Akt. tydzień IV

23 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: Warriors wyrównali rekord najlepszego startu w NBA
Golden State Warriors wygrali po raz 15 z rzędu od początku sezonu wyrównując najlepszy start w historii rozgrywek należący do Houston Rockets (93/94) i Washington Capitols (48/49). Dzisiejszej nocy Wojownicy pokonali w Denver miejscowych Nuggets 118:105 prowadząc 11 punktami już po pierwszej kwarcie i kontrolując przebieg spotkania aż do jego zakończenia. Najwięcej punktów w szeregach zwycięzców zdobył tym razem Clay Thompson - 21. Stephen Curry zanotował 19 oczek, ale grał w tym meczu stosunkowo niedługo, spędzając na parkiecie 27 minut. Już we wtorek czasu amerykańskiego GSW będą mieli okazję zapisać się w historii i stać się samodzielnym liderem wśród drużyn notujących najlepsze otwarcie sezonu. Okazja wydaje się wręcz idealna, gdyż Wojownicy będą podejmować na własnym parkiecie słabiutkich w obecnych rozgrywkach Los Angeles Lakers i nikt sobie chyba nie wyobraża, że mogą nie pobić tego rekordu. Choć NBA to miejsce, gdzie zdarzają się cuda (where amazing happens). W każdym razie okazja wydaje się niepowtarzalna!


Na plus:

- Anthony Davis - gwiazdor Pelikanów poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 122:116 nad Phoenix Suns. Davis uzyskał w tym meczu 32 punkty, 19 zbiórek, 1 asystę, 2 przechwyty oraz 4 bloki. NOP zdają się powolutku wracać na odpowiednie tory, ale jeśli chcą marzyć o występie w playoff muszą popisać się serią zwycięstw by poprawić swoją kiepską pozycję w tabeli konferencji zachodniej. Jesli Davis i będący w świetnej formie Ryan Anderson (dziś 29 pkt) odpowiednio pociągną swój zespół, do którego będą powoli wracać kontuzjowani obecnie gracze (Evans, Cole, Pondexter, Perkins) to nie będzie to wcale takie mission imposible...
- Russell Westbrook - Russ był głównym ogniwem zwycięstwa OKC nad Dallas 117:114. Zaliczył on w tym meczu 31 punktów, 5 zbiórek, 11 asyst, 5 przechwytów i 1 blok. Nie bał się wziąć odpowiedzialności za losy swojej drużyny i w nerwowej końcówce zdobył ostatnie 6 punktów dla Thunder oraz zebrał decydującą piłkę na sekundę przed końcem meczu po niecelnym rzucie Wesleya Matthewsa, uniemożliwiając rywalom ewentualne ponowienie akcji.
- Damian Lillard - lider Blazers w wygranym 107:93 spotkaniu z LA Lakers rzucił 30 punktów, do których dołożył 6 zbiórek, 13 asyst, 2 przechwyty oraz 1 blok. 13 asyst jest jego nowym rekordem kariery i pokazuje, że oprócz umiejętności snajperskich Lillard potrafi również wspaniale obsługiwac kolegów z drużyny decydującymi podaniami. Żeby oni jeszcze zawsze grali na tak dobrym procencie jak dzisiaj (50% celnych rzutów z gry) to DL byłby także w czołówce najlepszych asystentów ligi.


Na minus:

- Los Angeles Lakers - przed rozpoczęciem sezonu wydawało się, że będą w stanie uzyskać około 30 zwycięstw. Do zespołu dołączył tegoroczny numer 2 draftu D'Angelo Russell, sięgnięto po jednego z najlepszych rezerwowych ligi Lou Williamsa oraz solidnych Brandona Bass'a i Roya Hibberta. Wreszcie doszedł do siebie po złamaniu nogi w pierwszym meczu zeszłego sezonu Julius Randdle i wydawało się, że to może być dobry rok dla Lakersów. Kontuzję wyleczył też największy gwiazdor drużyny Kobe Bryant, który zapowiadał że jesczcze nie powiedział ostatniego słowa na parkietach NBA. Rzeczywistość okazała się jednak okrutna. Drużyna gra beznadziejnie, a zawodzi praktycznie każdy. Dzisiejszej nocy wróciły najgorsze demony w postaci samolubnego Bryanta forsującego kolejne nieudane rzuty (6/22 z gry w tym 0/5 za 3 pkt). Drużyna gra praktycznie bez obrony, a w ataku radzi sobie równie kiepsko. Pora chyba na drastyczne zmiany, bo złoto-purpurowe barwy szesnastokrotnych mistrzów NBA zobowiązują do czegoś zdecydowanie bardziej ambitnego niż bycie drugi rok z rzędu pośmiewiskiem całej ligi.


22 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: niesamowita końcówka Miami, Philadelphia wciąż bez zwycięstwa
Miami Heat wygrali swój mecz z Philadelphia 76ers 96:91 i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż byli murowanymi kandydatami do zwycięstwa, gdyby nie przebieg meczu. Przez większą część spotkania gracze z Filadelfii prowadzili i wydawało się, że odniosą w końcu swoje pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie. Być może ta myśl sparaliżowała ich tak bardzo w 4 kwarcie, że nagle stanęli nie mogąc przeprowadzić jakiejkolwiek udanej akcji przez dobrych kilka minut. W tym czasie gracze z Miami punktowali niczym wytrawny bokser notując w ostatnich 7 minutach meczu run 20-4. Wśród gospodarzy wyróżnił się Dwyane Wade, który zaliczył 27 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty i 1 blok. W tym meczu przekroczył też granicę 19 000 punktów rzuconych w karierze.


Na plus:

- DeMarcus Cousins - niech liczby przemówią same za siebie: 29 punktów, 12 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i 3 bloki to zestaw, którym uraczył nas tej nocy środkowy Królów w wygranym przez nich 97:91 wyjazdowym meczu z Orlando Magic. Forma Cousinsa w ostatnich meczach jest naprawdę imponująca i oby tylko trzymał nerwy na wodzy to kibice w Sacramento będą mieli jeszcze w tym sezonie wiele powodów do radości.
- Kristaps Porzingis - łotewski skrzydłowy Knicksów zaliczył bardzo udane spotkanie i poprowadził swoja drużynę do zwycięstwa w Houston 107:102. W ciągu 35 minut spędzonych na parkiecie uzyskał 24 punkty, 14 zbiórek, 2 asysty i aż 7 bloków. Ten utalentowany pierwszoroczniak czyni postęp dosłownie z meczu na mecz i nie nadarmo mówi się o nim już teraz jako o następcy Dirka Nowitzkiego.


Na minus:

- Milwaukee Bucks - przed sezonem wydawało się, iż w Milwaukee powstaje młoda i ciekawa drużyna mogąca zawojować NBA, a tymczasem Bucks od początku rozgrywek wyglądają jak zagubione dzieci we mgle i to na dodatek bardzo gęstej. Drużyna kompletnie nie broni, a w ofensywie każdy próbuje szarpać indywidualnymi akcjami bez jakiegokolwiek ładu i składu. Jeśli trener Kidd nie wyciągnie szybko wniosków i nie wstrząśnie swoim zespołem to marzenia o podboju ligi będzie można wsadzić między bajki, a on sam szybko podzieli los zwolnionego parę dni temu z Houston trenera McHale'a. Pobudka tam w Milwaukee, stać was na o wiele więcej! 


21 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: Wojownicy lepsi od Byków
Czternaste kolejne zwycięstwo Golden State Warriors stało się faktem. Pokonali oni, po zaciętym i wyrównanym spotkaniu, Chicago Bulls . O ich zwycięstwie zadecydowała umejętnie rozegrana końcówka 4 kwarty, w której GSW karali swoich przeciwników celnymi rzutami za 3 punkty jednocześnie uszczelniając swoją obronę i nie dając Bykom możliwości zdobywania łatwych punktów. Wśród zwycięzców wyróżnił się jak zwykle Stephen Curry, który zdobył 27 punktów, natomiast u pokonanych prym wiódł Jimmy Butler zdobywca 28 pkt. Warriors grają naprawdę kosmiczną koszykówkę i są na najlepszej drodze do pobicia rekordu najlepszego startu wynoszącego 15-0 i ustanowionego przez Washington Capitols w sezonie 48/49, a następnie wyrównanego przez Houston Rockets w sezonie 93/94. Jeszcze dwa takie mecze jak dzisiejszy i Wojownicy będą samodzielnm liderem tej klasyfikacji. A poźniej zostaje im walka o dwa kolejne rekordy: zwycięstw z rzędu (33 Lakersi) oraz najlepszy bilans w historii (72-10 Chicago). Będzie to niesamowicie trudne wyzwanie, ale z taką grą jaką obecnie prezentują GSW nie jest to niemożliwe!


Na plus:

- Marc Gasol - środkowy Memphis uzyskał pierwsze w karierze triple-double w wygranym 96:84 meczu z Houston Rockets. Na swoim koncie zapisał 16 punktów, 11 zbiórek i tyle samo asyst. Gasol i jego drużyna kiepsko zaczęli sezon, ale z meczu na mecz ich gra wygląda coraz lepiej i Miśki zaczynają wracać na odpowiednie tory prowadzące do stacji o nazwie playoff.
- Brandon Knight - znów świetny mecz w wykonaniu obrońcy Suns, który był głównym aktorem w zwycięskim dla jego drużyny występie w Denver. Słońca wygrały 114:107, a Knight uzyskał 38 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst oraz 2 przechwyty. Na jego punktowy dorobek złożyło się 11 celnych rzutów z gry (na 20 oddanych), w tym 6 razy za 3 punkty (na 11 prób) oraz 10 trafień z lini rzutów wolnych.
- Al Jefferson - center Szerszeni uzyskał 26 punktów, 10 zbiórek, 2 asysty i 5 bloków w wygranym 113:88 meczu z Philadelphia 76ers, dając prawdziwą lekcję podkoszowych zachowań swojemu młodemu odpowiednikowi w zespole gości - Jahlilowi Okaforowi
- Ryan Anderson - skrzydłowy Pelikanów, wchodząc z ławki, zdobył w wygranym 104:90 meczu przeciwko faworyzowanym San Antonio Spurs 30 punktów sześciokrotnie trafiając za 3 punkty. Anderson gra ostatnio na bardzo wysokim poziomie osiągając jak dotąd w sezonie wysoką średnią punktową - 18,5 na mecz.
- Russell Westbrook - 34 punkty, po 7 zbiórek i asyst oraz 4 przechwyty to zdecydowanie wynik godny wspomnienia w tej rubryce. Choć należy dodać, że Westbrook oddał aż 29 rzutów z gry, z których tylko 11 wpadło do kosza. Za 3 punkty wyglądało to słabiutko (2/10) i przede wszystkim nie wpadł mu najważniejszy rzut dający ewentualną dogrywkę (poprawiał jeszcze Waiters - również niecelnie). Tak więc taka połowiczna obecność tu dzisiaj Russa.
- Damian Lillard - obrońca Portland był architektem zwycięstwa Blazers nad LA Clippers 102:91. Uzyskał w tym spotkaniu 27 pkt, 4 zbr i 7 ast. Co prawda jego skuteczność nie powalała (10/25 z gry), ale liczy się końcowy efekt.


Na minus:

- Los Angeles Clippers - coś się ewidentnie zacięło w grze tej drużyny. Z ostatnich 5 meczów wygrali tylko jeden (z Detroit przegrywając w pewnym momencie już 17 punktami) i są coraz niżej w tabeli konferencji zachodniej. Potencjał w zespole jest ogromny i dobrze sie ogląda tą efektownie grającą ekipę, ale gdy spotkanie rozgrywane jest na styku lub LAC tracą prowadzenie coś się w ich grze zacina i schodzą z parkietu pokonani. Problem chyba tkwi w ich głowach, a trener Doc Rivers nie potrafi sobie z tym poradzić. Dla przypomnienia w zeszłym sezonie prowadząc w playoff 3-1 z Rockets Clippersi przegrali 3 mecze z rzędu i odpadli z dalszych rozgrywek. Trzeba wstrząsnąć tą drużyną, bo nie wypada aby pałętali się w okolicach 8 miejsca, ostatniego dającego awans do playoff. 


20 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: Golden State Warriors wciąż niepokonani!

Mistrzowie NBA odnieśli 13 z rzędu zwycięstwo, pokonując w wyjazdowym meczu Los Angeles Clippers 124:117. O ich końcowym zwycięstwie zadecydowała pogoń Wojowników w 2 połowie, którą wygrali 70:49. Fantastyczny mecz rozegrał po raz kolejny Stephen Curry, który zdobył 40 punktów do których dołożył 11 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Trafiał na poziomie 50% z gry (11/22), w tym 6/14 za 3 punkty. Był też nieomylny na lini rzutów wolnych. Dzielnie wspierali swoją gwiazdę Thompson (25 pkt), Barnes (21 pkt) oraz Green (19 pkt). Wśród pokonanych bardzo dobre zawody zaliczył Chris Paul, który specjalnie na ten mecz wrócił po kilkumeczowej przerwie spowodowanej urazem pachwiny. Rozgrywający Clippersów uzyskał 35 punktów, 4 zbiórki, 8 asyst oraz 3 przechwyty. Dzielnie wspierał go Blake Griffin, zdobywca 27 punktów, ale to wszystko nie wystarczyło na świetnie dysponowanych Wojowników. Należy coraz poważniej zacząć się zastanawiać, czy GSW nie będą w stanie pobić rekordu Byków z Chicago z sezonu 1995/96, którzy uzyskali wówczas bilans 72-10. Jeśli gracze z Oakland będą nadal grali na takim poziomie to ten niesamowity wynik będzie w ich zasięgu.


Na plus:

- Chris Bosh - bardzo udany mecz przeciwko Sacramento Kings w wykonaniu silnego skrzydłowego Miami Heat. Miał on wielki udział w zwycięstwie swojej drużyny 116:109, uzyskując 23 punkty, 11 zbiórek oraz 4 asysty. Dysponujący świetnym rzutem z dystansu Bosh trafił dziś 8/12 razy z gry, nie myląc się ani razu zza lini 7,24 (2/2) ani podczas wykonywania rzutów wolnych (5/5).
- Rajon Rondo - rozgrywający Sacramento, pod nieobecność zawieszonego na jeden mecz Cousinsa (za umyślne uderzenie w głowę podczas meczu Ala Horforda z Atlanty), miał za zadanie poprowadzić Kings do zwycięstwa i niewiele brakowało aby udało mu się wykonać to bardzo trudne zadanie. Rondo świetnie prowadził grę Królów, a że koledzy z drużyny mieli dobrze nastawione celowniki to RR zaliczył aż 18 asyst pobijając tym samym najlepszy dotychczasowy wynik obecnego sezonu (16). Do asyst dorzucił 14 punktów i 9 zbiórek i bardzo szkoda, że nie udało mu się zebrać jednej piłki więcej, gdyż skompletowałby w ten sposób piąte triple-double w sezonie. W każdym razie formę zbudował raewlacyjną na początku rozgrywek i oby tak dalej.
- Kevin Love - solidnym double-double popisał się skrzydłowy Cleveland w wygranym 115:100 spotkaniu z Milwaukee Bucks. Love rzucił 22 punkty oraz 15 razy zbierał piłki z tablic (10 w defensywie i 5 w ataku).
- Giannis Antetokounmpo - Giannis był wyróżniającą się postacią w swojej drużynie zdobywając 33 punkty i grając na wysokim procencie rzutów z gry (12/15). Szkoda tylko, że koledzy z drużyny nie dostroili się do jego poziomu i Bucks polegli w Cleveland 100:115.


Na minus:

- DeMarcus Cousins - dziś minus nie za występ w meczu lecz za jego brak i to przez głupie zachowanie zawodnika. DMC został bowiem zawieszony za umyślne uderzenie łokciem w głowę przeciwnika (Ala Horforda) podczas meczu z Atlantą Hawks. To nieodpowiedzialne zachowanie poskutkowało brakiem Cousinsa w meczu z Miami, co na pewno nie pomogło jego drużynie w przegranej walce z Heat 109:116. Boogie w ostatnich 5 spotkaniach notował bowiem średnią ponad 30 punktów na mecz i z nim w składzie Sacramento mogło spokojnie powalczyć o zwycięstwo na Florydzie, a jego pojedynki z centrem gospodarzy i przede wszystkim mistrzem bloków - Hassanem Whiteside'm byłyby ozdoba widowiska. No cóż ale na głupotę nie ma czasem mocnych... 


19 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: kolejne triple-double Rajona Rondo
Rajon Rondo po raz czwarty w obecnych rozgrywkach popisał się uzyskaniem triple-double. Tym razem na ten wyczyn złożyło się 12 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. Rondo jednak nie mógł być w pełni usatysfakcjonowany po meczu, gdyż jego Sacramento uległ Atlancie 97:103, a rozgrywający Kings zaliczył aż 7 strat. RR nie oddawał zbyt wielu rzutów podczas tego spotkania (6/9), tym razem skupiając się prawie wyłącznie na wyszukiwaniu kolegom z drużyny dogodnych sytuacji rzutowych. Dziś jednak ani Cousins (7/20), ani Gay (5/13) nie grzeszyli zbytnio skutecznością więc Królowie musieli zejść z parkietu pokonani.


Na plus:

- Russell Westbrook - 43 punkty, 9 zbiórek, 8 asyst oraz po 1 bloku i przechwycie, to bilans Westbrooka w wygranym meczu 110:103 przeciwko New Orleans Pelicans. Russ wykorzystuje nieobecność kontuzjowanego Kevina Duranta i bierze na siebie ciężar gry oraz odpowiedzialność za wyniki OKC. A że charakteru i serca do gry może mu pozazdrościć praktycznie każdy zawodnik w lidze to efekt jest często taki jak choćby dzisiaj.
- James Harden - niewiele zabrakło liderowi Houston do osiągnięcia triple-double w wygranym po dogrywce meczu z Portland (108:103). Brodacz uzyskał 45 punktów, 8 zbiórek, 11 asyst oraz 5 przechwytów. Był głównym architektem zwycięstwa Rakiet w tym meczu, choć tym razem nie on zdecydował się na celny trzy punktowy rzut doprowadzający do dogrywki w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry. Dokonał tego Corey Brewer, a Harden zaliczył asystę przy tym rzucie. W dogrywce JH zdominował już wydarzenia na parkiecie zdobywająć wszystkie 9 punktów i przerywając serię 4 z rzędu porażek Houston.
- Paul Millsap - 23 punkty, 16 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty i 2 bloki uzbierał skrzydłowy Atlanty w wygranym przez jego zespół meczu z Sacramento 103:97. Millsap walczył niesamowicie zwłaszcza na tablicach sześciokrotnie zbierając piłkę w ataku, a zakończenie jednej akcji potężnym tip dunkiem może się znaleźć wśród najefektowniejszych akcji tygodnia.
- Paul George - skrzydłowy Indiany poprowadził swój zespół do wyraźnego zwycięstwa 112:85 nad Philadelphią 76ers. George zdobył w tym meczu 34 punkty, dodając 8 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty i 1 blok. To mogła być z jego strony odpowiedź na pominięcie go przy wyborze najlepszego zawodnika tygodnia konferencji wschodniej (wyróżnienie otrzymał Nicholas Batum).


Na minus:

- Boston Celtics - Celtowie roztrwonili 18 punktowe prowadzenie z drugiej kwarty i ulegli ostatecznie we własnej hali Dallas Mavericks 102:106. Nie takie cuda się zdarzały w NBA, ale tak dobrze poukładana przez trenera Stevensa drużyna jaką są obecnie Celtowie nie powinna sobie pozwolić na takie przestoje w grze.


18 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: triple-double Hassana Whiteside'a
Niesamowitym wyczynem popisał się środkowy Miami Heat, który uzyskał triple-double dokładając do punktów i zbiórek dwucyfrową zdobycz także w blokach! Jest to dopiero siódmy taki przypadek w historii NBA, a drugi w wykonaniu Whiteside'a, który taką samą kombinacją dwucyfrowych zdobyczy popisał się w zeszłym sezonie podczas meczu przeciwko Chicago Bulls. Dzisiejszej nocy center gospodarzy zaliczył 22 punkty, 14 zbiórek i 10 bloków, co jednak nie uchroniło jego drużyny przed porażką z Minnesotą Timberwolves 91:103. Wielka szkoda, że Whiteside nie ma inklinacji do asystowania kolegom przy zdobywaniu punktów bo moglibyśmy wówczas być świadkami pierwszego od ponad 20 lat quadruple-double na parkietach NBA. Ale cieszmy się z tego co mamy.


Na plus:

- Danilo Gallinari - włoski skrzydłowy Denver Nuggets poprowadził swoją drużynę do wyjazdowego zwycięstwa nad New Orleans Pelicans 115:98. Uzyskał on w meczu 32 punkty oraz po 8 zbiórek i asyst trafiając z bardzo dobrą skutecznością - 12/19 z gry (w tym 5/8 za 3).

- Kristaps Porzingis - pierwszoroczniak z Łotwy rozegrał bardzo dobre zawody i poprowadził swoich Knicks do zwycięstwa 102:94 w meczu z Charlotte Hornets. Porzingis rzucił rywalom 29 punktów, do których dołożył 11 zbiórek. Jego adaptacja w NBA wygląda lepiej niż można się było tego spodziewać po chudym jak patyk wysokim skrzydłowym. Coraz więcej kibiców w Nowym Jorku przekonuje się, iż wybór Porzingisa z 4 numerem tegorocznego draftu nie był wcale taką porażką jak wieszczono to na początku i być może NYK będą mieli z niego naprawdę duży pożytek.

- Detroit Pistons - Tłoki przerwały w końcu serie 4 porażek z rzędu i po zaciętym meczu pokonały na własnym parkiecie Cleveland Cavaliers 104:99. O wszystkim zadecydowała ostatnia kwarta wygrana 29:18, w której to prym wiódł duet Drummond-Jackson, a obaj gracze Pistons uzyskali w całym spotkaniu double-double. Drummond zaliczył 25 pkt i 18 zbr, a Jackson 23 pkt oraz 12 ast.
- Stephen Curry - Steph poprowadził Wojowników do 12 z rzędu wygranej. GSW pokonali Toronto Raptors 115:110, a Curry rzucił 37 punktów i dołożył 9 asyst. Grał na ponad 50% skuteczności z gry trafiając 13 z 23 rzutów, w tym 5 na 10 za 3 punkty.

- LeBron James - The King znów zrobił swoje rzucając 30 punktów, ale jego Cavs nie udało się wywieźć zwycięstwa z Detroid, a sam LBJ miał w końcówce meczu niepotrzebną stratę, która poskutkowała ważnymi punktami dla gospodarzy.

Na minus:

- New Orleans Pelicans - dziesiątą porażkę przy tylko jednym zwycięstwie zanotowały Pelikany dzisiejszej nocy. Drużyna gra po prostu beznadziejnie, a wszelkie próby usprawiedliwiania tego stanu rzeczy kontuzjami miją się z celem. W meczu przeciwko Denver parkiet szybko opuścił Anthony Davis (kontuzja lewego ramienia), co na pewno pokrzyżowało szyki jednak gra reszty zespołu wyglądała naprawdę słabiutko. Eric Gordon i Jrue Holiday mylili się co chwila przypominając na parkiecie dzieci zagubione we mgle. Sezon w NBA jest długi i wiele podczas niego się może wydarzyć, ale jak Pelikany nie ogarną się z dnia na dzień (a nic tego nie zwiastuje) to o playoffach moga szybko zapomnieć.


17 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: triple-double Brandona Knighta

Rozgrywający Phoenix Suns Brandon Knight uzyskał po raz pierwszy w karierze triple-double w wygranym 120:101 meczu z Los Angeles Lakers. Na jego dorobek złożyło się 30 punktów, 10 zbiórek i 15 asyst, do których dołożył jeszcze 4 przechwyty. Knight miał prawie 50 % skuteczność rzutów z gry (11/23), a na parkiecie rządził i dzielił jak chciał, będąc nie do zatrzymania dla obrony Lakersów. Backcourt Suns (Knight, Bledsoe) rzucił rywalom wspólnie 51 punktów udowadniając, że są jednym z najlepszych duetów na tej pozycji w całej lidze.


Na plus:

- Russell Westbrook - wreszcie dobry mecz w wykonaniu króla strzelców poprzednich rozgrywek. Westbrook uzyskał w przegranym 114:122 przez OKC meczu z Memphis 40 punktów, 4 zbiórki, 14 asyst oraz 3 przechwyty. Russ osiągnął wreszcie dobrą skuteczność rzutów z gry trafiając 13 na 19 rzutów (z czego 5 na 8 za 3 punkty). Jak zwykle niestety nie potrafił ograniczyć ilości strat, których zrobił aż 8 w dzisiejszym spotkaniu.

- Mario Chalmers - świetnie wprowadził się do nowej drużyny niechciany w Miami Mario Chalmers. W wygranym meczu z Oklahomą zdobył 29 punktów trafiając z ponad 50% skutecznością i udowodnił, że może być sporym wzmocnieniem ekipy z Memphis.

- Boston Celtics - Celtowie odnieśli nad wyraz łatwe zwycięstwo w Houston ogrywając miejscowe Rakiety 111:95 i odnosząc tym samym 3 wygrana z rzędu. Celtics pokazali gospodarzom na czym polega gra zespołowa i zwłaszcza w drugiej połowie zdominowali wydarzenia na parkiecie, doprowadzając swoją byłą gwiazdę, a obecnie coacha Rockets - Kevina McHale'a do istnej rozpaczy.


Na minus:

- Philadelphia 76ers - 11 z rzędu porażka 76ers stała się faktem po przegranej 86:92 z Dallas Mavericks. Nie jest to jakaś niespodzianka oczywiście, bo Philly w żadnym meczu ligi NBA nie są stawiani w roli faworytów, ale Mavs byli w pewnym momencie meczu w zasięgu gospodarzy, którzy nie potrafili postawić kropki nad i. Zwyciężyło doświadczenie gości, a 76ers nie będą wygrywać dopóki nie zrobią czegoś z ilością strat, która w dzisiejszym spotkaniu wyniosła aż 27 na cały zespół. Z taką ilością zgubionych piłek nie da się wygrać meczu!


16 Listopad, 2015

Wydarzenie dnia: zwycięstwo Lakers, Kobe blisko triple-double

Los Angeles Lakers przerwali serię czterech porażek z rzędu wygrywając przed własną publicznością z Detroit Pistons 97:85. Było to dopiero drugie zwycięstwo ekipy z Kalifornii odniesione w 10 meczu tego sezonu. Jeziorowcy wreszcie zagrali druzynowo, szukając na parkiecie zasłon oraz kreując grę pod uwalniającego sie na wolną pozycję zawodnika, a nie jak do tej pory szarpiąc wszystko indywidualnymi akcjami. Nawet krytykowany ze względu na egoistyczne podejście do gry Kobe Bryant dostosował się dzisiejszej nocy do dobrej postawy kolegów i z 17 punktami, 8 zbiórkami i 9 asystami był jednym z głównych architektów zwycięstwa nad Pistons. Co do gości to zdecydowanie nie będą miło wspominać wyprawy do Miasta Aniołów, gdzie zanotowali dwie porażki z miejscowymi drużynami (LAC i LAL).


Na plus:

- DeMarcus Cousins - od czasu afery z publicznym ubliżaniem trenerowi Karlowi, Cousins posypał głowę popiołem i zaczął grać na najwyższym poziomie. Dziś w nocy w wygaranym 107:101 meczu z Toronto poprowadził Królów do trzeciego z rzędu zwycięstwa uzyskując: 36 punktów, 10 zbiórek, 3 asysty oraz 3 bloki. Boogie zdaje się świetnie odnajdywać na parkiecie z Rajonem Rondo (dziś 14 asyst) i jeśli obaj utrzymają taką formę to mogą stać się jednym z najbardziej zabójczych duetów ligi.

- Nicolas Batum - francuski skrzydłowy od początku sezonu gra na wysokim poziomie, a po przenosinach do Charlotte dostał więcej mozliwości gry w ataku, co skutkuje bardzo dobrymi statystykami Nicka. Tej nocy w meczu przeciwko swojej byłej druzynie z Portland rzucił 33 punkty, do których dołożył 5 zbiórek oraz 6 asyst, a Hornets pokonali Blazers 106:94. Batum udowadnia, że nie jest tylko specjalista od obrony, ale równie dobrze radzi sobie w ataku co pokazuje w obecnym sezonie uzyskując najwyższą w karierze średnią zdobytych punktów (17,7) właśnie w barwach Szerszeni.

- Carmelo Anthony - lider NYK poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w Madison Sqare Garden w meczu przeciwko NOP 95:87. Melo uzyskał 29 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty oraz po jednym bloku i przechwycie. W decydujących momentach meczu wziął na siebie odpowiedzialność za wynik i w nerwowej końcówce trafiał rzuty wolne nie pozwalając gościom na złapanie kontaktu.

- Anthony Davis - bardzo dobre zawody w wykonaniu lidera Pelikanów. Davis zdobył 36 punktów, do których dołożył 11 zbiórek oraz 4 bloki. Na nic się to jednak zdało, gdyz koledzy z druzyny nie dostosowali sie gra do swojego najlepszego garcza i AD musiał przełknąć 9 porażkę w obecnych rozgrywkach.


Na minus:

- Oklahoma City Thunder - OKC przegrali wysoko na własnym parkiecie z Bostonem 85:100 trafiając zaledwie 28 z 77 rzutów z gry. Pod nieobecność kontuzjowanego Kevina Duranta odpowiedzialność za wynik miał wziąć na siebie Russell Westbrook, ale to zadanie wyraźnie tym razem go przerosło. Russ zagrał na bardzo słabej skuteczności (25%) i nie wspomagał też zbytnio kolegów dobrymi asystami notując ich zaledwie 5 w całym meczu. Celtics zagrali zespołowo i odprawili gospodarzy z kwitkiem sprawiając swoim zwycięstwem dużą niespodziankę.


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem