytuł MVP. Zaczęto się zastanawiać czy to nie Jimmy Butler jest obecnie największą gwiazdą Byków i to musiało podziałać na D Rose'a jak płachta na byka. W meczu przeciwko OKC zdobył 29 punktów, do których dodał 7 asyst i 5 zbiórek. Warto dodać, iż trafił 12 z 25 rzutów, co daje prawie 50 % skuteczność, co w jego przypadku ostatnio się nie zdarzało zbyt często (raczej oscylował wokół 40 %). Miejmy nadzieję, że to nie jednorazowy wyskok i Rose utrzyma tę formę jak najdłużej.
- Al Jefferson - center Szerszeni poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w wyjazdowym spotkaniu z Dallas Mavericks. Big Al zdobył 31 punktów, trafiając 15 z 18 rzutów z gry. Do tego dołożył 9 zbiórek oraz 1 blok, imponując spokojem na parkiecie jak to ma w zwyczaju.
- Portland Trail Blazers - kolejne zwycięstwo Blazersów odniesione nad teoretycznie wyżej notowanym rywalem. Przed sezonem wielu ekspertów skazywało ich na pasmo porażek w obecnym sezonie po odejściu z drużyny LaMarcusa Aldridge'a, a bukmacherzy wystawiali linię 26 meczów jako teoretycznie możliwą do osiągnięcia. Jednak Damian Lillard i spółka zdają się nie przejmować tym wszystkim, a może właśnie na przekór wszystkim chcą udowodnić swoją wartość i pokazać, że świat nie kończy się na LMA. Brawo Portland!


Na minus:

- Marc Gasol - w zeszłym roku o tej porze młodszy z braci Gasol robił furrorę swoją niesamowitą formą, którą utrzymał przez cały sezon kończąc go w pierwszej piątce najlepszych graczy. Obecny sezon jednak rozpoczął kiepsko i mam nadzieję, że wkrótce przypomni sobie jak się dominuje rywali na parkiecie. Średnia na poziomie 12 punktów i 5 zbiórek nie przystoi centrowi z jego renomą, a cała drużyna z Memphis też na tym traci, grając bardzo niemrawo i osiągając wyniki poniżej możliwości, czasem wręcz kompromitujące jak 50 punktowa porażka z GSW.

 


05 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: zwycięstwo Toronto w Oklahomie

Raptors odnieśli piąte z rzędu zwycięstwo od początku sezonu i to nie byle gdzie, bo w Oklahomie, gdzie miejscowi Thunder nie zwykli przegrywać. Ekipa z Toronto gra naprawdę dobrą koszykówkę i nie przypomina w niczym drużyny z zeszłosezonowych playoff, gdzie kompletnie bez walki odpadli w pierwszej rundzie z Wizards, mając przewagę własnego parkietu. Widać, że bardzo dobrym ruchem transferowym było pozyskanie DeMara Carrolla, który szybko zaadaptował się w nowym miejscu, stając się z miejsca jedną z gwiazd tej drużyny. Dotychczasowi liderzy - DeRozan i Lowry również grają jak na razie na swoim najwyższym poziomie, a reszta drużyny też nie odstaje od kolegów. Widać, iż trener Dwane Casey, który już żegnał się ze swoją posadą po nieudanych playoff dobrze przepracował sezon przygotowawczy ze swoją drużyną i obecnie chyba nikt w klubie nie żałuje decyzji o pozostawieniu go na stanowisku head coacha.


Na plus:

- Bradley Beal - obrońca Wizards popisał się game winnerem w spotkaniu przeciwko SAS, trafiając za 3 punkty na 0,3 sekundy przed końcem meczu. Znakomitym balansem ciała udało mu się uwolnić od pilnującego go w tym momencie LaMarcusa Aldridge,a i trafił ten najważniejszy rzut w meczu. Beal uzyskał ostatecznie 25 pkt, 5 zbr, 4 ast i 3 prz, potwierdzając bardzo wysoką formę, która towarzyszy mu od początku obecnych rozgrywek.
- DeMar DeRozan - poprowadził Raptors do wyjazdowego zwycięstwa nad OKC, zachowując nerwy na wodzy i trafiając dwa kluczowe osobiste w końcówce meczu. Spotkanie zakończył z dorobkiem 28 punktów, będąc najlepszym strzelcem swojej drużyny.
- Damian Lillard - gwiazdor Blazers utwierdza nas po raz kolejny w przekonaniu, że podołał zadaniu przejęcia pałeczki lidera po odejściu z Portland LaMarcusa Aldridge'a. W wyjazdowym meczu z Jazz poprowadził swój zespół do pewnego zwycięstwa trafiając 14 z 27 rzutów z gry (5/11 za 3) i zdobywając ostatecznie 35 punktów.
- Dwight Howard - center Rockets zaczyna grać coraz lepiej i w zwycięskim meczu przeciwko Orlando uzyskał double-double na wysokim poziomie (23-14) oraz trafił 100% rzutów z gry (10/10). Większość z nich to oczywiście wsady, bądź akcje z pomalowanego, ale to przcież też trzeba umieć wykończyć.


Na minus:

- Brooklyn Nets - ponownie Brooklyn w tej rubryce. Ta drużyna gra naprawdę żenująco i gdyby wyciągnąć z niej Brooka Lopeza to obawiam się, że miałaby kłopoty z ekipami z Euroligii. Zaryzykuje stwierdzenie, iż to obecnie najgorszy zespół NBA, gdyż równie słaba Philadelphia stara się toczyć zacięte boje z przeciwnikami i przegrywa często dopiero w końcówkach meczów. Nets natomiast kompletnie nie są w stanie nawiązać jakiejkolwiek walki w swoich spotkaniach. Czyżby pierwszy tankujący sezonu wyklarował się tak szybko...

 


04 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: Występ Andre Drummonda

Andrew Drummond od początku obecnych rozgrywek imponuje świetną grą, co przekłada się na rewelacyjne statystyki, którymi może się pochwalić środkowy Tłoków. Po rozegraniu czterech meczów jego średnie puktów i zbiórek wynoszą odpowiednio 20,3 oraz 19,5. Dzisiejszej nocy podczas meczu z Indianą Drummond ustanowił osobisty rekord zbiórek w karierze aż 29 razy łapiąc piłkę odbitą od obręczy lub tablicy. Złożyło się na to 11 zbiórek w ataku i 18 w defensywie. Jednocześnie zdobył 25 punktów, co przełożyło się na double-double na poziomie 20-20 uzyskane drugi raz z rzędu. Taka sytuacja w ekipie z Detroit miała miejsce po raz ostatni w 1985 roku. Szkoda tylko, że koledzy z drużyny nie dostosowali się poziomem do Drummonda i mecz zakończył się porażką ekipy z Detroit 82:94.


Na plus:

- Jeff Teague - rozgrywający Atlanty poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Miami zdobywając 26 punktów, do których dołożył także 9 asyst oraz 6 zbiórek. Umiejętnie prowdził grę swojego zespołu, który odniósł czwarte zwycięstwo z rzędu.
- Kyle Lowry - bardzo dobry występ rozgrywającego Raptors, który zapisał się w każdej ze statystyk w wygranym spotkaniu z Dallas Mavericks. Jego zdobycze z tego meczu to odpowiednio: 27 pkt, 5 zbr, 10 ast, 3 prz i 2 blk. Dzięki m.in. jego grze Toronto zalicza jak dotąd najlepszy start w lidze (4-0) od momentu pojawienia się w niej w 1995 roku.
- Evan Fournier - skrzydłowy Magic zdobył 30 punktów w wygranym meczu w Nowym Orleanie, prowadząc Orlando do pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Francuz trafił 12 z 20 rzutów z gry i do swoich statystyk dołożył 5 zbiórek, 4 asysty oraz 2 przechwyty.


Na minus:

- Anthony Davis - niestety gwiazdor NOP gra słabiutko od początku sezonu, co ma odzwierciedlenie w bilansie jego drużyny w obecnych rozgrywkach (0-4). Dzisiejszej nocy Davis trafił zaledwie 3 z 12 rzutów z gry i jedyną rzeczą, za która można go pochwalić było 5 bloków. AD jak na razie mocno rozczarowuje, ale mam nadzieję, że szybko się obudzi, bo jego możliwości są wręcz nieograniczone i tylko kwestią czasu powinna być ponowna gra z jego strony na poziomie MVP.

 


03 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: LeBron James zdobył 25 000 punkt w karierze

LBJ stał się najmłodszym zawodnikiem w historii, który zdołał osiągnąć 25 000 punktów w karierze. Dokonał tego mając 30 lat i 307 dni, będąc o rok młodszym od Kobe Bryanta i Wilta Chamberlaina, gdy osiągali ten sam pułap punktowy. The King zdobył swój 25 001 punkt efektownym wsadem po podaniu Matthewa Dellavedovy. James już teraz zapowiada, iż pragnie rozegrać wszystkie mecze w tym sezonie, a jeśli zdrowie mu pozwoli to przez pare dobrych lat ma zamiar pozostać na najwyższym ligowym poziomie. Kareem Abdul Jabbar już teraz powinien zacząć niespokojnie zerkać na tabelę najlepiej punktujących graczy w historii NBA, bo za parę lat na jej czele może wyprzedzić go właśnie The King.


Na plus:

- Kawhi Leonard - znów bardzo dobry występ tego gracza w tym sezonie, na który złożyło się 18 pkt, 14 zbr, 4 blk i 2 prz. Kawhi staje się obecnie jednym z najbardziej wszechstronnych zawodników w NBA i kwestią czasu jest osiągnięcie przez niego triple-double, a nie zdziwiłbym się gdyby to właśnie on któregoś dnia po ponad dwudziestoletniej przerwie wykręcił quadruple-double. Jest to gracz kompletny w każdym calu koszykarskiego rzemiosła i według mnie najlepszy two-way player na parkietach NBA.
- Damien Lillard - poprowadził Portland do zwycięstwo w Minnesocie zdobywając 34 punkty, do tego notując 7 asyst i 4 przechwyty. Po odejściu LaMarcusa Aldridge'a przed obecnym sezonem Lillard stał się niekwestionowanym liderem swojej drużyny, który ma ją poprowadzić przez ten ciężki sezon do playoff. Jeśli będzie grał w taki sposób jak dziś w nocy, to nie jest to mission imposible.
- Golden State Warriors - dzisiejszej nocy zdeklasowali zawsze groźnych i twardo grających Memphis Grizzlies, odnosząc czwarte zwycięstwo z rzędu, w bardzo przekonywującym stylu. Oglądając ich w akcji wydaje się, iż koszykówka to taka prosta gra, w której praktycznie każdy rzut trafia do kosza niezależnie od pozycji, z której został oddany, a w przypadku GSW im dalej od kosza tym lepiej. Jeśli utrzymają ten poziom to może szykować nam się w tym sezonie poprawienie któregoś z drużynowych rekordów.
- James Harden - tak delikatnie o nim wspominam, bo wczoraj mu się oberwało. 37 punktów i poprowadzenie do zwycięstwa nad Oklahomą zasługują na pojawienie się w tej rubryce, ale Brodacza cały czas stać na więcej.


Na minus:

- Brooklyn Nets - kolejna porażka w nieciekawym stylu. Zdaje się, że Nets będą w tym sezonie na poziomie Philadelphii, z którą "stoczą walkę" o miano najgorszej drużyny ligi. Już teraz prorokuję im tankowanie w poszukiwaniu jedynki w drafcie i szans na odbicie dopiero w przyszłorocznych rozgrywkach.


02 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: porażka Houston w Miami

Porażka Rakiet w Miami nie jest sama w sobie jakąś wielką niespodzianką, gdyż przed meczem lekkimi faworytami byli gospodarze z Florydy. Chodzi mi o sam przebieg spotkania, w którym ekipa z Teksasu przypominała Dr. Jekylla i Mr Hyde'a. Pierwsza część meczu przebiegała pod dyktando Rakiet, które zdołały odskoczyć na kilkanaście punktów i utrzymywały tę przewagę do końca 2 kwarty. Gdy na początku 3 odsłony meczu Houston powiększyło przewagę do 21 punktów zdecydowałem się skupić na równolegle rozgrywanym meczu w Toronto pomiędzy Raptors i Bucks. Po zakończeniu 3 kwarty postanowiłem ponownie zobaczyć co słychać w Miami i aż musiałem przetrzeć oczy z wrażenia, gdy zobaczyłem gospodarzy na prowadzeniu, które z minuty na minutę wzrastało, ostatecznie zatrzymując się na dwudziestu punktach różnicy. Drugą część meczu Heat wygrali 65:26, a zeszłosezonowi finaliści konferencji zachodniej wyglądali jak dzieci zagubione we mgle. Drużynie z takimi (mistrzowskimi) aspiracjami nie przystoją takie wahania formy jakie pokazały Rakiety, które wyglądają żałośnie od początku obecnego sezonu.


Na plus:

- Dirk Nowitzki - 37 letni niemiecki skrzydłowy udowodnił, iż nie jest tylko melodią przeszłości jak niektórzy sugerowali przed rozpoczęciem sezonu. W meczu przeciwko LAL zdobył 25 punktów, trafiając 10/13 rzutów z gry oraz dołożył do tego 9 zbiórek, będąc najlepszym zawodnikiem na parkiecie i usuwając w cień swojego rówieśnika i gwiazdora Lakersów Kobe Bryanta.
- Hassan Whiteside - center Miami rozegrał bardzo dobry mecz przeciwko Houston wykorzystując 12 z 15 rzutów z gry i zdobywając 25 punktów. Zdominował też rywali na deskach zbierając piłkę 15 razy po niecelnych rzutach rywali (z czego aż 14 w defensywie) oraz dwukrotnie udanie blokował graczy Rakiet. Whiteside udowodnił, że pomysł z przesunięciem Chrisa Bosha na 4 oraz postawienie na niego na 5 okazał się strzałem w dziesiątkę.
- LaMarcus Aldridge - do trzech razy sztuka można powiedzieć w przypadku LMA w barwach SAS. Pierwsze dwa mecze nie były zbyt przekonywujące w wykonaniu najbardziej pożądanego gracza tegorocznego offseason, ale w trzecim udowodnił, że gdy tylko zgra się z resztą drużyny to Ostrogi będą miały z niego ogromny pożytek i będą jednymi z głównych kandydatów do mistrzostw NBA. W meczu przeciwko Bostonowi Aldridge wykręcił solidne double-double, uzyskując 24 pkt i 14 zbr oraz dołożył do tego 5 asyst.


Na minus:

- James Harden - co się dzieje z Brodaczem i co robił w trakcie offseason? Wygląda na to, iż to nie koszykówka zaprząta jego głowę w ostatnim czasie. Portale plotkarskie donoszą o próbie odbicia Lamarowi Odomowi jego żony Khloe Kardashian przez Hardena i gra głównej gwiazy Rakiet zdaje się potwierdzać te przypuszczenia. W meczu przeciwko Miami miał on tragiczną skuteczność z gry (2/15), a zza lini 7,24 nie trafił ani razu na 10 prób. Miejmy nadzieję, że jego miłosne podboje wkrótce się wyklarują i zobaczymy ponownie Jamesa z poziomu zeszłego sezonu, kiedy to według niektórych obserwatorów został okradziony z nagrody MVP. Z obecną formą nie jest w stanie za Stephenem Currym nosić nawet butów, a więc pobudka Brodaczu, stać cię na o wiele więcej! A od panien z rodu Kardashian trzymaj chłopie się z daleka, bo na dłuższą metę na dobre ci to nie wyjdziewink


01 Listopad, 2015


Wydarzenie dnia: 53 punkty Stephena Currego

MVP poprzedniego sezonu udowodnił jak wielkie drzemią w nim możliwości rzucając 53 punkty w meczu przeciwko NOP. Curry dokonał tego wyczynu oddając 27 rzutów z gry, z czego aż 17 znalazło drogę do kosza. Jego firmowe zagranie, czyli rzut za 3 punkty ośmiokrotnie okazał się celny, a z linii rzutów wolnych Steph nie pomylił się ani razu na 11 prób. Do tego dołożył 9 asyst, w tym niesamowicie efektowny no look pass wykończony wsadem przez Harrisona Barnes'a. Curry do perfekcji opanował sztukę dryblingu na pełnej szybkości zakończonej oddawaniem błyskawicznych rzutów z każdej praktycznie pozycji, choć preferuje poruszanie się na granicy linii 7,24, z której punktuje z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Przypominam sobie jak mówiło się o Dellu Currym, że rzuca zanim jeszcze złapie piłkę, ale Steph robi to jeszcze szybciej, częściej i dokładniej od swojego ojca. Po prostu Stephen opanował do perfekcji koszykarskie rzemiosło i jak złapie odpowiednią miarę to jest po prostu nie do zatrzymania, nawet kryty przez sporo wyższego i bardzo szybkiego jak na swój wzrost Anthonego Davisa. Czapki z głów przed Stephenem Currym!

 

Na plus:
- Derrick Favors - poprowadził Utah do zwycięstwa w Indianie zdobywając 18 pkt. i grając na dobrej skutecznośći (9/16). Od początku sezonu sprawia on bardzo dobre wrażenie, będąc obecnie liderem swojej drużyny ze średnią 21,3 pkt oraz 8,3 zbr.
- Carmelo Anthony - Melo zagrał świetny mecz przeciwko Wizards rzucając 37 punktów i przede wszystkim grając bardzo skutecznie (11/18), co nie zdarzało mu się ostatnio zbyt często i poprowadził NYK do niespodziewanego zwycięstwa w stolicy.
- Eric Bledsoe, Brandon Knight - Backcourt Suns rozegrał świetny mecz rzucając wspólnie 60 punktów (EB 33, BK 27) i przede wszystkim grając bardzo skutecznie (obaj ponad 50% z gry).
- Blake Griffin - 37 punktów, 9 zbiórek, 6 asyst i przynajmniej jeden monster slam w meczu to dla większości zawodników zestaw , o którym mogą tylko pomarzyć. Ale nie dla Blake'a Griffina, dla niego to chleb powszedni i to właśnie sprawia, że jest jednym z najlepszych zawodników tej ligi.

 

Na minus:
- Indiana Pacers - trzecia porażka z rzędu. Nie chodzi nawet o samą przegraną, ale o jej styl. Jeszcze do przerwy prowadzili i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą ale w drugiej połowie posypali się kompletnie i oddali mecz bez walki. Wiadomą sprawą jest, iż zmieniają całkowicie styl gry z długiego rozgrywania akcji na up tempo, ale jeśli ta transformacja nadal tak będzie przebiegała to może ich zabraknąc w playoff.

 

 

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem